Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Mike Oldfield | Tubular Bells 2

back
Mike Oldfield | Tubular Bells 2 lupa
Good price

7,30 EUR
incl. VAT
Goods in stock
We ship to 3 days
Delivery of the registered letter is available from 6 EUR.
Shipment provide post office.
Niemalże dokładnie w dwadzieścia lat po opublikowaniu słynnej, debiutanckiej płyty, Mike Oldfield nagrywa bardzo specyficzną suitę nowe tematy melodyczne zostają tu splecione w całość na bazie konstrukcji longplaya Tubular Bells. Artysta z niebywałym poczuciem humoru traktuje swoje pierwsze dzieło, a od strony brzmieniowej płyta Tubular Belss II jest udaną syntezą pomysłów aranżacyjnych tak już sprawdzonych, jak i zupełnie niespodziewanych, wytyczających ścieżki na przyszłość.
  • Sentinel [8:06]
  • Dark Star [2:16]
  • Clear Light [5:47]
  • Blue Saloon [2:58]
  • Sunjammer [2:32]
  • Red Dawn [1:49]
  • The Bell [6:55]
  • Weightless [5:43]
  • The Great Plain [4:46]
  • Sunset Door [2:23]
  • Tattoo [4:14]
  • Altered State [5:12]
  • Maya Gold [4:00]
  • Moonshine [2:20]

To play the samples you need the Flash Player. Download and install.


Pogodna, durowa figura fortepianowa otwiera cały album słonecznym akcentem, ale po chwili instrumentalne niebo zostaje zasnute chropawymi chmurami i na pierwszy plan wysuwa się charakterystyczny motyw utrzymany w wysokich fortepianowych rejestrach, podszyty dźwięcznymi szelestami jesiennych liści dzwonków i gitary basowej, do złudzenia przypominający introdukcję legendarnego debiutanckiego utworu. Gitara kładzie na tym tle swoje miękkie, dwudźwiękowe akcenty, skądś pojawia się też żeński chórek. Ścieżka rytmiczna jest znacznie bardziej wyrazista niż na debiutanckiej płycie, szczególnie zwrócić należy uwagę na głęboki, fantazyjny puls basu. Motyw podlega kolejnym parafrazom, dopóki nie wykluje się z niego pogodna trawestacja tematu, który otwiera całą płytę. W chwilę potem zamarkowany zostaje wyrazista ścieżka perkusji i basowego syntezatora, w tle zaś rozpluskują się chaotycznie wirujące płatki śniegu oscylujące fraktalowo wokół tematu introdukcji. Na takim tle rozwija się pełna schromatyzowanych ekstrawagancji popisowa solówka gitarowa, chyba jeszcze misterniejsza niż w analogicznym miejscu pierwszej części Tubular Bells. Podobnie jak w pierwszej części, solo gitarowe rozpłynie się w warkotliwym pomruku masywnych ścian ciężkich, basowych dźwięków, na tle których rozbłysną jeszcze krótkie wejścia gitary, podlegające progresji w coraz wyższą tonację. Kolejny pasaż przywróci atmosferę relaksu i uspokojenia, kojąc barwami, które wydadzą się w porównaniu z pierwszymi Tubular Bells może nawet nazbyt pastelowe i łagodne…
Dalszy ciąg utworu jest, wedle tej specyficznej metody, z jednej strony "oczywisty" (aranżacyjne aluzje są przeprowadzone z żelazną konsekwencją), z drugiej zaś niezwykle świeży i zaskakujący (wątki melodyczne czasami oddalają się niespodziewanie od pierwowzorów, tylko uważny słuchacz dostrzeże w poszczególnych epizodach konkretne nawiązania do pierwszej części cyklu). Tak więc ucieszy słuchacza polifoniczny dialog rozwibrowanych gitar na tle basu przypominającego mroczny akompaniament One of these Days Pink Floyd (Blue Saloon), unisono gitar akustycznych, klasycznych i elektrycznych prowadzące bardzo oldfieldowski riff (Sunjammer), rozległy pejzaż irlandzki obserwowany z lotu ptaka, o którym opowiadają zwłaszcza instrumenty akustyczne pod przewodnictwem mandoliny i banjo (The Great Plain oraz Sunset Door), wreszcie – oparta na soczystych riffach prawdziwie rockowa kompozycja z powrzaskiwaniami "człowieka z Piltdown" (Altered State).
Melodie czasami brzmią tak, jakby poprzestawiano w nich w sprytny sposób podstawowe klocki, czasami tak, jakby odtwarzane były wspak, czasem zaś zupełnie nowe rozwiązanie harmoniczno-melodyczne lepiej przywołuje ducha oryginału, niż uczyniłaby to wierna replika danego motywu. Zamyślony, mollowy wstęp do części drugiej oryginalnej suity Tubular Bells, trwający na tamtej płycie zaledwie minutę, tutaj rozwinięty zostaje w całą kompozycję pt. Weightless, obfitującą w chwytliwe partie gitary, przewijające się na lekko podorientalizowanym tle wydzielającym zapach cytrusowych drzew. Fragment, w którym odzywają się zaspane dzwony jakiejś zardzewiałej wieży kościelnej niczym z zachmurzonego pejzażu Corota, na Tubular Bells II rozbudowany zostaje w piękną akustyczną impresję z żeńską wokalizą, stylizowaną na przejmujący fragment Bachianas Brasileiras no. 5 Heitora Villi-Lobosa. Pozostałe innowacje raczej transponują to, co mollowe i ponure na pierwszej płycie, w pogodne i żartobliwe. Pełen grozy fragment, w którym ścieżka "przemawiających" kotłów i timpani splata się na złowróżbnie narastającym tle z pieśnią szkockich dud dublowanych przez łkające gitary, staje się na Tubular Belssa II kompozycją Tattoo, która zgodnie z tytułem (chodzi oczywiście o mniej znane tłumaczenie angielskiego słowa) jest podniosłym, pogodnym hymnem rozpisanym na dudy i charakterystycznie grzechoczące bębny. Nostalgiczna, ponura impresja gitarowo-organowa z części pierwszej zamienia się w Maya Gold – miniaturę oscylującą wokół błogo rozmarzonych, ciepłych tonacji. Wreszcie, niesamowita trawestacja ravelowskiego Bolera, czyli wejścia kolejnych instrumentów zapowiadanych przez Mistrza Ceremonii na tle monotonnego, zagadkowego pochodu basowego, tutaj staje się błyskotliwą wariacją nowoczesnej ery: brzmi raczej jak komponowana przez komputerowego entuzjastę niekończąca się sekwencja MIDI… Surrealistycznego klimatu dopełnia finałowa miniatura; w oryginalnej suicie Tubular Bells była to parafraza tańca ludowego Sailor’s Hornpipe, w finale Tubular Bells II zaś słyszymy rozpędzającą się melodyjkę rodem z westernu, pełną zawodzeń rzępolących skrzypiec oraz wzorków wyszywanych w ekspresowym tempie przez banjo.
Prawdopodobnie właśnie to z lekka odrealnione poczucie humoru Oldfielda sprawia, iż Tubular Bells II jest tak znakomitą płytą. Najważniejsze w pierwowzorze tej suity były w końcu elementy składające się na nierozwiązywalną zagadkę, wszystko, co zamglone i nie dające się przetłumaczyć na prosty język konwencjonalnego przeżycia muzycznego. Tutaj nie mniej zaskoczeń i zdumień czeka na słuchacza – chociaż nie są to już najczęściej zaskoczenia natury czysto harmonicznej, tylko aranżacyjnej; chociaż nie są to już zdumienia wywrotowe, tylko przewrotne…

I. W.

Album's tags:

Mike Oldfield | Tubular Bells 2

,

Warner Music

,

Mike Oldfield

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk