Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Groove Unlimited

(225 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Hemisphere | Liquid Mirror

    Hemisphere | Liquid Mirror


    Liquid Mirror to bodajże najbardziej elpopowa produkcja Hemisphere – mamy tu nieco bardziej wygładzone aranżacje, nieco bardziej „odmglone“ harmoniczne pasaże. Muzyka projektu nie straciła jednak na atrakcyjności, nabrała może za to walorów przyswajalności i kontemplatywności. Nie zbywa tutaj na atrakcyjnych melodiach (a raczej na ich nastrojowym zarysie), ale ścieżki rytmiczne nie są tu już aż tak fascynujące jak na kilku innych płytach projektu. Dzieje się tutaj dużo, ale nie ma tutaj aż tak wielkiej zagadkowej głębi, jak choćby na Attachment X albo Intruders. Z pewnością podobać się jednak mogą użyte tutaj brzmienia, na czele z orkiestrowym niemalże rozmachem w przypadku aranżacji rytmicznych kompozycji. Ciekawa synteza brzmień ocierających się o Babylon 5 Chrisa Franke z wypracowanym przez Hemisphere mariażem klasycznego sekwencjonowania, lżejszego ambientu oraz subtelnego ethno. Dodatkowa wzmianka: na miano prawdziwego „el-przeboju“ niewątpliwie zasługuje podniosła, wielopłaszczyznowa impresja wieńcząca album w późnomandarynkowej tonacji.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • John Lakveet | Building Sequential Stones v.2

    John Lakveet | Building Sequential Stones v.2


    Druga część budowania katedry ma ciekawe zabiegi formalne jak chociażby łączenie muzyki klasycznej w formule XIX wieku z sekwencjami co nadaje tej muzyce sporego indywidualizmu i swieżości. Rytmiczne, zawikłane aranżacyjne z domieszką melodyki. Sporo dodatków muzyki sakralnej wywodzi się z podtytułu płyty Ecclesias Cathedrales Aedificans. Lakveet jest Hiszpanem i katolicki duch owego kraju przeniknął też do zawartości tej dylogii. Znakomite są też wstawki podchodzące pod ambient (choćby fenomenalny Excubitor). Świetna, wielowątkowa płyta.

    Dariusz Długołecki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Gert Emmens | Waves of Dreams

    Gert Emmens | Waves of Dreams


    Pierwszy sen ma trójdzielną strukturę. Całą płyta rozpoczyna się łagodnym przepływem elektronicznych fal, z których pomału podnoszą się spadziste zbocza elektronicznych chórów. Takie tło zostaje stopniowo rozświetlone miękko chwiejącym się światłem syntezatorowych lampionów, pozostawiających za sobą ciepłą poświatę. Po niespełna czterech minutach słuchacz wsiada do łodzi kołyszącej się na zaciągniętej mgłą wodzie. Podróż przez ten pasaż kojarzyć się może z muzyczną wycieczką na jaką zabierał nas zespół Tangerine Dream w rozchybotanej, opartej na leniwym rytmie impresji stanowiącej drugą część suity Tangent: tu nieco podobnie odzywają się długo wygasającym głosem ciągnące się znaki zapytania, rozsiewane przez nisko pomrukujący syntezator. Na takim tle rozpościerają się fantazyjne chmury kolejnego snu. Ostatnia część utworu to przywołanie wątków z introdukcji, pojawia się jednak nowy atrakcyjny element: delikatne, śnieżyste ostinato w tle, zbudowane z nieco podobnych fortepianowo-dzwonkowych tonów co pamiętna introdukcja do suity Tubular Bells Mike'a Oldfielda...
    Drugi sen rodzi się na wyludnionej, odrealnionej plaży niczym z obrazu Salvadora Dali. Znakomicie brzmią tu rozedrgane, oniryczne akordy, wylewające się falami o podobnej woni i barwie jak w utworze Mysterious Semblance at the Strand of Nightmares” Tangerine Dream (Phaedra, 1974). Wkrótce nastrój surrealistycznej zadumy przykryty zostanie nowym, rytmicznym wątkiem: niekończący się pociąg dowożący materiały do budowy najbardziej niespodziewanych snów mknie przed siebie, znacząc swój ślad dynamicznym, niskim ostinatem.
    Utwór trzeci składa się również z dwóch głównych motywów. W pierwszym pojawia się eteryczna, zamyślona partia brzmiąca raz tak, jakby snuta była przez syntezator, innym razem zaś, jakby podejmował ją żeński głos o barwie spotykanej nieraz na płytach Vangelisa (np. Blade Runner) albo Pete'a Namlooka (np. TDSOTM IX). Znienacka włamie się w obszar tej kojącej muzyki wyjątkowo spienione, namydlające się kolejnymi polifonicznymi falami ostinato, w takt którego słuchacz będzie mógł sobie wyobrazić odbywający się w niewiarygodnie przyspieszonym tempie na jego oczach wzrost nowoczesnego miasta, rozrost zdumiewającego fraktalu lub podział komórkowy...
    Czwarta impresja przesycona jest dosadnymi, frapująco brzmiącymi elementami posberlińskiego akompaniamentu i świeżymi tonami rozimprowizowanej w ciekawym kierunku partii solowego syntezatora. Miłośnicy polskiej muzyki elektronicznej przez chwilę mogą pomyśleć, że oto słuchają niepublikowanej dotąd, otwartej kompozycji Marka Bilińskiego: takie wrażenie nasuwa momentami brzmienie głównej linii melodycznej.
    Kompozycja piąta jest moim zdecydowanym faworytem. Szczególną uwagę zwraca tutaj rewelacyjny podkład perkusyjny, bardzo pomysłowo opracowany, kojarzący się raczej z terenem zagospodarowywanym przez śmiałych twórców tzw. "Nowych Brzmień" aniżeli przez momentami dość konserwatywnych kontynuatorów tradycji nieśmiertelnej Szkoły Berlińskiej. Szczerze powiedziawszy, mógłbym sobie pomyśleć, że oto słucham utworu Pete'a Namlooka! Tego wrażenia dopełnia też znakomita, ciągnąca się mgławicowymi poświstami melodia prowadząca.
    Ostatni utwór to także jedna z największych ozdób niniejszego albumu. Jest to spokojna, stonowana, ale przy tym dość melancholijna i niemal mroczna opowieść, zbudowana z tęskych syntezatorowych wstęg oplatających zaciemnione, rozbrzmiewające niespodziewanym głosem ostinato o odrętwiałej, chłodnej barwie. Fale snów przetaczają się z połyskiem coraz bardziej śmiałego dziennego światła - na szczęście słuchacz w każdej chwili może proces elektronicznego śnienia na jawie rozpocząć od nowa.

    I. W.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Harald Grosskopf, Steve Baltes, Axel Heilhecker | Four Times Three

    Harald Grosskopf, Steve Baltes, Axel Heilhecker | Four Times Three


    Rewelacyjna fuzja elektroniki sekwencyjnej zorientowanej na urozmaicone ścieżki rytmiczne oraz nowoczesnego, rozelektronizowanego jazzu. Harald Grosskopf i Steve Baltes, podpory projektu Ashra, proponują niezwykle świeże rozwiązania w sprawdzonej formule: mamy tutaj tętent ostinat, skomplikowane, pofałdowane podkłady perkusyjne z lekkim odcieniem mrocznego ethno oraz absolutnie niczym nieskrępowane, a przy tym wirtuozerskie partie gitarowe. Oto pokrzepiające oblicze elektronicznego rocka przyszłości. Istna furia znakomitej 19-minutowej introdukcji nie zostaje tak szybko rozładowana: drugi na krążku utwór to bardzo ciekawy pomysł na połączenie jazz-rocka z pozornie tak odległymi od niego gatunkami, jak cybernetyczny, zimny breakbeat czy nawet trance! Porónywalną syntezę w podobnym duchu zaproponował niedawno Klaus Schulze w Artemis in Jubileo z płyty Moonlake, panowie Grosskopf i Baltes idą jednak jeszcze krok dalej, przy czym każdy krok wykonany jest w innym kierunku: z jednej strony jeszcze śmielej w stronę wyrastającej z krautrocka tradycji, a z drugiej – jeszcze śmielej w stronę brzmień kojarzonych raczej z klubami oraz DJ-owymi miksami. Kolejny utwór brzmi z kolei niczym połączone siły postberlińskiego sekwencjonowania, hardtrance’u w stylu wczesnego FAXu oraz swingującego oblicza Apollo 440! Finał płyty to jedyny spokojniejszy, bardziej kontemplatywny epizod – przy czym i tak raczej tylko na początku, w oparach żelazistych elektronicznych dymów; kompozycja rozwija się w stronę jam-session a la ProjeKct X. Nim zdąży się ochłonąć, już chce się znowu nacisnąć przycisk PLAY… Rewelacja!

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Michael Stearns | Sustaining Cylinders

    Michael Stearns | Sustaining Cylinders


    Otrzymujemy tutaj dwie półgodzinne, atrakcyjne teksturalnie muzyczne bryły o wielu ścianach. Płyta Stearnsa brzmi świeżo i wciągająco, chociaż przy pierwszym – a zwłaszcza pobieżnym – przesłuchaniu może wydawać się zbyt sucha, sterylna, zanadto utrzymana w konwencji "laptopowego ambientu", by móc zapewnić słuchaczowi wystarczająco rozległą i głęboką przestrzeń muzycznych wzruszeń. We fragmencie pierwszej suity rozpościerającym się około (22:20) słychać nieco tonów w stylu kojarzącym się z twórczością Jochema Paapa bądź Cluster; z kolei przetaczające się przez przestrzeń introdukcji do suity drugiej morskie fale wydają się swym hukiem zapowiadać elementy environmentalnego noise'u. Tak mało tutaj punktów zaczepienia i jednocześnie tak wiele nowych, fascynujących kształtów, po których wyobraźnia może wspinać się do woli: muzyczne konstrukcje Stearnsa raz okazują się tzw. "bryłami niemożliwymi", raz znów okazują się wyjątkowo dobrze znanymi i dającymi wytchnienie formami. Sustaining Cylinders to idealne tło do kontemplacji surrealistycznych obrazów, znakomita ilustracja do wielopłaszczyznowej, obfitującej w niespodziewane zapętlenia sztuki teatralnej, świetna muzyka do obserwacji nocnego nieba zmieniającego swoje barwy na te charakterystyczne dla dnia. Piękna, zamyślona synteza oszczędności aranżacyjnej i interpretacyjnego bezkresu.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    13,82 EUR
  • Eric Van Der Heijden | Universal Time Zone

    Eric Van Der Heijden | Universal Time Zone

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Hemisphere | Beast in the Heat

    Hemisphere | Beast in the Heat


    Tajemniczy, wszechobecny elektroniczny dym wypełniający przestrzenie albumu Attachment X nieco traci na swej "kosmiczności", za to nabiera zupełnie innych barw i zyskuje na "tropikalności". Hemisphere proponuje zestaw parujących, dusznych, gruboliściastych impresji z pogranicza medytacyjnego ambientu i znakomicie przyswojonych oraz przepuszczonych przez filtr indywidualnej wrażliwości wpływów Szkoły Berlińskiej. Te ostatnie pozostają jednak w tym przypadku niejako w tle - najwięcej bowiem tutaj elementów wybornego ethno na bardzo wysokim aranżacyjnym poziomie; nie ethno-popu w stylu Enigmy, lecz korzennego, zamglonego ethno a la Steve Roach. Szczególnie interesująco prezentuje się eksperymentalna, "nawiedzona" miniatura opatrzona numerem szóstym, ponadto warto zwrócić uwagę na plemienne transowe brzmienia w posuwistej ścieżce rytmicznej impresji trzeciej oraz na mantrowe, a przy tym dojmująco subtelne i nie do uwierzenia zwiewne senne pasaże kompozycji dziesiątej. Znacznie większy nacisk położono tutaj na nastrój całości aniżeli na porywające zwroty harmoniczne oraz zapierający dech w piersiach tętent ostinat - efekt jest znakomity. Bardzo sugestywna wizualizacyjnie płyta do wielokrotnych, zawsze zdumionych powrotów.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Gert Emmens, Ruud Heij | Return to the Origin

    Gert Emmens, Ruud Heij | Return to the Origin


    Album ten jest podobnie fascynujący jak dokonania Paula Nagle'a - chociaż mimo wszystko Emmens i Heij postępują chyba z "berlińskim spadkiem" w sposób trochę bardziej konserwatywny i mniej chętnie decydują się łączyć nowe elementy ze stylem wypracowanym w muzyce elektronicznej w latach siedemdziesiątych. Byłoby to ryzykowne i epigońskie przedsięwzięcie... ale Emmens i Heij mają niesamowite wyczucie atmosfery "analogowych czasów", nieprzeciętną inwencję melodyczną i talent do rozwijania swoich elektronicznych poematów w intrygujący sposób.
    Na płycie znajduje się pięć utworów, a każdy z nich mocno zakorzeniony jest w epoce pulsujących ostinat, alternacji minorowych akordów i onirycznej atmosfery. Album rozpoczyna się w nieco podobnym duchu jak druga część suity Quichotte Tangerine Dream albo nawet introdukcja Phantom Heart Brother z The Dark Side Of The Moog 3 Namlooka i Schulzego. W tle kłębią się opary matowych szumów, raz po raz połyskujących wyraźniejszym tonem zdającym sie otwierać kompozycję pierwszym zdecydowanym motywem muzycznym. Już nie siedzimy przed sprzętem stereofonicznym, tylko znajdujemy się w pierwszym punkcie trasy, którą prowadzą nas dźwięki. Czy to las ery mezozoicznej czy fabryczny krajobraz w kolorach świtu? Trudno powiedzieć, ale nie to jest najważniejsze, trzeba wsłuchać się w każdy dźwięk, w każdej chwili może pojawić się zupełnie inny tonalny obraz... Gdzieś nad głowami słuchacza kołują elektroniczne mewy, które szybowały między dźwiękami składającymi się na kompozycję Rubycon Tangerine Dream - teraz okazuje się, że wprawdzie opuściły teren zagospodarowany przez Edgara Froese, ale za to zadomowiły się w innych rejonach... Tuż potem, w siódmej minucie, zjawia się ostinato, stanowiąc podkład dla frapującej, zdumiewająco świeżej melodii dwudźwięków i akordów. Emmens i Heij malują swój obraz raczej zimowymi farbami, dorysowując kolejne jasnoszare elementy na ciemnoszarym tle - ale raz po raz mignie w fantazji syntezatorowej nić o jaskrawej barwie. W szesnastej minucie wokoder zaintonuje nieco podobną pieśń, jaka rozległa się w przedostatnim utworze na płycie Universal Avenue Double Fantasy...
    Drugi utwór rozpoczyna się od murmuranda elektronicznych chórów - brzmi to nieco inaczej, niż w schulzeańskim wydaniu, ale duch zostaje zachowany. Śliski, kosmiczny, wolny akompaniament zbudowany wokół jednej figury wysuwa się to na pierwszy, to na dalszy plan, rywalizując z cieknącymi poświstami i efektami dźwiękowymi. Jeszcze przed drugą minutą wykwitnie bardzo "mandarynkowe" ostinato, przez pierwszych kilka sekund do złudzenia przypominając wybijające źródło ostinatowe z drugiej części suity Rubycon... Potem jednak okazuje się, iż kompozycja rozwija się w innym kierunku, a ucho nie szuka już dalszego, znanego ciągu, tylko czeka na nowe wrażenia... Trzecia kompozycja rozpoczyna się od kryszałowych arpeggiatorowych miraży, w obrębie których pojawią się znienacka specyficzne "wachlarze dźwięków", składające się i rozkładające w dokładnie takim brzmieniu, jak na płycie Spiral Vangelisa! Chyba po raz pierwszy na współcześnie nagranej płycie słychać tak wyraźne echa dawnej epoki. Utwór jest oczywiście tym ciekawszy, iż bynajmniej nie stanowi kopii Ballad ani 3+3 greckiego artysty...
    W czwartym poemacie za czerwonawym horyzoncie znika tarcza pomarańczowego (ściślej: mandarynkowego...) słońca, a po fraktalowych łąkach synteazatorowych dźwięków przechadzają się żuki Mandelbrota... W piątej minucie główny głos przejmie ostinato, znów wszywające się w rozimprowizowany materiał prawdziwie berlińskim ściegiem.
    Utwór ostatni skonstruowany jest podobnie do poprzedniego - zaczyna się od arytmicznej impresji, stopniowo coraz bardziej porządkowanej, przygotowującej miejsce dla rozwibrowanego ostinata. Uda się w tym fragmencie usłyszeć masywne brzmienie melotronu - nie potrwa to zbyt długo, ale na pewno ucieszy wymagających miłośników dawniejszej elektroniki! Ta płyta jest zanadto uporządkowana jak na potencjalną płytę Klausa Schulze, z drugiej strony za bardzo intuicyjna i otwarta jak na typowy materiał Tangerine Dream. Na przecięciu stylistyk tych dwóch filarów Szkoły Berlińskiej udało się młodszym artystom wyczarować interesujący, niewtórny świat dźwięków. Szczególnie docenić należy fakt, iż płyta brzmi przestrzennie, utwory mają wystarczająco dużo miejsca aby nieograniczenie się rozwijać i nasiąkać różnymi tonalnymi niuansami - przede wszystkim ta przestrzenność przybliża Return to the Origin do elektronicznych dzieł sprzed dwudziestu kilku lat...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Can Atilla | Concorde

    Can Atilla | Concorde


    W prologu słyszymy żeński głos, udzielający przedodlotowych wiadomości po rosyjsku, podczas gdy w tle rozmazują się płynne akordy. Można krótko pomyśleć o fragmentach albumu Planetarium P. Namlooka i New Composers, przychodzi też do głowy, że tę osnutą na mętnych, odrętwiałych akordach introdukcję mógł był skomponować Pascal F.E.O.S. Słuchacz nie wie jeszcze, w którym kierunku podąży muzyka, jakie wizualizacje okażą się najadekwaitniejsze do prezentowanych tu nastrojów... Wkrótce jednak zaczyna się Rain Of Fire, gdzie słuchacz do taktu narzuconego przez kompozytora zaczyna układać sprężyste, barwne tangramy. Staje się jasne, że w odtwarzaczu wiruje płyta autora zafascynowanego twórczością Tangerine Dream, który jednak ze znanych składników potrafi wytwarzać intrygujące i świeże utwory. Po blisko 10 minutach dryfujemy w stronę nocnego ambientu: rzucamy okiem na nokturnowe pejzaże Degouve de Nuncquesa, prowadzeni parnymi, oddalonymi akordami konstruującymi niezwykle chwytliwy i atrakcyjny pasaż. Podobnie jak w przypadku prologu, także i tutaj sporadycznie rozsypują się po przestrzeni utworów dźwięki kojarzące się z twórczością J. M. Jarre'a (por. np. Ethnicolor I). Ożywione, pogodne, stanowcze rytmy powracają w Concorde Forever: na tle sekwencerowego firmamentu głos recytuje parametry techniczne samolotu Concorde, a gdy muzyka nabiera jeszcze większego rozmachu, utwór nabiera kolorytu charakterystycznego dla instrumentalnych utworów Alan Parsons Project (jak np. Mammagamma albo Hyper Gamma Spaces). Ambientalne, arytmiczne fragmenty pojawią się jednak jeszcze również: choćby w rozmarzonym, optymistycznym epilogu o głębokim brzmieniu. Szczególną uwagę zwracają na tej płycie: wielka swoboda w operowaniu melodiami bazującymi na sekwencyjnych pochodach, świetne wyważenie wszystkich ścieżek oraz bardzo dobra produkcja. Żaden miłośnik elektroniki a la Tangerine Dream w tzw. "Błękitnych Latach" nie będzie tą płytą zawiedziony, więcej: może uznać ją za lepszą niż niektóre propozycje muzyków Mandarynkowego Snu...

    I. W.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Tranzit | Voyage

    Tranzit | Voyage

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    16,03 EUR