Tangerine Dream

Rubycon (reissue)

23,95 PLNabout 5,38 EURbrutto

Tangerine Dream | Rubycon (reissue)

Super cena

Tagi albumu: Tangerine Dream | Rubycon (reissue), Virgin, Tangerine Dream, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Tangerine Dream
LABEL Virgin
NUMBER 7746970
RECORD DATE 2019 (1975)
MEDIA 1CD
PACKAGE JEWELCASE
Kod produktu 007959
POPULARITY

Lista utworów

Part One [17:16]
Part Two [17:34]

Recenzja

Moim zdaniem jest to - obok Atem, Phaedra i Stratosfear oraz obszernych epizodów Poland - najbardziej synestezyjna płyta Tangerine Dream: tu, za sprawą odpowiednich dźwięków, domyślne kolory, sceny i zapachy rodzą się same. W suicie Rubycon udało się Edgarowi Froese, Christopherowi Franke i Peterowi Baumannowi wyczarować dziki, tętniący nieokrzesanym życiem krajobraz, przypominający bagniste posępki i trujące łąki rodem z kart "Tako rzecze Zaratustra" Fryderyka Nietzschego!
Przygoda z muzyką składającą się na ten niezwykły twór rozpoczyna się o zardzewiałym brzasku, ukazującym porozrzucane tu i ówdzie suche gałęzie brzmień kojarzących się z kameralną muzyką awangardową w stylu "Hymnów" Alfreda Schnittke. Pejzaż stopniowo nabiera barwy i ładu, aż gdzieś ponad chmurami rozlega się trzepot skrzydeł dziwacznych ptaków, nadciągających ze swym wątkiem osadzonym w rozległej, całotonowej skali w stylu Claude'a Debussy'ego. Chyba właśnie do tych epizodów suity Rubycon nawiązali członkowie rosyjskiego elektronicznego projektu "Metamorphoses", przygotowując swe impresjonistyczne, syntezatorowo-komputerowe, zamglone trawestacje motywów wyszukanych na kartach dziejów muzyki klasycznej… Gdzieś pośród siarkowo-zielonkawych rumowisk zaczyna tlić się nader ruchliwe, nieokiełznane życie - ledwo wybrzmi daleki pomruk elektronicznych chórów, zacznie się wić pulsująca serpentyna ostinata. Ostinato wzbiera na sile, wygina się ku tonom oddalonym coraz bardziej od siebie wzajem na klawiaturze. Fale mułu przysłaniają widok, ścieląc się na ruchliwym podkładzie basowego syntezatora, aż w końcu podziemne źródła zaczynają wszystkie naraz wybijać równym, uporządkowanym rytmem, na tle którego wyłaniają się coraz to dziwniejsze istoty, odzywające się echem preparowanego fortepianu uderzającego masywne, parskające akordy. Być może słuchacz jest właśnie świadkiem narodzin człowieka, który w myśl filozofii Anaksymandra wyjdzie na świat z macic rybopodobnych stworów, już wypełzających w takt zmasowanego ataku syntezatorów i melotronów na ląd, ciągnąc za sobą smugi słonego śluzu…
Muzyka wybrzusza się, ostinato ucieka spod pięter klawiszowych namułów, wszystko po mału dezintegruje się, cichnie, pierzcha. Pierwsza część kończy się podobnie cichym zamyśleniem, jakim się zaczęła - jednak nie wpada już w atonalne, porozrzucane bezładnie prawie niemuzyczne brzmienia, tylko stopniowo ubywa po prostu instrumentów na scenie. Po krótkiej pauzie powracają niesamowite dźwięki - tym razem podnosi się wysoka, mętna fala zamurowanego wpół drogi na ląd morskiego westchnienia. W tym fragmencie wyraźnie słychać jeszcze próbki atonalnego, eksperymentalnego stylu, w jakim muzycy Tangerine Dream przygotowali swe najwcześniejsze płyty. Kolejny wątek rozegra się znów pośród połamanych gałęzi, pocących się błotniście górskich potoków i drżących skał kredowych. Muzyka zostaje znów raptownie uporządkowana, ale brzmienie jest nadal chropawe i surowe, zupełnie inne niż na tak niewiele młodszych płytach jak Ricochet i Stratosfear. Podminowany ostinatem dynamiczny fragment roztopi się ostatecznie i rozmaże w skryty mrokiem leśny prześwit, pełen zwęglonych pni, nad którymi wstają gwiazdy malowane przez fletowe brzmienia melotronów w nieregularne, kapryśne tonacje… Dziwi niebywale, że to już koniec tej arcyciekawej dźwiękowej przygody. Na szczęście można tę płytę ponownie włączyć i zacząć całą niesamowitą wędrówkę od początku.

I. W.


...kto usłyszał ten album przekroczył RUBYCON i znalazł się w krainie el brzmienia Tangerine Dream i choć jest archaiczne nie chce się go opuszczać lecz pragnie słuchać i słuchać i .... szczególnie polecam...

PPL


Równo 20 lat temu grupa Tangerine Dream nagrała jedną z tych płyt, które zespołowi faktycznie zaczęły przynosić popularność. Mam na myśli Rubycon. Który w mojej płytotece wciąż zajmuje miejsce pośród najchętniej słuchanych. Mam nawet wersję analogową, kupioną 16 lat temu na pamiętnym "Wolumenie" za ówczesne 2,5 tysiąca złotych. Jak się okazuje dosyć wielu melomanów czuje sentyment do tej właśnie płyty. Myśląc "płyta" mam na myśli wszystko to co się na nią składa. Przede wszystkim okładka, duża rozkładana koperta, delikatne zabiegi nad wyjmowaniem czarnego krążka, oraz dużo informacji o muzyce. O te dość według mnie istotne elementy zubożone są dzisiejsze płyty CD. Ilustracja jest wbrew pozorom istotną częścią składową dla całej muzycznej produkcji. Tak jak tytuły, sugeruje ona skojarzenia przy odbiorze muzyki. Czasem dzieje się to na korzyść muzyce, a czasem na niekorzyść. W przypadku Rubycon'u fotografia kropli wpadającej do wody idealnie oddaje temat i klimat muzyki. Jasny błękit sugeruje gorące niebo, ciemny granat wchodzący w ciemną zieleń nasuwa obraz tropikalnej zielonej przyrody. Rubycon (dziś Fiumicino) to opowieść o antycznej rzece, od jej powstania (pojedyncze dźwięki fortepianu odtworzonego od tyłu, sugerujące pojedyncze spadające krople) poprzez utworzenie się rwącego nurtu (sekwencerowy minimal) aż po jej zwieńczenie w Adriatyku. Ta chronologia zdarzeń trzyma logicznie formę muzyki. Wykonana na "archaicznych" instrumentach zdumiewa dzisiejszego odbiorcę prostotą środków wyrazu, oraz możliwościami kreacyjnymi dźwięku. Wszystko to zasługa jak mi się wydaje mojego ulubionego instrumentu Mellotronu, obsługiwanego przez Edgara Froese. Ten prototyp dzisiejszego samplera poza poprawieniem jakości, możliwościami pracy nad brzmieniem, formalnie różni się niewiele. Mellotron to instrument - taśma, a mimo to brzmienie orkiestry, czy tak charakterystycznego fletu jest niepowtarzalna. Cześć druga Rubycon'u rozpoczyna się od solo Petera Baumanna również historycznym już instrumentem Synthi A Voice i wspomnianym Mellotronie Edgara Froese.
Sięganie członków zespołu do muzyki współczesnej w bardzo dużej mierze ukształtowało styl Tangerine Dream. W drugiej części zastosowano brzmienia chóralne wykorzystane w sposób zbliżony raczej kompozytorom muzyki współczesnej. Dostrzegam we wczesnej twórczości Tangerine Dream inspiracje formami poważnymi, choć od początku zespół oscylował w stronę rocka (niestety poprzestając dziś na tym stylu).
Tak więc jeśli chciałbym wypocząć przy muzyce Tangerine Dream to bez wahania wybrałbym właśnie Rubycon. Jest to muzyka bardzo określająca zespół, są tu niemal wszystkie zwykle stosowane obszary dźwięku. Jest więc szczypta awangardy muzyki współczesnej, jest Minimal Art., są i formy swobodne. Dzieje się dużo i co ważne nie nudzi, jest doskonale dopracowana. Myślę że fani el-muzyki płytę tę doskonale znają i podzielają mój zachwyt. Moja recenzja niech będzie więc potwierdzeniem, że nie zawsze najwyższa technologia jest gwarantem na dobry produkt.

K.K.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Goods in stock

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas