Mike Oldfield

Hergest Ridge (remaster 2012)


36,27 PLNabout 7,92 EURbrutto

Mike Oldfield | Hergest Ridge (remaster 2012)

Tagi albumu: Mike Oldfield | Hergest Ridge (remaster 2012), Universal Music, Mike Oldfield, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Mike Oldfield
LABEL Universal Music
NUMBER 532 675-2
RECORD DATE 2010 (1974)
MEDIA 1CD
PACKAGE JEWELCASE
Kod produktu 006168

Lista utworów

Hergest Ridge p. I 19,21
Hergest Ridge p. II 18,46
In Dulci Jubilo (For Maureen) 2,45
Spanish Tune 3,11

Recenzja


Hergest Ridge jest znakomitym albumem, który wymaga jednak kilku uważnych przesłuchań, by mógł zostać doceniony - podczas gdy materiał wypełniający Tubular Bells miał od pierwszego przesłuchania większą siłę rażenia. Muzyczny krajobraz odmalowany przez Oldfielda - z wyjątkiem kilku niedługich epizodów - tchnie spokojem i atmosferą zadumy. Muzyka rodzi się na tle stojącego akordu, ciągnącego za sobą niekończące się nici babiego lata. Powoli wykluwają się kolejne durowe dźwięki, zataczające coraz śmielsze kręgi, podrywające się do lotu, przebijające się coraz intensywniejszymi tonami. Z tych drobnych motywów uformuje się w końcu jeden z przewodnich riffów, czyli gitarowe ostinato, na tle którego rozpościerają się wiosenne plamy nostalgicznych akordów. Pierwszy plan należy właściwie nie do gitary, tylko do trąbki, która ma tu jednak całkiem wyjątkowe brzmienie - nie jest to czyste, selektywne brzmienie trąbki barokowej, na pewno nie jest to surowy, rozimprowizowany głos trąbki jazzowej; przywiędnięte, nostalgiczne dźwięki tego instrumentu wprowadzają słuchacza w lekko oniryczną, przymgloną atmosferę. Zastanawiam się, dlaczego remix kompozycji Hergest Ridge zdobiący wydawnictwo Boxed (1976) oraz remasterowaną edycję albumu wydaną stosunkowo niedawno pozbawiony jest w większości partii tego przewodniego głosu (Hergest Ridge jest w porównaniu z Tubular Bells i Ommadawn w ogóle najbardziej chyba przeistoczoną aranżacyjnie i ścieżkowo suitą wydaną w obrębie Boxed).
Plany dźwiękowe zasnuwają się ultramarynowymi chmurami, blaszana trawa gnie się pod naciskiem ołowianego nieba. Dochodzi do napiętej, wzbierającej sekwencji, z której wypłynie głosem górskiego strumienia nowy wątek: frapujący dialog melancholijnej gitary i tęsknego oboju. Ten motyw jest jednym z najbardziej udanych epizodów w całej dyskografii Oldfielda. Malowane impresjonistycznymi kreskami kłosy i źdźbła wysokich traw rozchylają się niczym kurtyna, ukazując dopiero co opuszczoną przez postacie z obrazów prerafaelitów łąkę, falującą w przepływie promieni ostrego słońca i cieni przesuwających się wciąż po niebie napęczniałych chmur.
Pojawiają się kolejne instrumenty, w końcu napięcie zostaje rozładowane głośnymi tonami dzwonów, po czym na znienacka opustoszałej scenie pozostaje tylko riff gitary basowej (i akurat ten fragment brzmi na remasterowanej edycji płyty oraz na albumie Boxed ciekawiej, plastyczniej, ponieważ przyozdobiony zostaje wirującymi wodnymi zmarszczkami oddalonego fortepianu, którego filigranowe dźwięki zwielokrotnione zostają echem). Riff transponowany zostaje o pięć tonów na prawo w nową tonację, po czym rozpoczyna się niezwykły, tchnący świeżym, mroźnym górskim powietrzem kojący fragment finałowy pierwszej części. Rozpływające się organy intonują niestandardowe akordy, gitara ciągnie swoją orzeźwiającą pieśń, a pod koniec dołącza się zamglona partia chóru akcentowana uderzeniami zardzewiałych dzwonów. W tym fragmencie wyraźnie słychać wpływ Deliusa, od razu przypomina się nastrój jego symfonicznego poematu The Song of the High Hills.
Drugą część otwiera smutny dialog gitary i organów, z którego wkrótce wyłania się słoneczny, spokojny motyw z nieco schowaną w tle wokalizą żeńską, utrzymaną w podobnym nastroju co wokalizy przesuwające się przez plan Tubular Bells i Ommadawn. Z tego epizodu wybije się nagle organowe nerwowe ostinato, na tle którego improwizujący flet przypomni motyw snuty przez obój i gitarę w części pierwszej. Dwa głośne akordy przesterowanej gitary odsłonią nagle zupełnie nowy widok: zupełnie znienacka pośród tej kojącej, ukazującej zamyśloną naturę muzyki, rozkwitnie szaleńczo ekspresywny rockowy motyw, zaaranżowany na kilka ujadających elektrycznych gitar, przemierzających w szybkim tempie dźwiękowy plan, rozbudowujących kolejne mięsiste riffy, pozostawiające po sobie zapach czarnego pieprzu i wysuszonego mchu. Riffy przechodzą w siebie nawzajem, transponowane zostają w inne tonacje, w końcu najważniejszy staje się riff, który słyszeliśmy już w dwóch krótkich fragmentach poprzedniej płyty, tu zostaje przypomniany w nowej, pełniejszej, rzężącej aranżacji. Na tym tle Mike Oldfield wygrywa zgiełkliwe solówki z wykorzystaniem podciąganych strun - ten fragment robi niesamowite wrażenie i nie wiadomo kiedy cała sekwencja znienacka się kończy, pozostawiając zdumionego tym ładunkiem emocji słuchacza z finałowymi dźwiękami spokojnego, powtórzonego tu motywu akustycznego z żeńską wokalizą.

I. W.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Goods in stock

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas