Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Mike Oldfield | Amarok

back

10,18 EUR
incl. VAT
Goods in stock
We ship to 3 days
Delivery of the registered letter is available from 6 EUR.
Shipment provide post office.
Ta płyta początkowo miała nosić tytuł Ommadawn II do słynnego longplaya z 1975 roku nawiązuje zresztą, mimo ostatecznej zmiany tytułu, okładka. Muzycznie jest to jedna z najbardziej ekstrawaganckich i zaskakujących płyt Oldfielda, ale jednocześnie jest to niewątpliwie jedno z jego największych osiągnięć. Mike Oldfield łączy z niebywałą finezją najróżniejsze muzyczne style i najdziwaczniejsze aranżacje, w tle zaś wciąż towarzyszą mu najrozmaitsze odgłosy domowych sprzętów
  • Amarok [60:02]

To play the samples you need the Flash Player. Download and install.


Na pewno nie jest to tak łatwa do odczytania aluzja do Ommadawn, jaką jest wobec płyty debiutanckiej longplay Tubular Bells II. Odniesienia melodyczne i aranżacyjne udaje się wytropić dopiero przy którymś z kolei, uważnym przesłuchaniu. W przeciwieństwie do jakiejkolwiek dawniejszej suity Oldfielda, Amarok wydaje się być przy pierwszym kontakcie kompozycją niezwykle chaotyczną i "niesubordynowaną". Dopiero kolejne przesłuchania pozwalają odkryć błyskotliwą logikę prezentowanej tu muzyki.
Trudno nawet pisać o tym utworze w sposób uporządkowany, przechodząc od jednego wątku do drugiego. Amarok jest płytą pełną nagłych, niespodziewanych wrażeń, pojawiających się przebłyskami, docierających do słuchacza w kolejności innej niż zaproponowana na płycie. Jest to album przebogaty brzmieniowo i niesamowicie zagęszczony fakturalnie. Oldfieldowi wspaniale udało się opowiedzieć surrealistyczną, swobodnie rozwijającą się historię, która rozpoczyna się w mieszkaniu pełnym niesfornych, ożywionych sprzętów; akcja przenosi się następnie w zapomniane podwórka, uśpione ogrody, wgłąb kratek wentylacyjnych, rur odpływowych i między nienaturalnie znienacka powiększone szpary w podłodze. Niezwykłego, specyficznie sennego klimatu dodaje umieszczona w książeczce płyty bajka, której pointa głosi, iż dobra muzyka tkwi w uchu słuchacza.
Jest na tej płycie kilka epizodów szczególnie wartych wspomnienia, moim zdaniem są to jedne z najlepszych sekwencji w całej dyskografii artysty. Przede wszystkim jest to gitarowa impresja w stylu hiszpańskim, torująca drogę późniejszemu utworowi Serpent Dream (Tubular Bells III, 1998) – pełna fantazyjnych ozdobników, zbudowana na niezwykle porywającej melodii, zagrana w błyskotliwym stylu kojarzącym się z grą Paco de Lucii. Z tego fragmentu, przy akompaniamencie westchnienia zdziwionego odkurzacza i przytupywania rozklekotanej maszyny do pisania wyłania się parafraza irlandzkiego tańca ludowego, przypominającego nastrojem utwór Sailor’s Hornpipe wieńczący pierwsze "Dzwony Rurowe". Innym rewelacyjnym fragmentem jest usypiająca, wieczorna impresja, w której miękkie, odpływające, mollowe akordy układają się w zamyślone, czerwono-wiśniowe chmury; na tle takiego nieba zachodzi rozgniecione żółtko zmęczonego słońca, a gitara zaczyna snuć elektryzujący motyw w bardzo oldfieldowskim stylu, odmalowując przed słuchaczem samotne ławki, krzaki i śpiące pomniki przykryte grubymi, nieforemnymi czapami śniegu. Kiedy temat ten powraca po raz drugi, gitara zaczyna improwizować na jego bazie i jest to właśnie jeden z tych fragmentów, które od razu skojarzą się z płytą Ommadawn: specyficzne, kunsztowne "koronkowe" arpeggio, którym wyszywany zostaje główny riff. Wreszcie, warto wspomnieć o przewijającej się przez całą płytę partii żeńskiego chórku, też nieco stylizowanej na pieśń finałową pierwszej części Ommadawn, która podpływa w kierunku słuchacza raz na tle odgłosów niecodziennego majsterkowania, raz jak przez mgłę, tylko przy akompaniamencie skrzypiącego stukotu czyichś kroków, innym razem zaś w takt szaleńczo rozbieganych, nietypowych instrumentów perkusyjnych (Oldfield wsampluje dziewięć lat później ten rytm w swoją kompozycję Liberation z lp. The Millennium Bell); w tym ostatnim epizodzie znienacka odezwie się groźnym głosem Człowiek z Piltdown (Tubular Bells, 1973), po czym rozdzwoni się niecierpliwy telefon. Odgłosy najróżniejszych sprzętów nierozerwalnie splatają się z muzyką, niejednokrotnie wręcz stanowią o jakości tej muzyki – nie jest to tylko dodane bez większego pomyślunku tło. Genialnie i zaskakująco brzmią tutaj wiertarki, odtwarzany wspak terkot nakręcanego budzika, pląsające w takt muzyki szczoteczki szorujące czyjeś zęby – Oldfield z dużym poczuciem humoru i niesamowicie barwną fantazją tworzy ze wszystkich takich skrawków zupełnie nową jakość. Słychać, że zabawa najdrobniejszymi nawet dźwiękami sprawia mu ogromną frajdę – a jednocześnie, jeśli już dobrze pozna się tę płytę, słychać, że jest ona skonstruowana logicznie i konsekwentnie. Rzadko kiedy udaje się takie pomysłowe połączenie wielościeżkowego wyrachowania z humorem i spontanicznością.

I. W.

Album's tags:

Mike Oldfield | Amarok

,

EMI

,

Mike Oldfield

,

muzyka elektroniczna

,

ambient

,

Tangerine Dream

,

Klaus Schulze

,

Vangelis

,

Jarre

,

electronic music

,

Kraftwerk