Harald Grosskopf

World of Quetzal


103,10 PLNabout 23,17 EURbrutto

Harald Grosskopf | World of Quetzal

Tagi albumu: Harald Grosskopf | World of Quetzal, CMS Records, Harald Grosskopf, muzyka elektroniczna, ambient, Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jarre, electronic music, Kraftwerk

ARTIST Harald Grosskopf
LABEL CMS Records
NUMBER 4U 906013
RECORD DATE 1992
MEDIA 1CD
Kod produktu 002799

Lista utworów

Coatlicue - mother earth 05:39
Titlauacan - who's next to the shoulder 04:54
Tetzcatlipoca - smoking mirror 06:03
Tonatiuth - thursty sun 07:28
Quetzalcoatl - feathered snake 09:18
Ixtlilton - little black face 04:54
Mixcoatl - cloudsnake 04:38
Tlalocan - rainlandparadise 08:22
Coatlicue (radioversion) 03:28

Recenzja


Wznowienie legendarnej płyty Haralda Grosskopfa, który nagrywał i współkomponował z takimi znakomitościami, jak Klaus Schulze i Manuel Göttsching. World of Quetzal to dynamiczna, niemalże wybuchowa – a przy tym frapująco spójna i logiczna – mieszanka nastrojów od bezbeatowej, refleksyjnej elektroniki aż po ethno-rock. Pierwszy utwór przynosi znakomity „groove” i natychmiast wpadającą w ucho melodię, urozmaicaną progresjami tonalnymi – utwór może skojarzyć się z nastrojem Rotations Logic Vangelisa, ale jednocześnie też wydaje się w nim drzemać coś, co przypomina klimat „kolorowej trylogii” King Crimson (Discipline, Beat, Three of a Perfect Pair). Drugi utwór mógłby spokojnie być dziełem Tangerine Dream po 1989 roku. Trzecia kompozycja to przede wszystkim niezwykłe gardłowe śpiewy i inne elementy typowe dla eksperymentów elektroniczno-etnicznych, z kolei impresja czwarta – jedna z najlepszych w zestawie – to pustynny, czerwonawy ambient, z jednej strony kojący, z drugiej podminowany nastrojem niecierpliwego oczekiwania i dziwnego napięcia. Dalsze skojarzenia z King Crimson w latach osiemdziesiątych czekają Słuchacza podczas słuchania utworu piątego, w którym perkusja Grosskopfa kipi bodajże najciekawszymi tonami, poszumami i grzechotami. Kolejne dwa utwory to znów fusion, przedostatni to z kolei znów spieczony, słony ambient, nieco w duchu wcześniejszych produkcji Steve’a Roacha. Finał albumu mógłby spokojnie być sygnowany: Ashra; wracają tutaj w odpowiedniej parafrazie lekki posmak reggae oraz synkopowane sekwencje introdukcji do całego albumu. Nie można nie znać.

I. W.

Inni klienci wybrali

Podobne albumy

Kup Przechowaj

Last items

Wysyłamy do 3 dni
Dostawa w do punktu odbioru już od 12zł.
Przesyłkę dostarcza Poczta Polska lub Inpost.
Możliwy odbiór osobisty poza siedzibą sprzedawcy.

Napisz do nas