Paul Ellis

Appears to Vanish


39,00 PLNabout 8,76 EURbrutto

Paul Ellis | Appears to Vanish

Tagi albumu: Paul Ellis | Appears to Vanish, Neu Harmony, Paul Ellis, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Paul Ellis
LABEL Neu Harmony
NUMBER NH 016
RECORD DATE 2000
MEDIA 1CD
PACKAGE JEWELCASE
Kod produktu 002522
POPULARITY

Lista utworów

Appears to Vanish I 14:28
Appears to Vanish II 15:39
Appears to Vanish III 15:20
Mysterious Sketches 25:22

Recenzja


Poemat Appears to Vanish I wyłania się z mgławicy szumów, przeradzających się w jeden z zaskakujących elementów tej płyty: mroczną, arytmiczną żeńską wokalizę, próbującą przebić się przez ogorzały syntezatorowy nalot. Następnie na scenie pojawia się kroczący majestatycznie jednodźwiękowy niski akompaniament, wybrzmiewający głuchym, potężnym tonem. W piątej minucie dochodzi do tonacyjnej eskalacji i zakryty aksamitnymi draperiami pejzaż malowany przez Paula Ellisa możemy już podziwiać z wyższego schodka. W dziewiątej minucie, właśnie wtedy, gdy prowadzący syntezator z fantazją maluje kolejne brunatne witraże, wykluwa się znienacka z gęstwiny dźwięków chropawe, schromatyzowane ostinato o wielkiej sile wyrazu, za sprawą odważnych plam akordów w tle tym bardziej kojarzące się z muzyką, którą grupa Tangerine Dream proponowała w okresie, gdy wydawała płytę Phaedra! Na dodatek nie jest to zwykłe zapatrzenie się artysty na dorobek „mistrzów”, lecz uchwycenie czegoś niewypowiadalnego, czego wykorzystanie przy komponowaniu muzyki świadczy o wyjątkowej wrażliwości na nastrój. Ostinato stopniowo rdzewieje dźwiękowo, z tła wybijają się na pierwszy plan rozmaite elektroniczne świergoty i pojedyncze dźwięki syntezatora grającego rolę głównego narratora. W czternastej minucie muzyka dobiega niespodziewanego końca, rozpraszając się niczym piana dotknięta kawałkiem mydła. Kolejny epizod to Appears to Vanish II. Ta 15-minutowa impresja rozpoczyna się od razu konkretną, orientalnie uformowaną miaukliwą melodią, ociekającą po pięciolinii w takt pochrapującego, omiękłego, frapującego ostinata w niskich rejestrach. Melodia wychyla się odważnie w niespodziewanych kierunkach, co jakiś czas rozbrzmi drapieżny dysonans, który postawić mógłby sam Wolfram Spyra z okresu płyty Excerpts 1. Przez króciutką sekwencję z pluskiem wody w tle słuchacz przedostaje się do migotliwego ostinata, któremu wtórują kleiste zaśpiewy syntezatora i zmętniałe akordy; raz po raz rozsypują się też kaskady atrakcyjnie brzmiących fortepianowych dźwięków... Kompozycję zwieńczy zaś motyw, któremu przez dłuższy czas przewodzi niepokojące, gumiaste ostinato, jako wizualizacje śmiało mogące wywołać miejsca z tajemniczych obrazów Giorgia de Chirico. Utwór Appears to Vanish rodzi się w środku prawie kakofonicznego zestawienia bicia oddalonych dzwonów, pociemniałej linii basowego syntezatora z wkradającym się nachmurzonym półtonem, trawiastych świergotów na najbardziej oddalonym planie i fletowych zawijasów, znów przywodzących na myśl pod względem atmosfery Różowe – albo bardzo wczesne Dziewicze – Lata Tangerine Dream. Melodia podkładu klaruje się stopniowo, skrobiąc do kolejnych drzwi sekwencyjnych komnat mrocznymi półtonowymi osunięciami i lepkimi poślizgnięciami wiodącego basowego syntezatora. Po raz kolejny Paul Ellis daje dowód i sporej inwencji melodycznej, i znakomitego wyczucia surrealistycznej atmosfery odrealnionego mandarynkowego snu... Dzwony budzące ten utwór pojawiają się także na końcu, prowadząc słuchacza coraz bardziej po omacku aż do wyciszenia się muzyki. Utwór ostatni, Mysterious Sketches, to zarazem utwór najdłuższy. Otwierają go charakterystyczne, przetworzone fortepianowe dźwięki kojarzące się z sonarem: tak otwierała swą kompozycję Echoes grupa Pink Floyd, podobnie postanowił rozpocząć swą płytę Silence II Pete Namlook. Paul Ellis prowadzi słuchacza w jeszcze inne rejony: utwór bardzo szybko ożywia się i przez ruchliwe ostinato o akwariowej kolorystyce prowadzi ku kilku progresjom tonacyjnym, podczas gdy w tle wciąż pękają tęczowe bańki syntezatorów i pobłyskują termometry i grzałki rozmaitych pobocznych sekwencerów. Wodny krajobraz rozmywa się w impresję mogącą stanowić ilustrację dźwiękową do spaceru wąskimi nocnymi uliczkami już na wysokości mniej więcej siódmej minuty kompozycji. Różne tarcia i spięcia w sferze rytmicznej ciekawie komponują się z kojącą, harmoniczną ścieżką akordową: czy to świadectwo fascynacji dokonaniami grupy Kraftwerk z okresu płyty Ralf und Florian? Nadejście dwunastej minuty zwiastuje kolejną zmianę, tym razem delikatne ostinato pieni się w środkowych rejestrach w tle, a na pierwszy plan próbują przebić się rozmaite elektroniczne bulgoty i pomruki. W piętnastej minucie dochodzi do uspokojenia i słuchacz zamyśla się: następuje krótka sekwencja, której najprościej przyczepić etykietkę z napisem „muzyka relaksacyjna”. Jeszcze przed szesnastą minutą wypływa na powierzchnię utworu nader atrakcyjny, rozfalowany motyw, który stanowić będzie pretekst najpierw do narodzenia się melancholijnej, ponurawej melodii, a potem do wkroczenia na scenę grzechotliwego, szorstko rozmazującego się ostinata również przynoszącego bardzo ciekawą, kontemplacyjną melodię... Finał tej ponad 25-minutowej impresji stanowić zaś będzie podobnie mroczne nawiązanie do berlińskiej tradycji, co tytułowa kompozycja płyty Tower of Darkness (1993) Jima Kirkwooda...

I. W.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Last items

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas