Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Paul Nagle | Lore

back

8,76 EUR
incl. VAT
Last items
We ship to 3 days
Delivery of the registered letter is available from 6 EUR.
Shipment provide post office.
Wyśmienicie zaaranżowane cztery długie poematy, w których udało się Paulowi Nagle bez trudu przywołać ducha Tangerine Dream z najlepszych lat. Obok typowo elektronicznego instrumentarium pojawiają się gitary, skrzypce, flety Chociaż muzyka z tej płyty silnie zakorzeniona jest w "berlińskiej tradycji", ma swój własny koloryt i brzmi niezwykle świeżo.
  • Chill Factor 15:52
  • Anachronist 16:16
  • Lore 16:26
  • Cascade 16:10

To play the samples you need the Flash Player. Download and install.


Na mroźnym, pochmurnym tle zaczynają swój wątek skrzypce. W tle słychać grzmoty, syntezatorowe obłoki wypełniają cały plan. Odzywa się gitara, wywołując śmielsze rozwinięcie się impresjonistycznej muzyki w pierwszy główny temat: półtoratonowe alternacje mollowych akordów. Główna partia gitary może skojarzyć się z grą Manuela Göttschinga, z drugiej zaś strony staranny akompaniament perkusyjny, pełen ozdobników i "poślizgnięć", przywołać może na myśl podkłady w jakich gustuje Chris Hinze, natomiast tak jak tu brzmiącego ostinata nie powstydziliby się muzycy z projektu Wahnfried... Trudno powiedzieć, czy ten utwór bardziej należy do klasycznego repertuaru elektronicznego w dawnym stylu, czy też jest to nowocześniejsza kompozycja relaksacyjna; instrumenty i barwy współgrają ze sobą, składając się na oryginalną mozaikę, w której dostrzec można stare i nowe klocki, razem układające się w niewidywane jeszcze obrazy i w ten sposób zacierające punkty zetknięcia między znanymi i nowatorskimi elementami. Kiedy na tle hipnotycznego rytmu skrzypce i gitara zagrają unisono, pojawić się może przelotne skojarzenie z muzyką Enigmy, przy czym dopiero propozycja Nagle'a jest faktycznie "enigmatyczna", plenerowa, mieni się najrozmaitszymi odcieniami których w muzyce Enigmy słuchaczowi dotąd nie udało się uświadczyć. Zresztą za chwilę i ten motyw odejdzie w dal i rozpłynie się, a komopzycja rozwija się już po prostu tak, jak by była dziełem Paula Nagle. Nic dodać, nic ująć… Drugi utwór wyłania się z melotronowych odmętów, flet śpiewa niskim tonem, cały utwór spowity jest mrokiem przebitym księżycowymi promieniami, niczym na obrazach Grimshawa. Wkrótce pojawia się ruchliwe, Ricochet-owe ostinato, a elektroniczne chóry zaintonują falującą, nostalgiczną pieśń. Powietrze pachnie deszczem, a miejsca ma słuchacz w tej niesamowitej kompozycji tyle, że naprawdę może odetchnąć pełną piersią i swobodnie rozejrzeć się po okolicy, nad którą zawisły ołowiane chmury… Gitara intonuje napięty, wzbierający motyw, chmury przesuwają się teraz na tle firmamentu niczym na przyspieszonym filmie, a oślepiające światło coraz częściej przeziera zza spiętrzeń nimbusów i kumulusów. Mój ulubiony fragment tego albumu to kompozycja trzecia - utwór tytułowy. Zaczyna się miękkimi płatkami fortepianowego śniegu, padającego miarowo na syntezatorowe ławki i arpeggiatorowe wyschnięte trawniki. Słuchacz spaceruje po Parku Łazienkowskim o wschodzie słońca, zwiedza ogrody angielskie, brzegi wyspy Mainau? Drzewa, krzewy, ławki i latarnie szczelnie oblepione są śniegiem, ale cały park oddycha ciepłym, pomarańczowo-żółtym światłem. Kompozycja rozwija się pod puchowym akompaniamentem śniegu, aż rozpocznie się fragment oparty na wyraźnym rytmie. Słońce pojawia się zdecydowanie, niebo z czerwonego staje się różowe a potem odlepia się z niego różowa warstwa mgły i odsłania się czysty błękit. To mógłby być najgenialniejszy fragment takiego albumu, jak White Eagle Tangerine Dream - a tymczasem jest to nowa kompozycja, stworzona już wczasach dominacji innego instrumentarium i innych trendów. Jest jednak na tyle magiczna, że na pewno nikt po wysłuchaniu tej suity nie nazwie Paula Nagle epigonem…
Ostatni poemat opowiada o powracających falach morskich. O ile poprzednie utwory usytuowane były brzmieniowo odpowiednio w lecie, jesieni i zimie, teraz nieśmiało budzi się wiosna. Morze jest powleczone zielonkawą poświatą, wieje jeszcze chłodny wiatr, nikogo nie ma na brzegu przypominającym woskową planetę bardziej niż piaszczystą plażę. To raczej wiosenne morze z obrazów Ślewińskiego niż mistyczno-zmysłowy żywioł z płócien Turnera. Melodia fletowa nie jest jednoznacznie smutna, ale musi dopiero się ocknąć, przebudzić się, rozbudzić w sobie samej wspomnienia. Arpeggia wylewają się na brzeg i nie wsiąkając w seledynowy brzeg cofają się, wywołując zagadkowe wrażenie rozmywania się melodii i jej wsuwania się w siebie jak teleskop. Akordy i wątki prowadzące balansują na granicy słonecznej melodii i nostalgicznej, chmurnej impresji. Ten utwór oraz kompozycja tytułowa wystarczą, by przyznać bez wahania, iż Paul Nagle jest jednym z tych kompozytorów i instrumentalistów, którzy wyraźnie i w nieskrępowany sposób czują wonie i widzą barwy muzyki…

I. W.

Album's tags:

Paul Nagle | Lore

,

Neu Harmony

,

Paul Nagle

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk