Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Esoteric

(20 albums)
12 Next page Last page
sort by albums
on one page
recording period
  • Tangerine Dream | Official Bootleg Series v.3

    Tangerine Dream | Official Bootleg Series v.3

    New

    Availability: Temporary absence | product: 4CD


    29,53 EUR
  • Tangerine Dream | The Blue Years Studio Albums

    Tangerine Dream | The Blue Years Studio Albums

    New

    Availability: Goods in stock | product: 4CD


    29,53 EUR
  • Tangerine Dream | The Pink Years 1970-1973

    Tangerine Dream | The Pink Years 1970-1973

    Availability: Goods in stock | product: 4CD


    29,53 EUR
  • Vangelis | Heaven and Hell (LP)

    Vangelis | Heaven and Hell (LP)

    Heaven and Hell rozpoczynał okres pracy w Nemo Studios i początek prawdziwej kariery międzynarodowej i był pierwszym albumem zrealizowanym dla RCA. Płyta została odnotowana na listach przebojów co zaowocowało niesamowitym ponoć koncertem w Royal Albert Hall. Wtedy gwiazdą wytworni był Rick Wakeman i pokłosie właśnie progresywnego rocka na tej płycie wyraźnie słychać.
    Część pierwsza zaczyna się od Bacchanale. Utwór rozpoczyna się od samotnego akordu keyboardów do którego dołącza po chwili współbrzmiący z nimi chór by eksplodować w końcu perkusją i całym kompleksem pasaży na syntezatorach, dźwiękami z Fender Rhodesa wybrzmiewających na tle mooga i chóralnych śpiewów przywodzących na myśl potępieńcze krzyki. To zdecydowanie Hell - nagle wszystko gwałtownie cichnie i syntezatory znowu powtarzają uporządkowaną strukturę, dołącza do nich chór i kolejne powtórzenie dzikiej jazdy naśladującej cierpienia potępionych poddawanych torturom. To chyba zdecydowanie najbardziej prog rockowa część płyty przypominająca ELP czy Wakemana. Muzyka atakuje słuchacza czymś w rodzaju imitacji wojny między dobrem a złem za pomocą dźwięków cichnących i wybuchających na nowo. Utwór ukazuje bardziej agresywną stronę muzyki Vangelisa.
    Symphony to the Powers B to centralna część pierwszej suity, rozpoczyna je emulowane intro na panino, przechodzący w kosmiczne brzmienia, tak charakterystyczne później dla Vangelisa, do których dołącza chór wyśpiewujący w rytmicznym, prawie pompatycznym nastroju łacińskie teksty przydające tej muzyce coś na kształt jakiegoś religijnego obrządku. Wtedy też na zasadzie kontrapunktu, dochodzi do konfrontacji męskiej i żeńskiej części chóru anielskich i demonicznych sił wspieranych brzmieniem fortepianu, trójkąta i orkiestry. Dźwiękowo także dochodzi do gwałtownych zmian - od pełnego brzmienia orkiestry wspartego talerzami do delikatnych bramień fortepianu i perkusyjnych przeszkadzajek. W tym utworze najczęściej dopatruje się inspiracji Carminą Burana, Karla Orffa. Frenetyczne tempo inspirowane pracami tego twórcy w To the Powers B podkreśla dodatkowo także klasyczna technika gry na fortepianie. Mamy tu sporo porywających orkiestracji i wstawek etnicznych z Grecji. Przez kilka minut fortepian i chór i orkiestra otaczają słuchacza z niezwykłą burzą dźwięków aby przejść do crescendo pod koniec tej części .
    Z tej kakafonii dźwięków wpadamy w stonowany Movement 3. Rozpoczyna się melancholijną partią fortepianu, syntezatora - po chwili otrzymujemy ferię głośniejszych dźwięków wspartych przez chór - radzę zwrócić uwagę na tę kompozycję, przede wszystkim na główne brzmienie, wszak to nic innego jak wyciszona, pierwocina tytułowego utworu z Chariots Of Fire! Po drugie ten przepiękny, najbardziej przypominający późniejsze dzieła el Vangelisa fragment ma swoją drugą historię związaną z bardzo popularnym serialem dokumentalnym z lat 70 -tych Carla Sagana Cosmos, gdzie ten utwór był tematem przewodnim.
    Wreszcie So Long Ago, So Clear, gdzie falset Jona Andersona słodki i relaksujący przynosi ukojenie po agresywnej muzyce części pierwszej. Delikatny, sentymentalny duet powstał w ciekawych okolicznościach. Ponoć Anderson chciał ściągnąć Vangelisa na keybordzistę do Yes. Vangelis odmówił przyłączenia się do tej legendy progresji ale za to Anderson wystąpił na tej płycie. Dostajemy tu delikatne brzmienia Rhodesa połączone z harmoniami śpiewu - pozytywne i romantyczne liryki tworzą gorzko słodki rezonans z interpretacją Andersona przepełnioną jakimś wewnętrznym smutkiem.
    Część II jest jeszcze bardziej mistyczna, rozpoczyna ją czysta improwizacja Intestinal Bat zbiór brzmień, dzwonków i harf tajemniczych i przyprawiających o dreszcze mrocznych dźwięków - kończy się to intro szokującym brzmieniem skrzypiec. Po tym dziwnym wprowadzeniu czas na Needles and Bones rytmiczny lecz wciąż tajemniczy fragment muzyki z słyszalnym wpływem greckiego folkloru z chórami, keyboardami i dzwoneczkami w stylu Oldfielda przypominający wyszukane pląsy .
    Nagle muzyka zmienia się i kolejny utwór 12 O'clock rozpoczyna melancholijna melodia której po chwili wtórują na wpół gregoriańskie chorały podparte wolnym tonem perkusji na tle których słychać najpierw jakby lament mężczyzny a następnie kobiety - czyściec? Nagle słyszymy rytm wybijany na bębnach który nabiera siły i splata się z dzikimi dźwiękami z syntezatora- mamy chwile ciszy przerywane przeraźliwymi dźwięki, przerywane nagłymi i krótkimi chaotycznymi eksplozjami muzyki znikającymi tak szybko jak się pojawiają wymieniających się z imitacją na keyboardy ludzkich głosów, nagła cisza i kolejne powtórzenie chorału z dźwiękiem dzwonu w tle - memento mori? - dochodzi współczesny chór, kory oddaje pierwszy plan - niezwykły glos Very Varoutis daje wyobrażenie jak brzmieć powinien anielski głos, jej wokaliza rośnie z minuty na minutę w siłę by w końcu zejść jakby na dalszy plan i oddać pola męskiemu chórowi. Niezwykła pełna emocji wokaliza współbrzmiąca wspaniale z prostą elegancją muzyki. Dla mnie najbardziej przepyszny fragment płyty, również wykorzystany w serialu Cosmos.
    Ale kiedy myślimy że wszystko już wybrzmiało przechodzimy do Aries pełnej eksplodujących orkiestracji. Ten pełen splendoru i mocy utwór konczy się gwałtownie i wpada w delikatną melodię A Way w spokojny, stonowany sposób zamykającą album co kontrastuje z jego początkiem. Delikatność tego utworu pozwala słuchaczowi ochłonąć po porcji muzyki jaką serwuje Vangelis. Kończy się niepostrzeżenie wyciszeniem.
    Mamy tu kreację szerokiej wariacji nastrojów i kontrastów co tłumaczyć należy tytułem - płyta koncepcyjna opowiadająca o przepaści między dobrem a złem. Vangelis uczynił to poprzez wysublimowaną i wyszukaną w każdej minucie tej płyty muzykę. Nie da się jednoznacznie zaszufladkować tej płyty: czasami symfoniczny, momentami etniczny mocno progresywny jest dziwnym i pięknym zarazem eksperymentem nigdy więcej przez Vangelisa nie powtórzonym a zarazem to podwalina pod kolejne arcydzieła oparte na chórze i harmoniach, które odnajdujemy w Opera Sauvage i Chariots Of Fire.

    Dariusz Długołęcki



    Heaven and Hell - czyli niebo i piekło. Faktycznie Vangelis ten album, który poniekąd należy już do historycznych dzieł z gatunku el-muzyki zaskakuje dwoistością formy. Ale z pewnością po raz kolejny jak na mistrza przystało nie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie... tematy ,,piekielne,, są niespokojne, nieraz z lekka agresywne, pełne przerażenia i strachu a z kolei ,,niebiańskie,, wyciszone, uspokojone i kojące z fantastycznym utworem ,12 o'clock. Partie chóralne i wokal żeński wspaniale harmonizują z muzyką i podkreślają jeszcze bardziej atmosferę całej płyty. To jeden z albumów Vangelisa, do których często powracam, choć cenię sobie całą twórczość tego wybitnego greckiego kompozytora, który w pełni zasłużył na Oskara tylko dlaczego tylko za Rydwany Ognia? I dlaczego tylko Oskara? Polecam każdemu fanowi Vangelisa - to muzyka, którą można kupować "w ciemno" bez odsłuchu w sklepie a dopiero po rozpakowaniu w zaciszu własnego mieszkania, najlepiej wieczorem ze słuchawkami na uszach Piekło i niebo na ziemi zapewnione na kilkadziesiąt minut.

    Mariusz

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    21,89 EUR
  • Gandalf | Journey to an Imaginary Land

    Gandalf | Journey to an Imaginary Land

    Gandalf, austriacki klasyk z kręgu muzyki new age. Album Journey To The Imaginary Land nie jest tak jednoznaczny z łatą jaka przylgnęła do artysty. Heinz Strobl, bo tak naprawdę nazwa się Gandalf, definiował go jako artystę poszukującego. Gandalf to przede wszystkim multiinstrumentalista, podobnie jak Mike Oldfield czy Vangelis. Wystarcza sam sobie, nie musi posiłkować się pomocnikami. Płyta Journey To The Imaginary Land, to faktycznie podróż na inny ląd. Eteryczne brzmienia z kręgu new age, przeplatają się z koronkowo tkanymi, ambientalnymi przestrzeniami. Jednak tuż poza nimi ta muzyka podkręcana jest rockową energią, wywiedzioną wprost z art rocka. Całkiem miła odskocznia od nieco kiczowatej otoczki, jaka kojarzona jest brzmieniami ala new age. Wraz z reedycją tego materiału wydaną w roku 2017, ponownie można zapoznać się z początkiem drogi jaką przebył Gandalf.

    R.M.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    14,76 EUR
  • Gandalf | Magic Theatre

    Gandalf | Magic Theatre

    Gandlaf, znana postać z Władcy Pierścieni Tolkiena, dobry czarodziej. Jego muzyczne wcielenie w osobie Austriaka, Hansa Strobla to też czary, tyle że dźwiękowe. Strobl to niemalże człowiek, instytucja w światku muzyki new age. Album A Magic Theatre, jest próbą pogodzenia jego klasycznej ścieżki z nieco bardziej rozwichrzonym graniem. Owa hybryda wypada tu całkiem przekonująco. Dla Gandalfa te nagrania są niczym "korytarze" które prowadzą do wielu drzwi będących furtkami do podświadomości. Ów surrealistyczny kontekst przekłada się też i na samą muzykę. To udany miks onirycznego grania wywiedzionego wprost z estetyki new age i ambientalnego bezwładu, które spotyka się z nieco rozdygotaną i chropawą, jak na Gandalfa, psychodeliczną woltą. Jednak ów rys pozbawiony jest przegięć, mimo iż jest bardziej drapieżny jest raczej efektem podrasowania tego brzmienia. W rzeczy samej może być traktowana jako "efekt uboczny" przekraczania tych furtek podświadomości. Całkiem niezła płyta, daleka od nieco koturnowej kiczowatości estetyki new age.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    13,09 EUR
  • Peter Baumann | Romance '76

    Peter Baumann | Romance '76

    Peter Baumann w latach 70-tych, nagrywał wraz z Tangerine Dream kanoniczne albumy muzyki elektronicznej. Jednak jego solowa działalność, szła nieco innym torem niż muzyka macierzystej formacji. Aby się o tym przekonać, trzeba sięgnąć po wydane właśnie fantastyczne reedycje jego albumów. Płyta Romance '76 to świetny prolog, a zarazem ucieczka we własny świat dźwięków. Mimo iż muzyka wywodzi się z sekwencyjnej szkoły, to Baumann próbuje przemówić w nieco inny sposób. Nadaje tym kompozycjom własne piętno, łącząc romantyczną melancholię, awangardowe eksperymenty bliskie krautrockowi oraz sterylne brzmienie elektroniki. Fasonowy chłód i targane emocjami wnętrze. Nostalgia i dźwiękowe ekscesy. Powstała idealnie zbalansowana całość, która jest poniekąd wypadkową tych ambiwalentnych odczuć. Jest to też zarazem doskonałe wprowadzenie w muzyczny świat, tego chyba najbardziej tajemniczego członka Tangerine Dream.

    R.M.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    13,09 EUR
  • Peter Baumann | Trans Harmonic Nights

    Peter Baumann | Trans Harmonic Nights

    Peter Baumann nie bał się wyzwań, nie pozwalał zamykać się w gatunkowym "gettcie", jak robiło to wielu i często na własne życzenie. O ile płyta Romance '76 była obrazem osobistych emocji, wepchniętych w elektroniczny dźwiękowy chłód, to album Trans Harmonic Nights zaskakiwał. Baumann nie porzucił tu bynajmniej doświadczeń jakie wyniósł będąc członkiem Tangerine Dream, ale wykorzystał je w inny sposób. Stworzył własną wizję electro popu, rytmiczny i zarazem syntetyczny żywioł, nasycił "eterycznymi" tłami i melodiami, które więcej mają wspólnego z filmowymi ścieżkami, niż tandetą znaną z komercyjnych list przebojów. Ów "melancholic techno pop" mimo, iż utrzymany jest w tanecznych ryzach, tchnie jakimś zamyśleniem, smutkiem i tonie wręcz w uczuciach. Kolejne kapitalne wznowienie, obok którego trudno przejść obojętnie. Płyta klasyczna.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    13,09 EUR
  • Vangelis | Heaven and Hell (remaster 2013)

    Vangelis | Heaven and Hell (remaster 2013)

    Heaven and Hell rozpoczynał okres pracy w Nemo Studios i początek prawdziwej kariery międzynarodowej i był pierwszym albumem zrealizowanym dla RCA. Płyta została odnotowana na listach przebojów co zaowocowało niesamowitym ponoć koncertem w Royal Albert Hall. Wtedy gwiazdą wytworni był Rick Wakeman i pokłosie właśnie progresywnego rocka na tej płycie wyraźnie słychać.
    Część pierwsza zaczyna się od Bacchanale. Utwór rozpoczyna się od samotnego akordu keyboardów do którego dołącza po chwili współbrzmiący z nimi chór by eksplodować w końcu perkusją i całym kompleksem pasaży na syntezatorach, dźwiękami z Fender Rhodesa wybrzmiewających na tle mooga i chóralnych śpiewów przywodzących na myśl potępieńcze krzyki. To zdecydowanie Hell - nagle wszystko gwałtownie cichnie i syntezatory znowu powtarzają uporządkowaną strukturę, dołącza do nich chór i kolejne powtórzenie dzikiej jazdy naśladującej cierpienia potępionych poddawanych torturom. To chyba zdecydowanie najbardziej prog rockowa część płyty przypominająca ELP czy Wakemana. Muzyka atakuje słuchacza czymś w rodzaju imitacji wojny między dobrem a złem za pomocą dźwięków cichnących i wybuchających na nowo. Utwór ukazuje bardziej agresywną stronę muzyki Vangelisa.
    Symphony to the Powers B to centralna część pierwszej suity, rozpoczyna je emulowane intro na panino, przechodzący w kosmiczne brzmienia, tak charakterystyczne później dla Vangelisa, do których dołącza chór wyśpiewujący w rytmicznym, prawie pompatycznym nastroju łacińskie teksty przydające tej muzyce coś na kształt jakiegoś religijnego obrządku. Wtedy też na zasadzie kontrapunktu, dochodzi do konfrontacji męskiej i żeńskiej części chóru anielskich i demonicznych sił wspieranych brzmieniem fortepianu, trójkąta i orkiestry. Dźwiękowo także dochodzi do gwałtownych zmian - od pełnego brzmienia orkiestry wspartego talerzami do delikatnych bramień fortepianu i perkusyjnych przeszkadzajek. W tym utworze najczęściej dopatruje się inspiracji Carminą Burana, Karla Orffa. Frenetyczne tempo inspirowane pracami tego twórcy w To the Powers B podkreśla dodatkowo także klasyczna technika gry na fortepianie. Mamy tu sporo porywających orkiestracji i wstawek etnicznych z Grecji. Przez kilka minut fortepian i chór i orkiestra otaczają słuchacza z niezwykłą burzą dźwięków aby przejść do crescendo pod koniec tej części .
    Z tej kakafonii dźwięków wpadamy w stonowany Movement 3. Rozpoczyna się melancholijną partią fortepianu, syntezatora - po chwili otrzymujemy ferię głośniejszych dźwięków wspartych przez chór - radzę zwrócić uwagę na tę kompozycję, przede wszystkim na główne brzmienie, wszak to nic innego jak wyciszona, pierwocina tytułowego utworu z Chariots Of Fire! Po drugie ten przepiękny, najbardziej przypominający późniejsze dzieła el Vangelisa fragment ma swoją drugą historię związaną z bardzo popularnym serialem dokumentalnym z lat 70 -tych Carla Sagana Cosmos, gdzie ten utwór był tematem przewodnim.
    Wreszcie So Long Ago, So Clear, gdzie falset Jona Andersona słodki i relaksujący przynosi ukojenie po agresywnej muzyce części pierwszej. Delikatny, sentymentalny duet powstał w ciekawych okolicznościach. Ponoć Anderson chciał ściągnąć Vangelisa na keybordzistę do Yes. Vangelis odmówił przyłączenia się do tej legendy progresji ale za to Anderson wystąpił na tej płycie. Dostajemy tu delikatne brzmienia Rhodesa połączone z harmoniami śpiewu - pozytywne i romantyczne liryki tworzą gorzko słodki rezonans z interpretacją Andersona przepełnioną jakimś wewnętrznym smutkiem.
    Część II jest jeszcze bardziej mistyczna, rozpoczyna ją czysta improwizacja Intestinal Bat zbiór brzmień, dzwonków i harf tajemniczych i przyprawiających o dreszcze mrocznych dźwięków - kończy się to intro szokującym brzmieniem skrzypiec. Po tym dziwnym wprowadzeniu czas na Needles and Bones rytmiczny lecz wciąż tajemniczy fragment muzyki z słyszalnym wpływem greckiego folkloru z chórami, keyboardami i dzwoneczkami w stylu Oldfielda przypominający wyszukane pląsy .
    Nagle muzyka zmienia się i kolejny utwór 12 O'clock rozpoczyna melancholijna melodia której po chwili wtórują na wpół gregoriańskie chorały podparte wolnym tonem perkusji na tle których słychać najpierw jakby lament mężczyzny a następnie kobiety - czyściec? Nagle słyszymy rytm wybijany na bębnach który nabiera siły i splata się z dzikimi dźwiękami z syntezatora- mamy chwile ciszy przerywane przeraźliwymi dźwięki, przerywane nagłymi i krótkimi chaotycznymi eksplozjami muzyki znikającymi tak szybko jak się pojawiają wymieniających się z imitacją na keyboardy ludzkich głosów, nagła cisza i kolejne powtórzenie chorału z dźwiękiem dzwonu w tle - memento mori? - dochodzi współczesny chór, kory oddaje pierwszy plan - niezwykły glos Very Varoutis daje wyobrażenie jak brzmieć powinien anielski głos, jej wokaliza rośnie z minuty na minutę w siłę by w końcu zejść jakby na dalszy plan i oddać pola męskiemu chórowi. Niezwykła pełna emocji wokaliza współbrzmiąca wspaniale z prostą elegancją muzyki. Dla mnie najbardziej przepyszny fragment płyty, również wykorzystany w serialu Cosmos.
    Ale kiedy myślimy że wszystko już wybrzmiało przechodzimy do Aries pełnej eksplodujących orkiestracji. Ten pełen splendoru i mocy utwór konczy się gwałtownie i wpada w delikatną melodię A Way w spokojny, stonowany sposób zamykającą album co kontrastuje z jego początkiem. Delikatność tego utworu pozwala słuchaczowi ochłonąć po porcji muzyki jaką serwuje Vangelis. Kończy się niepostrzeżenie wyciszeniem.
    Mamy tu kreację szerokiej wariacji nastrojów i kontrastów co tłumaczyć należy tytułem - płyta koncepcyjna opowiadająca o przepaści między dobrem a złem. Vangelis uczynił to poprzez wysublimowaną i wyszukaną w każdej minucie tej płyty muzykę. Nie da się jednoznacznie zaszufladkować tej płyty: czasami symfoniczny, momentami etniczny mocno progresywny jest dziwnym i pięknym zarazem eksperymentem nigdy więcej przez Vangelisa nie powtórzonym a zarazem to podwalina pod kolejne arcydzieła oparte na chórze i harmoniach, które odnajdujemy w Opera Sauvage i Chariots Of Fire.

    Dariusz Długołęcki



    Heaven and Hell - czyli niebo i piekło. Faktycznie Vangelis ten album, który poniekąd należy już do historycznych dzieł z gatunku el-muzyki zaskakuje dwoistością formy. Ale z pewnością po raz kolejny jak na mistrza przystało nie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie... tematy ,,piekielne,, są niespokojne, nieraz z lekka agresywne, pełne przerażenia i strachu a z kolei ,,niebiańskie,, wyciszone, uspokojone i kojące z fantastycznym utworem ,12 o'clock. Partie chóralne i wokal żeński wspaniale harmonizują z muzyką i podkreślają jeszcze bardziej atmosferę całej płyty. To jeden z albumów Vangelisa, do których często powracam, choć cenię sobie całą twórczość tego wybitnego greckiego kompozytora, który w pełni zasłużył na Oskara tylko dlaczego tylko za Rydwany Ognia? I dlaczego tylko Oskara? Polecam każdemu fanowi Vangelisa - to muzyka, którą można kupować "w ciemno" bez odsłuchu w sklepie a dopiero po rozpakowaniu w zaciszu własnego mieszkania, najlepiej wieczorem ze słuchawkami na uszach Piekło i niebo na ziemi zapewnione na kilkadziesiąt minut.

    Mariusz

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,53 EUR
  • Vangelis | Albedo 0'39 (remaster 2013)

    Vangelis | Albedo 0'39 (remaster 2013)

    Utwory Pulstar i Alpha przynoszą aranżacje i zwroty melodyczne wytyczające Vangelisowi szlak na długie lata - pojawiają się tu bardzo chwytliwe melodie, poddawane rozmaitym parafrazom, wtopione w interesująco brzmiące ostinato i frapującą ścieżkę rytmiczną pełną drobnych, kreujących odpowiedni nastrój elementó brzmieniowych. Inne prezentowane tu impresje mają niejednokrotnie niewiele wspólnego z przestrzennymi harmoniami konstruowanymi na schemacie zwyczajnych durowych i mollowych akordów. Wiele fragmentó tego longplaya można wręcz śmiało określić mianem muzyki eksperymentalnej. Szczególnie interesująco brzmią wszystkie ścieżki rytmiczne, niekoniecznie generowane przy wykorzystaniu typowych instrumentów - w utworze Freefall słychać płynące zegarowe dźwięki przenoszące słuchacza pogrążonego w stanie nieważkości w zagubiony wymiar czasoprzestrzeni, w Mare Tranquillitatis stojące, gęste akordy o nietypowej strukturze ciekawie mieszają się z odrealnionymi, nieco oddalonymi głosami kosmonautów.
    Długie kompozycje Main Sequence i Nucleogenesis charakteryzuje iście rockowa ekspresja. Budulcem tych tematów są wyraziste, agresywnie brzmiące riffy organowe, wpadające w wir nieregularnego, łamanego rytmu perkusji i basu. Kolejne tematy wykluwają się z siebie w myśl niczym nieskrępowanych zasad improwizacji, a jedynym elementem porządkującym jest obecność instrumentu wiodącego wyraźniej i dosadniej swój wątek na pierwszym planie, na tle zataczających turbulencyjne kręgi pozostałych instrumentów. Te fragmenty albumu mogą się raczej kojarzyć z rozimprowizowanymi, niekończącymi się impresjami grupy Yes we wczesnych latach siedemdziesiątych, niż z późniejszą muzyką greckiego multiinstrumentalisty (warto tu dodać, iż Vangelis miał przecież znaleźć się swego czasu w składzie tej legendarnej art-rockowej grupy, a jego późniejsze kolaboracje z Jonem Andersonem stanowią jeden z najbardziej znanych rozdzialow w działalności greckiego muzyka i kompozytora).
    Znacznie mniej tu fortepianowych rozległych pasaży, które proponował Vangelis na płycie Heaven And Hell - brak też tak odważnych eksperymentów, jak na Beaubourg. Płyta zachwyci tych, którzy interesują się niekonwencjonalną, wielowątkową muzyką z pogranicza elektroniki i awangardowych odmian muzyki rockowej - a dla najbardziej wybrednych słuchaczy przeznaczone są spokojne, frapujące krajobrazy muzyczne Sword Of Orion i Albedo 0.39, pełne zachmurzonych widoków i zmieniających się leniwie atrakcyjnych akordowych konstelacji.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,21 EUR
12 Next page Last page