Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Vangelis

(46 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Vangelis | Themes

    Vangelis | Themes


    Muzyka Vangelisa niemal od samego początku miała predyspozycje do tego, by zaistnieć na dużym ekranie. Grecki mistrz dzięki właśnie tym niezapomnianym ścieżkom do filmów, ma zapewnione miejsce wśród najwybitniejszych. Kompilacja Themes to nic innego jak wybór tych filmowych motywów, napisanych przez Greka. Na pierwszy ogień idzie muzyka ze słynnego filmu Ridleya Scotta Blade Runner. Po dziś dzień uchodzi on za najwybitniejsze dzieło gatunku. Stawiający fundamentalne pytania filozoficzne: kim jesteśmy i dokąd zmierzamy? Jednocześnie badający granice między tym co sztuczne a tym co prawdziwe. Znakomita muzyka Vangelisa, tylko podnosi niesamowitą siłę tego obrazu. Dalej mamy fragmenty muzyki do takich filmów jak Missing i Bunt na Bounty. To kolejna dawka muzyki głęboko zapadającej w pamięć. Vangelis ma po prostu ten dar że właśnie muzyką, niezwykle plastyczną i piękną, potrafi przykuć do fotela. A ta idealnie współ igra z obrazem, podkreślając jego wymowę. Na finał tej płyty mamy słynne Chariots Of Fire. To chyba najbardziej charakterystyczny i rozpoznawalny motyw skomponowany przez Vangelisa. Na tyle słynny iż nawet osoby mało słuchające muzyki, potrafią bez trudu rozszyfrować jego twórcę. Elektroniczne pasaże i niezapomniana melodia wygrywana na fortepianie. No i przesłanie filmu, gdzie sport i rywalizacja stają się metaforą do znoszenia uprzedzeń rasowych. Filmowy Vangelis w pigułce, aż trudno się oprzeć by nie posłuchać tej płyty.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,92 EUR
  • Vangelis | Chariots of Fire

    Vangelis | Chariots of Fire

    Good price
    Rydwany Ognia (1981) napisane przezy

    Colina Wellanda

    i wyreżyserowane przez

    Hugha Hudsona

    oparto na prawdziwych wydarzeniach; przygotowaniach brytyjskich biegaczy do letniej olimpiady w 1924 roku. Pierwotnie filmowcy zdecydowali, że muzyka będzie odniesieniem do epoki w której dział się film i wykorzysta się melodie z lat dwudziestych . Ale reżyser

    Hugh Hudson

    chciał móc pracować nad muzyką z 'żywym' kompozytorem . W 1980 roku współpracował przy kręceniu reklamówki samochodu Fiat Strada z niejakim

    Vangelisem

    , który zaaranżował tam na nowo jako melodię fragment Wesela Figara

    Rossiniego

    .

    Hudsonowi

    podobały się też utwory z płyty Opera Sauvage, które chciał nawet wykorzystać w filmie. Ściągnięcie

    Vangelisa

    do realizacji filmu w jego wczesnym stadium było bardzo znaczące.

    Vangelis

    będący zarówno kompozytorem, aranżerem i wykonawcą mógł zastąpić całą orkiestrę swymi keyboardami a zarazem błyskawicznie zmieniać, adaptować swoją muzykę aby uzupełniała się z nastrojami filmu. Na wczesnym etapie muzyka

    Vangelisa

    była używana jako robocze tracki do chwili kiedy film miał być montowany. Wymogi muzyki filmowej słychać choćby przy ilustracji treningów Abrahama. Kiedy syntezatorowe zawijasy towarzyszą jako wspaniały akompaniament krokom Harolda, nagle zostają wyciszone i oddalone na drugi plan by można słyszeć dialogi.
    Producent David Puttnam nie przykładał do niej aż takiego znaczenia, lecz kiedy nowy, pulsujący temat Titles połączono z obrazem biegaczy na plaży nic nie mogło zaprzeczyć nastrojowi który został stworzony. Twórcy obrazu oniemieli kiedy

    Vangelis

    przedstawił kolejne melodie towarzyszące tej historii.

    David Puttnam

    stwierdził potem: gdyby wyodrębnić pojedyńczy bardzo ważny element rzutujący na wartość tego filmu to byłaby to muzyka. Scenarzysta filmu Colin Weland zaś dodaje: w 40 procentach do sukcesu filmu przyczyniła się muzyka.... Przypomnę tylko, że film był nominowany do 7 Oskarów a otrzymał 4 statuetki w tym dla najlepszego filmu i najlepszej muzyki. Nikt poza

    Vangelisem

    ze świata el muzyki nie otrzymał tej nagrody do dziś... Na pewno zainteresowanie tym filmem głównie podtrzymuje muzyka

    Vangelisa

    ! Chariots of Fire jako film bez niej byłby tylko dziełem dzięki niej zyskuje inny metafizyczny, poruszający serce wymiar arcydzieła.

    Vangelis

    doskonale uchwycił w swych kompozycjach nadzieje i marzenia ówczesnej generacji młodzieży. Ta muzyka wyraża człowieczeństwo w jego wzorcowym znaczeniu i te wszystkie szlachetne cechy, które dziś są tak niemodne - odwagę, poddawanie się zasadom fair play, wiarę w czyste współzawodnictwo, determinację. Ścieżka dźwiękowa znakomicie uwypukla wizję prostych, nostalgicznie pojmowanych czasów , kiedy kilku młodych ludzi używało życia i biegało dla chwały czystości sportu.
    Kiedy ten soundtrack ukazał się był unikatem. Rzadkie i ekstrawagancje było używanie muzyki syntezatorowej w filmach. Pojawiały się keyboardy głównie w filmach ciążących ku SF .

    Vangelis

    przetarł muzyce elektronicznej drogę do kariery w X muzie. Muzyka ta zdobyła sobie aplauz ze względu na proste, ładne melodie i sposób w jaki

    Vangelis

    używał syntezatorów do orkiestracji które dawały poczucie że to nie jeden człowiek wygrywa te kompozycje ale cała orkiestra symfoniczna. Otwierający płytę Titles, to niezapomniany standard, który stał się jedną z najpopularniejszych melodii wszechczasów na miarę tytułowych tematów ze Stars Wars czy Różowej Pantery. Nadal robi niesamowite wrażenie. Pulsujący dźwięk syntezatora, na tle którego pojawia się czyste, na swój sposób szlachetne brzmienie wygenerowanego tzw. francuskiego rogu nagle wspartego ścianą dźwięków z fortepianu i instrumentów perkusyjnych. Przypływy i odpływy syntezatorowego podkładu i w końcu porażająco piękna solówka na fortepianie plus orkiestracje. Ten utwór wzbudza emocje do dziś - prawie pompatyczny, ale nie kiczowaty, bardzo wzniosły , określający znakomicie opowieść filmu, czyli sport jako ideę czystej, nieskalanej złem rywalizacji. Znakomicie uchwycił wszystkie emocje towarzyszące filmowi, wzmagając je a nawet tworząc obywającą się bez obrazu wspaniałą symfoniczno elektroniczną fantazję. Temat tytułowy można też rozpatrywać jako opowieść o sprincie w zwolnionym tempie. Początek to napięte mięśnie w blokach, eksplozja muzyki to start, fale syntezatora to ciężki oddech a melodia fortepianu to czysty fizyczny wysiłek towarzyszący dystansowi biegu, który w końcówce jest wielokrotnie powtórzony z wyraźnym zejściem w dół - to meta i wytracanie pędu ciała.
    Five Circles mistyczny, tajemniczy utwór gdzie powolne wietrzne pasaże syntezatorowe kierują nas ku kontemplacji . Five Circles sugeruje spokój wewnętrzny połączony z duchowością. Powolny nastrojowy temat, zgrupowany w na dwóch nutach, wyraża osobowość Abrahama, tak jak ten był cichy i metodyczny w przygotowaniach do wyścigu tak i utwór jest ascetyczny w wyrazie, mający w sobie coś z pieśni kościelnych, przez co bardzo piękny .
    Abraham's Theme - stonowany i w formie i wyrazie - minimalizm oddaje naturę i osobowość Abrahama. Dźwięk dzwonków brzmi prawie smutno ale bliżej mu do wyciszenia towarzyszącego refleksji uzyskanej głownie dzięki brzmieniom Fender Rhodesa. Eric's Theme - Pełen gracji - przejrzysta intensywność brzmienia pulsujących dźwięków basu, bębnów i cymbałek. Ten splendor i przepych kompozycji odzwierciedlają charakter Erica. Brzmienie jest lżejsze i odnosi się do muzyki szkockiej z odrobiną religijności określający ducha charakteru biegającego dla boskiej przyjemności. Muzyka jest wysmakowanie zaaranżowana i jest jednym z najlepszych przykładów jak

    Vangelis

    kreuje duże orkiestrowe brzmienie przez kombinację syntezatorów z akustyką instrumentów perkusyjnych. Mamy więc olbrzymie crescendo, ulegające modulacji , które w końcu zastępuje kolejne potężne crescendo.
    100 Meters - Znowu w zwolnionym jakby tempie mamy całą gamę dźwięków brzmiących niczym kosmiczne misterium - jakby zadawano pytanie dla kogo biegam? Brzmi prawie jak wycinek Beaubourg. Abstrakcyjna muzyka uchwyciła wysiłek biegaczy i ich przygotowania do wyścigu jak i pełnię chwały igrzysk. Utwór przechodzi płynnie w chorałową orkiestrację Jerusalem w jej tradycyjnym brzmieniu odpowiadając jakby na pytanie ze 100 Meters. Utwór ten miał wielkie znaczenie dla historii Harrego Abrahamsa w filmie dlatego to powód że ta kompozycja znalazła się na soundtracku . Jest to hymn anglikański skomponowany przez

    Sir Charles'a Huberta Parry

    (1848-1918) wykorzystujący jako tekst poemat

    Williama Blake'a

    , The New Jerusalem, gdzie w tekście pojawia się rydwan ognia użyty do zatytułowania filmu. Utwór uzyskał jedynie delikatny, nienarzucający się syntezatorowy podkład.
    Strona B wersji winylowej a w wersji cd utwór ostatni to epicka ponad 20 minutowa suita, majestatyczne zwieńczenie krążka. Eteryczny, delikatny utwór z momentami pełnymi mocy prawie hymnowymi rytmami - pełna gracji i majestatu kombinacja echa z fortepianu i keyboardów. Fortepianowe palcówki z poszumem syntezatorowych wiatrów przygotowują słuchacza do kolejnych przywołań elementów z wcześniejszych utworów. To swoista keyboardowa symfonia z manipulowanym rytmem, dziwnymi syntezatorowymi brzmieniami w podkładzie przechodząca w żywsze, szybsze tempo - z marszu przechodzimy w bieg by znowu zwolnić i zadumać się. Efekty echa, wiatru, spadających lopów dają wrażenie obcowania z kruchym, ulotnym przywołaniem czegoś z przeszłości - czegoś co już nie wróci.
    Chariots of Fire to znak firmowy symfonicznej muzyki elektronicznej i muzyki filmowej wykorzystującej el. Swoista ikona stylu

    Vangelisa

    zaowocowała doskonałym mariażem muzyki i obrazu. Uchwycił heroizm, wspaniałość i fizyczny ból biegów . Zawieszony pomiędzy pracą orkiestrową a elektronicznym nastrojem stał się arcydziełem temperowanym przez psychologiczne tematy filmu. Jakie by nie były opinie ta ścieżka dźwiękowa katapultowała

    Vangelisa

    na szczyty popularności i od tej pory był często zapraszany jako kompozytor do zilustrowania kolejnych filmów. Co ważne, głównie wartościowych (Zaginiony, Blade Runner) lub do takiej rangi aspirujących, które okazały się dopiero na ekranie artystyczną porażką (Aleksander). Ta muzyka brzmi naprawdę magicznie i marzycielsko. Sposób kreowania nastrojowych melodii to głęboki wyraz jego talentu .

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    5,77 EUR
  • Vangelis | Voices

    Vangelis | Voices

    Bestseller
    Tą piękną i urozmaiconą płyta

    Vangelis

    udowadnia, iż ma jeszcze sporo do powiedzenia nie tylko w wypracowanej przez siebie formule, ale także w projektach nietypowch, bardziej eksperymentalnych, wykorzystujących jako kolejny istrument również ludzki głos. Głosów mamy – jak już sugeruje tytuł – na Voices bardzo dużo, począwszy od optymistycznych, podniosłych chórów, wykorzystywanych przez greckiego artystę już parokrotnie wcześniej, kończąc zaś na niemalże intymnych wypowiedziach wplecionych w łagodną, oniryczną muzykę. Tytułowy utwór cechuje podobny nastrój podniosłości, przygody i optymizmu, co hymn Conquest of Paradise – podobnie stopniowane tu jest napięcie, podobne nieco są aranżacja i sposób rozwijania kompozycji. Echoes to "ambientalna", malarsko sugestywna, pełna przestrzeni i sennej fantazji parafraza tematów Voices. Kolejny utwór to prawdziwy klejnot: niezwykła, nocna ballada utrzymana w nastroju obrazów prerafaelitów Come to me w wykonaniu

    Caroline Lavelle

    . Głos Lavelle łączy w niepowtarzalny sposób coś z brzmienia

    Enyi

    i coś z narracyjnej zagadkowości

    Laurie Anderson

    . Po krótkim P.S. otrzymujemy kolejny zaskakujący utwór, kolejne intymne zwierzenie – spacer po onirycznej kwiecistej łące ze Stiną Nordenstam, ukazującej nam świat widziany oczami dziecka z innej planety. Druga część albumu jest za sprawą wszystkich perełek ze strony pierwszej bardziej stonowana i konwencjonalna, ale nadal mnóstwo tutaj piękna, zadumy i symbolistyczno-impresjonistycznych harmonii. Szczególnie interesujące jest nostalgiczne Still, My Heart: smutne, skromne, przywołujące nastrój La petite fille de la mer z albumu L’apocalypse des animaux, oraz freskowe, mirażowe Messages z powracającymi zamglonymi partiami chóru. Kolejny znakomity album

    Vangelisa

    .

    Igor Wróblewski



    Rzadko kiedy jakiemuś twórcy muzyki elektronicznej, który na swojej płycie zamieszcza piosenki, udaje się mnie do nich przekonać. "Staruszkowi"

    Vangelisowi

    to się udało. Po wysłuchaniu Voices radykalnie zmieniłem pogląd na pewną sprawę. Do niedawna śpiew i co bardziej wyraziste słowa w el-muzyce działały na mnie jak płachta na byka. Jednak na tej płycie śpiew dosłownie mnie zaczarował, zwłaszcza w utworze Come to Me. Nie znam

    Caroline Lavelle

    , która użyczyła w nim głosu, ale już ją lubię!
    Po wysłuchaniu Come to Me myślałem, że już nic nie jest w stanie mnie "dobić", oczywiście aż do momentu, gdy usłyszałem Ask the Mountains. "Siedziałem wmurowany jakieś dwie minuty , aż oranżada polała mi się na buty". Panią, która uczyniła ze mnie niewolnika jej głosu (czy to do końca jej głos?) jest

    Stine Nordenstam

    - ją już kocham!
    Utwór tytułowy przypomina budową i brzmieniem muzykę z płyty 1492 - Conquest of Paradise. Rozmach tego utworu - cały

    Vangelis

    !
    Echoes. Doprawdy nie wiem po co ludziom narkotyki, skoro mamy coś takiego. Kompletny odjazd! Trudno po wysłuchaniu Echoes powrócić na ziemię. Ciekawą sprawą na tej płycie jest także śpiew

    Poula Younga

    w utworze Lossing Sleep. Przepraszam za "wybitną niechronologię", oraz pominięcie niektórych kompozycji, co w żadnej mierze nie umniejsza ich wspaniałości. Moim zamierzeniem było jednak w tym konkretnym przypadku zwrócenie uwagi na piosenki. Wszystkie zawarte na płycie utwory są naprawdę godne uwagi i utrzymane w podobnym klimacie. Mam nadzieję, że moja recenzja zachęci wszystkich do nabycia tej płyty. Zresztą, który z fanów el-muzyki odmówiłby sobie zakupu takiego wydawnictwa. To już 34 płyta genialnego kompozytora. Ludzie przecież to

    Vangelis

    .
    P.S. Na pochwałę zasługuje także graficzna strona płyty. Okładka naprawdę do mnie przemawia. Delikatna pofałdowana powierzchnia wody - wewnętrzny spokój, ukojenie, spójność - wszystko co dobre. Woda to czystość.
    Gorąco polecam. Na tym kończę, gdyż najlepiej ocenić płytę po jej wysłuchaniu.

    Kacper Olejnik



    Coś dla koneserów
    Wielbiciele

    Vangelisa

    powinni być zadowoleni z jego nowej płyty. Styl, który określiłbym mianem monumentalnego, jest znany wielu fanom el-muzyki. Wszystkie kompozycje umieszczone na krążku są utrzymane w spokojnej tonacji, wyjątek stanowi pierwszy utwór, wręcz "porażający" ewentualnego słuchacza swoim nastrojem. Mimo swej odmienności nie sprawia wrażenia "doklejki". Staje się raczej ozdobą krążka. Głosy towarzyszące większości kompozycji nie zmieniają el-muzycznego charakteru płyty. Nie uświadczymy tutaj lekkich piosenek ale prawdziwe pieśni, które tworzą swoisty niezapomniany nastrój. Cóż można napisać na zakończenie? Tej płyty słucha się z przyjemnością, choć momentami można popaść w nostalgię. Ale czyż tak nie miało być?

    El-Skwarka



    Kiedy wychodzi nowa płyta

    Vangelisa

    , można się spodziewać sporej dawki ciekawej i dobrej muzyki. Tym razem kompozytor także nie zawiódł swoich fanów, proponując muzykę w stylu ciepłych pastelowych kompozycji

    Kitaro

    , ale czy do końca? Chyba nie,

    Vangelis

    przedstawił akurat taką muzykę w takich kolorach, mając na uwadze poprzednią płytę Conquest of Paradise. Trzeba przyznać, że niektóre utwory Voices są utrzymane w konwencji poprzedniej płyty, ale nie do końca. Każdy kompozytor wydając nową muzykę, w jakimś stopniu próbuje nawiązac w niej do swoich poprzednich dokonań. Ale on idzie dalej do przodu, poszukując nowych rozwiązań w nowych utworach. Tytułowy utwór to kolejny popis znakomitej współpracy

    Vangelisa

    z chórem. Tak jak w przypadku tytułowego Conquest... i tutaj połączone syntezatory z chórem dają temu utworowi pełen dynamizm i wielobarwne odcienie nastroju. Później jednak kompozytor umieszcza ten sam utwór jakby w podwodnej przestrzeni. Po nieco surowszych dźwiękach przychodzi czas na ciepłe dźwięki harfy i delikatny głos

    Caroline Lavelle

    .
    Dźwięki harfy kojarzą się nam z podwodnymi krajobrazami, a głos Caroline, to jakby głos syreny, która próbuje zauroczyć marynarza swoim śpiewem, przez co utwór pozostaje w klimatach Echoes. Już tak na zakończenie w utworze P.S. kompozytor oddala się od głównego wątku, który był utrzymany w poprzednich utworach.
    Kolejna kompozycja Ask the... przypomina mi muzykę

    A. Badalamenti

    do filmu Twin Peaks. Ile razy słucham akurat tego utworu, od razu przypomina mi się ten film, ta muzyka, ten kompozytor. W kompozycji Prelude bardzo wyraźnie słychać powrót do Conquest..., przez co ten utwór wydaje się takim wspaniałym.

    Paul Young

    i Losing Sleep to kolejny utwór, w nim

    Young

    pokazał pokazał klasę nie gorszą od Come to Me czy Ask the Mountains. Kompozycja Messages to na wskroś etniczny utwór, ma swój koloryt. A już na zakończenie płyty kompozytor umieścił Dream in an Open Place. Przy tym utworze pokusiłbym się o porównanie do płyty The City i utworu Dawn, te dwie kompozycje łączą łagodne dźwięki trąbki i fortepianu, co może oznaczać, że Dream in... to coś więcej niż tylko przypomnienie tematu z poprzedniej płyty i coś więcej niż tylko zakończenie Voices.
    Moje podsumowanie.
    Po nieco dłuższej przerwie,

    Vangelis

    wydał swoją kolejną z rzędu płytę. Po przesłuchaniu pierwszy raz, był kolejny raz, itd. Muzyka ta przypadła mi do serca, gdyż utwory zawarte są w klimatach, w których lubię przebywać, w ciepłych, pastelowych, w których także tworzy

    Kitaro

    . Zatem pytanie: czy Voices ma odzwierciedlenie w muzyce

    Kitaro

    ? Z jednej strony tak z drugiej nie, ale to już indywidualna sprawa i gust słuchacza. Miłego słuchania.

    Michał K.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,01 EUR
  • Vangelis | Antarctica

    Vangelis | Antarctica


    Płyta z muzyką do filmu Antarctica oryginalnie ukazała się w 1983r, jednak wówczas dostępna była tylko w Japonii. Z racji zaporowych cen na japońskie produkty, płyta była bardzo droga i niezbyt znana. Dopiero w 1988r firma Polydor wydała nielimitowaną edycję na cały świat. Film który reżyserował Koreyoshi Kurahara opowiada autentyczną historię. Jej bohaterami jest japońska ekspedycja polarna, która w 1958r z racji ekstremalnej aury zmuszona została do opuszczenia swego stanowiska. Drugimi cichymi bohaterami są psy, używane do zaprzęgów. Japończycy musieli porzucić sporą część z pośród 20 psów. Po 6 miesiącach walki o przetrwanie, przeżyły tylko 2 psy. Film okazał się w Japonii niesamowitym sukcesem kasowym, a muzyka skomponowana przez Vangelisa miała w tym swój mały udział. Otwierający ją z lekka orientalny motyw Theme From Antarctica powraca w kolejnych odsłonach tej płyty co jakiś czas. Vangelis stworzył przejmujące dzieło, chcąc oddać dramatyzm całej sytuacji, ale pokazać też wolę walki i przeżycia na tej nieludzkiej ziemi. Piękna muzyka utkana z orientalnych brzmień, elektroniki, na swój sposób odbija kulturę Japonii ale stara się też opisać niesamowite krajobrazy tego kontynentu. Sama w sobie oddaje poczucie izolacji człowieka w tym ekstremalnym środowisku. Z racji wydania tej płyty już bez limitów przez wytwórnię Polygram, można w pełni docenić walory dźwiękowe tego dzieła. Nic dziwnego, że Vangelis uchodzi za specjalistę od dźwiękowych ścieżek.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Vangelis | Oceanic

    Vangelis | Oceanic

    Good price

    Po cudownej płycie Voices przyszedł czas na Oceanic. Kupując tę drugą obawiałem się czy oby Vangelis nieco nie przesadził z tą nadproduktywnością. Dopiero co zachwycałem się "głosami", a tu już druga płyta? Pojawienie się jej było dla mnie sporym zaskoczeniem. Już pierwsze minuty tej muzyki przekonały mnie jednak, że moje obawy były nie słuszne. Oceanic to dzieło przemyślane i dopracowane. Tej płyty się nie słucha, ją się po prostu chłonie. Najnowsze dzieło Vangelisa to podróż po głębinach, podwodna muzyczna opowieść. Rozpoczyna Bon Voyage - krótki utwór stanowiący wprowadzenie, a może raczej zaproszenie do tej podróży. Po nim następuje Sirens Whispering i przez prawie osiem minut jesteśmy czarowani głosami syren (rzecz jasna nie alarmowych), ten kawałek to naprawdę coś. W Memories Of Blue pobrzmiewają dalekie echa utworu Memories Of Green z płyty See You Later - ciekawy utwór z pianinem w roli głównej. Najbardziej jednak zachwycił mnie Aquatic Dance, moim zdaniem prawdziwa, muzyczna rewelacja. To jeden z tych kawałków, którego słucha się bez przerwy, dopóki nie obrzydnie. Wtedy następuje dość długa przerwa, aż do momentu, gdy okładka na płycie przypadkiem wpada nam w oko i wszystko zaczyna się od nowa. Do przyjemniejszych kawałków na płycie należą Fields Of Coral, Song Of The Seas oraz Spanish Harbour z ciekawym hiszpańskim motywem.
    Mogłoby się wydawać, że twórca, który ma na swoim koncie tyle srebrnych krążków powinien się powoli "wypalać". Z Vangelisem jest zupełnie odwrotnie - "chłopak" dopiero się rozkręca! Zapas inwencji twórczej naprawdę do pozazdroszczenia. Podsumowując: Vangelisowi udało się stworzyć dzieło niesamowite, przemyślane, a co najważniejsze ciekawe. Ostatnie płyty dowodzą, że twórca ten jeszcze długo będzie nas czarował swoją muzyką, bez straty na jej jakości chociażby wydawał płyty co miesiąc....

    Kacper Olejnik


    Z muzyką Vangelisa obcuję już od kilkunastu lat. Kolejne płyty (baczność!) mistrza (spocznij!) potwierdzają, że jest on artystą poszukującym, lecz jednocześnie umiejętnie wykorzystującym swe dotychczasowe osiągnięcia. Dzięki takiemu podejściu, jego kolejne albumy niosą w sobie echa kompozycji z poprzednich płyt, będące jednakże tylko pretekstem do zaprezentowania czegoś nowego, do pokazania danego tematu w trochę innym ujęciu. Tak było w przypadku Voices i tak jest obecnie. Dzięki Oceanic pozostajemy w kręgu morskich podróży, przygód pod żaglami pełnomorskich jachtów zapoczątkowanych w Conquest of Paradise i Voices.
    Płyta zawiera ciepłą, bogato zaaranżowaną muzykę ilustracyjną w dużym stopniu pobudzającą wyobraźnię. Co prawda fani nastrojowego wokalu znanego z Loosing Sleep czy Ask the Mountains mogą czuć się trochę zawiedzeni, gdyż poza tajemniczymi, kuszącymi zawodzeniami syren Sirens' Whispering", głosu na płycie nie uświadczą. Jednakże atrakcje w postaci rytmicznego Spanish Harbor, porywających, koronkowych dźwięków sekwencera imitującego falowanie morskiej toni Fields of Coral oraz nostalgicznego brzmienia fortepianu z Dreams Of Surf czy Memories of Blue ani na chwilę nie pozwolą odpocząć rozbudzonej wyobraźni.
    Podsumowując - nic dodać, nic ująć. Kolejna płyta Vangelisa bardzo przypadła mi do gustu. Z pewnością będę po nią sięgał jeszcze wiele razy, do czego zachęcam również innych.

    PP

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    6,15 EUR
  • Vangelis | The Dragon - Hypothesis

    Vangelis | The Dragon - Hypothesis

    Kompozycja tytułowa z albumu The Dragon właściwie w ogóle nie kojarzy się z tak samo zatytułowaną miniaturą umieszczoną przez Vangelisa na albumie China pod koniec lat siedemdziesiątych; to piętnastominutowa suita oparta na chrzęszczącym, ozdabianym rozmaitymi nieregularnościami rytmie, grzechocząca chwytliwym riffem gitarowo-skrzypcowym, podszyta gęstym akompaniamentem elektrycznych organów. Z muzyki co jakiś czas wyłania się zgrzytliwa, przekorna solówka gitarowa, prowadząca ku dalszym meandrom cielska muzycznego smoka. Ten utwór trudno porównać z innymi dziełami samego Vangelisa - za to aż prosi się o skojarzenie ze stylistyką takich grup jak Yes, Procol Harum czy Emerson, Lake & Palmer w chwilach najbardziej twórczych i zadziornych improwizacji. W tej muzyce w pomysłowy i niepowtarzalny sposób stapiają się elementy orientalne i art-rockowe, surrealne i awangardowo-jazzowe. Pozostałe kompozycje z płyty The Dragon mają swój wspólny mianownik już w tytule: obie impresje poświęcone są faszerowanym warzywom. Na początek słuchamy znakomitej, eterycznej kompozycji Stuffed Aubergine, w której na tle szemrzących, kojących akordów gitarowych miękko osiadają wibrafonowe pyłki, snujące atrakcyjną, jazzującą pastelową melodię, raz po raz podkolorowywana intensywniejszymi barwami dysonansujących półtonów. Jest to moim zdaniem jedna z najciekawszych kompozycji Vangelisa w całej jego dyskografii; ciekawe, że są tu pasaże, które o lata świetlne wyprzedzają francuski projekt Air i jego oniryczne, elektroniczno-swingujące impresje, zapowiadając dokładnie jego styl! Stuffed Tomato rozpoczyna się motywem twardej gitary akustycznej, przechodzi przez bluesowo-jazzującą fazę i dochodzi do pasażu z udziałem sekcji rytmicznej, brzmiącego znów jak w najlepszych czasach rocka progresywnego spod znaku Yes.

    Płyta Hypothesis jest dla miłośników muzyki Vangelisa kąskiem chyba jeszcze smakowitszym niż album The Dragon. Tu rzeczywiście bardzo niewiele już mamy motywów, które skojarzyć by się mogły z późniejszą twórczością greckiego artysty. Na dobrą sprawę jest to płyta z przegródki "jazz", a nie "elektronika", nie tylko za sprawą instrumentarium, ale przede wszystkim za sprawą budowania kompozycji, łączenia wątków i nadawania im nastroju. Niektóre organowo-wokalne unisona kojarzyć się mogą z nader odkrywczą płytą Roberta Wyatta The End of an Ear, wiele improwizacji skrzypcowych, gitarowych i klawiszowych mogłoby wywołać rumieńce u uznanych wykonawców jazzowych. Wątki, wydające się składać na zupełnie swobodnie płynącą surrealistyczną opowieść układają się w coraz bardziej harmonijną całość dopiero przy którymś przesłuchaniu z rzędu. W tych pokładach turbulencyjnych smug klawiszowego dymu, zardzewiałych śrubek, nakrętek i trybików perksusyjnych szelestów, płomieni gitar i pachnących świeżą ziemią znaków zapytania rozsiewanych przez splatające się w dialogach nietypowe instrumenty słuchacz może się przy pierwszym kontakcie z płytą pogubić - ale na pewno pogubi się z wypiekami zadowolenia na twarzy. Jest to jedna z tych płyt, na których z każdym przesłuchaniem odkryje się coś zupełnie nowego i niespodziewanego – pozwala też puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie, jak mogłaby brzmieć grupa Yes, gdyby do jej składu został jednak - jak miało to zresztą przecież być - dokooptowany Vangelis…

    I. W.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    13,78 EUR