Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Klaus Schulze | Blackdance

back

12,31 EUR
incl. VAT
Goods in stock
We ship to 3 days
Delivery of the registered letter is available from 6 EUR.
Shipment provide post office.
Pierwsze wyraźnie zrytmizowane kompozycje. Na scenę wkraczają gitara dwunastostrunowa i operowy głos. Intrygujący owoc nagrań z fazy przejściowej między mroczną muzyką eksperymentalną a sztandarowymi dziełami rodzącej się elektroniki sekwencyjnej.
  • Ways of changes 17:14
  • Some velvet phasing 08:24
  • Voices of syn 22:40
  • Foreplay 10:33 Bonustrack
  • Synthies have (no) balls? 14:42 Bonustrack

To play the samples you need the Flash Player. Download and install.

Utrzymana w ciepłych barwach, pełna "woskowych" kształtów, stylizowana na malowidła Salvadora Dali okładka ciekawie kontrastuje z zimnymi, krystalicznymi tonami utworów z tej płyty. Way Of Changes zaczyna się w podobnym stylu jak kompozycje z poprzednich dwu albumów, ale muzyka już od początku wydaje się być bardziej uporządkowana, a kolejne plany odsłaniają się stopniowo, przez co w porównaniu z masywnymi ścianami dźwięku budowanymi na Irrlicht i Cyborg brzmienie jest nieco płytsze. Nie oznacza to jednak, że artyście brak pomysłów, ani że kompozycji zbywa na atmosferze. Tu nie odzywa się jeszcze żaden sekwencer, ale uporczywy rytm instrumentów perkusyjnych zapowiada już powoli, jak będzie klarowało się typowo "schulzeańskie" brzmienie na kolejnych albumach. Organy wiodą swoją melodię, w którą raz po raz wkradają się schromatyzowane ozdobniki; momentami muzyka ta może wywołać nie tak odległe skojarzenia z niektórymi fragmentami płyty More grupy Pink Floyd...
Some Velvet Phasing to najkrótsza i najoszczędniejsza w środkach wyrazu, ale zarazem chyba najbardziej zagadkowa kompozycja na tej płycie. Kolejne akordy zbierają się niczym ciężkie krople na brązowo-żółtych liściach, odrywają się, przesączają przez brązowo-żółty piasek. Wydaje mi się, iż te dźwięki najlepiej wprowadzają słuchacza w klimat wyczarowany na okładce longplaya.
Potem następuje najdłuższy utwór: Voices Of Syn. Głos śpiewaka operowego dobiega jak z zaświatów, następnie przybiera na sile, po czym stapia się z minorowymi, rozpływającymi się akordami organów. Ta niesamowita część przywołuje na myśl jakieś niezwykłe ceremoniały odprawiane w katedrach zbudowanych z "niemożliwych brył", w których krawędzie nigdy nie przecinają się wedle praw geometrii a schody odwracają się w niewytłumaczony sposób w połowie biegu na lewą stronę. Głos wydaje się momentami snuć nieco inną opowieść, niż posępne organy - ale pozorne dysonanse tylko dodają muzyce niesamowitości. W końcu organowe akordy przybiorą nieco na sile i zostaną dobitniej "skręcone" i wygięte, po czym nastąpi zrytmizowana część kompozycji, utrzymana w podobnym charakterze jak motoryczny fragment Way Of Changes. Teraz z tajemniczej katedry odpływamy prosto na Wyspę Umarłych Arnolda Bocklina... Ta mglista podróż będzie trwała kilkanaście minut, które Klaus Schulze być może mógł był rozwinąć w nieco ciekawszy sposób, ale i tak trudno nazwać ten utwór nieudanym i odmówić mu wyjątkowego charakteru.
Dodatkową atrakcję w przypadku reedycji niniejszego albumu stanowią aż dwa nieznane wcześniej utwory. Foreplay to prawdziwy muzyczny spektakl, wręcz uwertura do elektronicznej opery. Muzyka rodzi się pośród groźnych grzmotów i potężnych niemuzycznych wyładowań; z sitowia brunatnych dysonansów wyłania się stopniowo mroczna, urzekająca pieśń elektronicznych chórów. Doprawdy szkoda, że aż tyle czasu trzeba było czekać na to niesamowite nagranie, stanowiące być może odpowiedź na Zmierzch bogów Richarda Wagnera - albo może muzyczną ilustrację do Zmierzchu bożyszcz Friedricha Nietzschego?... Kolejny utwór, Synthies have (no) balls?, wykluwa się z nadal pomrukujących w tle grzmotów przepełniających przestrzeń poprzedniej impresji. Tym razem jednak brak tutaj "chórów", muzyczny płaskowyż zostaje zasiedlony pełnymi skargi i nostalgii tonami organów. W pewnym momencie zjawiają się na pierwszym planie lepkie, zapomniane strzępy melodii, próbujące połączyć się w mollową całość, a na półmetku kompozycji dołącza się znienacka elektryzująca sekcja rytmiczna. Całość ma jeszcze dość "garażowy" charakter (niezwykle surowe opracowanie i pozostawiająca co nieco do życzenia jakość nagrania), co - być może paradoksalnie - tylko dodaje utworowi mocy i trudnego do wytłumaczenia uroku. Ta czternastominutowa suita ma coś wspólnego z gniewną kipielą wykwitającą w środkowej części impresji Mental Door z albumu Picture Music - partia perkusyjna w każdym razie wystarcza już, by wywołać u słuchacza mnóstwo dreszczy, a tymczasem mamy tutaj jeszcze mantrowe, pra-ostinatowe tło oraz kleistą, mrowiącą, mollową improwizację rozpościerającą się na pierwszym planie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników muzyki Klausa Schulze, również dla tych, którzy pierwsze wydanie Blackdance już dawno postawili sobie na półce.

I. W.

Album's tags:

Klaus Schulze | Blackdance

,

Mig

,

Klaus Schulze

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk