Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Mike Oldfield | Incantations (remastered 2012)

back

8,22 EUR
incl. VAT
Goods in stock
We ship to 3 days
Delivery of the registered letter is available from 6 EUR.
Shipment provide post office.
Zrealizowana z symfonicznym rozmachem, przebogato zinstrumentowana czteroczęściowa suita potwierdza kompozytorskie umiejętności Oldfielda, wiele zaś fragmentów przynosi brzmienia świadczące o dalekowzroczności autora: niektóre rozwiązania będą miały swą kulminację na płytach Platinum i QE2. Mike Oldfield wydając ten album stwierdził bezceremonialnie, iż jego poprzednie nagrania w porównaniu z Incantations to po prostu "śmieci". Tak sformułowana może nieco szokować, ale niewątpliwie Incantations jest najdojrzalszą, najkonsekwentniej skonstruowaną, z największym pietyzmem stworzoną muzyczną łamigłówką w całej dyskografii Oldfielda.
  • Incantations Part One [19:05]
  • Incantations Part Two [19:34]
  • Incantations Part Three [16:59]
  • Incantations Part Four [17:01]
  • Guilty [4:14]

To play the samples you need the Flash Player. Download and install.


Głos Maddy Prior odpowiada samemu sobie długo wygasającym echem, po czym rozpoczyna się pasaż orkiestry smyczkowej, snującej wyraziste, znakomicie rozwiązane rytmicznie ostinato, na tle którego trylujący flet wiedzie niekończącą się, rozimprowizowaną impresję - drugi flet odpowiada kunsztownym zwierciadlanym głosem i cała muzyka nabiera iście barokowego rozmachu i posmaku. Dochodzą kolejne progresje oraz wariacje na główny temat; dopiero po kilku minutach na scenę wkracza gitara, okraszając perlącymi się dźwiękami orkiestrowy akompaniament. Jest to jedna z tych udanych prób połączenia muzyki orkiestrowej ze współczesnymi nurtami tzw. muzyki rozrywkowej, której rezultaty zadziwiają po dziś dzień. Mało która suita rockowa lub typowo elektroniczna ma tak niesamowitą siłę wyrazu i niesie ze sobą tyle ognia, co pierwszy epizod suity Incantations. Brzmienia są doskonale wyważone, muzyka jest niebywale głęboka, a podobnie intrygujące i świeżo brzmiące polifoniczne pasaże udało się jeszcze wyczarować bodajże tylko Klausowi Schulze w rewelacyjnej kompozycji Ludwig II von Bayern z albumu X (1978). W pewnym momencie włączają się trąbki, dyskutujące ze sobą jak w najprawdziwszym koncercie Telemanna, gitara trawestuje odegrany przez nie motyw, po czym zamarkowany zostaje wyrazisty rytm ze znakomicie podbitym basem i subtelnym, migotliwym syntezatorowym tłem - wszystko to stanowi akompaniament dla żeńskiego chóru snującego zachmurzoną, przetykaną tylko pojedynczą słoneczną nicią, pieśń. Orkiestra milknie zupełnie, pozostawiając na scenie aranżację kojarzącą się z dynamicznymi fragmentami młodszej płyty Platinum. Gdy pieśń umilknie, powrócą rozśpiewane flety dyskutujące do utraty tchu na tle orkiestrowego ostinata opartego na "utykającym" metrum.
Część druga rozpoczyna się kipiącym, pulsującym pogodnie tematem, który brzmieniowo bardzo kojarzy się z później napisaną przez Oldfielda kompozycją QE2. Syntezator przeciąga się wesołymi tonami na tle bulgoczącego arpeggia instrumentów elektronicznych operujących niższymi rejestrami, po czym wszystko nagle milknie niemal zupełnie i pozostają tylko prężące się kocie grzbiety smyczkowego arpeggia, dobiegającego gdzieś z daleka, jakby z innego snu. Na takim tle, akcentowanym bardzo subtelnie westchnieniami perkusyjnymi, gitara łka swój temat balansujący między systemem durowym i mollowym - za wrzosową mgiełką kaczki pławią się w stawie, próbując dotrzeć do porośniętej pokrzywami i kraśnymi makami fantomowej wyspy. Samotny flet podchwytuje gitarowy temat i krótko improwizuje na jego bazie, po czym prowadzi do przetworzonej pieśni z części pierwszej: mieszany chór brzmi teraz bardziej jak u Carla Orffa niż jak na płycie Platinum. Wreszcie na scenie pozostaje tylko hipnotyczny puls afrykańskiej sekcji rytmicznej, towarzyszący Maddy Prior snującej niekończącą się opowieść o mistycznym i wieloznacznym jak zwykle u Oldfielda tekście.
W części trzeciej spotykają się w fascynujący sposób trzy muzyczne style. Przede wszystkim rozbrzmiewają tu trawestacje irlandzkich tańców ludowych oraz motywów typowych dla muzyki renesansowej; druga odsłona tej części to rewelacyjna, brawurowa improwizacja gitarowa na tle syntezatorowo-orkiestrowego ostinata, znakomity oldfieldowski przyczynek do stylistyki grupy Ashra. Trzecia odsłona to art-rockowa impresja oparta na posuwistym rytmie, bazująca na zdecydowanym pulsie swingujących nieco organów - tu gitara ma pole do popisu w nieco bardziej kąśliwym, przybrudzonym stylu. Rytmiczna struktura kojarzy się nieco z epizodem Człowieka z Piltdown z drugiej części suity Tubular Bells (1973), z drugiej strony otwarta zostaje droga agresywnym, rockowym epizodom albumów Platinum, Five Miles Out i Discovery.
Część ostatnia rozpoczyna się jednym z najbardziej fascynujących motywów w dyskografii Oldfielda - szkoda, że ten oniryczny wstęp trwa tak krótko. Atmosfera tej introdukcji znakomicie koresponduje z ilustracją zdobiącą okładkę; dosłownie widać, jak fale obmywające samotne skały pod rozerwanym sklepieniem nabrzmiałego nieba odgrywają swe tęskne pieśni! Nieco podobny klimat uda się jeszcze Oldfieldowi wyczarować w utworze Mont St. Michel na lp. Voyager (1997), poza tym impresja ta ma w sobie coś z zagadkowego nastroju sennych impresji instrumentalnych Davida Bowie i Briana Eno z albumów Heroes i Low. Po tym pachnącym morską solą i skorupiakami wstępie odzywa się przetworzone ostinato z części pierwszej, zaaranżowane na wibrafony i miękko, metalicznie brzmiące syntezatory. Impresja toczy się w identycznym stylu, choć zmienionej aranżacji, jak na początku albumu - po czym nagle wkrada się znienacka mrukliwy riff gitary basowej, zbójecko łypiący na słuchacza ponad intrygującą ścieżką instrumentów perkusyjnych i różnorakich przeszkadzajek. Na takim brunatnym, skalistym tle Oldfield wygrywa jedną z najlepszych gitarowych solówek w swojej karierze - przy tym fragmencie ciarki chodzą po skórze, niezależnie od tego, ile przesłuchań tego albumu ma się już za sobą. Potem jeszcze raz pojawi się wibrafonowy motyw, zaczepiany jednak bezczelnie przez coraz częstsze wejścia gitary, aż niezwykły, brunatny motyw zagości na scenie jeszcze raz. Muzyka nagle milknie i po niespełna sekundowej pauzie odżywa w parafrazie pieśni Maddy Prior - tym razem obok jej głosu słychać znów tylko wibrafony, brak już hipnotycznej, błotnistej perkusji i dodatkowych instrumentów. Solo gitarowe powtarzające "brunatny" motyw powraca w zwolnionym tempie i całą suita doproawdzona zostaje do końca. Nie do wiary, jak szybko potrafi minąć godzina i dwanaście minut...

I. W.
Album's tags:

Mike Oldfield | Incantations (remastered 2012)

,

Universal Music

,

Mike Oldfield

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk