Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Groove Unlimited

(225 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Adrian Rudy, Ron Boots | Across the Silver River

    Adrian Rudy, Ron Boots | Across the Silver River

    Album Across The Silver River to ciekawy przykład jak kapryśna i nieoczekiwana potrafi być historia. Tworząc ów materiał w rodzimej Nowej Zelandii, Rudy Adrian nie do końca był przekonany co do ostatecznego efektu. Wypalił zatem dotychczasowy wynik swoich prac na płycie CD-r, a następnie podesłał go Ronowi Bootsowi. Ten miał zgoła inne zdanie, jednak postanowił podrasować ten materiał swoimi pomysłami i tak narodziła się ta efemeryczna współpraca. Otwierający całość utwór Deep Within Forbidden Mountains jest jak najbardziej typowy dla Adriana, utrzymany w sennym ambientalnym klimacie. Podobne sumnaboliczne pejzaże przynosi kompozycja Morning Dew (for Brabara), na której pojawił się grający na flecie barokowym Nick Prosser. To kolejne nagranie jakie bliskie jest ambientowej formule hołdowanej chociażby przez Harolda Budda. Jaka jest zatem rola Rona Bootsa? Słuchając tej płyty miałem wrażenie że Holender niejako dostraja się do subtelnych emisji tworzonych przez Adriana. Zaznacza od czasu do czasu sekwencyjną szkołę z jakiej się wywodzi, jednak nie zakłóca ambientowych przestrzeni tworzonych przez swojego kolegę. Po prostu pozwala wybrzmieć tym dźwiękowym pejzażom, nie tylko się nimi zachwycając ale sprawia by zakochali się w nich inni, sami słuchacze.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • John Lakveet | The Force of Reason

    John Lakveet | The Force of Reason

    Migotliwe ostinato o wielopoziomowej strukturze przybywa do Słuchacza niczym ze snu o atmosferze rodem ze ścieżki dźwiękowej Tangerine Dream do filmu Risky Business... Echa wykwintnego berlińskiego stylu przepływają wokół Słuchacza w wyjątkowo orzeźwiający, przyjemnie błękitnawy sposób... Tak zaczyna się dedykowany wybitnym filozofom i naukowcom concept-album Johna Lakveeta The Force of Reason. Gdy opuścimy jeden ze światów możliwych Leibniza, pozostajemy w oparach fosforyzującego ambientu kompozycji Copleston Aperture, w mglisty sposób przywołującej atmosferę najspokojniejszych utworów z albumu Vangelisa Albedo 0.39... Następnie mamy okazję rozegrać krótką, wirtuozerską, sekwencyjną partię szachów przeciw Bertrandowi Russellowi... Natomiast spotkanie z Kartezjuszem przebiegnie znów w urokliwie mglistej, tylko na pół realnej atmosferze... Słuchacz nie może być już pewien, czy rzeczywiście na jawie rozmyśla o filozoficznych kwestiach, czy też tylko mu się to śni... Nihil-ibuster to nieco mroczniejsza i bardziej ponura odsłona sekwencyjnych krajobrazów - może akurat próbujemy się wydostać z mokradeł nowoczesnego nihilizmu i wypatrujemy blasku nietzscheańskiej jutrzenki?... Wizyta Platona w jaskini luster to najdłuższy utwór na albumie: spacer przez niekończący się labirynt, w którym nigdy już nie możemy być pewni, czy znajduje się w świecie rzeczywistym czy świecie idei, trwa bez mała 25 minut - Lakveet wprowadza tą coraz bardziej nabierającą na abstrakcyjności kompozycją w prawdziwy filozoficzny trans (a niektóre brzmienia mogą Słuchaczowi przypomnieć utwór Spiegelsaal grupy Kraftwerk, aczkolwiek być może tylko dałem się zasugerować fragmentowi tytułu...). Z metafizycznej drzemki budzi nas przytomnie sekwencyjny głos Immanuela Kanta... Który z kolei zaprasza nas jeszcze tylko do jazzowego klubu, w którym przez niespełna dwie minuty możemy stanąć oko w oko z plotyńską Jednią. Bardzo odświeżająca wyprawa przez sekwencyjne epoki i zupełnie nowe spojrzenie na epiozody z historii filozofii zarazem - szczerze polecam.

    I. W.



    John Lakveet, pokazuje się na albumie The Force Of Reason w niezwykle korzystnym świetle. Hiszpański artysta w swoim kraju jawi się klasykiem na miarę Klausa Schulze czy Edgara Froese. Na dobrą sprawę wiele im zawdzięcza, ale ów album z roku 2005 często skręca w innym kierunku. Lakveet lubuje się w tworzeniu monumentalnych form. Jego muzyka, mimo że podparta solidną pulsacją sekwencerów, uderza w rozbudowane art rockowe rejony. Przykładem jest najdłuższa kompozycja na tej płycie Platon In The Cave Of Mirrors trwająca aż 24 minuty. Lakveet zderza w niej syntetyczny chłód, z emocjonalnością i epickością rocka progresywnego. Inne kompozycje w rodzaju: Leibniz And Contingenty, Copleston Aperture czy Chekmate To B. Russell pompowane są solidnymi sekwencyjnymi teksturami, przez co nabierają właściwej sobie dynamiki i soczystości. Ten album jawi się co prawda powtórką z przeszłości, ale na tyle sprawnie wykonaną iż darować sobie można jakąś krytykę. Fani starej analogowej elektroniki, będą wniebowzięci. Ta płyta jest dla was!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Paul Ellis | The Sacred Ordinary

    Paul Ellis | The Sacred Ordinary

    Tak jak symfonie Mahlera albo Skriabina różnią się od symfonii Klasyków Wiedeńskich, tak też propozycje niezwykłego artysty, jakim jest Paul Ellis, różnią się od płyt innych twórców z kręgu inspirowanej berlińską tradycją wariacyjnej elektroniki sekwencyjnej. Powikłanym, wielopłaszczyznowym, chciałoby się rzec: kapryśnym, a przy tym przecież niezwykle logicznym i symetrycznie konstruowanym albumem The Sacred Ordinary Paul Ellis potwierdził kolejny raz swoją klasę. Ellis ma nie tylko nieprzeciętny zmysł aranżacyjny - u niego intuicja, nastrój i formalna otwartość są równie ważne, jak inwencja melodyczna i dążenie do spójności narracyjnej. Wątki zmieniają się tu jak w kalejdoskopie, to doprawdy album o bardzo "szkatułkowym" charakterze, gdzie otwarcie drzwi do kolejnych sekwencji i motywów zawsze okazuje się mieć zaskakujące skutki. Myślę, iż miłośnikom ambitnego sekwencjonowania najbardziej przypadną do gustu impresje Blue Heron o nader wyrazistej, przypominającej niemalże rockowy riff linii syntezatora basowego, na tle której Ellis opowiada w wielokrotnie zmienianych rejestrach zimową, wieczorną baśń... Kapryśne, pofałdowane Presence z niespodziewanymi orientalnymi akcentami... Leniwo-jesienne Turning towards the Sun z obłymi, rudawo promieniejącymi harmoniami… Jak i wreszcie utwór tytułowy, specyficzny przyczynek do wielowątkowego, sugestywnego wizualizacyjnie ambientu. Polecam szczególnie.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Ron Boots | Area Movement

    Ron Boots | Area Movement


    Urodzony w Eidhoven, Ron Boots doskonale miksuje tradycyjną elektronikę w duchu Klausa Schulze i Tangerine Dream z ambientową przestrzenią. Zabieg stosowany nie od dziś, ale nagrania Bootsa, poza przestrzennością skrzą się istną feerią barw. Sekwencerowe podkłady nabierają zgoła innego brzmienia, gdy Boots doprawia je chłodem ambientowych pejzaży. Ta muzyka przynosi doskonałe odprężenie umysłu i koi nerwy. Artysta zdobył już dosyć spore uznanie na rynku muzyki elektronicznej, to najważniejsze. Ten nieco hermetyczny światek z rzadka obdarza kogoś zaufaniem. Boots nie proponuje niczego nowego, ale ma masę pomysłów jak zgoła ograne patenty, opakować w efektowne brzmienia. I mimo iż na końcu pozwala sobie niemal na popową woltę, to jednak osią płyty są właśnie te elektroniczne krajobrazy. I w tym jest najlepszy.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Paul Ellis, Steve Roach | Silent Conversations

    Paul Ellis, Steve Roach | Silent Conversations


    Ellis i Roach stworzyli podobnie atrakcyjną syntezę jak wcześniej Paul Nagle: ich muzyka jest w zasadzie klasyczną, sekwencyjną elektroniką, ale mieni się tutaj od niecodziennych barw, zaskakujących układów rytmicznych i brzmień dość odległych od tradycji wypracowanej przez przedstawicieli ortodoksyjnej Szkoły Berlińskiej. Może należałoby raczej mówić o nowej formule "elektronicznej muzyki poważnej"? Nie jest istotne, jak zaklasyfikowana zostanie ta płyta: liczy się świeżość i oryginalność przekazu oraz autentyczna radość w poszukiwaniu nowych rozwiązań, jaka z pewnością twórcom prezentowanej tu muzyki przyświecała. W The Only Known Photograph of God słychać prężne, rytmiczno-sekwencyjne faktury, na tle których rozpościera się pastelowa gitara przypominająca swobodne improwizacje z pierwszego utworu na płycie Brauna, Broekhuisa, Kellera i Schonwaldera Project Inter.com. Kompozycja Trillium wyłania się z oparów elektronicznego jeziora przybrązowionego cierpkim zachodem słońca - syntezatorowe wysączenia łączą się w drobne motywy i znów rozpadają, a drugoplanowe dźwięki znakomicie dopełniają nastroju. Ten obrazek utrzymany jest w podobnym stylu jak filmowe impresje Petera Gabriela, szczególnie z płyty Birdy (1985). Słuchacze rozsmakowani w charakterystycznych dla Ellisa kadencjach i onirycznych, "witrażowych" motywach balansujących między modulowanymi tonacyjnie sekwencjami a konkretnymi melodiami, jakie przyniosła płyta Into the Liquid Unknown, urzeczeni będą pięknym utworem The Wind-up Synthesizers of the Glass Reich. Nawet zwolennicy "nowych brzmień" w stylu młodszych wykonawców z Islandii znajdą tu coś dla siebie w postaci finałowego Dialing in the Sun, które przetacza się miarowymi, sekwencyjnymi falami w kierunku podobnym do obranego przez GusGus w długiej, mantrowej, tęsknej kompozycji Esja (CD GusGus vs. T-World). Niezwykle wartościowa i poruszająca płyta w katalogu Groove Unlimited, obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników dobrej, świadomie przełamującej utarte schematy muzyki.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Dr. Jan | Inner Sanctum

    Dr. Jan | Inner Sanctum

    Availability: Goods in stock | product: 1EP-CD


    8,90 EUR
  • Wavestar | Moonwind

    Wavestar | Moonwind


    Okładka płyty kojarzyć się może z kopertą albumu King Crimson Islands, natomiast tytuł – chyba w zamierzony sposób – od razu uruchamia ciąg asocjacji w rodzaju "moondawn - timewind - moonlake" itd. Zawartość tej blisko osiemdziesięciominutowej płyty to dobra, sterowana sekwencerowymi pasażami muzyka elektroniczna balansująca między estetyką Tangerine Dream w latach osiemdziesiątych a postberlińskim, wyrafinowanym elpopem w postaci takiej, w jakiej reprezentują go np. Marselie albo Synrise. Pochody ostinatowe w pierwszym utworze na płycie naprawdę mogą się podobać, a nieco bardziej popowe w porównaniu do tej ścieżki pasaże melodyczne oraz wyładowania perkusyjne stanowią po prostu umiejętnie obrany kontrapunkt. Dzięki drugiemu utworowi możemy przyjrzeć się, co dzieje się akurat na firmamencie rozpiętym przed odbiorcą przez przedstawicieli (głównie) francuskiego elpopu (vide Didier Marouani, Space Art...). W kompozycji trzeciej zestawienie żywszego akompaniamentu perkusyjnego z dobrym ostinatem i mżącą partią głównego syntezatora kojarzy się ze stylistyką Rainera Blossa (Drive Inn 2). Po raz kolejny warto zwrócić uwagę na walory melodyczne proponowanej tu muzyki; ten akurat utwór mógłby spodobać się choćby miłośnikom New Order z okresu Get Ready. Utwór czwarty to najmroczniejsze oblicze Wavestar w tym zestawie utworów i jednocześnie chyba najbardziej udana spośród zamieszczonych tu kompozycji. W udany sposób udało się tutaj połączyć niesamowitą głębię dalszego planu z grozą dosadnie brzmiącej sekwencji i zmysłowymi ruchami pierwszoplanowej ścieżki. W podobny sposób potrafią hipnotyzować swą muzyką Paul Ellis albo Under the Dome. Już choćby dla tej gwiezdnej pawany warto sięgnąć po całą płytę Moonwind. Szkoda tylko, że to najkrótszy utwór na płycie... W kolejnym utworze, skonstruowanym na bardzo wolnym tempie i zamglonych nostalgicznie akordach, odezwie się gitara z początku pozwalająca pomyśleć o technice Manuela Goettschinga, następnie zaś o stylu Edgara Froese. Miłą niespodziankę stanowi fakt, iż przedostatnia impresja, najdłuższa w zestawie (17 minut), przynosi podobnie atrakcyjne barwy i wizualizacyjne impulsy co wspominany utwór czwarty; mżące ostinato i otulona ciepłym światłem chłodna syntezatorowa improwizacja malują przed odbiorcą podobnie oksymoroniczny pejzaż, co niektóre spośród utworów BIOnighT - do tego zwróćmy uwagę na przebijające się na wyraźnie słyszalny plan około 12. minuty "tangramowe" arpeggio... Płytę zamyka zamyślony galaktyczny poemat utkany z masywnych syntezatorowych chmur i niezwykle zwiewnego, ledwo słyszalnego, kiełkującego wciąż w tle arpeggia - trzynaście minut międzygwiezdnej zadumy. Księżycowy wiatr jest doprawdy orzeźwiający...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    19,44 EUR
  • John Lakveet | Epikus

    John Lakveet | Epikus

    John Lakveet na albumie Epikus tworzy zręczny koncept i miks berlińskiej elektroniki i tematyki rodem z czasów starożytnych. Już łacińskie tytuły kolejnych kompozycji, pokazują iż przewodnimi motywami są czasy rzymskie. Otwierający całość utwór Zama 202, już takie konotacje posiada. To nazwa miejscowości pod którą wojska kartagińskiego króla Hannibala, ostatecznie zostały zdruzgotane przez Rzymian. Jednakże te historyczne klisze nie przesłaniają muzyki, są raczej tłem dla niej. Lakveet znakomicie operuje tu brzmieniami w duchu Tangerine Dream z lat '70. Ponad nie wtłacza nieco patosu a'la Vangelis, chcąc w ten sposób oddać glorię Rzymu z dawnych czasów. Jednakże jego kompozycje nie mają wiele z "symfonicznych poematów". W utworze Ferox udanie podbija całość rytmicznymi pętlami, które ożywiają całość. Kompozycja Anabasis ma z kolei bardziej wielowarstwową strukturę. To całkiem udany i niecodzienny melanż, który z pewnością zaspokoi amatorów wyszukanej elektroniki.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Kees Aerts | Slices of Time

    Kees Aerts | Slices of Time


    Kees Aerts w muzycznej branży działa już niemal 24 lata. W 1982r zaczął grać na syntezatorze, jednocześnie pracował jako DJ w stacji radiowej. Związany jest z Ronem Bootsem i wytwórnią Groove Unlimited, pomagając artyście w prowadzeniu jej. Jednak to Boots jest centralną postacią firmy, a Aerts gdzieś zawsze za jego plecami. Mimo tego znalazł czas by nagrać trochę muzyki. Album Slices Of Time ukazał się pierwotnie w 1997r, jednak doczekał się powtórnego wydania. Muzyka Aertsa nawiązuje rzecz jasna do klasyków stylu. W jego muzyce można wychwycić fascynację brzmieniem Tangerine Dream z okresu "merlose years". Są też electro- popowe melodie w duchu Jean Michel Jarre'a, ale Aerts przyznaje się do fascynacji nagraniami Patricka O'Hearna. Tu mamy 12 solidnie skonstruowanych nagrań, gdzie powyższe wpływy znakomicie się zazębiają. Aetrs dodaje jeszcze do tego nieco folkowo-new age'owe klimaty, jak np w utworze Eire. Artysta ma przy tym świadomość, iż nie odkrywa absolutnie nowych lądów. W tym przypadku chodziło raczej o zabawę i zaspokojenie głodu twórczego. A że nagrał po prostu dobrą płytę, to już inna sprawa. Najlepiej chyba czuje się w roli biznesmana, choć Slices Of Time brzmi naprawdę świetnie i nie zawiedzie nadziei fanów tradycyjnej elektroniki.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Navigator | Airwaves

    Navigator | Airwaves

    Availability: Only on request | product: 1CD


    15,61 EUR