Paul Nagle

Lore

39,00 PLNabout 8,76 EURbrutto

Paul Nagle | Lore

Tagi albumu: Paul Nagle | Lore, Neu Harmony, Paul Nagle, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Paul Nagle
LABEL Neu Harmony
NUMBER NH 008
RECORD DATE 1999
MEDIA 1CD
PACKAGE JEWELCASE
Kod produktu 002525

Lista utworów

Chill Factor 15:52
Anachronist 16:16
Lore 16:26
Cascade 16:10

Recenzja


Na mroźnym, pochmurnym tle zaczynają swój wątek skrzypce. W tle słychać grzmoty, syntezatorowe obłoki wypełniają cały plan. Odzywa się gitara, wywołując śmielsze rozwinięcie się impresjonistycznej muzyki w pierwszy główny temat: półtoratonowe alternacje mollowych akordów. Główna partia gitary może skojarzyć się z grą Manuela Göttschinga, z drugiej zaś strony staranny akompaniament perkusyjny, pełen ozdobników i "poślizgnięć", przywołać może na myśl podkłady w jakich gustuje Chris Hinze, natomiast tak jak tu brzmiącego ostinata nie powstydziliby się muzycy z projektu Wahnfried... Trudno powiedzieć, czy ten utwór bardziej należy do klasycznego repertuaru elektronicznego w dawnym stylu, czy też jest to nowocześniejsza kompozycja relaksacyjna; instrumenty i barwy współgrają ze sobą, składając się na oryginalną mozaikę, w której dostrzec można stare i nowe klocki, razem układające się w niewidywane jeszcze obrazy i w ten sposób zacierające punkty zetknięcia między znanymi i nowatorskimi elementami. Kiedy na tle hipnotycznego rytmu skrzypce i gitara zagrają unisono, pojawić się może przelotne skojarzenie z muzyką Enigmy, przy czym dopiero propozycja Nagle'a jest faktycznie "enigmatyczna", plenerowa, mieni się najrozmaitszymi odcieniami których w muzyce Enigmy słuchaczowi dotąd nie udało się uświadczyć. Zresztą za chwilę i ten motyw odejdzie w dal i rozpłynie się, a komopzycja rozwija się już po prostu tak, jak by była dziełem Paula Nagle. Nic dodać, nic ująć… Drugi utwór wyłania się z melotronowych odmętów, flet śpiewa niskim tonem, cały utwór spowity jest mrokiem przebitym księżycowymi promieniami, niczym na obrazach Grimshawa. Wkrótce pojawia się ruchliwe, Ricochet-owe ostinato, a elektroniczne chóry zaintonują falującą, nostalgiczną pieśń. Powietrze pachnie deszczem, a miejsca ma słuchacz w tej niesamowitej kompozycji tyle, że naprawdę może odetchnąć pełną piersią i swobodnie rozejrzeć się po okolicy, nad którą zawisły ołowiane chmury… Gitara intonuje napięty, wzbierający motyw, chmury przesuwają się teraz na tle firmamentu niczym na przyspieszonym filmie, a oślepiające światło coraz częściej przeziera zza spiętrzeń nimbusów i kumulusów. Mój ulubiony fragment tego albumu to kompozycja trzecia - utwór tytułowy. Zaczyna się miękkimi płatkami fortepianowego śniegu, padającego miarowo na syntezatorowe ławki i arpeggiatorowe wyschnięte trawniki. Słuchacz spaceruje po Parku Łazienkowskim o wschodzie słońca, zwiedza ogrody angielskie, brzegi wyspy Mainau? Drzewa, krzewy, ławki i latarnie szczelnie oblepione są śniegiem, ale cały park oddycha ciepłym, pomarańczowo-żółtym światłem. Kompozycja rozwija się pod puchowym akompaniamentem śniegu, aż rozpocznie się fragment oparty na wyraźnym rytmie. Słońce pojawia się zdecydowanie, niebo z czerwonego staje się różowe a potem odlepia się z niego różowa warstwa mgły i odsłania się czysty błękit. To mógłby być najgenialniejszy fragment takiego albumu, jak White Eagle Tangerine Dream - a tymczasem jest to nowa kompozycja, stworzona już wczasach dominacji innego instrumentarium i innych trendów. Jest jednak na tyle magiczna, że na pewno nikt po wysłuchaniu tej suity nie nazwie Paula Nagle epigonem…
Ostatni poemat opowiada o powracających falach morskich. O ile poprzednie utwory usytuowane były brzmieniowo odpowiednio w lecie, jesieni i zimie, teraz nieśmiało budzi się wiosna. Morze jest powleczone zielonkawą poświatą, wieje jeszcze chłodny wiatr, nikogo nie ma na brzegu przypominającym woskową planetę bardziej niż piaszczystą plażę. To raczej wiosenne morze z obrazów Ślewińskiego niż mistyczno-zmysłowy żywioł z płócien Turnera. Melodia fletowa nie jest jednoznacznie smutna, ale musi dopiero się ocknąć, przebudzić się, rozbudzić w sobie samej wspomnienia. Arpeggia wylewają się na brzeg i nie wsiąkając w seledynowy brzeg cofają się, wywołując zagadkowe wrażenie rozmywania się melodii i jej wsuwania się w siebie jak teleskop. Akordy i wątki prowadzące balansują na granicy słonecznej melodii i nostalgicznej, chmurnej impresji. Ten utwór oraz kompozycja tytułowa wystarczą, by przyznać bez wahania, iż Paul Nagle jest jednym z tych kompozytorów i instrumentalistów, którzy wyraźnie i w nieskrępowany sposób czują wonie i widzą barwy muzyki…

I. W.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Last items

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w formie listu poleconego dostępna już od 8zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska. Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas