Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

EMI

(20 albums)
12 Next page Last page
sort by albums
on one page
recording period
  • Kraftwerk | Autobahn (japan)

    Kraftwerk | Autobahn (japan)


    Tytułowa kompozycja to propozycja o najdłuższym jak dotąd czasie trwania - co ważniejsze, w odróżnieniu choćby od 17-minutowej impresji Klingklang (z płyty Kraftwerk 2) nie jest to już zbiór luźno powiązanych ze sobą rozmaitych motywów, tylko zmyślnie skonstruowana suita, której główne tematy splatają się ze sobą, wynikają z siebie i powracają w regularny sposób. Zgodnie z sugestią tytułu, utwór jest muzycznym zapisem wrażeń z podróży autostradą. Samochód zostaje uruchomiony, wytacza się na autostradę i mknie przed siebie, unosząc słuchacza podziwiającego zmieniające się niespiesznie widoki, pojawiające się i znikające wiadukty, nadjeżdżające z naprzeciwka inne pojazdy... Właśnie ten utwór jest pierwszą "prawdziwą piosenką" Kraftwerk - w przeciwieństwie do debiutu wokalnego grupy z Dusseldorfu (mowa o Ananas Symphonie z LP. Ralf und Florian) można tu wyraźnie rozróżnić zwrotki i refren; poza tym, brzmienie głosu nie zostało tu przetworzone nie do poznania przez vocoder. Najciekawszy epizod tego utworu to chyba jednak ten fragment, w którym na tle rytmicznego ostinata niezwykle sugestywnie prześlizgują się z dopplerowskim wizgiem rozpędzone syntezatorowe samochody z naprzeciwka... Potem zaś znów wyłania się znajomy, przewodni motyw utworu i dźwiękowe szaleństwo zostaje na powrót uporządkowane w kształty zwrotek i refrenu. W charakterze żartu przytoczę wypowiedź mojego teścia, który stwierdził, iż utwór Autobahn jest istotnie znakomity do słuchania w samochodzie, ale tylko dopóty, dopóki jedzie się bez przeszkód - ledwie utknie się w korku, staje się okropny ;-) Sądzę jednak, iż mimo swoistej "programowej" monotonii na przestrzeni ponad 22 minut trwania utwór ten znudzić nie może - należy się tylko uważnie wsłuchać i przekręcić kluczyk w stacyjce swej wyobraźni...
    Kometenmelodie, impresja w dwóch częściach, stanowi pewne muzyczne rozdroże: pierwsza część wskazuje jeszcze kierunek poszukiwań z pierwszych trzech płyt Kraftwerk, choć zmasowane plany dźwiękowe są już czystsze i brak w nich nietypowych, zdumiewających odgłosów - część druga natomiast, skonstruowana na rytmicznym ostinacie podlegającym kolejnym tonalnym progresjom, bardzo melodyjna i wyrazista, zapowiada rozwiązania typowe dla późniejszych albumów. Kometenmelodie można by określić mianem "wzorcowego utworu" grupy Kraftwerk - aranżacja, rozwijanie melodii i zagospodarowanie całego planu dźwiękowego są bardzo charakterystyczne dla zespołu w tym czasie.
    Bardzo ciekawie brzmi utwór Mitternacht - jest to mój ulubiony fragment płyty. Prawie nie do wiary, jak niesamowitą atmosferę można wyczarować za sprawą umiejętnego operowania samymi barwami i niepokojącymi brzmieniami rozpalającymi się i wygasającymi w tle - przecież od strony melodycznej utwór ten to jedna, miarowo powtarzana figura melodyczna. W ciągu niespełna czterech minut trwania tego fragmentu można jednak przyjrzeć się każdemu zakątkowi świata pogrążonego w swym trwaniu o północy: muzyka odsłania przed zdziwionym słuchaczem mżące światła wielkiego miasta, pracujące mimo późnej pory tajemnicze maszyny, uśpione ptaki kołyszące się na osowiałych drzewach, rozsiewające oszałamiającą woń nocne klomby kwiatów... Wizualizacje mogą być oczywiście przy kolejnych przesłuchaniach zupełnie inne, a utwór zawsze ujawni jakieś dotzchczas niedosłyszane niuanse...
    Płytę wieńczy eteryczna, relaksacyjna miniatura Morgenspaziergang. Tutaj, przy fletowych trylach i śpiewie gwiezdnych ptaków, udaje się muzykom Kraftwerk przywołać kojącą - a przy tym enigmatyczną - atmosferę rodem z utworów takich jak Tongebirge i Heimatklaenge... Brzmienie jest bardzo plastyczne i barwne, a za niepowtarzalny czar i zwiewność utworu znów odpowiedzialna jest przede wszystkim pomysłowa aranżacja. Można tu jeszcze dodać, iż króciutki urywek jednego z wątków tego utworu powróci jak przez mgłę w utworze Radioland z kolejnej płyty, Radioaktivitaet.

    I. W.



    Zespół Ralfa Huttera i Floriana Schneidera zawsze był zaliczany do klasyków niemieckiej szkoły elektronicznej, obok Klausa Schulze, Tangerine Dream czy Ashry. W latach '70 był najpopularniejszym zespołem tego typu. Ich muzyka, chociaż tworzona całkowicie na niezwykłych wtedy instrumentach, zawierała partie wokalne, co różniło Kraftwerk od typowych instrumentalistów. Faktem jest, że wokaliz tych nie było wiele, a i te były odpowiednio "odczłowieczone". "Nasza muzyka sama śpiewa, słowa to tylko klucze do naszego świata dźwięków" - mawiał Ralf. Autobahn jest pierwszą z serii słynnych płyt Kraftwerk. Zasadniczą część albumu stanowi 22-minutowy utwór tytułowy, z chwytliwym motywem przewodnim, radosnym nastrojem i przetworzonym śpiewem. Jeden z niezapomnianych klasyków wczesnej el-muzyki, pełen optymistycznej inwencji i ciekawości, której coraz mniej w obecnych latach.
    Nieco mroczniej brzmi dalsza, już instrumentalna część płyty, szczególnie Mitternacht. Użyte w tym utworze brzmienia nadal brzmią nieco przerażajaco, chociaż minęły 23 lata! Na koniec miły Morgenspaziergang, ze sztucznym śpiewem ptaków, pluskiem wody i beztroską melodią graną na flecie.
    Warto mieć tę płytę - bije z niej niezapomniany duch pionierskich dokonań zespołu.

    Michał Żelazowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    21,55 EUR
  • Tangerine Dream | Virgin Years 1977-1983

    Tangerine Dream | Virgin Years 1977-1983

    Grupa Tangerine Dream doczekała się udanej antologii swoich nagrań z lat 1977-1983. Współpracując z koncernem Virgin, nagrała płyty będące dziś żelaznym kanonem muzyki elektronicznej, jej probierzem. Żeby jednak nie odgrywać tylko tego co już wszyscy znają, postarano się o kilka ciekawostek. Całość obejmuje chronologicznie 7 płyt, ale podobnie jak w wypadku boxu Edgara Froese, poszczególne albumy połączono razem na dyskach. Może to nieco irytować, ale zrobiono to zapewne kosztem ceny, a ta jest wyjątkowo atrakcyjna. Ale do rzeczy, na początek mamy koncertową płytę Encore z 1977r. Materiał pochodzi z amerykańskiej trasy, zagranej w składzie: Chris Franke, Edgar Froese i Peter Baumann. To zespół u szczytu swoich możliwości w zakresie improwizacji nad znanym materiałem, jako bonus dodano singiel Monolight / Hobo March po raz pierwszy na CD. Dalej mamy album Force Majeure z 1979r, nagrany w nietypowym składzie bo w duecie: Christopher Franke i Edgar Froese. To jednak przedsmak prawdziwie sztandarowej płyty w dyskografii grupy, Tangram z 1980r. Pojawienie się w składzie Johannesa Schmoellinga, dosyć mocno wpłynęło na jej muzykę. Z czasem Tangerine Dream zaczęli porzucać monumentalne suity, zwarli szyki i dosyć mocno okroili swoje kompozycje do kilkuminutowych utworów. Kolejny album „Exit” był wyraźnym zwiastunem tych zmian, z genialną kompozycją Kiev Mission. To tam żeński głos w języku rosyjskim prosi o likwidację zagrożenia wojną nuklearną. Dosadny dokument czasów "zimnej wojny". W dodatkach mamy singiel Beach Scene / Burning Bar, te nagrania znalazły się na filmowej płycie Thief. Wydany w 1982r album White Eagle odniósł wielki sukces, zwłaszcza w Niemczech, to świadectwo z podróży grupy po USA. Zremiksowana wersja utworu tytułowego stała się przewodnim motywem serialu Totart. Ten spektakularny sukces nie pozostał bez echa, w 1982r grupa dała blisko 2-godzinny koncert w londyńskim "Theatre Dominion". Wykrojono z niego 50 minut muzyki jaka wypełniła kolejną płytę Logos. Całość zamyka płyta z 1983r Hyperborea, której tytuł odnosi się do idyllicznej greckiej krainy, gdzie cały czas świeci słońce. Utwór Cinnamon Road stał się kolejnym przebojem i często występował w koncertowych setach zespołu. Świetna kompilacja, w świetnej cenie z kilkoma ciekawostkami. Ci chcący zaoszczędzić kasę na regularne płyty, powinni brać w ciemno.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 5CD


    19,93 EUR
  • Edgar Froese | Virgin Years 1974-1983

    Edgar Froese | Virgin Years 1974-1983

    Dla wytwórni Virgin, Edgar Froese nagrał 5 albumów. I mimo tego box Solo - The Virgin Years 1974-1983 to cztery płyty. W czym rzecz? Ano w tym iż owe albumy przenikają się nie tworząc osobnych wydawnictw na poszczególnych dyskach. Można biadolić co prawda z tego powodu, ale cena, dodatki i zremasterowany dźwięk może być magnesem by mimo tego nabyć ten zbiór. Wydany w 1974r album Aqua to debiut artysty, to zarazem jeden z fundamentów stylistyki ambient. Pełen niepokojących, eksperymentalnych form lokował się na biegunie ówczesnej awangardy. W tym zestawie pierwotny materiał został uzupełniony przez nieznaną, alternatywną wersję utworu NGC 891. Kolejna płyta Epsilon In Malaysian Pale to krok w kierunku bardziej zwartych, przystępniejszych form. Słychać pierwsze próby sekwencjonowania materiału, co miało być wyznacznikiem ówczesnej stylistyki Tangerine Dream. Powyższa edycja zawiera nieznaną wcześniej wersję kompozycji tytułowej. Album Ages z 1978r to już świadoma podróż na przecięciu muzyki ambient i berlin school. Tym razem jako dodatki mamy remiksy nagrań Pizarro And Atahuallpa oraz Tropic Of Capricon. Warto dodać iż w wersji CD pojawiają się one po raz pierwszy. Ostatnie dwa materiały dla wytwórni Virgin, a więc Stuntman z 1979r i Pinnacles z 1983r nie przynoszą żadnych nowości. Jednak wszystkie płyty poddano gruntownemu remasteringowi. Dla fanów artysty jest więc to materiał ciekawy z racji dodatkowych nagrań. Dla tych chcących poznać świat lidera Tangerine Dream, trudno o lepszy przewodnik w pigułce.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 4CD


    21,25 EUR
  • Tangerine Dream | Virgin Years 1974-1978

    Tangerine Dream | Virgin Years 1974-1978


    Współpraca z wytwórnią Virgin, wywindowała Tangerine Dream do pozycji gwiazdy na firmamencie muzyki elektronicznej. Po awangardowych początkach, styl grupy się skrystalizował i to właśnie na albumach począwszy od przełomowej Phaedry z 1974, wyznaczał kierunek poszukiwań. Te lata to zresztą niezwykle inspirujący okres, użycie sekwencera Mooga, powtarzalne, sekwencyjne pętle stanowiły drogowskaz nie tylko dla Froese'go ale i innych. Powyższe nagrania ułożono chronologicznie, ale nie brak i tu rarytasów. Są przecież singlowe wersje takich nagrań jak Rubycon, Stratosfear czy The Big Sleep In A Search Of Heads. Zajmijmy się w skrócie albumami jakie wyznaczały owe lata: Phaedra (1974) to przełomowa pozycja w dyskografii grupy, po skrajnie awangardowych Electronic Meditation czy Zeit, zespół zapętlił swoją muzykę, osiągając hipnotyczny i transowy efekt. Jeden z kamieni milowych stylu. Rubycon (1975) stanowił doskonałe rozwinięcie tej formuły, elektroniczna gorączka za sprawą właśnie Tangerine Dream, Klausa Schulze czy Kraftwerk, niemal od razu zainfekowała świat. Ricochet (1975) przynosi zapis z europejskiej trasy i jest przykładem żywej improwizacji. To porozumienie "bez słów" przynosi jedną z najlepszych płyt w historii muzyki współczesnej. Stratosfear (1976) to ostatni studyjny album z Peterem Baumanem w składzie. Jednocześnie pierwszy komercyjny sukces z prawdziwego zdarzenia. Melodie zyskały na atrakcyjności, mimo tego iż grupa nie zrezygnowała z sekwencyjnych pętli. Cyclone (1978) to jeden z najbardziej kontrowersyjnych albumów zespołu. Utwory z wokalem i tekstami, nie zyskały wielkiego uznania i podzieliły zarówno fanów jak i krytyków. Po tych batach Froese powrócił na dawne tory, ale eksperymentował z tekstem w przyszłości, jak np na albumie Tyger.
    To wszystko, choć w pigułce jest tutaj ponadto nagrania poddane zostały solidnemu remasteringowi. Fani kupią na pewno, inni też powinni wszak to kawałek niezwykle ważnej historii.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 3CD+book


    19,93 EUR
  • Tangerine Dream | The Essential

    Tangerine Dream | The Essential


    Krótki przewodnik po świecie Tangerine Dream. Jednak zagorzali fani grupy, nie znajdą tutaj niczego nowego. To rzecz dla laików, tych którzy coś słyszeli o grupie, ale nie za bardzo ją kojarzą pod kątem muzycznym. Są jeszcze tacy? Jeżeli tak to na The Essential mają podróż przez sztandarowe kompozycje grupy. Z jej ogromnego dorobku trudno cokolwiek wybrać, ale ta kompilacja jest co najmniej rzetelna. Firma EMI skupiła się rzecz jasna na nagraniach które ma w swoim katalogu. Jedna kompozycja pochodzą z przełomowej płyty Phaedra. Tangerine Dream porzucili chaotyczną i improwizowaną strukturę, znaną z wczesnych płyt. Potężne uderzenia sekwencyjnych pulsacji, przelewające się fale dźwiękowe generowane przez analogowe syntezatory, na lata wyznaczyły ich poszukiwania. Dalej utwory z nie mniej uznanych albumów Rubycon, pierwsza część suity Tangram, tytułowy Stratosfear, Hyperborea czy Force Majeure. To jedne z najważniejszych płyt muzyki elektronicznej, rockowo-sekwencyjne, rozbudowane formalne kompozycje, gdzie niemal zacierają się granice między gatunkami. Zwłaszcza utwór Tangram Set 1, gdzie muzycy, niczym w kalejdoskopie, zmieniają co i raz formę i wyraz tej niesamowitej kompozycji. Jeżeli ktoś łyknie bakcyla, może szukać dalej. I doprawdy jest w czym wybierać!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Brian Eno | More Music for Films

    Brian Eno | More Music for Films

    Good price

    Część tych kompozycji znana była z wcześniejszych części Music For Films. Tytuł dobry, mimo iż co poniektóre trwają ponad minutę, są tak jak tematy filmowe. Co urzeka w tym zestawie to ulotne piękno tej muzyki. Wygaszone, leniwe, delikatne pajęczyny będące owszem i filmem, ale dla uszu. Odbiorca sam wyświetla te obrazy w swojej głowie, nieustannie odtwarzając "wyimaginowane filmy". Brian Eno zrezygnował z długich statycznych przestrzeni, postawił na zwartą formę. Udało mu się przy tym uniknąć dłużyzn i nudnej monotonii. A tak te 21 miniatur, to swoiste arcydzieła sztuki użytkowej. Nadal wzruszają, inspirują i absorbują zwłaszcza wyobraźnię. Trudno nie ulec ich czarowi, ta muzyka cały czas skrzy się emocjami.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Brian Eno | Ambient 1 - Music for Airports

    Brian Eno | Ambient 1 - Music for Airports

    Good price

    Kto jak kto, ale płyty Briana Eno aż prosiły się o to by ponownie je przedstawić w nowych wersjach. Gustowne digi- packi, plastikowe obwoluty i doskonale zremasterowane nagrania mistrza. "Muzyka dla portów lotniczych" to wzorcowa wizja ambientowej przestrzeni i operowania materiałem dźwiękowym. Eno za pomocą dosyć prostych środków kreuje atmosferę sennego pejzażu. Jego krajobrazy kołyszą się delikatnie niczym trawa wodna, smagana jedynie dryfem toni. Według teorii mistrza ambient powinien być tak samo angażujący jak i łatwy do zignorowania. Można poświęcić temu albumowi pełnię skupienia, jak mimowolnie puścić w tle by jedynie był elementem codziennej kompozycji krajobrazu. O dziwo kilkanaście lat później scena techno dostrzegła wizjonerką moc teorii Briana Eno, i uczyniła z ambientu jeden ze swoich manifestów. A sama forma tej muzyki sprawia iż artysta/producent ma nieskończone możliwości kreacji. Wystarczy zobaczyć jak różnorodne jest otaczające nas tło, przestrzeń i po prostu się w nią wsłuchać. Ale rewolucja zapoczątkowana przez Briana Eno, przyniosła zdumiewające owoce. A wszystko zaczęło się od wypadku artysty i uważnego wsłuchania się w to co go otaczało. Klasyk!!!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    6,92 EUR
  • Kraftwerk | Minimum-Maximum

    Kraftwerk | Minimum-Maximum

    Availability: Only on request | product: 2DVD


    26,57 EUR
  • Brian Eno | Ambient 2 - The Plateux of Mirror

    Brian Eno | Ambient 2 - The Plateux of Mirror


    Druga część serii Ambient, zapoczątkowanej legendarnym już wydawnictwem Music for Airports, przygotowana została przez Briana Eno wspólnie z Haroldem Buddem. The Plateaux of Mirror w pomysłowy i świeży sposób łączy charakterystyczne elementy stylu obu artystów. Mamy tutaj przede wszystkim zawiesiste, pastelowe akordy, wygasające niespiesznie, przywiewające ze sobą zapach późnej jesieni, oraz miękkie fortepianowe tony, wprowadzające melodie nierzadko przekornie balansujące na granicy skal durowych i mollowych. Kilka obrazków wydaje się być bardzo prostymi, niemalże błahymi instrumentalnymi obserwacjami przyrody – dopiero bliższe przesłuchania pozwolą wyłowić ukryty głęboko element niesamowitości. Na szczególną uwagę zasługuje druga część płyty; Not yet remembered przynosi dziwnie melancholijny i jednocześnie podniosły, fontannowo-arkadowy motyw, w pewien sposób zapowiadający późniejsze oniryczne zwierzenia Sigur Ros szczególnie na płycie Agaetis Byrjun. Ósma kompozycja urzeka bardzo chłodnymi a przy tym intymnymi fortepianowymi wielokropkami; nieco podobny nastrój udało się uchwycić muzykom Genesis w introdukcji do zdobiącej jedną z singlowych stron B kompozycji Evidence of Autumn. Najciekawszy wreszcie w całym zestawie wydaje się być Wind in Lonely Fences (szkoda, że to tak krótki utwór - ale może w jego zwartości tkwi cała magia, nie dająca się pomnażać...) - dosłownie słychać tutaj, jak wiatr bawi się wydawaniem różnych tonów z glinianych garnków nadzianych na sztachety rozchwianego, akwarelowego płotu gdzieś w zapomnianym, mijanym tylko rozpędzonymi samochodami miejscu. Fantastyczna płyta, pełna poezji, skromności i niedoścignionego mistrzostwa nastroju.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Brian Eno | Discret Music

    Brian Eno | Discret Music


    To z pewnością jedna z najważniejszych i najbardziej udanych, a przy tym przecież najascetyczniejszych płyt w dorobku Briana Eno. Tytułowy utwór to około pół godziny kojących, ni to akustycznych, ni to elektronicznych wysączeń, składających się w radującą ucho pastoralną melodię nie unikającą durowych skal, ale bardzo daleką od banalności. Krągłe obłoki przetaczają się miękko w bardzo subtelnie zmieniających się konfiguracjach, a całość znakomicie sprzyja wprowadzeniu się w nastrój pół-drzemki, kiedy mózg zaczyna emitować fale beta i prowadzi Słuchacza przez miedzę dzielącą jawę od prawdziwie głębokiego snu. Już sam ten utwór byłby wystarczającą atrakcją dla miłośników minimalistycznego, operującego niepowtarzalnym nastrojem ambientu, a tymczasem mamy tutaj jeszcze bardzo specyficzne wariacje na temat Kanonu Pachelbela. Wariacje te to w zasadzie antypody podejścia (skądinąd również bardzo ciekawego), jakie zaproponował Tomita: nie mamy tutaj bardzo elektronicznej aranżacji bardzo zachowawczo potraktowanej partytury, lecz brzmienia nie różniące się praktycznie jakościowo od brzmień, jakim raczy nas orkiestra kameralna; zdumiewające rzeczy rozgrywają się za to w sferze melodycznej. Eno eksperymentuje z długością i częstotliwością dźwięków, wychodząc od oryginalnej kompozycji, ale bardzo prędko śmiało przekraczając jej ramy. Te arcyciekawe obróbki można by żartobliwie podsumować tytułem jednego z utworów na składance EMC P. Namlooka: oto, jak można "zepsuć utwór przy pomocy specjalnego dźwięku". "Zepsucie" mam na myśli naturalnie z dużym przymrużeniem oka, ale warto uprzedzić Słuchacza, iż Eno postępuje z Kanonem z czasem coraz odważniej, wyginając i odbijając znajome dźwięki w subharmoniczne kąty, przystawiając do nich coraz bardziej dysonansowe lustra... Niezwykle ważna płyta w dziejach eksperymentującej muzyki elektronicznej, zorientowanej jeszcze na prawdziwie bezkompromisowe i ciekawe poszukiwania.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
12 Next page Last page