Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Most popular

(136 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Kitaro | Silk Road v.1 (LP)

    Kitaro | Silk Road v.1 (LP)

    New Bestseller
    Silk Road Kitaro to jeden z najsłynniejszych i najbardziej malowniczych albumów z gatunku "elektronicznego neoklasycyzmu" bądź wariacyjnego orientalnego new-age. Ta ścieżka dźwiękowa do japońskiego serialu telewizyjnego do dziś robi wrażenie - album jest prawdziwą wizytówką Kitaro, a jednocześnie przykładem maestrii aranżacyjnej, opracowania utworów są bowiem wyjątkowo przestrzenne i skromne, a przy tym przebogate wizualizacyjnie, lżejsze i bardziej sugestywne niż na niejednym późniejszym albumie japońskiego kompozytora i multiinstrumentalisty. Imponować może duże spektrum nastrojów i odniesień: Bell Tower ma nietypowe, obłe brzmienie, kojarzące się z pierwszymi ciepłymi powiewami wiosny i zapachem zieleniejących dosłownie w oczach gałęzi; The Great River to piękny, tchnący spokojem krajobraz, mogący uchodzić za wręcz wzorcową miniaturę elektronicznej muzyki relaksacyjnej; The Great Wall of China to udana wyprawa na tereny oscylatorowej elektroniki sekwencyjnej, w ogóle nie tak odległej od dokonań Klausa Schulze lub Tangerine Dream co do nastroju; Bodhisattva wreszcie to próbka talentu Kitaro jako malarza surrealnych dźwięków, świetnie nadających się jako muzyka do teatralnego spektaklu rozgrywającego się gdzieś w ukrytym, parującym gaju o świcie, w strugach ciemnozielonego deszczu. Tradycyjne i akustyczne instrumenty znakomicie uzupełniają się z elektronicznie generowanymi sekwencjami i ścianami majestatycznych, ale z pewnością nie przytłaczających akordów – ta muzyka brzmi doprawdy zwiewnie i czarodziejsko.

    I. W.



    Album Silk Road miał swoją premierę w 1982r, w postaci dwupłytowego winylowego albumu. Gdy później dokonano edycji na nośniku kompaktowym, podzielono owe płyty na dwie odrębne części które nadal funkcjonują na rynku. Sam film będący kooperacją chińsko-japońską, nijako ocieplił chłodne stosunki między obydwoma państwami. Stał się też wielkim sukcesem komercyjnym, a muzyka Kitaro trafiła pod strzechy. Ten album stał się (i słusznie) wyznacznikiem estetyki new age, który niejako zapoczątkował ów nurt. To w pełni autorskie dzieło Japończyka, który mozolnie nagrywał i miksował ten materiał we własnym studiu. Kitaro grał nie tylko na kultowych syntezatorach Rolanda, Korga, Mooga czy Yamahy, oprócz tego grał też na gitarze akustycznej, bębnach, perkusji, mellotronie i ludowych japońskich instrumentach. A muzyka? Już tytułowy Silk Road z zapadającą w pamięć charakterystyczną melodią w orientalnej atmosferze, przygotowuje na podróż owym szlakiem. Kolejny Bell Tower wprowadza delikatnie aurę niesamowitości, kompozycja Heavenly Father ma nieco majestatyczny wydźwięk. Motywy charakterystyczne dla elektroniki sekwencyjnej pojawiają się w Great River. Dynamiczny a jednocześnie liryczny jest utwór Great Wall Of China. Jednak mimo całej tej złożoności i różnorodności tego zestawu, zagrana na japońskich instrumentach perkusyjnych kompozycja Bodhisatva, robi największe wrażenie. Kultowy album, który dla Kitaro stał się trampoliną do wielkiej kariery i popkulturowym dziełem.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,19 EUR
  • Tangerine Dream | Ricochet (reissue)

    Tangerine Dream | Ricochet (reissue)

    New Bestseller Good price
    To nowy rozdział w muzycznym rozwoju Tangerine Dream, którego granice kończyły się w połowie lat 80 - tych albumami złożonymi z krótkich, kilkuminutowych utworów a zarazem znakomite preludium do innego blockbustera - Stratosfear. Prawdziwa ściana mrocznych wibrujących sekwencji wymieszana z ciekawymi motywami muzycznymi - dla mnie to najciekawszy styl Tangerine Dream najbliższy mojemu sercu. Wszystkie te struktury są na najwyższym poziomie z prostej przyczyny: z kilometrów taśm Froese wybrał i skompilował najciekawsze fragmenty i bardzo przyłożył się do dopracowania wszystkich detali - stąd ta płyta jak dla mnie brzmi wciąż świeżo i niezwykle.
    Płytę wystylizowano na album live ale naprawdę to właściwie dopiero w studio dokonano rzeczywistej obróbki materiału stąd notatka że album jest nagrany podczas koncertów we Francji i Wlk. Brytanii. Już pierwsza część od początku poraża mnie swą melodyką i motywami które oszczędnie eksploatowane dają niesamowity efekt. Nie ma tu ani jednego przypadkowego dźwięku, płyta jest znakomicie przemyślana i dopracowana - poszczególne elementy tworzą niesamowity nastrój wpływający mocno na emocje (bynajmniej moje). Można ten utwór podzielić na trzy części. Pierwsza - wprowadzenie - liczne wstępy, gitara elektryczna, perkusja, spokojny ale jakiś taki doniosły nastrój, który zostaje zróżnicowany i od siódmej minuty zaczyna się zaś część druga: ekspozycja - jazda bez trzymanki na rollercoasterze albo gdzieś w przestrzeni kosmicznej w nadświetlnej. Wchłania słuchacza do swego świata nie pozwalając mu na oddech. To tak naprawdę pierwszy album gdzie na taką skalę pojawia się słynny Tangerinowski pulsujący rytm. Harmoniczny styl, melodia to porzucenie tego co prezentowano na mocno eksperymentalnych płytach z lat wcześniejszych. Zamknięcie: styl wprowadzenia, uspokojenie muzycznego pejzażu.
    Drugą część otwiera przepiękne fortepianowe intro, do którego po chwili dołącza flet. Bardzo subtelna melodia stopniowo wyciszana z delikatnym brzmieniem syntezatora w tle - w końcu flet samotnie kończy tę część i gwałtownie przechodzimy to wspaniałych dźwięków elektronicznego instrumentarium - swoisty majstersztyk manipulacji odczuciami słuchacza. Kolejne pojawiające się ozdobniki, wprowadzane są dla spotęgowania nastroju i powtarzają się jako podkład. Mamy tu połączenie polifonii, rytmu i melodii w niespotykanym dotąd u Tangerine Dream sposobie. Zresztą po prostu najlepiej puścić sobie 2 część i wysłuchać. Muzyczne ornamentacje plus melodyjność tej płyty tworzą jak dla mnie niesamowity niedościgniony klimat. A na okładce jedno z ciekawszych zdjęć autorstwa Moniki Froese.

    Dariusz Długołęcki


    ...od tego albumu rozpoczęła się moja przygoda z muzyką EL i trwa po dziś dzień, mimo że upłyneło 28 lat często wracam do jej dźwięków, tej płyty po prostu nie wypada nie znać jeśli się interesuje el muzyką, raz usłyszawszy chce się jej ciągle słuchać, gorąco polecam!!!...

    PPL


    Jeden z 3 absolutnych nr 1 mojego życia. Ricochet to chyba najważniejszy wyznacznik elektroniki na lata siedemdziesiąte, oczywiście poza dokonaniami Klausa Schulze. To ile na tym albumie utrwalonych jest pomysłów tria Tangerine Dream to absolutny rekord w el-muzyce. Nic dziwnego, że swego czasu album ten gościł na 1 miejscu listy przebojów el-muzyki w Pr. 3 PR.
    Utwór pierwszy rozpoczyna się jakby marszem żałobnym z fenomenalną partią gitary Froese. Od połowy, aż do końca Ricochet Part One to już majstersztyk w dziedzinie nakładania sekwenci. Dzieje się tu czasami tak wiele, że słuchacz czuje się jakby pędził w otchłań bez końca. Ale koniec następuje w pięknym i smutnym stulu. Część drugą rozpoczyna piano - także fenomenalne [ten wyraz powinien być kojarzony z tą płytą]. Coś jakby z epoki romantycznej. Piano przechodzi w sekwencję, sekwencja w solo itd... Nie posłuchasz, nie zrozumiesz. To co jeszcze wyróżnia tę pozycje to barwy brzmień. Ilu twórców muzyki [nie tylko el] nie potrafi oderwać się brzmieniowo od Ricochet. Bo i po co. Brzmienia są doskonałe i rewelacyjnie dopasowane. I pomyśleć, że jest to jedynie montaż z trasy koncertowej z roku 1974...
    Album to dowód na to, że improwizacja jest doskonałym narzędziem przy tworzeniu i graniu elektroniki, szczególnie tej berlińskiej. Szkoda tylko, że niektórzy artyści nie mają takich zdolności do jej wykorzystywania jak ten pamiętny skład Tangerine Dream.

    Wojciech Suchan


    Tangerine Dream to zespół, który wciąż zaskakuje nowymi pomysłami - od przeszło 30 lat na muzycznej arenie. Ewolucja jaką przechodzi muzyka tego (najczęściej) tria z Niemiec, zachwyca, zmusza do refleksji i pobudza a niejednokrotnie zniewala i pociąga za sobą całe rzesze fanów. RICOCHET to według mnie jeden z bardziej udanych albumów Tangerine Dream - dzisiaj już 28 letnie dzieło to skrócony zapis z ponad 90 godzin (!) muzyki zapisanej w studiu po koncertach we Francji. Edgar Froese i jego koledzy z jednego w zasadzie tematu uczynili majstersztyk. Płyta wcale nie nudzi, jest ciekawa melodycznie od samego początku do końca. Muzycy do maksimum chyba wykorzystali możliwości ówczesnych syntezatorów analogowych... i na pewno im się to udało. Jedyną wadą albumu jest to, że jest za krótki... ale na szczęście są inne płyty Tangerine Dream, można też włączyć "repeat" w odtwarzaczu CD. Na podsumowanie ciekawostka dla starszych słuchaczy i fanów Tangerine Dream: czy ktoś rozpoznał ongiś w Dzienniku TV podczas prezentacji pogody podkład muzyczny, którym jest właśnie główny motyw muzyczny ,Ricochet?
    Mandarynkowe sny niech wracają do Was - mili słuchacze ... nawet rykoszetem...

    Mariusz


    ...to modlitwa - nie muzyka ....

    ???


    13 lat temu koleżanka pożyczyła mi kasetę magnetofonową, twierdząc że jest tam fajna muzyka, gdy ją przesłuchałem byłem oczarowany, to był Ricochet. W ten sposób zaczęła się moja przydoda z Tangerine Dream. Obecnie mam 30 lat i nadal Mandarynki są moim najlepszym zespołem. Pozdrawiam wszystkich fanów i tych którzy dopiero zaczynają zagłębiać się w mandarynkowe światy.

    Łukasz 1976.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    5,38 EUR
  • Johannes Schmoelling, Robert Waters | Zeit Concert

    Johannes Schmoelling, Robert Waters | Zeit Concert

    New Bestseller

    Availability: Goods in stock | product: 2CD+1DVD


    37,34 EUR
  • Blindmachine, JDan Project | Planets

    Blindmachine, JDan Project | Planets

    New Bestseller
    The latest production of the Generator.pl label is a duet of artists hiding under the pseudonyms Blindmachine and JDan Project. We know them from previous releases titled Sequential Friends and Cosmos In Your Mind. This year's premiere, titled Planets, is a tribute to astronomy, which is one of the biggest and incessant sources of inspiration for musicians associated with the electronic music scene. The CD contains six compositions dealing with selected planets of the Solar System and its central star. Perhaps this is the beginning of the cycle, because if we received sound pictures dedicated to the Sun, Mercury, Venus, Earth, Uranus and Neptune, but Mars, Jupiter and Saturn have to wait for their turn. But the musicians will decide about it. The compositions are kept in an atmosphere of ambient, sound experiments, playing with voice and musical space. The compositions Sun - Cosmic Lantern (the best on the album) and Venus will show familiar and popular Berlin sequences, on which solo parts, broad plans and backgrounds are imposed. These are the brightest moments of the album. Other compositions are artists' fun focused on exploring the possibilities of modern synthesizers and virtual equivalents of old machines. A lot is happening here, but it is not easy to receive music. It should not be an obstacle for duo fans. You can see the search, development, and concept. Have a nice listening experience!

    P.R.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,01 EUR
  • Tangerine Dream | In Search of Hades

    Tangerine Dream | In Search of Hades

    Bestseller

    Availability: Temporary absence | product: 16CD+2BluRay


    147,82 EUR
  • Katod | Inwazja Robotów z Kosmosu

    Katod | Inwazja Robotów z Kosmosu

    Bestseller Good price

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    4,48 EUR
  • Tangerine Dream | Live at Augusta Raurica Switzerland 2016

    Tangerine Dream | Live at Augusta Raurica Switzerland 2016

    Bestseller
    Dwupłytowy album Live At Augusta Raurica Switzerland 2016 jest okazją by sprawdzić kondycję grupy po śmierci Edgara Froese. To album tyleż niezwykły i ciekawy, bo nagrany w osobliwym miejscu. Amfiteatr Raurica w Szwajcarii, znajdujący się niedaleko Bazylei pochodzący z czasów rzymskich. Starożytna architektura przekuła się też na samą atmosferę tego koncertu, który urósł tu niemal do rangi misterium. Trio Thorsten Quaeschning, Ulrich Schnauss i Hoshiko Yamane zagrali zarówno klasyczne jak i bardziej współczesne nagrania z całej kariery zespołu. Tym samym stworzyli pomost między takimi nagraniami jak: Logos, Kiev Mission, Ricochet, Sorcerer Theme. Na drugim froncie rozlokowali Mothers Of Rain, Proton Bonfire czy Second Gravity. Ten koncert, jak i inne z tego okresu, to próba udowodnienia sensu istnienia tego składu, wobec faktu że główny nawigator zmienił swój kosmiczny adres. Radzą sobie doskonale, serwując brzmienie na miarę "high endu" ery XXI wieku. Bardzo udany album, który w swojej strukturze łączy stare z nowym.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD+2DVD


    28,34 EUR
  • Klaus Schulze | Moonlake (3LP)

    Klaus Schulze | Moonlake (3LP)

    Bestseller
    Półgodzinna impresja Playmate in Paradise dosłownie eksploduje barokową kwiecistością i rubensowsko zabarwionym nagromadzeniem pełnych, obficie ornamentowanych brzmieniowo, motywów. Samotne dźwięki oboju otwierające płytę odsyłają słuchacza od razu do stylistyki boksów Contemporary Works - te skojarzenia będą starannie pielęgnowane i rozwijane w obrębie kompozycji, gdy pojawią się musujące sekwencery i oddalone, przymglone, rozeterycznione ścieżki wokalne, snujące dramatyczne pieśni bez słów. Mniej więcej w połowie utworu dojdzie do znacznego wyciszenia i kiedy słuchacz zdziwi się, że zapowiadane na okładce płyty 30 minut zleciało tak nieprawdopodobnie szybko, zacznie rozwijać się drugi wątek. Charakterystyczne (w latach 90. oraz w wieku XXI) schulzeańskie ostinato rozleje się cierpkimi tonami, wpadając w melodykę nieco podobną do tej, wokół której oscyluje impresja Windy Times (Contemporary Works, CD X). Na kipiącym tle upartego motywu rozkwitną fantastyczne elektroniczne arabeski, wijące się coraz to atrakcyjniejszymi liniami, przybierające coraz bardziej senne barwy...
    Artemis in Jubileo to, śmiało można by rzec, zupełnie świeża próba zdefiniowania stylistyki mogącej być określanej mianem Trance. Klaus Schulze nie epatuje tutaj tematami ani brzmieniami typowymi dla przedstawicieli kierunków Techno, Goa czy Schranz, lecz niewątpliwie wykracza poza nawiasy swej własnej twórczości z lat wcześniejszych jak i poza nader elastyczne ramy The Dark Side of the Moog. Elementem natychmiast przykuwającym uwagę słuchacza i otwierającym podwoje do całego utworu jest hipnotyczny rytm, w fascynujący sposób balansujący przekornie między "żywą", etniczną ścieżką perkusyjną, a hipersterylnym, wycyzelowanym do granic perfekcji programmingiem. Wprowadzający słuchacza w euforyczny stan rytm wciąż jest obecny w tle, podczas gdy na pierwszym planie uchylają się kolejne wrota: rozmaite, hojnie dozowane efekty brzmieniowe oraz intrygujące sekwencje akordowe elektronicznej sekcji smyczkowej, łażące rozluźnionym krokiem po rozmaicie chromatyzowanych układach harmonicznych. Przez niezwykłe zestawienie sterylności kosmicznej pustki z niezwykle emocjonalnymi, rozedrganymi podskórnie tematami, udaje się stworzyć Schulzemu jeden z najbardziej fascynujących utworów na przestrzeni dobrych kilku ostatnich lat...
    Jednak moją prywatnie najulubieńszą jak do tej pory impresją jest utwór najkrótszy: zaledwie 10-minutowy poemat Same Thoughts Lion. Od pierwszych dźwięków przynosi ten utwór coś zupełnie wyjątkowego, coś, co niczym duch snuło się w tle schulzeańskich elektronicznych krajobrazów jeszcze w analogowej erze. To niebywałe, ale po raz pierwszy od czasu kompozycji Return of the Tempel (In Blue, 1994) tak silnym podmuchem wieje tu istny Wiatr Czasu! Bryłki muzycznego wosku pływające w mętnym bezmiarze o kolorystyce typowej dla Edvarda Muncha, składające się na bardzo atrakcyjną melodię, podszytą oczywiście swobodną improwizacją, nader sprawnie przywołują niepowtarzalną, niesamowitą atmosferę wyczarowywaną przez Klausa Schulze w latach siedemdziesiątych. Same Thoughts Lion ma także coś wspólnego z najniezwyklejszym motywem późniejszej płyty En=Trance (1988), mianowicie z impresją FM Delight; toż to dokładnie ta sama dźwiękowa zmysłowość, senna i mglista tajmniczość, elektroniczny portret Tęsknoty oraz Tego, Co Niewypowiadalne. Nie trzeba dodawać, iż Same Thoughts Lion to impresja mimo wszystko odmalowana przy wykorzystaniu palety środków typowych raczej dla Schulzego w latach 1999-2002, zatem tym bardziej należy podziwiać niezwykłą świeżość, inwencję i wyczucie nastroju.
    Finałowy utwór, Mephisto, rozpoczyna się bardzo chwytliwą figurą melodyczną, na której zbudowane zostaje siarkowo gryzące ostinato, w które następnie wplecione zostaną fantastycznie schulzeańskie sekwencje akordowe oraz kojarząca się z "Ciemną Stroną Mooga" niekończąca się żarliwa improwizacja, budowana z kleistych, szarpiastych, przesterowanych, przejmujących brzmień. To właśnie ta metoda, ta technika, ten klimat, z powodu których nie przestaje nas fascynować twórczość Klausa Schulze: mimo tych (pożądanych) podobieństw i autonawiązań, opowiada nam jednak berliński artysta zupełnie nową, nigdy nie słyszaną opowieść, a to jest największa sztuka. Moonlake to bez przesady po prostu obowiązkowa pozycja w zbiorach każdego miłośnika Szkoły Berlińskiej... która przekona z pewnością także wielu melomanów wcale nie tak najsilniej zaprzyjaźnionych z ogólnie rozumianą "muzyką elektroniczną".

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 3LP


    41,13 EUR
  • Klaus Schulze | Kontinuum (3LP)

    Klaus Schulze | Kontinuum (3LP)

    Bestseller

    Oto trafił do rąk słuchaczy ponad 70-minutowy album Klausa Schulze zawierający trzy odpowiednio długie premierowe kompozycje. Najciekawsze spostrzeżenie, narzucające się natychmiast, nawet w trakcie dość jeszcze pobieżnego i "nieprzygotowanego" słuchania: relatywnie mało łączy tę płytę z poprzednią studyjną produkcją Schulzego, czyli Moonlake: tam otrzymaliśmy zbiór elektronicznych esejów dość mocno jeszcze zakorzenionych w estetyce Contemporary Works, tutaj odbywamy mroczną podróż w głąb zamglonej sekwencyjnej krainy opiewanej w podobny sposób raczej dość dawno aniżeli niedawno! Klausowi Schulze udało się wyczarować nastrój podobny temu, jaki panował na jego płytach z lat osiemdziesiątych i siedemdziesiątych, dochodząc jednak do tej atmosfery innymi ścieżkami aniżeli na starszych płytach. Nie ma tutaj mowy o dreptaniu w miejscu ani o cofaniu się na siłę w czasie. Pochody ostinatowe i arpeggiowe brzmią tutaj zastanawiająco świeżo, raz onirycznie, raz znów niebywale elektryzująco, a przygotowane tu aranżacje stanowią udaną próbę przekroczenia nieco eklektycznego schematyzmu Contemporary Works jak i stonowania połączonego z zamiłowaniem do samplowania w okresie między Royal Festival Hall a Dosburg Online. Mamy tutaj - jeśli już używać jakichkolwiek porównań: na dłuższą metę chybionych, powtarzam, jako że Kontinuum to najprawdopodobniej początek kolejnej doniosłej epoki w dyskografii Klausa Schulze - dynamikę i ładunek emocjonalny Are You Sequenced?, brzmienia ocierające się w zaskakująco nowatorski sposób o klimaty analogowych czasów Klausa Schulze oraz nieledwie dalekie echa sposobu komponowania typowego dla berlińskiego artysty od mniej więcej 2000 roku (np. wokaliza w najkrótszym utworze w zestawie, Euro Caravan). Tytuł kompozycji otwierającej krążek: Sequencer (70 to 07) zdaje się zapowiadać w miarę przewidywalną w przebiegu podróż sentymentalną, Klaus Schulze dokonuje tutaj jednak niesłychanego prestidigitatorskiego zabiegu i przenosi słuchacza w nowe, niepenetrowane dotąd rejony, przewrotnie proponując tak niby znajomą sekwencyjną strukturę utworu. Nanizane na siebie wielobarwne ostinata mienią się nader świeżymi barwami, jedno z dominujących arpeggiów w zdumiewający sposób przywołuje atmosferę introdukcji do albumu Blackdance (!), muzyka jest jednak fascynująco oniryczna, impresjonistyczna i w melancholijny sposób zmysłowa. Słychać, że to nie płyta Klausa Schulze z lat siedemdziesiątych - słychać jednak również, iż to w żaden sposób nie jest płyta, jakiej spodziewać by się mogło ucho el-melomana, który zapoznał się z albumami Androgyn (CWII.4) , Coccooning (CWII.5) czy Moonlake! Nastrój dawnych czasów versus nowe studyjne możliwości obróbki dźwięku? Nowe techniki kompozycyjne versus sprawdzone schematy brzmieniowe sprzed lat? Ani to, ani tamto - Schulze najzwyczajniej w świecie udowadnia, że jest nieprzeciętnym twórcą, konsekwentnie i kreatywnie konstruującym swój muzyczny świat i dobitnie pokazuje, iż absolutnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ten z pozoru minimalistyczny, niesłychanie mantrowy album zyskuje jeszcze więcej z każdym dodatkowym przesłuchaniem, pozwalającym rozsmakować się we wszelkich aranżacyjnych i melodycznych niuansach, od symbolistycznie powabnego Sequencer, przez Euro Caravan zderzające ścieżki wokalne w wypielęgnowanym na porpzednich krążkach stylu z pompującymi, zadziornymi sekwencerami wnoszącym niezmiernie orzeźwiający powiew (warto jeszcze dodać, że utwór zaczyna się konstelacjami dźwięków kojarzącymi się relatywnie szybko z codą kompozycji The Looper Isn't A Hooker z albumu Dig It [1980]...) aż po Thor (Thunder), w której to impresji Klaus Schulze raczy nas przez ponad 30 minut przenikającymi się ambientalnymi pustynnymi portretami i niezmordowanymi, elektryzującymi sekwencjami mżącymi w fascynującej, seledynowo-nocnej tonacji. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich na serio zainteresowanych muzyką elektroniczną i zarazem najlepsza płyta Schulze'go od czasu Are You Sequenced? (a przynajmniej Live@Klangart oraz Virtual Outback [CWII.1])!

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 3LP


    41,13 EUR
  • Tangerine Dream | The Sessions 4

    Tangerine Dream | The Sessions 4

    Bestseller
    Seria Session jest reklamowana przez Tangerine Dream jako EP-ki, jednakże zwarzywszy na czas trwania tych płyt można je traktować jako pełnoprawne albumy. Tym samym dowodzona przez Thorstena Quescheninga grupa, wraca do długich i rozbudowanych setów. Pierwsze nagranie Persepsjontransformasjon zostało nagrane podczas "OYA Festivalen" w norweskim Oslo. To zarazem pierwszy występ w Norwegii. Znakomita interakcja z publicznością przysłużyła się też muzyce. Dostaliśmy gęstą fakturę ambientalnych przestrzeni, którym całkiem niedaleko do dokonań nieodżałowanego Pete Namlooka, które wydawał dla własnej tłoczni Fax. Druga kompozycja Four Degress Parallax zostało zarejestrowane podczas Festiwalu Internetowego we włoskiej Pizzie, w słynnym Teatro Verdi obok krzywej wieży. To kolejna porcja elektronicznej muzyki, w której słychać nawiązania do własnej sekwencyjnej przeszłości. Kolejna bardzo udana płyta, która potwierdza wysoką formę Tangerine Dream.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,19 EUR