Mike Oldfield

Tubular Bells 3

32,50 PLNabout 7,30 EURbrutto

Mike Oldfield | Tubular Bells 3

Super cena

Tagi albumu: Mike Oldfield | Tubular Bells 3, Warner Music, Mike Oldfield, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Mike Oldfield
LABEL Warner Music
NUMBER 3984243492
RECORD DATE 1999
MEDIA 1CD
PACKAGE JEWELCASE
Kod produktu 003181

Lista utworów

The Source Of Secrets [5:34]
The Watchful Eye [2:09]
Jewel In The Crown [5:45]
Outcast [3:49]
Serpent Dream [2:53]
The Inner Child [4:41]
Man In The Rain [4:01]
The Top Of The Morning [4:26]
Moonwatch [4:25]
Secrets [3:20]
Far Above The Clouds [5:30]

Recenzja

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem pierwszy miks The Source Of Secrets, zwiastujący nadejście płyty Tubular Bells III, umieszczony na retrospektywnej płycie XXV - The Essential, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony zaostrzył się apetyt na nową płytę jednego z ulubionych artystów, z drugiej zaś ogarnął mnie lęk, czy Oldfield przypadkiem nie zechce wydać płyty bliźniaczo podobnej do Tubular Bells II, tyle, że w wersji zdecydowanie utanecznionej... W okresie oczekiwania na album zastanawiałem się, jaki byłby właściwie sens tworzenia po raz kolejny suity odwołującej się w mało zawoalowany sposób do słynnej debiutanckiej płyty brytyjskiego artysty (tymczasem w późniejszym wywiadzie sam Oldfield, dumny ze swej nowatorskiej płytym podkreślał, jakim nonsensem byłoby "mechaniczne" dopisywanie trzeciej w oczywisty sposób brzmiący części do cyklu Tubular Bells...). W końcu nadszedł pewien sierpniowy dzień 1998 roku i doczekałem się "podejrzanej" płyty...
Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Oldfield zażartował sobie z podkpiwających z niego krytyków, twierdzących już przy okazji udanego przecież skądinąd albumu Tubular Bells II, iż "wielki niegdyś artysta gryzie bezradnie swój własny ogon"; tytuł płyty po dziś dzień jest dla mnie dowodem na specyficzne poczucie humoru Mike'a Oldfielda, ponieważ doprawdy trudno znaleźć na tej płycie choćby pięć minut muzyki kojarzącej się jednoznacznie z jakąkolwiek odsłoną cyklu Tubular Bells. Początek płyty skutecznie usypia czujność: z introdukcji przepełnionej hukiem wzbierającego morza wyłania się bardzo charakterystycznie skonstruowana fortepianowa sekwencja, podobnie jak na Tubular Bells II do złudzenia przypominająca motyw otwierający pierwszą płytę Oldfielda. W tym momencie każdy sceptycznie nastawiony miłośnik muzyki zastanawia się zapewne: "i do czego to doprowadzi - i w jakim celu? Przecież ten człowiek nie ma wstydu". Nic bardziej mylnego! Obrobiony w bardzo nowoczesny (ale nie nachalny) sposób (typowy może raczej dla takich wykonawców jak Aphex Twin niż sam Oldfield) główny temat rozpływa się pod koniec energicznej solówki gitarowej w niemuzyczne brzmienia introdukcji i prowadzi do przestrzennego, króciutkiego pasażu The Watchful Eye, który z kolei płynnie przechodzi w jeden z najpiękniejszych utworów Oldfielda: Jewel In The Crown. W tym momencie słuchacz może już być pewny, iż Oldfield wolał przy okazji tej sesji nagraniowej zdecydować się na głębię brzmienia i tajemniczy nastrój, niż na epatowanie swoją brawurową techniką albo proponowanie utworów złożonych z tysiąca ścieżek. Na tle transowego rytmu wyłaniają się chłodne żeńskie wokalizy oraz sterylne ozdobniki gitarowe - to wszystko zaś stanowi znakomity podkład do emocjonalnej solówki gitarowej, opartej na "przewidywalnej" skali, ale zagranej w taki sposób, jak słyszało się ostatnim razem chyba naprawdę aż w 1978 roku przy okazji płyty Incantations! Wizualizacje same odsłaniają się przed słuchaczem, rozsiewając na posępnym brunatnym tle pojedyncze tęskne błyski odległych świateł. Muzyka zwija się, kurczy w bolesnej konstelacji, w której spada napięcie - i nieoczekiwanie rozbrzmiewa riff zagrany w sposób podobny, jak w pewnym charakterystycznym fragmencie debiutanckiej płyty: unisono rozbrzmiewają tu gitary akustyczne i elektryczne. Gdy dochodzi sekcja rytmiczna, utwór przeobraża się w jeden z najbardziej dynamicznych, typowo rockowych utworów Oldfielda - ale więcej tu jednak przestrzeni i prawdziwej radości tworzenia, niż w podobnie agresywnych utworach z młodszej o niespełna rok płyty Guitars! Ten utwór, zatytułowany Outcast, kończy się wzmocnieniem głośności i rykiem spadającej w wibrującą przepaść pokracznej istoty tu odzywa się echo człowieka z Piltdown, pomrukującego groteskowo na pierwszej części Tubular Bells i wywrzaskującego swe niezwykłe groźby w Altered State z części drugiej.
Następna impresja to ukłon w stronę epizodu pt. Fast Walz z płyty Amarok oraz hołd dla hiszpańskich mistrzów gitary: Serpent Dream. Oldfield z niebywałą lekkością i finezją gra pełen najrozmaitszych ozdobników pasaż balansujący na granicy systemów dur i moll, a z tła wyłaniają się przeciągające, omdlewające dźwięki pełne niepokoju i zagadkowości. Pół-elektroniczny pasaż w stylu flamenco od razu otwiera przed słuchaczem psute, mroczne korytarze, w których długim echem wybrzmiewają kroki kobiet jawiących się tylko jako podłużne smużki czerwonawego dymu i jako westchnienia wznoszące się turbulencyjnie ku pustym sklepieniom seledynowych kosmodromów. Choć sam pomysł zestawienia nowoczesnego brzmienia z hiszpańskim popisem gitarowym nie jest nowy (vide Innuendo Queen, ale też przecież Fast Walz (1990) i Taurus III (1983) samego Oldfielda), tutaj brzmi tak świeżo, że to wprost nie do wiary! W The Inner Child pojawia się melancholijna żeńska wokaliza w stylu trochę podobnym jak Red Dawn z Tubular Bells II (być może inspiracją dla obu epizodów był przejmujący fragment Bachianas Brasileiras no.5 Heitora Villi-Lobosa). Man In The Rain to odpowiedź Oldfielda na własny hit sprzed lat, Moonlight Shadow, ze znakomitym popisem gitarowym, dowcipnie sentymentalną aranżacją i świeżym powiewem wokalnym wniesionym przez Heather Burnett. The Top Of The Morning to bezprecedensowe zdarzenie w dyskografii Oldfielda: brawurowa kompozycja o niebywale atrakcyjnej linii melodycznej, zaaranżowana na fortepiany z dyskretnym towarzyszeniem podkładu perkusyjnego (generowanego elektronicznie) i ludowych instrumentów irlandzkich. To bez wątpienia jeden z największych atutów Tubular Bells III, wytyczający nowe ścieżki Oldfieldowi występującemu w roli nie-gitarzysty. Moonwatch to tęskna instrumentalna pieśń zbudowana na typowo irlandzkich skalach, ciekawie urozmaicana przetaczającymi się turkusowymi arpeggiami ilustrujacymi przetaczanie się spienionych fal. Następnie zaś powraca temat Secrets, frapująco łączący sentymentalny moytw fortepianowy z riffem towarzyszącym Mistrzowi Ceremonii zapowiadającemu kolejne instrumenty na Tubular Bells zaaranżowanym na chłodny, iście "berliński" sekwencer - ten utwór doprowadza słuchacza do finalnej impresji, rewelacyjnej Far Above The Clouds, w której gitara Oldfielda osiąga podobnie przejmujące i mistyczne rejestry jak w słynnej solówce opatrzonej nieoficjalnie tytułem Tortura narodzin z płyty Ommadawn (1975). Właśnie w tym fragmencie po raz pierwszy i ostatni zarazem odzywają się tytułowe dzwony rurowe: majestatyczne, wyniosłe, chłodne i zupełnie surrealistycznie brzmiące po serii tak świeżych i nowatorskich utworów składających się na pierwsze dziesięć utworów płyty.
Ten album świadczy o niegasnącej wyobraźni malarsko-muzycznej Oldfielda i o jego niezwykłych umiejętnościach na polu wyczarowywania niezwykłych, silnie oddziaływujących na słuchacza nastrojów. Po przygodzie z Tubular Bells III trochę zaskakiwać może nieśmiałość młodszych płyt (Guitars, The Millenium Bell) i ich kameralne brzmienie..
.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Goods in stock

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w formie listu poleconego dostępna już od 8zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska. Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas