Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Popularity 1

(260 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Klaus Schulze | La Vie Electronique 1.0 (2LP)

    Klaus Schulze | La Vie Electronique 1.0 (2LP)

    Spełniło się marzenie zagorzałych fanów Klausa Schulze, którzy w odpowiednim czasie nie zdołali zaopatrzyć się w 50-płytowy box Ultimate Edition, zawierający nieprzebrane mnóstwo nagrań studyjnych i koncertowych, niepublikowanych na żadnym "regularnym" wydawnictwie artysty. Utwory przypominane są w kolejności chronologicznej, tak więc przyjdzie jeszcze trochę poczekać na pamiętne Narren des Schicksals albo Picasso geht spazieren, za to w obrębie pierwszego digipacku La Vie Electronique otrzymujemy naprawdę sporą porcję nagrań zrealizowanych w okresie 1970-1972, zatem czasie bezprecedensowych eksperymentów Klausa Schulze z organami elektronowymi i preparowaną orkiestrą. Atmosfera tych nagrań bliska jest naturalnie klimatowi posępnych, zagadkowych płyt Irrlicht i Cyborg, choć chyba jeszcze więcej tutaj abstrakcji i bezkompromisowości. Główną atrakcją zestawu jest naturalnie monumentalna, 64-minutowa suita Die Kunst, hundert Jahre alt zu werden, pełna rozedrganych, eterycznych brzmień zderzanych z ponurymi, grzechotliwymi wyładowaniami generatorowo-perkusyjnymi na dalszym planie. Ponadczasowe arcydzieło ambitnej muzyki medytacyjnej. Słychać przede wszystkim, jak ciekawie ewoluowały brzmienia i nastrojowe wątki, przeplatane z coraz to nowymi dźwiękowymi płaszczyznami: uważny Słuchacz spostrzeże, iż pewne epizody - raczej atmosferyczne, aniżeli ściśle "melodyczne" - pojawiające się w Die Kunst... rozpracowywane były także w otwartych, intuicyjnych pejzażach Traumraum, Dynamo albo Cyborgs Traum. Krótkie etiudy dedykowane odpowiednio Brianowi Eno i Terry'emu Rileyowi rzeczywiście znakomicie dopasowują się do formuły wypracowanej przez obu artystów: pierwszy utwór to amorficzne, organowe obłoki, zwiastujące nadejście ambientu, druga impresja to charakterystycznie nerwowe interludium utkane z kopiowanych i wklejanych w nieskończoność w tło drobnych motywów, atrakcyjnie przetwarzanych elektronicznie. Szalenie też podobać się może niesamowite, deszczowe Les Jockeys camoufles, czyli ni mniej ni więcej tylko rytmiczny szkicownik do późniejszej kompozycji Way of Changes z lp. Blackdance: mamy tu to samo tempo i opracowanie, brak jednak jeszcze smętnych, pływających organów; kto wie, czy abstrakcyjne poszumy i poświsty osamotnione na tle tętniącej uparcie perkusji nie robią skądinąd jeszcze większego wrażenia, niż utwór, który z tej etiudy wyewoluował... Nie można nie znać tych nagrań, nawet jeśli nie jest to dla niektórych odbiorców muzyka, której - zwłaszcza w tej porcji - słuchałby codziennie. Niby nie są to jeszcze dzieła na miarę Moondawn czy X, niemniej jednak piszący te słowa uważa, iż najbardziej "zakręconym", niesamowitym etapem w twórczości Klausa Schulze była właśnie era trwająca mniej więcej od Irrlicht po Blackdance...

    I. W.

    Availability: Last items | product: 2LP


    46,68 EUR
  • Syndromeda, Perceptual Defence | Live at Cosmic Nights 2017

    Syndromeda, Perceptual Defence | Live at Cosmic Nights 2017

    Syndromeda i Perpetual Defence, spotkanie na linii belgijsko- włoskiej, i to spotkanie niezwykłe w niecodziennej scenerii. W maju 2017r, Danny Budts i Gabrielle Quirchi zagrali wspólny koncert w fabryce ZLDR-Luchtfabriek Heusden-Zolder. Pośród wielkich generatorów, maszyn, turbin tych dwóch kosmitów w ludzkich skórach, miało porwać publikę w dźwiękowy kosmos. Poniekąd zimna, industrialna sceneria wymusiła chłodne brzmienia, jakie obaj zaserwowali. Ambientalne zimne przestrzenie, ciemna materia, pourywane refleksy światła i dwóch kosmitów rozmawiających ze sobą za pomocą dźwięków. Kawał znakomitej space elektroniki, podczas słuchania której każdy ze słuchaczy odbywał swoją własną podróż w inne wymiary. Album Live At The Cosmic Nights 2017 jawi się tym samym, czymś więcej niż tylko zwyczajną rejestracją występu. Pozwala bowiem nieustannie odbywać tę podróż, która w tym wypadku jest wyprawą bez końca.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CDr


    13,58 EUR
  • Ian Boddy, Erik Wollo | Meridian

    Ian Boddy, Erik Wollo | Meridian

    Trzecia wspólna płyta, po Frontiers i EC12, w dorobku brytyjskiego syntezatorzysty Iana Boddy'ego i norweskiego klawiszowca-gitarzysty Erika Wollo, przynosi solidną dawkę ambientowych pejzaży, wzbogaconych od czasu do czasu rytmicznymi i sekwencyjnymi interludiami. Na główną harmoniczną strukturę albumu nakładane są warstwy charakterystyczne dla obu muzyków - eksperymenty brzmieniowe Brytyjczyka i gitarowe impresje Norwega. Całość brzmi dość surowo, majestatycznie, czuć oszczędny dobór środków w celu aranżacji każdego z jedenastu utworów zawartych na krążku. W tym też tkwi urok tej płyty.

    P.R.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,56 EUR
  • Klaus Schulze | Irrlicht (LP)

    Klaus Schulze | Irrlicht (LP)

    Klaus Schulze rozbudowywał, ulepszał i sprzężał z innymi akcesoriami swe organy tak długo, dopóki nie przypłaciły one tych eksperymentów swym elektronicznym "życiem". Efekty tej pracy są jednak niebywałe; pierwsza płyta słynnego berlińskiego kompozytora i wykonawcy w jednej osobie to jeden z najmroczniejszych, najgłębszych i najplastyczniejszych albumów wszech czasów.
    Miękkie, "zardzewiałe", oddalone dźwięki zamarkowujące początek kompozycji Ebene wybrzmiewają przez chwilę w pustce, po czym giną w narastającym szumie wyłaniających się na wielu planach dźwięków. Czy to świt nad zaśnieżonym stawem w przestrzeni, w której odbijające śnieg niebo nie różni się od tafli zamarzniętej wody? Narodziny układu słonecznego? Różne skojarzenia może wywołać ta niezwykła, przejmująca, przeszywana elektronicznym wichrem muzyka... Później wyłania się charakterystyczny pasaż preparowanej orkiestry. Na tle nieustających szumów i poświstów brzmi to tak, jakby zwyczajny krajobraz pełen przycupniętych drzewek i zabudowań odkształcony został przez zamknięcie go w szklanej kuli, położonej gdzieś w mrocznym, zaśnieżonym, mętnym zakątku wszechświata. Potem zaś główną rolę przejmują organy i tak już pozostanie do końca kompozycji. Pierwsza część organowej suity to przeciągłe, monumentalne akordy, rozchodzące się jak gigantyczne kręgi na wodzie. Druga natomiast wiedziona przez organy część to chyba najniesamowitszy pasaż z całego albumu: tempo przyspiesza, w organową melodię wkradają się śmiałe dysonanse, a muzyka gna przed siebie, przemieszczając się wciąż między jednym a drugim głośnikiem. Ta impresja idealnie pasuje do tej sceny filmu Schlafes Bruder, w którym Elias gra swoją najbardziej szaleńczą, pełną pasji kompozycję.
    Wszystko hamuje raptownie w przenikliwym szumie i Ebene przechodzi bez żadnej pauzy w kompozycję Gewitter, nazwaną tak prawdopodobnie na cześć wiersza Georga Trakla, jednego z ulubionych poetów Klausa Schulze. Podtytuł drugiego utworu z płyty Irrlicht sugeruje, iż słuchacz może prześledzić proces wzrostu i spadania energii. Pierwszy plan tej krótkiej, 5-minutowej zaledwie impresji wypełniają niemuzyczne, elektroakustyczne brzmienia, a daleko w tle snuje się posępna, zachmurzona, organowa melodia.
    Trzeci utwór, Exil Sils Maria, to najabrdziej zagadkowy fragment albumu. Typowo muzyczne elementy zostają tu najsilniej zredukowane i pewnie właśnie z tego powodu, że nie sposób doszukać się tu konkretnej, zamkniętej melodii, jest to najbardziej niesamowita kompozycja na Irrlicht. Senne, odległe brzmienia wywołują różne skojarzenia i nikną w gęstej mgle, zanim słuchacz zdąży chwycić koniec jednej nitki zaznaczającej konkretny wątek. Ta muzyka jest zadziwiająco przestrzenna, wielowymiarowa, wieloznaczna. Co pewien czas odzywają się dźwięki mogące skojarzyć się z pompatycznymi, wagnerowskimi plamami instrumentów dętych, co zapewne nie jest zbiegiem okoliczności, zważywszy wielką atencję, jaką Klaus Schulze zawsze darzył Richarda Wagnera... Tytuł kompozycji niedwuznacznie zaś sugeruje, iż głównym bohaterem kompozycji jest nie kto inny niż Friedrich Nietzsche, któremu to filozofowi i pisarzowi Schulze sześć lat później poświęci jeszcze kompozycję otwierającą album X.

    I. W.



    Co było pierwsze?
    Po rozstaniu się z Froesem i Schnitzlerem (Tangerine Dream - Electronic Meditation), Klaus Schulze rozpoczął samodzielną karierę, trwa ona do dziś z powodzeniem. Pierwszy krążek firmowany własnym nazwiskiem to Irrlicht z 1972. Trzy kompozycje utrzymane w spokojnej tonacji (barwy dźwięków organopodobne) prawie bez uchwytnego rytmu mogą być niemiłe uszom wielu słuchaczy. Taką muzykę określiłbym mianem psychodelicznej, chociażby ze względu na wpływ na psychikę słuchającego (szczególnie duży przy stworzeniu odpowiednich warunków). Z tego powodu nie jest to muzyka łatwa do obioru. Jest konieczny pewny "stan ducha", pozwalający na "chłonięcie" dźwięków całym sobą. Tylko wtedy można w pełni docenić wysiłek kompozytora.
    Czy te pierwsze próby można uznać za początki "minimal music made by KS"? Jeśli kogoś zadawala taka "przynależność", jego sprawa. Dla mnie Klaus Schulze jest zbyt wszechstronny aby "szufladkować" w jakikolwiek sposób jego tworczość.

    El-Skwarka

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    24,21 EUR
  • Klaus Schulze | Dreams (LP)

    Klaus Schulze | Dreams (LP)

    Tytuł pierwszej kompozycji, A Classical Move, w żartobliwy sposób dokładnie oddaje treść utworu. Po głośnym akordzie, z jakim zawsze "wyjeżdżali" w muzyczną podróż Klaus Schulze i Rainer Bloss na Drive Inn i Dziękuję Poland, następuje rozmazana, chłodna impresja, przeradzająca się wraz z wejściem ostinata w temat bardzo blisko spokrewniony z wiodącym motywem kompozycji Cellistica z 1983 roku. Dżwięki splatają się i rozplatając, tworząc drobne motywy balansujące na granicy starych wątków i nowych wariacji na ich temat. Szczególnie wpada w ucho Leitmotiv Friedricha Nietzschego z albumu X.
    To "klasyczne posunięcie" odbywa się na znanej szachownicy, ale w zupełnie nowym krajobrazie. Brzmienie tego utworu ma coś niesamowicie świeżego i nie sposób wysłuchać tej kompozycji obojętnie. Jak we śnie, znane wątki pojawiają się i znikają, utwór kluczy przez kilka zmian tonacji i gwałtownie się kończy, w momencie, w którym porwany onirycznymi wizualizacjami słuchacz nabiera akurat największej ciekawości, jak też będzie wyglądało rozwiązanie.
    Przy kolejnej kompozycji dosłownie przesiadamy się od "klasycznej" szachownicy do skomplikowanego układu klocków Kyodai. W tej kompozycji udało się kompozytorowi najsilniej zamarkować orientalne elementy, wykwitające z hipnotycznego, "podjapanizowanego" brzmieniowo rytmu niczym kolejne kwiaty śliwy. Najciekawszy fragment to schromatyzowana partia fortepianowa, dzięki której całe to 8-minutowe dziełko nabiera znamion egzotycznego, współczesnego koncertu na fortepian i orkiestrę elektronicznych przyrządów.
    Nawspanialsza moim zdaniem kompozycja to trzecia pozycja na tej płycie - utwór tytułowy. "Trąbiasta" introdukcja to dalekie echo wstępu do wagnerowskiego Lohengrina, odpowiednio chłodne, tajemnicze i posmutniałe. Na pierwszym planie wciąż rozlegać się będą hipnotyzujące akordy, rozświetlające nieco cały utwór, natomiast w tle wysypują się coraz to inne, zapamiętane z jakiegoś innego schulzeańskiego "snu", kolory, zapachy i tony. Jest w miarowym podkładzie tej kompozycji coś, co wywołuje uparte skojarzenie z brzmieniem początku utworu Exil Sils Maria z płyty Irrlicht, a na dodatek niedługo przed końcem Dreams pojawi się zapomniane echo preparowanej orkiestry malującej drobinki swych pejzaży w suicie Ebene, także pochodzącej z debiutanckiego albumu Schulzego.
    Najkrótsza propozycja na Dreams, zatytułowana Flexible, robi z pewnością najmniejsze wrażenie. Wydaje się, że ma nieco spłycone i "uplastikowione" brzmienie w porównaniu z niesamowitymi barwami reszty przedstawionych tu utworów. Bardzo ciekawy jest jednak fragment, w którym Schulze raczy nas nieoczekiwanymi brzmieniami syntezatorowej gitary, wiodącej swą melodię na podciąganych strunach.
    Płytę wieńczy monumentalna, ponad 24-minutowa kompozycja Klaustrophony. Intrygujący tytuł jest faktycznie dobrym opisem stanu, którym przesiąknieta jest cała ta senna kompozycja, w której wyczuwa się, iż za chwilę stanie się coś niebywałego. Słuchacz doczeka się niespodzianki w 15 minucie utworu: rozlegnie się dziwaczny głos "japońskiego ducha". Muszę przyznać, że przy pierwszym przesłuchaniu głos ten wydawał mi się drażniący, ale jednocześnie nie mogłem przestać słuchać tej sennej opowieści, coraz bardziej nią zafascynowany. Kolejne przesłuchania utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma głosu lepiej korespondującego z atmosferą i "przesłaniem" całego albumu; głos zjawia się jak nietypowy, zadziwiający, natrętny element rozbijający dotychczasową logikę snu i prowadzący śniącą osobę w zupełnie nowe rejony, których na jawie by sobie nie wymyśliła…

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    24,21 EUR
  • Klaus Schulze | Dig It (LP)

    Klaus Schulze | Dig It (LP)

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    24,21 EUR
  • Klaus Schulze | Blackdance (LP)

    Klaus Schulze | Blackdance (LP)

    Utrzymana w ciepłych barwach, pełna "woskowych" kształtów, stylizowana na malowidła Salvadora Dali okładka ciekawie kontrastuje z zimnymi, krystalicznymi tonami utworów z tej płyty. Way Of Changes zaczyna się w podobnym stylu jak kompozycje z poprzednich dwu albumów, ale muzyka już od początku wydaje się być bardziej uporządkowana, a kolejne plany odsłaniają się stopniowo, przez co w porównaniu z masywnymi ścianami dźwięku budowanymi na Irrlicht i Cyborg brzmienie jest nieco płytsze. Nie oznacza to jednak, że artyście brak pomysłów, ani że kompozycji zbywa na atmosferze. Tu nie odzywa się jeszcze żaden sekwencer, ale uporczywy rytm instrumentów perkusyjnych zapowiada już powoli, jak będzie klarowało się typowo "schulzeańskie" brzmienie na kolejnych albumach. Organy wiodą swoją melodię, w którą raz po raz wkradają się schromatyzowane ozdobniki; momentami muzyka ta może wywołać nie tak odległe skojarzenia z niektórymi fragmentami płyty More grupy Pink Floyd...
    Some Velvet Phasing to najkrótsza i najoszczędniejsza w środkach wyrazu, ale zarazem chyba najbardziej zagadkowa kompozycja na tej płycie. Kolejne akordy zbierają się niczym ciężkie krople na brązowo-żółtych liściach, odrywają się, przesączają przez brązowo-żółty piasek. Wydaje mi się, iż te dźwięki najlepiej wprowadzają słuchacza w klimat wyczarowany na okładce longplaya.
    Potem następuje najdłuższy utwór: Voices Of Syn. Głos śpiewaka operowego dobiega jak z zaświatów, następnie przybiera na sile, po czym stapia się z minorowymi, rozpływającymi się akordami organów. Ta niesamowita część przywołuje na myśl jakieś niezwykłe ceremoniały odprawiane w katedrach zbudowanych z "niemożliwych brył", w których krawędzie nigdy nie przecinają się wedle praw geometrii a schody odwracają się w niewytłumaczony sposób w połowie biegu na lewą stronę. Głos wydaje się momentami snuć nieco inną opowieść, niż posępne organy - ale pozorne dysonanse tylko dodają muzyce niesamowitości. W końcu organowe akordy przybiorą nieco na sile i zostaną dobitniej "skręcone" i wygięte, po czym nastąpi zrytmizowana część kompozycji, utrzymana w podobnym charakterze jak motoryczny fragment Way Of Changes. Teraz z tajemniczej katedry odpływamy prosto na Wyspę Umarłych Arnolda Bocklina... Ta mglista podróż będzie trwała kilkanaście minut, które Klaus Schulze być może mógł był rozwinąć w nieco ciekawszy sposób, ale i tak trudno nazwać ten utwór nieudanym i odmówić mu wyjątkowego charakteru.


    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    24,21 EUR
  • Klaus Schulze | Picture Music (LP)

    Klaus Schulze | Picture Music (LP)

    Album Picture Music dość zasadniczo różni się od poprzedniego albumu berlińskiego artysty, Blackdance. Nie tylko pojawia się wyrazista ścieżka rytmiczna - przede wszystkim zwracają uwagę głębokie, wieloplanowe brzmienia, niebywale kunsztowne aranżacje i frapująca struktura utworów. Kompozycja Totem jest nie tylko pionierskim osiągnięciem w dziedzinie elektroniki sekwencyjnej - wyznacza ona także szlak znacznie późniejszym wędrówkom muzycznym Klausa Schulze. Na ostinato nie składa się czytelna, zamknięta melodia - to raczej spontaniczne rozkwitanie kolejnych dźwięków oraz ich dalsze rozmnażanie się przez pączkowanie lub podział… W tej partii dosłownie słychać, jak muzyka rodzi się, dorasta, przekwita, obumiera... Na dalszym planie natomiast rozpięta jest melodia wahająca się na granicy skal sprowadzonych w uproszczony sposób do skali durowej i mollowej. Barwa utworu zmienia się, muzyka zostaje raz zacieniona, innym razem - przeszyta migotliwym światłem, innym znów razem wyeksponowana w pełnym świetle i potem nagle zasłonięta. Znakomitą ilustracją do tej muzyki mogłyby być zmiany dokonujące się w krajobrazie złożonym z malowidła impresjonistycznego przenikającego się z obrazem abstrakcyjnym; połyskujące zmarszczki strumyka okazują się rozmazanymi wielobarwnymi iskrami, a porozrzucane tu i ówdzie kule przeistaczają się niespodziewanie w główki niebieskiej i pomarańczowej kapusty. Cały pejzaż zmienia się jak w nietypowym śnie, ale zmierza w logiczny sposób do jakiegoś niesamowitego finału, porządkowany przez miękki, gąbczasty puls sekwencera.
    Mental Door jest jednym z moich najulubieńszych utworów Klausa Schulze. W tej suicie znalazło się miejsce dla chłodnych, minorowych fal przetaczających się w wypolerowanym świetle zamglonego księżyca i dla schromatyzowanych brzmień skradających się pod nostalgicznymi alternacjami tęsknych akordów - i nawet dla partii, która mogłaby śmiało ozdobić album Emerson, Lake & Palmer z najlepszych czasów tej grupy! Jest to jeden z najniesamowitszych fragmentów tego utworu i całej płyty, kiedy spod mżących, deszczowych syntezatorowych akordów snujących mollowy temat wyłania się wijące się cielsko ostinatowego węża. Wąż zatacza hałaśliwe, lekko przesterowane pierścienie, wygina się coraz bardziej zdecydowanymi ruchami, emitując coraz dłuższe sekwencje dźwięków, przekomarza się z półtonami, wdrapując się nawet i spełzając z powrotem po skalach kojarzących się z jazzem lub bluesem. A wtedy kipiący, żywiołowy, nieregularnie ozdabiany podkład perkusyjny przejmie pierwszy głos i stopi się z pierścieniowatym ostinatem w szaleńczym tańcu. Gdy ta sekwencja dobiegnie końca, rozpocznie się drugi równie niesamowity fragment: syntezatory doprowadzą do końca swą melancholijną pieśń, przerwaną przez nagłe wejście niepokojącego ostinata, a dobiegająca uszu słuchacza z nieco już dalszego planu gra perkusji wywoła z pewnością dreszcze… Podobnie przejmująco i niesamowicie zabrzmiała kompozycja The Looper Isn't A Hooker na albumie Dig It sześć lat później - tutaj muzyka brzmi jednak chyba jeszcze przestrzenniej, jeszcze chłodniej, jeszcze bardziej niezwykle.
    Album opakowywano w rozmaite koperty - warto zaznaczyć, że nastrój każdej z proponowanych okładek rewelacyjnie koresponduje z treścią muzyczną tej płyty. Są tu fragmenty, które wizualnie najlepiej "podsumowuje" okładka z plamistym wykwitem przypominającym potwora morskiego, są też i takie, których charakter najpełniej ukazuje okładka przedstawiająca istotę uwiązaną u sufitu pomieszczenia z kraciastą podłogą, wreszcie takie, w których dźwięki odmalowują obraz porzucony w środku gliniastego pola pod zachmurzonym niebem.


    I. W.


    Klaus Schulze jest tym dla muzyki elektronicznej, kim Hendrix dla rocka. Nie ma sensu przytaczać tu jego biografii, każdy szanujący się fan elektroniki choć w małym stopniu powinien ją znać. Oryginalnie wydany w 1975r album Picture Music jest czwartym w dyskografii artysty. O ile wcześniejsze płyty Irrlicht, Cyborg i w małym stopniu Blackdance zawierały sporo eksperymentów, to na Picture Music widać całkowicie wykrystalizowany styl. Na poprzednich płytach Schulze wykorzystywał głównie organy elektronowe plus akustyczne instrumenty. Tu po raz pierwszy w pełni wykorzystał sprzęt elektroniczny, doskonale znane analogowe syntezatory EMS VCS 3, ARP Odyssey, ARP 2600, organy Farfisa. Album wypełniają dwa utwory, pierwszy Totem z początku melancholijny, potem nieco nerwowy i abstrakcyjny. Drugi Mental Door to jeden z najlepszych w dyskografii Klausa Schulze. Kosmiczna podróż w nieznane, pełna głębokich, abstrakcyjnych dźwięków. W drugiej połowie utwór rozpędza się do zawrotnej prędkości, tworząc nastrój bliski transowemu rytuałowi. Po blisko 30 latach od wydania tej płyty, cały czas brzmi ona nowocześnie i intrygująco. To bez wątpienia kanon dzisiejszej elektroniki.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    24,21 EUR
  • Klaus Schulze | Drums'n'balls (2LP)

    Klaus Schulze | Drums'n'balls (2LP)

    Na grzbiecie digipacku brakuje numerka informującego o tym, które miejsce w chronologicznie zestawionej dyskografii Klasua Schulze płyta Drums'n'Balls zajmuje - początkowo seria reedycji wydawanych nakładem Revisited Records nie uwzględniała płyt sygnowanych: Wahnfried, dopiero z czasem postanowiono i te nagrania dołączyć do kolekcji eleganckich wznowień. Muzyka tutaj przedstawiona nie odbiega od stylistyki Klausa Schulze tak dalece, jak np. treść innej płyty Wahnfrieda, Trancelation; aranżacyjnie i nastrojowo nie tak daleko stąd do Le Moulin de Daudet albo Beyond Recall. Uwagę natychmiast przykuwają intrygujące sample perkusyjne oraz lekkie, woskowe sekwencje. Największą niespodziankę mogą stanowić tutaj dwie "etniczne" impresje: House of India i po raz pierwszy wydany dopiero w ramach tej reedycji Chicken Biryani, w których Klaus Schulze wykorzystuje linię wokalną zbudowaną na systemie ćwierćtonowym! Pozostałe kompozycje z pewnością z miejsca zadowolą miłośników muzyki tworzonej przez Schulze od początku lat dziewięćdziesiątych, zorientowanej na zwiewniejsze, ulotniejsze sekwencje i mnóstwo rozmaitych sampli. Utwór otwierający płytę okaże się miłym zaskoczeniem dla tych, którzy docenili wchodzącą w zestaw Contemporary Works płytę Trance 4 Motion, jako że jest to po prostu pierwotna, instrumentalna wersja prezentowanej w 2000 r. właśnie tam kompozycji Global Miditation. Ze względu na zagadkową, przydymioną i zamyśloną atmosferę przy jednoczesnej obecności żywych struktur rytmicznych, wyrazistych klawiszowo-perkusyjnych ostinat i klarownych powierzchni melodycznych aż prosi się, żeby powiedzieć: płyta Drums'n'Balls” powinna zostać nominowana do kategorii "Wzorzec ambitnej muzyki klubowej".

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    29,00 EUR
  • Tangerine Dream | Light Flux EP

    Tangerine Dream | Light Flux EP

    Availability: Goods in stock | product: 1EP-CD


    9,59 EUR