Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Mike Oldfield | Millenium Bell

back
Mike Oldfield | Millenium Bell lupa
Good price

7,30 EUR
incl. VAT
Goods in stock
We ship to 3 days
Delivery of the registered letter is available from 6 EUR.
Shipment provide post office.
  • Peace On Earth [4:09]
  • Pacha Mamma [4:06]
  • Santa Maria [2:44]
  • Sunlight Shining Through Cloud [4:33]
  • The Dode's Palace [3:08]
  • Lake Constance [5:16]
  • Mastermind [3:04]
  • Broad Sunlit Uplands [4:03]
  • Liberation [2:38]
  • Amber Light [3:50]
  • The Millennium Bell [7:36]

To play the samples you need the Flash Player. Download and install.


Pomysł, aby przy pomocy muzyki ukazać minione tysiąclecie, można zrealizować zasadniczo na dwa sposoby: albo przygotować gigantyczną suitę, której czas trwania skutecznie uniemożliwia spokojne zapoznanie się z całością i wczucie się w nastrój (jak Karlheinz Stockhausen), albo też nagrać stosunkowo krótką płytę, na której zamieści się drobne impresje ilustrujące w odpowiedni sposób subiektywnie wybrane z kart książek historycznych wydarzenia. Mike Oldfield opowiada się za drugą alternatywą i pod koniec 1999 roku wydaje niebywale eklektyczną i lekką płytę szumnie zatytułowaną The Millennium Bell - zarówno okładka, jak i sam tytuł oraz tytuły poszczególnych utworów nie pozostawiają wątpliwości, na co tym razem porywa się kompozytor w jednej osobie.
Płyta zaczyna się o świcie ludzkości: pierwszy utwór to spokojna impresja utrzymana w pastoralnym nastroju, Peace On Earth. Ta subtelna, pogodna kompozycja, swoistego rodzaju kolęda rozpisana na barwiste głosy i drżącą gitarę, skojarzyć może się z najpogodniejszymi miniaturami Enyi albo grupy Clannad, choć brzmienia instrumentów już tutaj nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto stworzył tę muzykę. Druga kompozycja do dziś pozostaje moim ulubionym epizodem albumu: Pacha Mama to spokojna, utrzymana w mollowej tonacji impresja zaaranżowana na chór, instrumenty elektroniczne oraz wybijającą się pod koniec kompozycji gitarę. O atrakcyjności utworu świadczy przede wszystkim interesująca ścieżka rytmiczna oraz fortepianowy motyw kojarzący się jak przez mgłę z figurą otwierającą słynny album Tubular Bells. W kompozycji Santa Maria, poświęconej Krzysztofowi Kolumbowi i jego morskiej świcie, nie udało się Oldfieldowi wyzwolić spod przemożnego wpływu Vangelisa, który siedem lat wcześniej opublikował płytę z muzyką do filmu 1492: utwór brzmi podobnie dumnie i majestatycznie, opierając się na zaaranżowanej na chór, orkiestrowe i elektroniczne brzmienia oraz gitarę nostalgicznej alternacji akordów; nie znaczy to jednak, iż nie słucha się tego krótkiego utworu z dużą przyjemnością. Zaskakująca natomiast okazuje się kolejna pozycja: Sunlight Shinig Through Cloud. Na planie tego utworu ścierają się ze sobą dwie żeńskie ścieżki głosowe: melorecytacja oraz wokal; nastrój całości przywołuje skojarzenia z najbardziej nietypowymi dla Oldfielda fragmentami niemal soulowej płyty Earth Moving, gitara jest prawie w ogóle nieobecna, frapująco brzmi natomiast nowoczesna warstwa rytmiczna.
Sporym zaskoczeniem jest też innowacyjny w dyskografii Oldfielda The Doge's Palace, za sprawą fascynującego smyczkowego arpeggia bardzo silnie kojarzący się z twórczością grupy Rondo Veneziano kierowanej przez G. P. Reverberiego. Melodia snuta jest przez obój, w tle rozbrzmiewa hipnotyczny elektroniczny rytm, a dla gitary o charakterystycznie wysokich dźwiękach po raz kolejny zabrakło miejsca. Impresja poświęcona weneckiemu Pałacowi Dożów przechodzi płynnie w Lake Constance, gdzie na tle smyczkowych kameralnych pasaży klasyczna gitara Oldfielda opowiada zamyślonymi dźwiękami dzieje bohaterów Shelleya i Byrona - ten fragment płyty mógłby stanowić ciekawą kontynuację utworu Mont St. Michel z lp. Voyager, ale brzmi znacznie bardziej sucho i - jak wszystkie inne utwory z The Millennium Bell - sprawia wrażenie pastiszu, swoistego scherza.
Do radykalnej zmiany nastroju dochodzi za sprawą utworu Mastermind; słuchacz jest już w dwudziestym wieku i zaintrygowany przygląda się kolejnym wynalazkom, tworzonym w takt dźwięków preparowanej gitary snującej temat dowcipnie odwołujący się do melodyki kolejnych tematów Jamesa Bonda.
Nagłe wejście werbli kończy ten utwór i wprowadza słuchacza na teren impresji Broad Sunlit Uplands, której treść rozgrywa się w czasie Drugiej Wojny Światowej. Po raz drugi - po Pacha Mama - muzyka nabiera poważnego i zadumanego charakteru. Główną rolę gra tutaj smutny, wyblakły fortepian, dopiero w finale odzywają się akordy smyczkowe i dodatkowe dźwięki. Liberation to przede wszystkim recytacja w wykonaniu córki Oldfielda na podstawie pamiętników Anny Frank; muzyka subtelnie stanowiąca tło brzmi optymistycznie i uroczyście, a ciekawostkę stanowi fakt, iż brzmienia perkusyjne Oldfield "wypożyczył" z zaczynającego się w 44 minucie pasażu swej własnej kompozycji Amarok (1990).
Przedostatni utwór Amber Light nie wnosi do repertuaru Oldfielda nic nowego - to oparta na leniwym rytmie kompozycja rozpisana na żeński chórek i dyskutujące ze sobą gitary; całość utrzymana jest w klimacie pogodniejszych irlandzkich ballad.
Finał płyty to jeszcze jedno zaskoczenie: tytułowy utwór płyty powtarza wokalną sekwencję z zadumanego, mglistego Pacha Mama w takt rytmów i brzmień techno, przechodzi przez bardzo nowoczesny taneczny fragment i prowadzi do powtórzeń wybranych wątków z przybliżonej w okamgnieniu historii świata ostatniego tysiąca lat. Tuż przed właściwym końcem płyty pojawia sie głuche, donośne wejście dzwonów - po czym motyw The Doge's Palace zostaje sparafrazowany w taki sposób, aby kojarzyć się z rosyjskim tańcem ludowym: tu gitara Oldfielda rozbrzmiewa całą kaskadą atrakcyjnych jak w latach siedemdziesiątych dźwięków.
Cała płyta niewątpliwie warta jst polecenia, choć nie należy zapominać, iż jest to raczej muzyczny żarcik, niż kolejna regularna płyta artysty zapatrzonego w bezkres nieba nad Wyspami Brytyjskimi. Żarcik w dobrym guście i z zadowalającą dozą inteligentnego muzycznego humoru.

I. W.

Album's tags:

Mike Oldfield | Millenium Bell

,

Warner Music

,

Mike Oldfield

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk