Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Special editions

(21 albums)
First page Previous page 123 Next page Last page
sort by albums
on one page
recording period

  • 27,57 EUR
  • Mike Oldfield | Ommadawn (deluxe)

    Mike Oldfield | Ommadawn (deluxe)


    Motyw otwierający pierwszą część kompozycji pojawia się jak przez mgłę. Gdzieś w oddali żeński chór snuje swą pieśń, instrumentalne tło kołysze się na zamglonych faalch, a pierwszy plan należy do gitary klasycznej. Jest to nie tylko jeden z najpiękniejszych fragmentów tej płyty, ale także jeden z najbardziej poruszających wątków w całej dyskografii Oldfielda. W pewnym momencie rozbrzmiewa gong, a pieśń gitary klasycznej zostaje wyparta przez gniewne łkanie gitary elektrycznej, osiągające coraz wyższe rejestry. Zasnuty szarymi obłokami górski pejzaż odsłania się nagle w pełnym słońcu, kiedy pierwszy temat płyty płynnie przechodzi w pasaż o wyraźnie greckim kolorycie (autorowi udzieliła się fascynacja, jaką darzył zawsze grecką muzykę jego starszy brat Terry, również muzyk i kompozytor). Oświetlenie krajobrazu wyczarowanego przez muzykę wciąż się zmienia, raz widać zielone zbocza przez deszcz i w słońcu jednocześnie, innym razem w czerwonawej, wieczornej poświacie. Grecki motyw przechodzi w wesoły, krótki irlandzki taniec, w którym akustyczna gitara akompaniuje z werwą roztańczonej fletni. Charakter tego epizodu kojarzy się z radosnymi miniaturami zaproponowanymi przez Oldfielda na singlach (Portsmouth, In Dulci Jubilo).
    Progresja trzech akordów zamyka taneczny fragment i rozpoczyna się wiosenny, pastoralny fragment pełen wianków z jaskrawo zielonych liści, których zwijanie i rozwijanie się dosłownie widać, gdy wsłucha się w akompaniament harfy. Na tym tle pojawiają się doadtkowe instrumenty, między innymi wiolonczela, która zaintonuje pogodną transpozycję mollowego tematu otwierającego Ommadawn. Krajobraz tchnie spokojem, pejzaż jest wprost nasiąknięty czystymi obłokami i słońcem, nasmarowanymi tak wyraziście jak na płótnie Van Gogha. Na zalanej słońcem łące uważny słuchacz dostrzeże nawet porozrzucane tu i ówdzie ule. Pierwsze ciemne chmury nadciągają niespiesznie - gitara elektryczna wykonuje "koronkowe" ornamenty, zazębiające się i splatające w misterny wzorek. Melodia to "rozjaśnia", to znów "ściemnia" się, jakby jeszcze w pełni nie zdecydowała się, jaki będzie charakter epizodu do którego ostatecznie doprowadzi. Tym ciekawsze okaże się nagłe wejście głównego wątku, znów zagrane w mollowej tonacji, przy kipiący akompaniamencie perkusyjnym. Gitara w dalszym ciągu wyszywa swoje ornamenty, ale teraz już wyłącznie w nieco posępniejszym nastroju, niebo już się nie rozjaśnia. Po krótkiej pauzie nastąpi zaś najważniejsza część utworu. Przeciągłe dźwięki fletni intonują jeden z motywów składających się na główny wątek, uparcie powracający w rozmaitych parafrazach. Następnie dołączy się miarowy, afrykański podkład perkusyjny, wibrafony, wreszcie żeński chór ciągnący mistyczną pieśń. Gitara początkowo zamarkowuje swe wejścia nieśmiało, wydając pojedyncze dźwięki, rozsiewając tu i ówdzie muzyczne znaki zapytania. Kiedy jednak napięcie osiągnie najwyższy punkt, powróci zaaranżowany na komplet instrumentów główny wątek, brzmiący tu tak przejmująco i niesamowicie jak jeszcze dotąd nie brzmiał, a potem zacznie się niesamowita partia gitary, słynny obraz "Tortury Narodzin", jak określił go sam autor utworu. Drzewa uginają się teraz w upiornym deszczu, błyskawice rozdzierają krajobraz na części, a tony gitary są tęskne, gniewne, rozpaczliwe, zdesperowane, Oldfieldowi udało się w tym fragmencie zawrzeć niebywały ładunek emocjonalny. Część pierwsza kończy się znienacka: nagle milkną akompaniujące instrumenty, gitara wydaje głośny krzyk noworodka i zostaje tylko szmer instrumentów perkusyjnych, pomału oddalający się i wygasający w dwudziestej minucie trwania utworu.
    Druga część kompozycji rozwija się mniej spiesznie i składa się z mniejszej ilości epizodó utrzymanych w wolniejszym tempie. Rozpoczyna się od podniosłego motywu o typowo romantycznej melodyce - to idealny obraz wieczornego lub porannego wiatru przeczesującego zmierzwione wrzosowiska. Oldfield nałożył na siebie w tym fragmencie partie 62 gitar!... Kolejny epizod to sielankowy obrazek, w którym gitary akustyczne wdają się w długi dialog ze szkockimi dudami. Najwyraźniej nad łąkami zapadł zmrok, gdzieś w tle snuje się jasny dym, zadumany słuchacz wpatruje się w gwiaździste niebo. Utwór toczy się w durowej tonacji, brzmiąc jak typowy ludowy utwór rodem z Wysp Brytyjskich, dopóki nie pojawi się melancholijna melodia snuta przez flet. Następnie wyłoni się bardzo melodyjna seria akordów, na pierwszym planie dają się słyszeć mandoliny oraz lekko przesterowane gitary elektryczne. Znienacka wkracza stukający rytm, cała muzyka ożywia się - w tym tanecznym fragmencie pomysłowo splatają się brzmienia irlandzkie i greckie, a gitara Oldfielda zadziwia elegancką solówką z wykorzystaniem podciąganych strun i ornamentów podobnych do tych z pierwszej strony longplaya. Muzyka nabiera rozmachu i znienacka urywa się. Po kilkusekundowej pauzie pora na ostatni fragment: pogodna, lekka piosenka On Horseback, w której na tle akustycznego akompaniamentu rozbrzmią głosy dziecięcego chóru The Penrhos Kids oraz… samego Mike'a Oldfielda, który po nieziemskich popisach chrapliwego i mrukliwego Człowieka z Piltdown na stronie B Tubular Bells śpiewa tu wyjątkowo czysto i klarownie. W piosence pojawi się aluzja do Hergest Ridge, miejsca, które dało tytuł poprzedniemu albumowi Oldfielda.

    I. W.



    Kiedy kupiłem tę płytę wiedziałem, że wywrze na mnie duże wrażenie i tak się stało, a Ommadawn; słucham bez przerwy. Wcześniej nie zetknąłem się z tą płytą w ogóle, lecz mogłem usłyszeć słynny motyw gitarowy Oldfielda z part one na pliku midi. Brzmiało to okropnie, ale byłem bardzo ciekawy jak brzmi w oryginale. Sama melodia była bardzo charakterystyczna i ładna. Sam artysta kiedyś powiedział, że nigdy nie stworzył bardziej ekspresyjnej solówki od tej kończącej pierwszą część utworu. Też tak sądzę, a w oryginale ów motyw brzmi rewelacyjnie. Cała płyta to piękna dwuczęściowa suita zawierająca elementy muzyki etnicznej, folkowej, a nawet afrykańskiej.
    Niezwykle nastrojowa, momentami ostrzejsza, nie pozwalająca nudzić się słuchaczowi. Na uwagę zasługuje również piękna piosenka, perełka o tytule On Horseback. Jako wokalista występuje sam Mike Oldfield w towarzystwie dziecięcego chóru. Bardzo melodyjna, przyjemna, ciepła, zapadająca w ucho piosenka. Tyle o samej muzyce. Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na bardzo istotny fakt. Otóż wszystkie albumy Oldfielda zostały teraz poddane cyfrowemu remasteringowi, Ommadawn również. Jest to gratka dla fanów Mika i słuchaczy lubiących czyste, klarowne brzmienie muzyki. Technologia nosi nazwę HDCD remastered. Muzyka brzmi krystaliczne czysto, bez zbędnych szumów i jest świetnie uprzestrzeniona. Naprawdę warto patrzeć przy zakupie płyt Oldfielda czy na pudełku znajduje się znaczek HDCD remastered. Są w sprzedaży jeszcze niestety, stare nie tak dobre wydania płyt Mike Oldfielda. Gorąco zachęcam do zapoznania się z muzyką Oldfielda. Usłyszą państwo wybitny progresywny rock z elementami etniczymi i muzyki Brytyjskiej. Ommadawn to na pewno jedna z najważniejszych płyt w dorobku artysty. Jest to jego czwarta w kolejności płyta od Tubular Bells z 1973 roku. Osobiście uważam, że płyty obejmujące lata '70 w twórczości młodego wówczas Mike są prawdziwymi dziełami.

    Piotr Tomaszczyk

    Availability: Only on request | product: 2CD+1DVD


    25,68 EUR
  • Mike Oldfield | Hergest Ridge (deluxe)

    Mike Oldfield | Hergest Ridge (deluxe)

    Availability: Only on request | product: 2CD+1DVD


    25,68 EUR
  • Kraftwerk | Best of (book)

    Kraftwerk | Best of (book)

    Availability: Only on request | product: book


    17,64 EUR
  • Conrad Schnitzler | 80's Works boxset

    Conrad Schnitzler | 80's Works boxset

    Availability: Only on request | product: 7CD


    167,69 EUR
  • Kluster | 1970-1971

    Kluster | 1970-1971


    Powstałą w 1969r grupę Kluster, można śmiało nazwać jedną z protoplastów industrialu i ery samplingu. Conrad Schnitzler, Hans-Joachim Roedelius i Dieter Moebius swoimi pomysłami, zapowiedzieli choćby przyszłe wyczyny osławionych Throbbing Gristle. Ów trzypłytowy box sumuje ich właściwą działalność. Gdy w 1971r odszedł Schnitzler, zespół działał jako duet i nieco zmodyfikował nazwę na Cluster. Pierwsze trzy płyty: Klopfzeichen , Zwei-Osterei i ostatni z zapisem koncertu Eruption, do dziś zdumiewają ilością pomysłów i efektów. To bruitystyczne, poprzemysłowe kolaże gdzie radykalnemu przetworzeniu zostały poddane naturalne brzmienia akustycznych instrumentów. Gitara, perkusja, instr. klawiszowe czy wiolonczela jeszcze nigdy nie były tak radykalnie odkształcone. Ich brzmienia przepuszczono przez filtry, efekty jak i manipulowano taśmami. Wydziera się ponura, przemysłowa muzyka, gdzie zanika aspekt melodii, rytmu. A struktura poszczególnych kompozycji, przybiera formę zorganizowanego chaosu. Niezwykle ważny kawałek historii muzyki współczesnej, choć to zestaw dla najbardziej odważnych i bezkompromisowych śmiałków.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 3CD


    32,25 EUR
  • Vangelis | Blade Runner - Trilogy

    Vangelis | Blade Runner - Trilogy

    Specjalne, trzypłytowe wydanie albumu Blade Runner na specjalną okazję dwudziestopięciolecia (w 2007) filmu Ridleya Scotta, obrazu mającego w pewnych kręgach bezdyskusyjnie status filmu kultowego (można napomknąć o tym, jak wiele sampli z dialogów z filmu przewija się przez rozmaite płyty wydawane przez Fax Records...). Pierwszy krążek to oryginalny soundtrack, druga płyta przynosi motywy przewijające się przez film ale wcześniej niepublikowane, ostatnia część ciekawego zestawu to impresje napisane "pod nastrój filmu" specjalnie z okazji wspomnianego jubileuszu. Pierwszej płyty, zatem wznowienia oryginalnej ścieżki, chyba nikomu nie trzeba bliżej przedstawiać - to przede wszystkim jeden z najbardziej udanych albumów Vangelisa, przynoszących dynamiczne mollowe sekwencery End Titles, niezwykły śpiew Demisa Roussosa w Tales of the Future, chwile relaksu w Memories of Green i niezapomnianą żeńską wokalizę Rachel's Song (samplowaną w krótkim fragmencie Dead Cities przez Future Sound of London). Drugi krążek jest na pewno nie mniej kosmiczny niż pierwszy, na dodatek cieszy pojawienie się tutaj także i zdecydowanie "mniej komercyjnych", bliższych ambientowi brzmień (Dr Tyrell's Owl) oraz przestrzeń tak malownicza jak na prawdziwie bezkompromisowej i poszukującej płycie Vangelisa z 1974 r., Albedo 0.39. Bardzo spójny i nieprawdopodobnie atmosferyczny krążek, na którym tylko pozornie jest tyle statyczności i niezmąconego beatami ani partiami wokalnymi spokoju... Trzecia płyta nie ustępuje poprzednim, na dodatek wcale nie słychać, żeby był to jakkolwiek "sztuczny" dodatek przygotowany dużo później, niż oryginalna ścieżka dźwiękowa! Czwarty utwór to prawdziwa rewelacja, jeśli chodzi o sampling i powywijany na wszystkie strony, zdeformowany programming - ten utwór spokojnie mógłby pochodzić z katalogu frankurckiego FAXu... Piąta impresja to swoistego rodzaju future-jazz rodem z nocnej metropolii, zgrabne nawiązanie zarówno do Blade Runnera jak i The City. W ogóle dużo tutaj "nowych brzmień" naleciałości industrialu, breakbeatu i innych ciekawych a przy tym zupełnie niespodziewanych gatunków - a jednak wielki Grek na chwilę nie przestaje być sobą. Trudno mi o tej trylogii nie powiedzieć: "pozycja obowiązkowa", szczególnie ze względu na ogromną ilość niepublikowanego wcześniej oraz premierowego materiału w ramach którego trudno doszukać się spadającego napięcia bądź repetytywności.

    Igor Wróbewski

    Availability: Goods in stock | product: 3CD


    22,14 EUR
  • Neuronium | Hypnotika v.1

    Neuronium | Hypnotika v.1

    Availability: Goods in stock | product: 1CD-enhanced


    15,25 EUR
  • Ron Boots | Liquid Structures in Solid Form

    Ron Boots | Liquid Structures in Solid Form


    Ron Boots przez ostatnie lata wyrósł na czołową postać muzyki elektronicznej. Spora dyskografia i przede wszystkim wyborna muzyka zapewniły mu grono wielbicieli. Tym w którym w niesmak ostanie dokonania Tangerine Dream, w muzyce Bootsa znajdą ukojenie. Liquid Structures In Solid Form to sekwencyje pasaże, pulsujące wstęgi syntezatorowych brzmień, delikatne rytmiczne struktury i oczywiście melodyka kojarząca się z mistrzami "szkoły berlińskiej". To sprawia iż te brzmienia w wykonaniu Bootsa nie rażą schematyzmem, a co gorsza archaizmem. Gdzieniegdzie artysta sięga po elementy ambientu, nasycając swoją muzykę niemożliwą do ogarnięcia, przestrzenią. Są momenty iż trudno zrównoważyć ten balans i powiedzieć gdzie kończy się klasyczna elektronika, a gdzie mamy już ambient. I właśnie to przenikanie się owych stylistyk, sprawia iż Liquid Structures... brzmi doprawdy fascynująco.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Tangerine Dream | Dream Mixes 4 (+bonus CD)

    Tangerine Dream | Dream Mixes 4 (+bonus CD)

    Bestseller
    Seria Dream Mixes została zainicjowana prze Jerome Froese'go. Wpadł on na pomysł by utwory z klasycznych płyt przedstawić w nowoczesnych remixach. Boom techno i pokrewnych stylów, niejako wymógł na Tangerine Dream presje by ci podążali za nowymi brzmieniami. I tak jest w gąszczu sampli, transowych bitów można usłyszeć klasyczne utwory grupy, z tym iż są to wersje mocno zniekształcone. Utwory z płyt Exit (pojawia się motyw ze słynnego Kiev Mission), Tangram czy Thief, doładowane zostały połamaną rytmiką drum'n'bass. Fanem tego stylu jest młody Froese i to on zapewne mocno znęcał się nad tym materiałem. Są jednak utwory które bliższe są klasycznym dokonaniom grupy. Takim utworem jest Massenger mający swoje korzenie w utworze Rising Runner Missed By Endless Summer z płyty Cyclone. Ale Dream Mixes 3 to nie tylko wywrotowe remiksowanie nobliwej klasyki. Zespół sięgnął też po nowsze utwory jak te z płyty Mars Polaris. Dla wielu ortodoksyjnych fanów grupy tego typu rzeczy, to zamach na własną sztukę. Są jednak i ci z otwartymi głowami i kolejne części Dream Mixes łykają bezproblemowo. W sumie to nadążanie za trendami jest dowodem iż zespół pozostał nieco w tyle. Mimo to potrafią wciąż zaskoczyć nowoczesnym brzmieniem i pozostać sobą. A to już sztuka.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    15,99 EUR
First page Previous page 123 Next page Last page