Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Vinyl

(98 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Heldon | It's Always Rock'n'Roll (LP)

    Heldon | It's Always Rock'n'Roll (LP)

    Availability: Only on request | product: 1LP


    23,64 EUR
  • Heldon | Agneta Nillson (LP)

    Heldon | Agneta Nillson (LP)

    Availability: Only on request | product: 1LP


    21,66 EUR
  • Tangerine Dream | The Sessions 1 (LP)

    Tangerine Dream | The Sessions 1 (LP)

    W roku 2018, Tangerine Dream to ponownie trio: Thorsten Quaeschening, Ulrich Schnauss i Hoshiko Yamane. Bynajmniej cała trójka nie pzowoliła umrzeć Tangerine Dream, chociaż główny aktor zszedł już ze sceny. Płyta Sessions 1 to zapis fragmentów występów z Budapesztu i Hong Kongu, zarazem to kolejne stopnie wtajemniczenia. Atakuje ultranowoczesna oprawa dźwiękowa. Monumentalne drony, nasączone elektronicznymi efektami, poza nimi mamy krystalicznie wypolerowane dźwiękowe klisze w Blue Arctic Dunabe. Przeplatają się one z bardziej zwartymi, syntetycznymi sekwencjami i rytmicznymi eksplozjami w drugim nagraniu Gladiatonial Dragon. Tym samym nowy Tangerine Dream na żywo, próbuje niejako łapać ducha "klasycznych" improwizowanych koncertów z lat 70 i 80. Jednak w tym wypadku poza samą formułą, trio stara się niewiele cytować ze swojej przeszłości. Proponuje za to blisko godzinę nowoczesnej i wyrafinowanej muzyki.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    18,89 EUR
  • Tangerine Dream | Miracle Mile (LP)

    Tangerine Dream | Miracle Mile (LP)

    Lata 80 w historii Tangerine Dream były szczególnie naznaczone produkcjami soundtracków do filmów. Wiele z tych albumów to nie tylko żelazne pozycje w dyskografii grupy, ale też znakomite ścieżki dźwiękowe. Takie płyty jak Firestarter, Shy People, Heartbreakers czy Near Dark to jedne z najciekawszych w jej karierze. Płyta Miracle Mile niejako kończy ten "złoty okres" w historii grupy. Jednocześnie wybija się na plus w porównaniu ze średnio udanymi albumami studyjnymi takimi jak Optical Race czy Lily On The Beach. Film Miracle Mile zrealizowany dla niezależnej wytwórni Hemdale, to dzieło Steve'a De Jarnatta. Obraz poruszał temat wówczas wciąż gorący i niepokojący, a mianowicie wyścig zbrojeń i widmo nuklearnej zagłady. Konfrontacja na linii USA-ZSRR, a więc Reagan-Gorbaczow wydawała się nieunikniona. W filmie jeden z bohaterów, Anthony Edwards przechwytuje informacje o możliwości wybuchu wojny atomowej. Ówczesny program obrony antyrakietowej "Gwiezdych Wojen", tylko prowokował tego typu działania. I tu wkracza Tangerine Dream ze swoją muzyką. Edgar Froese i Paul Haslinger nawiązując do sekwencyjnej przeszłości, stworzyli płytę niepokojącą i przede wszystkim w "swoim stylu". Nawiązali luźno do tematów znanych z wcześniejszych płyt Heartbreakers, czy Near Dark. Grupa potrafi uderzyć mocniejszym, sekwencyjnym graniem jak i być bardziej melancholijna. Jakby rzeczywiście ów cień wojny atomowej, przysnuwał radość życia i złowrogo wyłaniał się z morza wojskowych i telewizyjnych meldunków. Znakomity album i kolejna "filmowa" perełka w dorobku grupy.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    23,54 EUR

  • 23,96 EUR
  • Klaus Schulze | La Vie Electronique 1.2 (2LP)

    Klaus Schulze | La Vie Electronique 1.2 (2LP)

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    35,00 EUR
  • Jean Michel Jarre | Oxygene Trilogy (3LP+3CD)

    Jean Michel Jarre | Oxygene Trilogy (3LP+3CD)

    Availability: Temporary absence | product: 3LP+3CD


    164,08 EUR
  • Jean Michel Jarre | Revolutions (LP)

    Jean Michel Jarre | Revolutions (LP)

    Album poświęcony jest "wszystkim dzieciom rewolucji" - francuskiej, amerykańskiej, przemysłowej, komputerowej, islamskiej. Rewolucja przemysłowa - muzycznym motywem przewodnim jest dźwięk metalicznego odgłosu kojarzący się z robotnikiem walącym w rurę przecinakiem. Drugi utwór zaś słychać sapanie olbrzymiego miecha, na tym tle nerwowe, drażniące dźwięki symbolizujące jak dla mnie dużą fabrykę i podziw dla mocy sprawczej człowieka, który poprzez przemysł potrafi kształtować swoje własne życie, wszystkie te symfoniczno-pompatyczne wstawki świadczą że Jarre oddaje hołd nowoczesności.
    Po tym można rzec dramatycznym otwarciu w stylu który można by nazwać symfonią industrialną mamy wejście Jarre'a w świat popowych melodii. Wiem że zarzuca się JMJ że miał już tyle zarobionych pieniędzy, że powinien nagrać bardziej eksperymetalną płytę ale zostawmy ten temat - Jarre zaczął uczyć się zorientowanych na pop melodii. London Kid to coś co nazwać by można light guitar pop-lekkie i przyjemne gitarowe granie z elektronicznym tłem.
    Kolejny utwór Revolutions to chyba mój zdecydowany faworyt - ciekawe rozwinięcie i niespotykane dotąd połączenie z muzyką arabską - vocoderowa monodeklamacja (Jean-Michel Jarre oraz Michel Geiss - komputerowy głos zaprojektowano w kalifornijskim Street Electronics) wymieniania różnych rzeczy na zasadzie możliwość brak możliwości, plus egzotyczne dźwięki tworzy coś na kształt etno elektroniki.
    Kolejny Tokyo Kid to jakby uzupełnienie do London Kid - nazewnictwo nie przypadkowe - Londyn kojarzy się z XVIII wieczną rewolucją przemyslową na ziemiach angielskich czyli wprowadzeniem pierwszych maszyn, zaś Tokio to konotacja związana z dzisiejszymi czasami, gdzie myśląc o nowoczesności bezwiednie kojarzymy to z Japonią. Utwór ten to taki elektro etno jazz, jak dla mnie najsłabiej brzmiący na płycie.
    Computer Weekend - dla jednych zbyt cukierkowy dla mnie przykład wykreowania ascetycznymi metodami przeboju. Utwór September śpiewany przez Mireille Pombo i chór żeński z Mali to hołd złożonym Dulcie September, aktywistki ANC jednej z ofiar reżimu południowoafrykańskiego zamordowanej w marcu 1988 roku. Tu słychać wyraźne inspiracje z czarnego lądu. Patetyczno-podniosły Emigrant to klamra spinająca tę tematyczną płytę.
    Loopy z Rolanda D-50 podporządkowano klimatom etnicznym, Jarre odmienił swoją muzykę już na Rendez Vous ale tutaj nastąpił już całkowity kolaż różnych gatunków muzycznych . Być może dlatego płyta ta przez ortodoksyjnych fanów el jest źle odbierana. Przeze mnie nie.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    22,88 EUR
  • Jean Michel Jarre | Magnetis Fields (LP)

    Jean Michel Jarre | Magnetis Fields (LP)

    Bestseller
    Po prawie bliźniaczo podobnych brzmieniem Equinoxe i Oxygene Jarre wydał płytę zupełnie odmienną. Brak tu wizji kosmicznych światów swoistego kreowania innej nadrzeczywistej materii dźwięku - tutaj mamy do czynienia z melodyjnym minimalizmem. Podkłady jakie pojawiają się w poszczególnych utworach powodują zupełnie inny odbiór tej muzyki, która jakby zrzuciła zwiewną zasłonę odrealnienia. Tytuł do płyty Jarre zaczerpnął z nadrealistycznego poematu Andre Bretona i Philippe'a Soupalta. Pierwsza połowa albumu koncentruje się na 17 minutowej suicie, jednej z najbardziej zaskakujących kompozycji Jarre'a. Skonstruowano ją jako sekwencję dwóch głównych motywów, z rozmarzonym interludium wprowadzającym trochę kosmicznego ducha. Pierwszy motyw oparto na dynamicznej serii syntezatorowych chórów dochodzących do crescendo, drugi o zabarwieniu orkiestrowym można by nazwać progresywnym popem elektronicznym z ciekawymi syntezatorowymi improwizacjami o bardziej ambitnym zabarwieniu. Jest ona jakby podzielona na 3 części - pierwszą bardziej dynamiczną kończą zabawy przetworzonym głosem (naturalne dźwięki miksowano Fairlightem), druga surrealistyczna składająca się z mnogich efektów, sampli (pierwszy raz użyte w historii jako muzyczny element) i dochodzącej do nich melodii na syntezatorze przechodząca w część 3 - najsłabszą na płycie - najlepiej obrazuje owo odarcie z mrocznej tajemnicy poprzednich 2 płyt na rzecz zrytmizowanego popu elektronicznego.
    Część druga to chwytliwy techno - pop oparty na twistowym rytmie. Szkoda że Jarre odszedł od działających na wyobraźnię przestrzennych wizji.
    Część 3 zaś to głównie przegląd elektronicznych efektów - odgłosów maszynerii, pikania radaru itd. Wszystkie te dźwięki emulowane przez syntezatory brzmią niezwykle intrygująco w zestawieniu z syntezatorem. Króciutki acz bardzo nastrojowy o ciekawej stylistyce jedyny przypominający dawne dokonania Jarre'a.
    Część 4 - melodyjne linie i relaksacyjny podkład dają nam możliwość obcowania z najlepszym jak dla mnie utworem na tej płycie - spokojna, pogodna atmosfera pozwala na błogie zanurzenie się w otaczających nas dźwiękach.
    Część 5 można odebrać jako rumbę - wiadomo że Jarre dalej flirtował z latynoamerykańskimi rytmami, że wspomnę nieszczęsne Calypso i wielokrotnie przemycał tą muzykę do swych utworów. Ten utwór wieńczący płytę to wyraźne zasygnalizowanie że stylistyka z Equinoxe i Oxygene to już przeszłość.
    Na pewno wielu fanów rozczarowało się sądząc że Jarre będzie kontynuował wariacje na temat swoich dwóch poprzednich płyt. Inni jak ja, uważają że dobrze uczynił że zaczął poszukiwać czegoś nowego. Na koniec ciekawostka - po francusku płyta nosi tytuł Les Chants Magnétiques czyli "Magnetyczne piosenki" - wydano ją także jako Magnetic Fields a nie Songs - Jarre uznał że słowo Fields brzmi lepiej jako nazwa płyty.

    Dariusz Długołęcki


    Płytę otwiera ruchliwe, rozmigotane ostinato, w które wkrada się regularnie dźwięk o pół tonu niższy niż główny ton składowy, przez co uzyskuje się wrażenie rozmazywania się melodii, spotęgowane licznymi pogłosami. Na tym tle rozbrzmiewają charakterystyczne jarre'owskie dwudźwięki, prowadzące swą nostalgiczną opowieść. Ten dynamiczny, iskrzący się fragment może stanowić idealną ścieżkę dźwiękową do filmu, który w przyspieszonym tempie pokazuje budzenie się i wzrost roślin albo podziały komórkowe… Pływający, miękki bas zaznacza co jakiś czas swoje akcenty, a temat przewodni roztapia się co kilka chwil w bezkresnym oceanie szumów i kosmicznych świergotów.
    Muzyka z biegiem czasu staje się coraz pogodniejsza, ostinato oscyluje wokół durowego akordu, a prowadząca melodia wschodzi niczym słońce przebijające się przez deszczowe chmury prędko odsłaniające czyste niebo. Potem zaś idziemy na spacer w towarzystwie zagadującego nas półsłówkami robota. Zwiedzamy Warszawę? Paryż? Fikcyjną metropolię pełną samochodów o opływowych kształtach, pełną budynków wyginających się za sprawą śmiałej architektonicznej wyobraźni jak w krzywym zwierciadle?... Gdy skończy się ten pozbawiony regularnego rytmu i wyrazistej melodii fragment, jak świetlista smuga rozbłyśnie znienacka kolejny wątek, prowadzony natychmiast wpadającymi w ucho dwudźwiękami na tle galopującego rytmu syntezatorowo-perkusyjnego. Ta melodia toczyć się już będzie pospiesznie aż do końca pierwszej części suity, stopniowo wyciszając się, pozostawiając na słyszalnym planie tylko zamyślone, smętne, tęskne syntezatorowe znaki interpunkcyjne. Po ostatnim wielokropku rzeczywiście zostanie już tylko cisza…
    Część druga to najbardziej znany fragment tej płyty i zarazem niekwestionowany przebój, gwóźdź programu późniejszych koncertów. Bardzo chwytliwy motyw brzmi klarownie w "zwrotkach" i miesza się z lekko dysonansowymi akordami w "refrenach" utworu, a brawurowy podkład przywołuje na myśl pomysłowe podkłady perkusyjne wykorzystane przez grupę Kraftwerk jako budulec kolejowych muzycznych podróży w utworach Trans Europa Express, Abzug i Metall auf Metall. Część trzecia brzmi najbardziej tajemniczo i mgliście. Może słuchacz próbuje przyjrzeć się płochliwemu egzotycznemu ptakowi, który skrył się w zgniłozielonym sitowiu?... Brzmienie muzyki zapowiada pogłębioną na późniejszych płytach fascynację wątkami orientalnymi.
    Czwarta część to typowa dla Jarre'a melodia, brzmiąca jednocześnie i pogodnie, i z lekka nostalgicznie. Leitmotiv tego utworu stopniowo będzie niknąć wśród poświstów i dźwięków idealnie oddających igranie odblasków na tafli wody, aż pozostanie tylko miarowe, chłodne ostinato.
    Część ostatnia to wzmagająca "surrealistyczny" nastrój całości żartobliwa rumba, celowo "utandetniona" i brzmiąca mniej plastycznie niż pozostałe kompozycje. Słuchacz zasiada przy jednym z klubowych stolików i za chwilę doczeka się premiery dzieła Les chants magnetiques - cała suita rozpocznie się od początku; ten seans w seansie może nigdy się nie kończyć… Przecież znienacka milknące dźwięki rumby to też tylko igraszka ze słuchaczem…

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,93 EUR
  • Jean Michel Jarre | Equinoxe (LP)

    Jean Michel Jarre | Equinoxe (LP)

    Bestseller
    Album ma odzwierciedlać dzień życia człowieka od rana do wieczora. Jarre rozwinął tu swoje brzmienia dodał dużo więcej dynamicznych i rytmicznych elementów głównie przez większe eksploatowanie sekwencji linii basowych. Krok naprzód po sukcesie komercyjnym Oxygene. Nie przełamał tu reguł które pozwoliły oczarować słuchaczy poprzedniej płyty ale zdaje się że płyta jest mniej improwizowana a bardziej przemyślana - co niekoniecznie znaczy lepsza. Jarre w umiejętny sposób rozbudowuje syntezatorowe orkiestracje tworząc ścianę dźwięku osadzoną w pięknych liniach melodycznych współgrających z harmonijnymi podkładami służącą mu to wytworzenia niesamowitego mniej pogodnego w odróżnieniu do Oxygene klimatu. Uwagę przykłada do wszelkich smaczków i pasaży dodając melodiom dodatkowej atrakcyjności. Dźwięk brzmi także dużo mocniej niż na poprzedniej płycie co podyktował repertuar płyty.
    Nie zapowiada tego pełen patosu wstęp części 1 obrazujący jak dla mnie wschód słońca przechodzący w części 2 w muzyczną opowieść o poranku, powoli budzącym się do życia świecie. Delikatne dźwięki nabierają mocy w części 3, lecz w jeszcze spokojnej tonacji, bez basów - to już symbol czynu, podjęcia wyzwań dnia codziennego. Dużo mocniejszą dawką decybeli obdarzono nas w części 4 - praca, zajęcia, człowiek na pełnych obrotach. Najbardziej dynamiczna część 5 - bombastyczny obraz człowieka w ruchu tak charakterystycznego dla dzisiejszej cywilizacji to chyba najbardziej znana porcja muzyki z tej płyty - podkład z niej jest kontynuowany w części 6 i na tle tego Jarre dodaje kolejne ozdobniki tworząc jakby nową integralną część (człowiek nadal na najwyższych obrotach tyle że w zaciszu domowym). Pod koniec jednak jego fizyczna aktywność powoli maleje (końcówka 6 części i część 7). Kiczowata melodyjka w 7 na wstępie (kojarzy się z klubem paryskiej bohemy) sygnalizuje odpoczynek - a samotnie bez udziału ozdobników wygrywane końcowe akordy to jakby hołd dla kondycji ludzkiej, człowieka samego w sobie i zarazem hymn dla konczącego się dnia. Całość brzmi jak muzyczna epicka opowieść.
    Można twierdzić że Jarre nie zaryzykował i zduplikował poprzednią formułę ale wiele tam nowych elementów. Nastroje na niej zawarte są jakby mniej porażające jak to było na Oxygene - mroczne i mniej uduchowione - prawdopodobnie gdyby ukazała się jako preludium przed Tlenem jej sukces byłby dużo mniejszy - jako kontynuacja znalazła szeroki poklask - co nie znaczy że płyta jest zła - o nie - to majstersztyk.

    Dariusz Długołęcki


    Wspaniały album! Nawiązujący do poprzedniego krążka twórcy. Equinoxe jest bardziej przyziemny. Nie znaczy to jednak, że pozbawiony jest tajemnicy. Ma niepowtarzalny klimat. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie Band in the rain kończące Equinoxe7. Słuchacz tego albumu na pewno się nie znudzi ani przez moment. Często lubię słuchać Jarre'a wieczorem, choć to tylko moja opinia. Jest to jednak album porównywalny z Oxygene. Myśle, że te dwa krążki są najlepszymi dziełami w historii muzyki elektronicznej. Jak do tej pory nie znalazłem bardziej perfekcyjnych płyt z El-muzą.

    Bartek


    Muzyka z tej płyty, jak i opisywane przez nią zjawisko, jest czymś rzadkim i niezwykłym w swoim rodzaju. Mimo dość dużego podobieństwa do swej poprzedniczki Oxygene płyta ta nie traci na świeżości pomysłów, a przede wszystkim na oryginalności zaprezentowanych utworów. Jean Michel Jarre poprzez Oxygene, Equinoxe i późniejszą Magnetic Fields stworzył swój własny, niepowtarzalny styl, który do dziś fascynuje wielu słuchaczy na całym świecie. Equinoxe jest dość wyraźnym przykładem zafascynowania kompozytora różnego rodzaju dźwiękowymi "bajerami". Szalejące wichry, odgłosy burzy, świergot ptaków i zlewające się plany dźwiękowe upiększają i urozmaicają jego muzykę, a nie przesycają ją natrętnie jazgoczącymi dźwiękami (jak ma to miejsce u wielu innych muzyków).
    Z całej suity na szczególną uwagę zasługują trzy pierwsze jej części osnute kosmiczną tajemnicą, pozostałe to już bardziej zdynamizowane ale podtrzymujące wcześniejsze wątki muzyczne pejzaże (warto przypomnieć, że pochodzą stąd dwa "przeboje": Equinoxe IV i Equinoxe V). W ostatnich latach dokonania Jarre'a zbliżyły się do tzw. techno-popu (nie mylić z techno!), ale nie wolno zapominać, że są w jego dorobku płyty, które z całą pewnością nawiązują do SBSME (skrótu chyba nie muszę tłumaczyć).

    Wojciech Suchan

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    16,24 EUR