Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Synthetic Symphony

(5 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Klaus Schulze | Kontinuum (3LP)

    Klaus Schulze | Kontinuum (3LP)

    Bestseller

    Oto trafił do rąk słuchaczy ponad 70-minutowy album Klausa Schulze zawierający trzy odpowiednio długie premierowe kompozycje. Najciekawsze spostrzeżenie, narzucające się natychmiast, nawet w trakcie dość jeszcze pobieżnego i "nieprzygotowanego" słuchania: relatywnie mało łączy tę płytę z poprzednią studyjną produkcją Schulzego, czyli Moonlake: tam otrzymaliśmy zbiór elektronicznych esejów dość mocno jeszcze zakorzenionych w estetyce Contemporary Works, tutaj odbywamy mroczną podróż w głąb zamglonej sekwencyjnej krainy opiewanej w podobny sposób raczej dość dawno aniżeli niedawno! Klausowi Schulze udało się wyczarować nastrój podobny temu, jaki panował na jego płytach z lat osiemdziesiątych i siedemdziesiątych, dochodząc jednak do tej atmosfery innymi ścieżkami aniżeli na starszych płytach. Nie ma tutaj mowy o dreptaniu w miejscu ani o cofaniu się na siłę w czasie. Pochody ostinatowe i arpeggiowe brzmią tutaj zastanawiająco świeżo, raz onirycznie, raz znów niebywale elektryzująco, a przygotowane tu aranżacje stanowią udaną próbę przekroczenia nieco eklektycznego schematyzmu Contemporary Works jak i stonowania połączonego z zamiłowaniem do samplowania w okresie między Royal Festival Hall a Dosburg Online. Mamy tutaj - jeśli już używać jakichkolwiek porównań: na dłuższą metę chybionych, powtarzam, jako że Kontinuum to najprawdopodobniej początek kolejnej doniosłej epoki w dyskografii Klausa Schulze - dynamikę i ładunek emocjonalny Are You Sequenced?, brzmienia ocierające się w zaskakująco nowatorski sposób o klimaty analogowych czasów Klausa Schulze oraz nieledwie dalekie echa sposobu komponowania typowego dla berlińskiego artysty od mniej więcej 2000 roku (np. wokaliza w najkrótszym utworze w zestawie, Euro Caravan). Tytuł kompozycji otwierającej krążek: Sequencer (70 to 07) zdaje się zapowiadać w miarę przewidywalną w przebiegu podróż sentymentalną, Klaus Schulze dokonuje tutaj jednak niesłychanego prestidigitatorskiego zabiegu i przenosi słuchacza w nowe, niepenetrowane dotąd rejony, przewrotnie proponując tak niby znajomą sekwencyjną strukturę utworu. Nanizane na siebie wielobarwne ostinata mienią się nader świeżymi barwami, jedno z dominujących arpeggiów w zdumiewający sposób przywołuje atmosferę introdukcji do albumu Blackdance (!), muzyka jest jednak fascynująco oniryczna, impresjonistyczna i w melancholijny sposób zmysłowa. Słychać, że to nie płyta Klausa Schulze z lat siedemdziesiątych - słychać jednak również, iż to w żaden sposób nie jest płyta, jakiej spodziewać by się mogło ucho el-melomana, który zapoznał się z albumami Androgyn (CWII.4) , Coccooning (CWII.5) czy Moonlake! Nastrój dawnych czasów versus nowe studyjne możliwości obróbki dźwięku? Nowe techniki kompozycyjne versus sprawdzone schematy brzmieniowe sprzed lat? Ani to, ani tamto - Schulze najzwyczajniej w świecie udowadnia, że jest nieprzeciętnym twórcą, konsekwentnie i kreatywnie konstruującym swój muzyczny świat i dobitnie pokazuje, iż absolutnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ten z pozoru minimalistyczny, niesłychanie mantrowy album zyskuje jeszcze więcej z każdym dodatkowym przesłuchaniem, pozwalającym rozsmakować się we wszelkich aranżacyjnych i melodycznych niuansach, od symbolistycznie powabnego Sequencer, przez Euro Caravan zderzające ścieżki wokalne w wypielęgnowanym na porpzednich krążkach stylu z pompującymi, zadziornymi sekwencerami wnoszącym niezmiernie orzeźwiający powiew (warto jeszcze dodać, że utwór zaczyna się konstelacjami dźwięków kojarzącymi się relatywnie szybko z codą kompozycji The Looper Isn't A Hooker z albumu Dig It [1980]...) aż po Thor (Thunder), w której to impresji Klaus Schulze raczy nas przez ponad 30 minut przenikającymi się ambientalnymi pustynnymi portretami i niezmordowanymi, elektryzującymi sekwencjami mżącymi w fascynującej, seledynowo-nocnej tonacji. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich na serio zainteresowanych muzyką elektroniczną i zarazem najlepsza płyta Schulze'go od czasu Are You Sequenced? (a przynajmniej Live@Klangart oraz Virtual Outback [CWII.1])!

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 3LP


    41,13 EUR
  • Klaus Schulze | Shadowlands (3LP)

    Klaus Schulze | Shadowlands (3LP)

    Klaus Schulze, wbrew opiniom złośliwców, nieustannie modyfikuje swoją muzykę. Co by nie mówić albumy nagrane z Lisą Gerrard, pokazały mu kolejne ścieżki jakimi może podążać jego twórczość. Już płyta Moonlake zwiastowała zmiany, kolejny album Kontinuum był powrotem do sekwencyjnego grania. Wydany w 2013r Shadowlands jawi się podsumowaniem tego etapu. Klaus Schulze zachwycony możliwościami jakie zdobył podczas pracy z Lisą Gerrard, idzie tu za ciosem. Tym razem angażuje więcej wokalistek do swojego projektu. Poza Lisą Gerrard pojawiają się takie nazwiska jak: Chrysta Bell i Julia Messenger. Subtelna, ażurowa faktura Shadowlands nie przypomina tego co było podstawą wspomnianych wcześniej albumów Moonlake i Kontinuum. Jest raczej rozwijaniem tych pomysłów jakie wykiełkowały na płycie Farscape z Lisą Gerrard. Jednak jest mała zmiana, tym razem owe głosy nie dominują nad całością. Schowane są bardziej z tyłu, stanowiąc ornament dla nieco transowej elektroniki mistrza. Taki jest otwierający całość utwór Shadowlands, będący niby obrazem malowanym światłem. Dwa kolejne In Between i Licht Und Schatten świetnie uzupełniają ów materiał. Pierwszy to dosyć relaksująca kompozycja ze zniewalającą melodią, drugi kontynuuje atłasową elektroniką ala tytułowa Shadowlands. Warto zdobyć wersję dwupłytową, drugi dysk zawiera dwa utwory i ponad 70 minut dodatkowej muzyki. Pierwszy z nich The Rhodes Violin nawiązuje do muzyki jaką Klaus Schulze nagrywał ze zmarłym Pete Namlookiem na serii The Dark Side Of The Moog. Sekwencyjna elektronika, przetykana ambientalnymi pejzażami. Finałowa Tibetan Loops przesycona jest etnicznym klimatem. Klaus Schulze samplował tu głosy tybetańskich mnichów, zderzając je z przejmującym wokalem Thomasa Kagermana. Świetny materiał pokazujący, że Klaus Schulze nie osiadł na laurach, i dalej potrafi zaskakiwać. W tym przypadku to wielki komplement.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 3LP


    41,13 EUR
  • Klaus Schulze, Lisa Gerrard | Rheingold

    Klaus Schulze, Lisa Gerrard | Rheingold


    Z pozoru taka kolaboracja nie miała prawa się udać. Klaus Schuzle miał ochotę na wspólne sesje z Lisą Gerrard jeszcze w latach '80, gdy Dead Can Dance byli w twórczym zenicie. Jednak dopiero po latach udało się im nagrać wspólny album Farscape. Po tym wszystkim duet wyruszył w trasę, zarejestrowany 18 lipca 2008r w St. Goahausen album Rheingold, jest świadectwem ich twórczego potencjału. Nie ma mowy o odgrywaniu i powtarzaniu tego, co zostało nagrane w studiu. Schulze i Gerrard improwizują i właśnie tu trzeba szukać klucza do zrozumienia ich muzycznej drogi. Zaczyna Klaus długimi improwizacjami, na myśl przychodzą najlepsze lata niemieckiej elektroniki. To ważne aby stworzyć odpowiedni nastrój dla Lisy Gerrard i jej niezwykłego głosu. Gdy ta zaczyna swoje popisy w Wellgunge i Lonely, tworzy się istny rytuał. Delikatnie napędzany transową elektroniką głos Lisy, brzmi po prostu niesamowicie. Nadal jak za najlepszych czasów Dead Can Dance śpiewa w wymyślonym przez siebie języku. A to pokazuje obezwładniającą skalę jej głosu, jak i umiejętność wczucia się w elektroniczne tekstury Schulze'a. Muzyka Niemca nie dominuje nad głosem Lisy, nie przytłacza go. Raczej znakomicie koegzystuje, wspólnie tworząc niezapomnianą podróż w nieznane. Piękne uzupełnienie studyjnej płyty Farscape, i jednocześnie obietnica na więcej.

    R. M.



    Zapis koncertu z 18 lipca 2008 danego w amfiteatrze Loreley w Hambuhren, usadowionym w dolinie Renu. Po Farscape drżącą ręką wsuwałem dysk z tej płyty zwłaszcza że stoi na okładce "z udziałem Lisy Gerrard"... Ale najpierw pęk elektrycznych wyładowań jak za najlepszych czasów Klausa Schulze a potem prowadzony przez syntezator zawieszony na jednym tonie, elficko anielski chór dyskretnie zastąpiony przez durowe odpływy i przypływy i te charakterystyczne schulzowskie niby sekwencje roztapia mnie jak wosk i sprawia że szczęka opada ruchem gwałtownym na pierś. Wciągająca pulsacja zawieszona przez resztę utworu powoduje że trafia to nagranie (Alberich) do ścisłej czołówki według mnie najciekawszych kompozycji Schulze. A jednak diabeł pali w starym piecu. Ale jak będzie dalej? Loreley to jakby rozwinięcie tematu pierwszego z pozostawionymi z niego elementami z generowanym elektronicznie chórem na czele z dołączeniem śpiewu Lisy Gerrard (wreszcie wkomponowuje się idealnie) wywołując dreszcze jakie może przynieść tylko jej głos, jak za czasów w Dead Can Dance plus wokaliza na tle której gdzieś koło 12 minuty pojawiają się przepiękne wyciszone z początku syntezatorowe subtelności, zdynamizowane i uwypuklone od 16 minuty w schulze’wskich sekwencjach do których dołącza bit perkusyjny... Niestety trochę się dalej Klaus zapętla (jego znak firmowy) a następnie mam wrażenie że wracają ambicje aby stworzyć dzieło operowe. Na pewno mamy tu przynajmniej 40 minut fenomenalnej muzyki. Wotan otwierają mroczne pomruki niczym cytat z Prodigy by przejść to typowych konkretów. Na pewno ciekawsze jest zamyślone, wyciszone Wellgunde. I znowu zaskoczenie, że Ian Boddy jest jednym z mistrzów niebywale nastrojowego, surrealnego ambientu (jako połowa duetu Arc z kolei ma od czynienia przede wszystkim z wytrawną elektroni wydobywa krótko mówiąc ładne dźwięki co mu się rzadko zdarzało następuje przy bonus tracku którego nie ma na DVD czyli Nibelungen. Zdaje się że Schulze po ostatnich chorobach czując brzemię lat, stał się bardziej romantyczno-nostalgiczny...Bardzo dobre wydawnictwo.

    Dariusz Długołęcki



    Pierwsza płyta zawiera tylko dwa, za to odpowiednio długie utwory. Pierwsza, jeszcze czysto instrumentalna kompozycja, to poszerzenie formuły wypracowanej na albumach Contemporary Works II, Kontinuum oraz przede wszystkim Farscape o nowe elementy. Schulze odważnie miesza na muzycznej palecie bardzo wiele nieregularnych akordów, pojawiają się nieznane barwy - wszystko to zbliża prezentowane tu brzmienia ku istnej "elektronicznej muzyce symfonicznej XXI wieku", jako że mamy tu do czynienia z naprawdę zaawansowanym, skomplikowanym sposobem prowadzenia kompozycji i wyprowadzania motywów pobocznych z wiodącego wątku. Blisko 40-minutowa suita Loreley, w której słyszymy już niepowtarzalny głos Lisy Gerrard, to kompozycja utrzymana w podobnym charakterze. Utwór jest żywszy niż większość materiału proponowanego na Farscape, jednocześnie zaś znacznie więcej tutaj optymizmu i wiosennej pogody... a typowo schulzeański, atmosferyczny mistycyzm naturalnie nic tutaj nie traci ze swojej specyfiki. Ten elektroniczny poemat, jeśli porównywać go z wcześniejszymi dokonaniami Klasua Schulze, najwięcej wspólnego ma z "symfonizującymi" suitami wypełniającymi zestaw Silver Edition - nie brakuje tutaj typowych dla Klasua Schulze zwrotów melodycznych oraz bardzo charakterystycznych mollowych pasaży akordowych, ale spektrum wszystkich użytych tutaj środków jest niemalże oszałamiające.
    Drugi krążek to z kolei aż cztery utwory. Płytę otwiera naprawdę znakomita impresja z miejsca kojarząca się ze "złotymi czasami" Klasua Schulze, głównie za sprawą porażających solówek, najlepszych od czasu Dosburg Online. Jest w tym utworze coś, co porusza w podobnym stylu jak kompozycje z płyt Body Love albo X, choć już po aranżacji słychać, że nie ma tu mowy o kopiowaniu własnych patentów sprzed lat. Fenomenalny klimat... Po nim następuje chwila wyciszenia, głos Lisy Gerrard prowadzi Słuchacza ku baśniowym, leśnym ostępom, w których rozgrywają się dalsze wydarzenia audiowizualnego spektaklu bez słów. Trzeci utwór to udana synteza elementów Farscape i The Crime of Suspense i powrót nieco żywszych temp oraz promieniujących sekwencerów. Na deser otrzymujemy ponad półgodzinny bonus, czyli instrumentalne wariacje na tematy przewijające się przez Farscape. Rewelacyjny album, świadczący o dużej inwencji - a zatem, miejmy nadzieję, także dalszej owocnej karierze - projektu Farscape (Schulze + Gerrard), a także wyjątkowej formie - także koncertowej - samego Klasua Schulze. Koniecznie.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2DVD


    11,37 EUR
  • Klaus Schulze, Lisa Gerrard | Rheingold

    Klaus Schulze, Lisa Gerrard | Rheingold


    Z pozoru taka kolaboracja nie miała prawa się udać. Klaus Schuzle miał ochotę na wspólne sesje z Lisą Gerrard jeszcze w latach '80, gdy Dead Can Dance byli w twórczym zenicie. Jednak dopiero po latach udało się im nagrać wspólny album Farscape. Po tym wszystkim duet wyruszył w trasę, zarejestrowany 18 lipca 2008r w St. Goahausen album Rheingold, jest świadectwem ich twórczego potencjału. Nie ma mowy o odgrywaniu i powtarzaniu tego, co zostało nagrane w studiu. Schulze i Gerrard improwizują i właśnie tu trzeba szukać klucza do zrozumienia ich muzycznej drogi. Zaczyna Klaus długimi improwizacjami, na myśl przychodzą najlepsze lata niemieckiej elektroniki. To ważne aby stworzyć odpowiedni nastrój dla Lisy Gerrard i jej niezwykłego głosu. Gdy ta zaczyna swoje popisy w Wellgunge i Lonely, tworzy się istny rytuał. Delikatnie napędzany transową elektroniką głos Lisy, brzmi po prostu niesamowicie. Nadal jak za najlepszych czasów Dead Can Dance śpiewa w wymyślonym przez siebie języku. A to pokazuje obezwładniającą skalę jej głosu, jak i umiejętność wczucia się w elektroniczne tekstury Schulze'a. Muzyka Niemca nie dominuje nad głosem Lisy, nie przytłacza go. Raczej znakomicie koegzystuje, wspólnie tworząc niezapomnianą podróż w nieznane. Piękne uzupełnienie studyjnej płyty Farscape, i jednocześnie obietnica na więcej.

    R. M.



    Zapis koncertu z 18 lipca 2008 danego w amfiteatrze Loreley w Hambuhren, usadowionym w dolinie Renu. Po Farscape drżącą ręką wsuwałem dysk z tej płyty zwłaszcza że stoi na okładce "z udziałem Lisy Gerrard"... Ale najpierw pęk elektrycznych wyładowań jak za najlepszych czasów Klausa Schulze a potem prowadzony przez syntezator zawieszony na jednym tonie, elficko anielski chór dyskretnie zastąpiony przez durowe odpływy i przypływy i te charakterystyczne schulzowskie niby sekwencje roztapia mnie jak wosk i sprawia że szczęka opada ruchem gwałtownym na pierś. Wciągająca pulsacja zawieszona przez resztę utworu powoduje że trafia to nagranie (Alberich) do ścisłej czołówki według mnie najciekawszych kompozycji Schulze. A jednak diabeł pali w starym piecu. Ale jak będzie dalej? Loreley to jakby rozwinięcie tematu pierwszego z pozostawionymi z niego elementami z generowanym elektronicznie chórem na czele z dołączeniem śpiewu Lisy Gerrard (wreszcie wkomponowuje się idealnie) wywołując dreszcze jakie może przynieść tylko jej głos, jak za czasów w Dead Can Dance plus wokaliza na tle której gdzieś koło 12 minuty pojawiają się przepiękne wyciszone z początku syntezatorowe subtelności, zdynamizowane i uwypuklone od 16 minuty w schulze’wskich sekwencjach do których dołącza bit perkusyjny... Niestety trochę się dalej Klaus zapętla (jego znak firmowy) a następnie mam wrażenie że wracają ambicje aby stworzyć dzieło operowe. Na pewno mamy tu przynajmniej 40 minut fenomenalnej muzyki. Wotan otwierają mroczne pomruki niczym cytat z Prodigy by przejść to typowych konkretów. Na pewno ciekawsze jest zamyślone, wyciszone Wellgunde. I znowu zaskoczenie, że Ian Boddy jest jednym z mistrzów niebywale nastrojowego, surrealnego ambientu (jako połowa duetu Arc z kolei ma od czynienia przede wszystkim z wytrawną elektroni wydobywa krótko mówiąc ładne dźwięki co mu się rzadko zdarzało następuje przy bonus tracku którego nie ma na DVD czyli Nibelungen. Zdaje się że Schulze po ostatnich chorobach czując brzemię lat, stał się bardziej romantyczno-nostalgiczny...Bardzo dobre wydawnictwo.

    Dariusz Długołęcki



    Pierwsza płyta zawiera tylko dwa, za to odpowiednio długie utwory. Pierwsza, jeszcze czysto instrumentalna kompozycja, to poszerzenie formuły wypracowanej na albumach Contemporary Works II, Kontinuum oraz przede wszystkim Farscape o nowe elementy. Schulze odważnie miesza na muzycznej palecie bardzo wiele nieregularnych akordów, pojawiają się nieznane barwy - wszystko to zbliża prezentowane tu brzmienia ku istnej "elektronicznej muzyce symfonicznej XXI wieku", jako że mamy tu do czynienia z naprawdę zaawansowanym, skomplikowanym sposobem prowadzenia kompozycji i wyprowadzania motywów pobocznych z wiodącego wątku. Blisko 40-minutowa suita Loreley, w której słyszymy już niepowtarzalny głos Lisy Gerrard, to kompozycja utrzymana w podobnym charakterze. Utwór jest żywszy niż większość materiału proponowanego na Farscape, jednocześnie zaś znacznie więcej tutaj optymizmu i wiosennej pogody... a typowo schulzeański, atmosferyczny mistycyzm naturalnie nic tutaj nie traci ze swojej specyfiki. Ten elektroniczny poemat, jeśli porównywać go z wcześniejszymi dokonaniami Klasua Schulze, najwięcej wspólnego ma z "symfonizującymi" suitami wypełniającymi zestaw Silver Edition - nie brakuje tutaj typowych dla Klasua Schulze zwrotów melodycznych oraz bardzo charakterystycznych mollowych pasaży akordowych, ale spektrum wszystkich użytych tutaj środków jest niemalże oszałamiające.
    Drugi krążek to z kolei aż cztery utwory. Płytę otwiera naprawdę znakomita impresja z miejsca kojarząca się ze "złotymi czasami" Klasua Schulze, głównie za sprawą porażających solówek, najlepszych od czasu Dosburg Online. Jest w tym utworze coś, co porusza w podobnym stylu jak kompozycje z płyt Body Love albo X, choć już po aranżacji słychać, że nie ma tu mowy o kopiowaniu własnych patentów sprzed lat. Fenomenalny klimat... Po nim następuje chwila wyciszenia, głos Lisy Gerrard prowadzi Słuchacza ku baśniowym, leśnym ostępom, w których rozgrywają się dalsze wydarzenia audiowizualnego spektaklu bez słów. Trzeci utwór to udana synteza elementów Farscape i The Crime of Suspense i powrót nieco żywszych temp oraz promieniujących sekwencerów. Na deser otrzymujemy ponad półgodzinny bonus, czyli instrumentalne wariacje na tematy przewijające się przez Farscape. Rewelacyjny album, świadczący o dużej inwencji - a zatem, miejmy nadzieję, także dalszej owocnej karierze - projektu Farscape (Schulze + Gerrard), a także wyjątkowej formie - także koncertowej - samego Klasua Schulze. Koniecznie.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    22,95 EUR
  • Klaus Schulze | Kontinuum

    Klaus Schulze | Kontinuum

    Bestseller

    Oto trafił do rąk słuchaczy ponad 70-minutowy album Klausa Schulze zawierający trzy odpowiednio długie premierowe kompozycje. Najciekawsze spostrzeżenie, narzucające się natychmiast, nawet w trakcie dość jeszcze pobieżnego i "nieprzygotowanego" słuchania: relatywnie mało łączy tę płytę z poprzednią studyjną produkcją Schulzego, czyli Moonlake: tam otrzymaliśmy zbiór elektronicznych esejów dość mocno jeszcze zakorzenionych w estetyce Contemporary Works, tutaj odbywamy mroczną podróż w głąb zamglonej sekwencyjnej krainy opiewanej w podobny sposób raczej dość dawno aniżeli niedawno! Klausowi Schulze udało się wyczarować nastrój podobny temu, jaki panował na jego płytach z lat osiemdziesiątych i siedemdziesiątych, dochodząc jednak do tej atmosfery innymi ścieżkami aniżeli na starszych płytach. Nie ma tutaj mowy o dreptaniu w miejscu ani o cofaniu się na siłę w czasie. Pochody ostinatowe i arpeggiowe brzmią tutaj zastanawiająco świeżo, raz onirycznie, raz znów niebywale elektryzująco, a przygotowane tu aranżacje stanowią udaną próbę przekroczenia nieco eklektycznego schematyzmu Contemporary Works jak i stonowania połączonego z zamiłowaniem do samplowania w okresie między Royal Festival Hall a Dosburg Online. Mamy tutaj - jeśli już używać jakichkolwiek porównań: na dłuższą metę chybionych, powtarzam, jako że Kontinuum to najprawdopodobniej początek kolejnej doniosłej epoki w dyskografii Klausa Schulze - dynamikę i ładunek emocjonalny Are You Sequenced?, brzmienia ocierające się w zaskakująco nowatorski sposób o klimaty analogowych czasów Klausa Schulze oraz nieledwie dalekie echa sposobu komponowania typowego dla berlińskiego artysty od mniej więcej 2000 roku (np. wokaliza w najkrótszym utworze w zestawie, Euro Caravan). Tytuł kompozycji otwierającej krążek: Sequencer (70 to 07) zdaje się zapowiadać w miarę przewidywalną w przebiegu podróż sentymentalną, Klaus Schulze dokonuje tutaj jednak niesłychanego prestidigitatorskiego zabiegu i przenosi słuchacza w nowe, niepenetrowane dotąd rejony, przewrotnie proponując tak niby znajomą sekwencyjną strukturę utworu. Nanizane na siebie wielobarwne ostinata mienią się nader świeżymi barwami, jedno z dominujących arpeggiów w zdumiewający sposób przywołuje atmosferę introdukcji do albumu Blackdance (!), muzyka jest jednak fascynująco oniryczna, impresjonistyczna i w melancholijny sposób zmysłowa. Słychać, że to nie płyta Klausa Schulze z lat siedemdziesiątych - słychać jednak również, iż to w żaden sposób nie jest płyta, jakiej spodziewać by się mogło ucho el-melomana, który zapoznał się z albumami Androgyn (CWII.4) , Coccooning (CWII.5) czy Moonlake! Nastrój dawnych czasów versus nowe studyjne możliwości obróbki dźwięku? Nowe techniki kompozycyjne versus sprawdzone schematy brzmieniowe sprzed lat? Ani to, ani tamto - Schulze najzwyczajniej w świecie udowadnia, że jest nieprzeciętnym twórcą, konsekwentnie i kreatywnie konstruującym swój muzyczny świat i dobitnie pokazuje, iż absolutnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ten z pozoru minimalistyczny, niesłychanie mantrowy album zyskuje jeszcze więcej z każdym dodatkowym przesłuchaniem, pozwalającym rozsmakować się we wszelkich aranżacyjnych i melodycznych niuansach, od symbolistycznie powabnego Sequencer, przez Euro Caravan zderzające ścieżki wokalne w wypielęgnowanym na porpzednich krążkach stylu z pompującymi, zadziornymi sekwencerami wnoszącym niezmiernie orzeźwiający powiew (warto jeszcze dodać, że utwór zaczyna się konstelacjami dźwięków kojarzącymi się relatywnie szybko z codą kompozycji The Looper Isn't A Hooker z albumu Dig It [1980]...) aż po Thor (Thunder), w której to impresji Klaus Schulze raczy nas przez ponad 30 minut przenikającymi się ambientalnymi pustynnymi portretami i niezmordowanymi, elektryzującymi sekwencjami mżącymi w fascynującej, seledynowo-nocnej tonacji. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich na serio zainteresowanych muzyką elektroniczną i zarazem najlepsza płyta Schulze'go od czasu Are You Sequenced? (a przynajmniej Live@Klangart oraz Virtual Outback [CWII.1])!

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,31 EUR