Uwe Reckzeh

Timecode


62,19 PLNabout 13,58 EURbrutto

Uwe Reckzeh | Timecode

Tagi albumu: Uwe Reckzeh | Timecode , MellowJet, Uwe Reckzeh, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Uwe Reckzeh
LABEL MellowJet
NUMBER cdr-ur0803
RECORD DATE 2003
MEDIA 1CDr
PACKAGE JEWELCASE
Kod produktu 004929

Lista utworów

Timecode
Continental Drift
Metamorphosis I - III
Moon Chime
My Turn To Eternity
Archimedes
Frozen Colour
Moonshine In The Garden

Recenzja

Przyznaję, iż dawno już nie słyszałem żadnej wyrastającej z berlińskiej tradycji, przygotowanej przez młodszego artystę płyty, która zaczynałaby się tak wciągająco. Od pierwszych dźwięków tytułowej kompozycji Timecode Słuchacz odnosi przyjemne wrażenie, iż niedawno powstałe sekwencyjne poematy mogą imponować jednocześnie dobrą produkcją, wykonawczym zacięciem, harmonicznym polotem i atmosferą godną przełomu analogowych, sekwencyjnych lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Uwe Reckzeh nie przeprowadza w zasadzie żadnej rewolucji, ale nie o rewolucje chodzi przede wszystkim w przypadku zdeklarowanych miłośników Szkoły Berlińskiej - znacznie ważniejsze jest uchwycenie odpowiedniego nastroju i ubranie przekazu w odpowiednio przekonujące dźwięki. Drugi utwór, Continental Dritf, w ogóle nie ustępuje pierwszemu: mamy tutaj leniwe, mżące, zamglone ostinato przygotowujące odpowiednio impresjonistyczne tło (trochę podobnie brzmią najlepsze impresje Franka Klare na albumie Berlin Nightlife) i lejąco-skrzące się improwizowane partie solowe, oscylujące wokół nośnego kwintowego tematu, mogące skojarzyć się z twórczością Tangerine Dream, ale również z najbardziej udanymi impresjami Kellera i Schonwaldera, nieraz wspieranych przez Broekhuisa. Główna atrakcja krążka to 17-minutowy utwór Metamorphosis w trzech odsłonach: tutaj Reckzeh ciekawie łączy nietypowo zorganizowaną rytmicznie elektronikę sekwencyjną z elemetami symfonicznego rocka lub muzyki filmowej; mamy tu szersze spektrum aranżacyjnych środków wyrazu, jak i ilustracyjnych efektów, a nastrój tu panujący w udany sposób nawiązuje zarówno do dzieł Tangerine Dream (Quichotte), jak i solowej twórczości Edgara Froese (Drunken Mozart in the Desert). Reckzeh pozostaje jednak sobą, Odbiorca słyszy tu nie tylko udane kombinacje akordowe i frapujące melodyczne pasaże, lecz przede wszystkim zapał wykonawcy i poszukiwacza nastroju w jednej osobie. Moon Chime jest pogodniejszym tonacyjnie utworem, w którym jednak najważniejszą rolę znów odgrywają treściwe sekwencery i dopracowane pierwszoplanowe syntetyczne krajobrazy. Płyta do końca "brzmi tak samo" (przy czym mam na myśli raczej produkcję całości aniżeli zmniejszającą się wenę twórczą, o tej ostatniej bowiem mowy być nie może) - niemniej jednak bardzo wyrównany poziom aranżacyjny, zbliżający do siebie w warstwie czysto budulcowej kolejne kompozycje, zrekompensowany zostaje wielką fantazją przejawiającą się w kreatywnej fazie architektonicznej: Uwe Reckzeh pokazuje się tutaj jako utalentowany kompozytor, bez trudu wskrzeszający w dowolnym utworze właściwą atmosferę. Przede wszystkim udało mu się stworzyć płytę na tyle magiczną, by bez trudu teleportować Słuchacza w czasy świetności Tangerine Dream - nie kopiując rozwiązań grupy Edgara Froese, lecz przepuszczając podane przez nią bodźce przez własną wrażliwość. W efekcie otrzymujemy znakomity album, po który na pewno warto sięgnąć wiele razy.

I. W.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Only on request

Wysyłamy do 30 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas