Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Vangelis

(46 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Vangelis | Beauborg (remaster 2013)

    Vangelis | Beauborg (remaster 2013)


    Upiornie zdeformowane bicie elektronicznych dzwonów zaczyna tę płytę pełną niespodzianek i brzmieniowych dygresji. Muzyka ze świstem i szczękiem przemieszcza się z jednego głośnika do drugiego, po czym następuje krótka chwila uspokojenia i zamyślenia - z tej niecodziennej, awangardowej introdukcji wyłania się pierwszy motyw znany słuchaczom którzy sięgnęli przed poznaniem całej płyty Beaubourg po składankę The Best Of Vangelis. Kompozytor i odtwórca w jednej osobie odkorkowuje opalizującą butlę pełną świszczących, iskrzących brzmień, które natychmiast rozsypują się po całym uniwersum. Wszelkie szumy i niezidentyfikowane notacyjnie brzmienia łączone są atrakcyjnymi pasażami opartymi na wyszukanych skalach, w których nawet spiętrzenie czterotonowych interwałów nie jest dysonansem. Następujące po sobie obrazki mają bardzo różny nastrój - po natarczywym, agresywnym rytmicznie pasażu znienacka pojawia się na przykład zamglona impresja zbudowana na stojącym, falującym lekko akordzie, z którego wyłaniają się wcale klarowne syntezatorowe znaki zapytania, myślniki i kropki.
    Pierwsza część okazuje się na dodatek całkiem spójnie zorganizowaną konstrukcją w porównaniu z częścią drugą - tam brzmienia stają się jeszcze bardziej mroczne, jeszcze bardziej postrzępione, a okresy ciszy lub modulowania określonego tonu trwają dłużej. Momentami naprawdę blisko już tej muzyce do brzmienia jakie zaproponował Karlheinz Stockhausen choćby na płycie Aus den sieben Tagen - jednak słuchacz wciąż nie traci poczucia rzeczywistości i jest w stanie pamiętać nawet przy najbardziej eksperymentalnych epizodach, iż ma do czynienia z nagraniami Vangelisa. Słuchanie tej płyty staje się wręcz kapitalną rozrywką, jeśli dobrze zna się parę wcześniejszych i kilka późniejszych płyt artysty - ucho z zaciekawieniem wyławia wszelkie tony, które przypominają o dokonaniach z okresu bezpośrednio poprzedzającego lub wyprzedzającego sesję nagraniową Beaubourg; słychać przeciągające się tony niczym z Bacchanale (Heaven And Hell, 1974), brzmienia perkusyjne wybrzmiewające wykręconymi turbulencyjnie smużkami syntezatorowego dymu jak w utworze Aries (również z Heaven And Hell), efekty dźwiękowe naśladujące być może nagły spadek energii jak we fragmencie utworu Yin And Yang (China, 1979)… Wszystkie te elementy ukazane zostają nagle w nowym świetle, odbite w krzywym zwierciadle, z ogromnym poczuciem humoru i wielką fantazją zostają splecione w zupełnie nową układankę, którą można cieszyć się bez końca, tak wiele elementów odsłoni swoje prawdziwe znaczenie i ostateczne położenie w trakcie kolejnych dziesiątek i setek przesłuchań. Muzyka stworzona na Beaubourg jest niezwykle sugestywna i malarska, a efekt ten został spotęgowany - może nieco paradoksalnie - właśnie przez dezintegrację struktury "typowej" kompozycji i domieszanie mnóstwa dysonansów oraz niemuzycznych znaków interpunkcyjnych… Tym dziwniejsze i ciekawsze okazują się odmalowane tymi brzmieniami obrazy; nie są to już malowidła Rembrandta ani dawnych mistrzów japońskich, może raczej impresje Hartleya, Kandinsky'ego, a w najbardziej czytelnie brzmiących pasażach - Magritte'a? Może słuchacz ma okazję pobudzić u siebie podobny stan umysłu, jaki towarzyszył genialnemu fizykowi odkrywającemu nieposądzaną dotąd o istnienie cząstkę elementarną? Ta muzyka nie ma początku ani końca, nie przynosi też ze sobą jednego ciągu skojarzeń ani jednej, logicznie rozwijającej się fabuły (lepiej: fabuły rozwijającej się w myśl tradycyjnej logiki…).
    Niewykluczone, iż płyty tej nie docenią od samego początku słuchacze rozmiłowani w niebiańskich harmoniach i pysznych instrumentacjach, jakimi Vangelis raczył odbiorców na płytach z lat dziewięćdziesiątych - tym bardziej warto jednak po nią jak najszybciej sięgnąć, aby dać sobie nieco czasu na zrozumienie jezyka tych nagrań i przeżycie niebywale interesującej przygody w świecie rozproszonych dźwięków dryfujących przez zamglone bezdroża w stanie nieważkości…
    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,21 EUR
  • Vangelis | Chariots of Fire - the play

    Vangelis | Chariots of Fire - the play

    Chariots Of Fire, to jedna z tych pozycji w dorobku Vangelis, która wywindowała go do stratosfery muzyki popularnej. Mimo iż zaczyn tego dzieła nosi symfoniczno-elektroniczny posmak, to jednak na stałe weszło do kanonu pop kultury. Gdy w 2012r odbywała się Olimpiada w Londynie, grecki mistrz postanowił na nowo zaprezentować światu swe dzieło. Tym razem główne zamierzenie było nieco inne, chodziło o wystawienie inscenizacji teatralnej nawiązującej do samego filmu, jak i rozgrywającej się wówczas londyńskiej Olimpiady. Całości realizacji tego dzieła podjął się sam reżyser oryginalnego obrazu, Hugh Hudson. Całość po raz pierwszy została przedstawiona 9 maja 2012r w Hampstead Theatre w Londynie. 23 czerwca 2012r spektakl przeniesiono na West End. Vangelis na potrzeby całości dograł kilka nowych utwór, które opierają się na motywach znanych z oryginalnej ścieżki. Okazuje się że opowiedziana w filmie historia sportowców, outsiderów Erica Lidella (pobożnego chrześcijanina) oraz Harolda Abrahamsa (syna żydowskich emigrantów z Litwy), ma charakter uniwersalny. To sport okazuje się tym, co niszczy uprzedzenia. To w nim zaczyna się jednoczenie sił w imię czystej walki i honoru. Piękna muzyka Vangelisa tylko pobudza ludzi do tych szlachetnych czynów i nadaje im ponadczasową wymowę.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    18,89 EUR
  • Vangelis | The Collection

    Vangelis | The Collection

    Availability: Only on request | product: 2CD


    19,93 EUR
  • Vangelis | Blade Runner - Trilogy

    Vangelis | Blade Runner - Trilogy

    Specjalne, trzypłytowe wydanie albumu Blade Runner na specjalną okazję dwudziestopięciolecia (w 2007) filmu Ridleya Scotta, obrazu mającego w pewnych kręgach bezdyskusyjnie status filmu kultowego (można napomknąć o tym, jak wiele sampli z dialogów z filmu przewija się przez rozmaite płyty wydawane przez Fax Records...). Pierwszy krążek to oryginalny soundtrack, druga płyta przynosi motywy przewijające się przez film ale wcześniej niepublikowane, ostatnia część ciekawego zestawu to impresje napisane "pod nastrój filmu" specjalnie z okazji wspomnianego jubileuszu. Pierwszej płyty, zatem wznowienia oryginalnej ścieżki, chyba nikomu nie trzeba bliżej przedstawiać - to przede wszystkim jeden z najbardziej udanych albumów Vangelisa, przynoszących dynamiczne mollowe sekwencery End Titles, niezwykły śpiew Demisa Roussosa w Tales of the Future, chwile relaksu w Memories of Green i niezapomnianą żeńską wokalizę Rachel's Song (samplowaną w krótkim fragmencie Dead Cities przez Future Sound of London). Drugi krążek jest na pewno nie mniej kosmiczny niż pierwszy, na dodatek cieszy pojawienie się tutaj także i zdecydowanie "mniej komercyjnych", bliższych ambientowi brzmień (Dr Tyrell's Owl) oraz przestrzeń tak malownicza jak na prawdziwie bezkompromisowej i poszukującej płycie Vangelisa z 1974 r., Albedo 0.39. Bardzo spójny i nieprawdopodobnie atmosferyczny krążek, na którym tylko pozornie jest tyle statyczności i niezmąconego beatami ani partiami wokalnymi spokoju... Trzecia płyta nie ustępuje poprzednim, na dodatek wcale nie słychać, żeby był to jakkolwiek "sztuczny" dodatek przygotowany dużo później, niż oryginalna ścieżka dźwiękowa! Czwarty utwór to prawdziwa rewelacja, jeśli chodzi o sampling i powywijany na wszystkie strony, zdeformowany programming - ten utwór spokojnie mógłby pochodzić z katalogu frankurckiego FAXu... Piąta impresja to swoistego rodzaju future-jazz rodem z nocnej metropolii, zgrabne nawiązanie zarówno do Blade Runnera jak i The City. W ogóle dużo tutaj "nowych brzmień" naleciałości industrialu, breakbeatu i innych ciekawych a przy tym zupełnie niespodziewanych gatunków - a jednak wielki Grek na chwilę nie przestaje być sobą. Trudno mi o tej trylogii nie powiedzieć: "pozycja obowiązkowa", szczególnie ze względu na ogromną ilość niepublikowanego wcześniej oraz premierowego materiału w ramach którego trudno doszukać się spadającego napięcia bądź repetytywności.

    Igor Wróbewski

    Availability: Goods in stock | product: 3CD


    22,14 EUR
  • Vangelis | Chariots of Fire (25th anniversary)

    Vangelis | Chariots of Fire (25th anniversary)

    Rydwany Ognia (1981) napisane przezy Colina Wellanda i wyreżyserowane przez Hugha Hudsona oparto na prawdziwych wydarzeniach; przygotowaniach brytyjskich biegaczy do letniej olimpiady w 1924 roku. Pierwotnie filmowcy zdecydowali, że muzyka będzie odniesieniem do epoki w której dział się film i wykorzysta się melodie z lat dwudziestych . Ale reżyser Hugh Hudson chciał móc pracować nad muzyką z "żywym" kompozytorem . W 1980 roku współpracował przy kręceniu reklamówki samochodu Fiat Strada z niejakim Vangelisem, który zaaranżował tam na nowo jako melodię fragment Wesela Figara Rossiniego. Hudsonowi podobały się też utwory z płyty Opera Sauvage, które chciał nawet wykorzystać w filmie. Ściągnięcie Vangelisa do realizacji filmu w jego wczesnym stadium było bardzo znaczące. Vangelis będący zarówno kompozytorem, aranżerem i wykonawcą mógł zastąpić całą orkiestrę swymi keyboardami a zarazem błyskawicznie zmieniać, adaptować swoją muzykę aby uzupełniała się z nastrojami filmu. Na wczesnym etapie muzyka Vangelisa była używana jako robocze tracki do chwili kiedy film miał być montowany. Wymogi muzyki filmowej słychać choćby przy ilustracji treningów Abrahama. Kiedy syntezatorowe zawijasy towarzyszą jako wspaniały akompaniament krokom Harolda, nagle zostają wyciszone i oddalone na drugi plan by można słyszeć dialogi.
    Producent David Puttnam nie przykładał do niej aż takiego znaczenia, lecz kiedy nowy, pulsujący temat Titles połączono z obrazem biegaczy na plaży nic nie mogło zaprzeczyć nastrojowi który został stworzony. Twórcy obrazu oniemieli kiedy Vangelis przedstawił kolejne melodie towarzyszące tej historii. David Puttnam stwierdził potem: gdyby wyodrębnić pojedyńczy bardzo ważny element rzutujący na wartość tego filmu to byłaby to muzyka. Scenarzysta filmu Colin Weland zaś dodaje: w 40 procentach do sukcesu filmu przyczyniła się muzyka... Przypomnę tylko, że film był nominowany do 7 Oskarów a otrzymał 4 statuetki w tym dla najlepszego filmu i najlepszej muzyki. Nikt poza Vangelisem ze świata el muzyki nie otrzymał tej nagrody do dziś... Na pewno zainteresowanie tym filmem głównie podtrzymuje muzyka Vangelisa! Chariots of Fire jako film bez niej byłby tylko dziełem dzięki niej zyskuje inny metafizyczny, poruszający serce wymiar arcydzieła. Vangelis doskonale uchwycił w swych kompozycjach nadzieje i marzenia ówczesnej generacji młodzieży. Ta muzyka wyraża człowieczeństwo w jego wzorcowym znaczeniu i te wszystkie szlachetne cechy , które dziś są tak niemodne - odwagę, poddawanie się zasadom fair play, wiarę w czyste współzawodnictwo , determinację. Ścieżka dźwiękowa znakomicie uwypukla wizję prostych, nostalgicznie pojmowanych czasów , kiedy kilku młodych ludzi używało życia i biegało dla chwały czystości sportu.
    Kiedy ten soundtrack ukazał się był unikatem. Rzadkie i ekstrawagancje było używanie muzyki syntezatorowej w filmach. Pojawiały się keyboardy głównie w filmach ciążących ku SF . Vangelis przetarł muzyce elektronicznej drogę do kariery w X muzie. Muzyka ta zdobyła sobie aplauz ze względu na proste, ładne melodie i sposób w jaki Vangelis używał syntezatorów do orkiestracji które dawały poczucie że to nie jeden człowiek wygrywa te kompozycje ale cała orkiestra symfoniczna. Otwierający płytę Titles, to niezapomniany standard, który stał się jedną z najpopularniejszych melodii wszechczasów na miarę tytułowych tematów z Stars Wars czy Różowej Pantery. Nadal robi niesamowite wrażenie. Pulsujący dźwięk syntezatora, na tle którego pojawia się czyste, na swój sposób szlachetne brzmienie wygenerowanego tzw. francuskiego rogu nagle wspartego ścianą dźwięków z fortepianu i instrumentów perkusyjnych. Przypływy i odpływy syntezatorowego podkładu i w końcu porażająco piękna solówka na fortepianie plus orkiestracje. Ten utwór wzbudza emocje do dziś - prawie pompatyczny, ale nie kiczowaty, bardzo wzniosły , określający znakomicie opowieść filmu, czyli sport jako ideę czystej, nieskalanej złem rywalizacji. Znakomicie uchwycił wszystkie emocje towarzyszące filmowi, wzmagając je a nawet tworząc obywającą się bez obrazu wspaniałą symfoniczno elektroniczną fantazję. Temat tytułowy można też rozpatrywać jako opowieść o sprincie w zwolnionym tempie. Początek to napięte mięśnie w blokach, eksplozja muzyki to start, fale syntezatora to ciężki oddech a melodia fortepianu to czysty fizyczny wysiłek towarzyszący dystansowi biegu, który w końcówce jest wielokrotnie powtórzony z wyraźnym zejściem w dół - to meta i wytracanie pędu ciała.
    Five Circles mistyczny, tajemniczy utwór gdzie powolne wietrzne pasaże syntezatorowe kierują nas ku kontemplacji . Five Circles sugeruje spokój wewnętrzny połączony z duchowością. Powolny nastrojowy temat, zgrupowany w na dwóch nutach, wyraża osobowość Abrahama, tak jak ten był cichy i metodyczny w przygotowaniach do wyścigu tak i utwór jest ascetyczny w wyrazie, mający w sobie coś z pieśni kościelnych, przez co bardzo piękny .
    Abraham's Theme - stonowany i w formie i wyrazie - minimalizm oddaje naturę i osobowość Abrahama. Dźwięk dzwonków brzmi prawie smutno ale bliżej mu do wyciszenia towarzyszącego refleksji uzyskanej głownie dzięki brzmieniom Fender Rhodesa.
    Eric's Theme Pełen gracji - przejrzysta intensywność brzmienia pulsujących dźwięków basu, bębnów i cymbałek. Ten splendor i przepych kompozycji odzwierciedlają charakter Erica. Brzmienie jest lżejsze i odnosi się do muzyki szkockiej z odrobiną religijności określający ducha charakteru biegającego dla boskiej przyjemności. Muzyka jest wysmakowanie zaaranżowana i jest jednym z najlepszych przykładów jak Vangelis kreuje duże orkiestrowe brzmienie przez kombinację syntezatorów z akustyką instrumentów perkusyjnych. Mamy więc olbrzymie crescendo, ulegające modulacji , które w końcu zastępuje kolejne potężne crescendo.
    100 Meters Znowu w zwolnionym jakby tempie mamy całą gamę dźwięków brzmiących niczym kosmiczne misterium - jakby zadawano pytanie dla kogo biegam? Brzmi prawie jak wycinek Beaubourg. Abstrakcyjna muzyka uchwyciła wysiłek biegaczy i ich przygotowania do wyścigu jak i pełnię chwały igrzysk. Utwór przechodzi płynnie w chorałową orkiestrację Jerusalem w jej tradycyjnym brzmieniu odpowiadając jakby na pytanie z 100 Meters. Utwór ten miał wielkie znaczenie dla historii Harrego Abrahamsa w filmie dlatego to powód że ta kompozycja znalazła się na soundtracku . Jest to hymn anglikański skomponowany przez Sir Charles'a Huberta Parry (1848-1918) wykorzystujący jako tekst poemat Williama Blake'a, The New Jerusalem, gdzie w tekście pojawia się rydwan ognia użyty do zatytułowania filmu. Utwór uzyskał jedynie delikatny, nienarzucający się syntezatorowy podkład.
    Strona B wersji winylowej a w wersji cd utwór ostatni to epicka ponad 20 minutowa suita, majestatyczne zwieńczenie krążka. Eteryczny, delikatny utwór z momentami pełnymi mocy prawie hymnowymi rytmami - pełna gracji i majestatu kombinacja echa z fortepianu i keyboardów. Fortepianowe palcówki z poszumem syntezatorowych wiatrów przygotowują słuchacza do kolejnych przywołań elementów z wcześniejszych utworów. To swoista keyboardowa symfonia z manipulowanym rytmem , dziwnymi syntezatorowymi brzmieniami w podkładzie przechodząca w żywsze, szybsze tempo - z marszu przechodzimy w bieg by znowu zwolnić i zadumać się. Efekty echa, wiatru, spadających lopów dają wrażenie obcowania z kruchym, ulotnym przywołaniem czegoś z przeszłości - czegoś co już nie wróci.
    Chariots of Fire to znak firmowy symfonicznej muzyki elektronicznej i muzyki filmowej wykorzystującej el. Swoista ikona stylu Vangelisa zaowocowała doskonałym mariażem muzyki i obrazu. Uchwycił heroizm, wspaniałość i fizyczny ból biegów . Zawieszony pomiędzy pracą orkiestrową a elektronicznym nastrojem stał się arcydziełem temperowanym przez psychologiczne tematy filmu. Jakie by nie były opinie ta ścieżka dźwiękowa katapultowała Vangelisa na szczyty popularności i od tej pory był często zapraszany jako kompozytor do zilustrowania kolejnych filmów. Co ważne, głównie wartościowych (Zaginiony, Blade Runner) lub do takiej rangi aspirujących, które okazały się dopiero na ekranie artystyczną porażką (Aleksander). Ta muzyka brzmi naprawdę magicznie i marzycielsko. Sposób kreowania nastrojowych melodii to głęboki wyraz jego talentu .

    Dariusz Długołęcki


    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,92 EUR
  • Neuronium, Vangelis | In London

    Neuronium, Vangelis | In London


    Ciekawie rozbudowana, choć nadal skromnych rozmiarów jak na album, odsłona znanego zapewne wiernym miłośnikom el-muzyki singla In London. Tym razem otrzymujemy trzy utwory, spośród których oczywiście ostatni, 20-minutowy, jest najciekawszy. Spotkanie Neuronium i Vangelisa zaowocowało cudownie zamgloną, odrealnioną, przesiąkniętą zapachem deszczu i spalin suitą o niezmiernie sugestywnych walorach ilustracyjnych. Mżąca minimalistyczna sekwencja przebija się przez bure obłoki zawieszonych w ciężkiej szarości akordów, a na pierwszy plan co i rusz wybijają się najrozmaitsze subharmoniczne zygzaki i pulsacje. Ani trochę nie przeszkadza, iż jedyny proponowany na płycie materiał to bardzo nieznacznie różniące się między sobą (praktycznie tylko czasem trwania) wariacje na temat abstrakcyjnego, ponurego motywu zrodzonego gdzieś w szarych zakamarkach Londynu na przełomie nocy i brzasku. Kompletnie oczyszczony z beatów i odwirowany do ociężale wolnego tempa poetycki industrial? Chropawy, kamienny ambient? Programowa suita napisana do nieistniejącego filmu? Po co szufladkować tak wyjątkową muzykę - niechaj Słuchacz po prostu się w nią bez zbędnych dodatkowych instrukcji zagłębi i pozwoli nieść jej asocjacyjnemu, niespiesznemu nurtowi...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    19,07 EUR
  • Vangelis | Mythodea

    Vangelis | Mythodea

    Availability: Goods in stock | product: 1DVD


    9,59 EUR
  • Vangelis | China

    Vangelis | China

    Vangelis

    interesował się starożytną filozofią i kulturą Chin co zmaterializowało się muzycznie na pierwszym wydanym dla Polydoru albumie. Ukazał się on po eksperymentalnym Beauborg który ponoć miał za zadanie zerwanie kontraktu z RCA (dla mnie to tylko pogłoska). Polydor poważnie podszedł do swej nowej gwiazdy i tego wydawnictwa zamieszczając w pierwszej edycji na LP wkładkę zawierającą długi esej i wiele unikalnych zdjęć. Z eseju dowiadujemy się, że

    Vangelis

    uznawał starożytną chińską muzykę za zbieżną ze swymi dokonaniami gdyż nie miała tylko zabawiać intelekt ale i oddziaływać na całe ciało. Kolejny przyczynek do zainteresowania się tematem to że

    Vangelis

    w latach siedemdziesiątych mocno interesował się wszelkimi instrumentami perkusyjnymi a te wśród starożytnych instrumentów chińskich wiodą prym.

    Vangelis

    przyznawał że nie był w Chinach ale uczył się tego kraju poprzez brzmienie ich instrumentarium jak i czytanie książek z których cytaty pojawiają się w wkładce jak i recytowane są na albumie.

    Vangelis

    stara się pochwycić wielorakie skojarzenia z życiem ludzi znad Jangcy.
    Mamy więc ich historię (The Long March), filozofię (Yin & Yang),charakterystyczne dla konfucjanizmu opowieści (The Little Fete), obraz wsi (The Tao Of Love), przyrody (Himalaya). Znaczące są też tytuły które konotują wyobrażenia obcokrajowców nasuwające się na myśl na hasło Chiny. Atmosferę albumu ma oddawać też niepokojące rozmazane zdjęcie

    Vangelisa

    pływającego w basenie wypełnionym turkusowo zabarwioną wodą. Szczerze dla mnie niezrozumiałe...
    Azjatyckie brzmienia pojawiały się i na wcześniejszych albumach, tu jednak wyraźnie je polepszono i otrzymały pierwszoplanowe miejsce. Tytuł mylnie wskazuje na interpretację chińskich tematów. Właśnie bardzo ważną cechą tej płyty i zarazem kolejnym przejawem talentu artysty jest to że

    Vangelis

    nie poddaje się wiernemu naśladownictwu tworząc kopię chińskich brzmień. Zamiast kalki mamy niesamowitą kombinację wpływów azjatyckich z charakterystycznym brzmieniem

    Vangelisa

    . Interpretuje różne aspekty chińskiej muzyki i kultury w swój własny unikalny sposób bez prób ich imitacji. Inaczej mówiąc mamy tu zestaw pięknych melodii świetnie zilustrowanych wyszukanymi syntezatorowymi orkiestracjami powstałymi pod wpływem chińskiej muzyki. Chung Kuo rozpoczyna oryginalne wykorzystanie efektów - słychać coś co przypomina helikopter, krążące wokół słuchacza faerie tekstur, dźwięki przypominające krzyczący tłum aż wreszcie pojawiają się instrumenty: dzwoneczki i syntezator wprowadzające majestatyczne pełne prawie patosu brzmienie. Wyciszenie w pojedyńcze dźwięki to interludium do kolejnego prawie pompatycznego wprowadzenia wygrywanego na syntezatorach. Tu dygresja - wersje cd różnią się w oznaczeniu utworów od wydań na winylu zarazem odmieniają zamierzenia

    Vangelisa

    . Chung Kuo czyli 'państwo środka' obrazuje nam ogrom i splendor Chin jako kraju - te doniosłe dźwięki były przypisane temu utworowi do 1:43 czyli do melodii. Od niego zaś zaczynał się Long March czyli utwór drugi który pierwotnie składał się z owej nastrojowej melodii z Chung Kuo na cd oraz fortepianowej wariacji, wydzielonej na cd jako Long March. Zresztą słychać wyraźnie że fortepianowe solo w drugim utworze to kontynuacja tematu z Chung Kuo na cd. Zwróćmy uwagę że inaczej w tym wypadku rozkładają się akcenty naszego pojmowania tej muzyki: krótkie wprowadzenie na temat Chin to jakby oznaka że

    Vangelisowi

    trudno oddać ducha i ogrom tego państwa. Long March otrzymuje zaś bardziej patetyczną oprawę - długi marsz oczywiście kojarzy się z Mao Tse Tungiem i chińską rewolucją,

    Vangelis

    sympatyzował z ruchami lewicowymi może należałoby rozumieć odarcie utworu drugiego z pięknej melodii w bogatej aranżacji na rzecz ascetycznego fortepianowego solo jako rodzaj innego spojrzenia na politykę Chin?
    Wracając do tematu - posługuję się jednak cd dlatego ciąg dalszy opisuję przy Chung Kuo. Oj dzieje się: wspaniały temat z niebanalną, genialną melodią - jako podkład pojedyńcze dźwięki z keyboardu na tle których

    Vangelis

    osnuwa całą gamę syntezatorowych przepięknych pasaży. Znakomicie obrazuje to talent

    Vangelisa

    - przykład wykreowania orientalnego brzmienia bez jakikolwiek rzeczywistych odniesień do tej muzyki. Docenił te dźwięki choćby GM który zawarł je w reklamie luksusowego modelu Ford Mercury Lynx.
    Long March -

    Vangelis

    pokazuje się jako świetny pianista. Fortepianowe solo oparto częściowo na poprzedniej melodii improwizowanej w neoklasycznym stylu z lekkimi wtrąceniami sekwenserów. Long March ukazał się na singlu (nie w wersji jaką znamy z cd) i co ciekawe zawiera rozwinięcie w postaci strony B czyli Long March part II. Ta właściwie piosenka wykorzystana przez UNICEF, zaśpiewana została przez

    The Children of Orleons Infant School Twickenham

    wybranego przez

    Vangelisa

    po licznych wizytacjach szkół londyńskich. Polecam jej przesłuchanie choćby na bootlegu High In The Sky - opowiada o tym że należy przejść wzgórza, wzburzoną wodę, w rosnącej spiekocie i wietrze i jest opowieścią o ludzkiej determinacji.
    Po stonowanym długim marszu poraża nas atak nieskoordynowanych dźwięków przechodzących w melodię. The Dragon to dziwnie synkopowany utwór który mimo że grany na instrumentach elektronicznych daje wrażenie że dźwięki wydobywane są z naturalnych instrumentów. Keyboardy brzmią tu bardzo miękko jesteśmy prawie pozbawieni linii basowej. Pulsujące brzmienie wspomagają kotły i talerze.

    Vangelis

    oddaje tu nastrój i ducha chińskich świąt w mitologii której smoki mają olbrzymie znaczenie. W opisie płyty podaje się że smok symbolizuje ducha zmian i kreatywną moc życia. Po kolejnym pełnym ozdobników, głośnym utworze jako przeciwwaga (Jin i Jang?) stonowany cichszy kawałek. Plum Blossom otwiera duet skrzypcowo-fortepianowy imitujący orientalizmy gdzie fortepian pełni właściwie rolę tła a cały ciężar jest przerzucony na wspaniałą solówkę na skrzypcach

    Michela Ripoche

    , dobrego przyjaciela

    Vangelisa

    jeszcze z czasów paryskich. Utwór zostaje w połowie trwania wzmocniony syntezatorowymi wstawkami dodającymi mu efektownego, nie przekombinowanego brzmienia. Kwiat śliwy to symbol seksualnej witalności.
    Tao Of Love - melodią i instrumentarium wydaje się być orientalny - znakomicie naśladuje owe brzmienia, przechodzi jednak w solówki typowe dla

    Vangelisa

    nie dające cienia wątpliwości, że to

    Vangelis

    jest twórcą tej melodii. Utwór można uznać za prosty i pretensjonalny gdyby nie znakomita, wyważona aranżacja.
    The Little Fete otwiera chiński flet. Nastrój wyciszenia i kontemplacji w medytacyjnym wydaniu przechodzi w dźwięk dzwoneczków i delikatne odprężające dźwięki syntezatora. Na ich tle pojawia się recytacja wykonana aby spotęgować wrażenie azjatyckości przez... Koreańczyków (sic!) Koon Fook Mana i Yeunk Hak Funa. Ów monolog to zaczerpnięta z książki Taoizm opowieść z VIII wieku o tym że jak chcemy się napić wina najlepiej zrobić to w nocy - bo mamy wtedy dwóch kompanów: księżyc i nasz cień czyli nie jesteśmy samotni a i butelka cała nasza... Utwór kończy gong - kurtyna opada , przedstawienie się kończy. Te trzy minimalistyczne kawałki - The Plum Blossom, The Tao of Love i The Little Fete to swoiste muzyczne ogrody zen ukryte pomiędzy bardziej epickimi, rozbudowanymi utworami.
    Yin & Yang: tu dwie przeciwności można odczytać jako wschód i zachód: greckie buzuki grane na koto z tłem na syntezatorach to jakby synteza muzyki wschodu i zachodu. W pierwszej części utwór ma charakter typowo orientalny by przejść w mocne, nerwowe rytmy i dźwięki zachodniej muzyki której tłem są orientalne wstawki.
    Himalaya, to kolejny dowód jak znakomitym ilustratorem jest

    Vangelis

    przy oddawaniu przestrzeni i piękna przyrody a pomocą dźwięków. Nie ma tu melodii tylko nastrojowa atmosfera, bas oblewany dmuchającym wiatrem i syntezatorowymi falami odzwierciedla ogrom tego pasma gór. Utwór uświadamia jak

    Vangelis

    łatwo przykuwa uwagę słuchacza na ponad 10 minut w statycznej kompozycji przy braku właściwie melodii. Himalaya wyobraża powolny marsz na wysokości, poprzez wiatr, skalne doliny i lód przechodząc w zamykający płytę Summit który opowiada o końcu tej podróży, uwieńczeniem jest zapierający dech w piersiach widok w pustce i ciszy podniebnych szczytów. Summit rozpoczyna efektowny pastisz brzmień - wyraża nie triumf po trudzie lodowej wędrówki co charakterystyczne dla ludzi cywilizacji zachodu a rozkoszowanie się widokiem co znowu odzwierciedla inność osobowości ludzi cywilizacji dalekiego wschodu ceniących duchowość ponad inne przymioty.
    W tej płycie słuchacz może znaleźć romantyczną chińska scenerię i portrety ogrodów ryżowych pól żyznej wsi, sztukę kaligrafii ideogramów jak fortepianowe interludium w Long March czy skrzypce w Plum Blossom wymieszane z dodanymi ze smakiem wpływami zachodnimi. Płyta koncepcyjna zrealizowana momentami z epickim rozmachem z pięknymi zdolnie zaaranżowanymi melodiami z wielością podkładów syntetycznych orkiestracji czy samotnego fortepianu nie ma właściwie nic w sobie z chińskich melodii - używa wschodniego skalowania na swój sposób aby za pomocą statecznych rytmów i tekstur syntezatorowych wyrazić majestatyczny obraz Chin Znakomite konstrukcje bazujące na miksie azjatyckich linii melodyjnych z urokliwym brzmieniem syntezatorów dają nam niezapomniane romantyczne i nostalgiczne melodie.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Vangelis | Sex Power - Poem Symphonie

    Vangelis | Sex Power - Poem Symphonie

    Bestseller
    Na mieniącym się skontrastowanymi, różnorakimi odcieniami albumie Sex Power przechodzimy przez introdukcję kojarzącą się z albumem L'apocalypse des animaux, by usłyszeć pasaż tak charakterystyczny dla Vangelisa w latach późniejszych (durowy temat fortepianowy, chórek podejmujący parafrazy na temat głównego motywu, oryginalnie zaaranżowana chrzęszcząca ścieżka perkusyjna); słuchamy kojącej akustycznej ballady, by bezpośrednio po tym dać się zahipnotyzować skomplikowanemu dalekowschodniemu rytmowi zapowiadającemu takie płyty, jak kolejne części cyklu Sultan przygotowanego przez Namlooka wraz z B. Ocalem. W ósmym, eksperymentalnym utworze nie zabrakło elementów stylu, który można by już określać jako dark-ambient, przy czym aranżacyjnie Vangelis pozostaje w sferze dźwięków a la Ummagumma Pink Floyd. Przetworzone wątki tej impresji zjawiają się jeszcze w miniaturze dziesiątej, której zagęszczone, wielowarstwowe tło konstruowane z niemuzycznych brzmień każe z kolei potraktować Vangelisa jako prekursora noise'u! Poem Symphonie to w ogóle pierwsze nagrania greckiego kompozytora i multiinstrumentalisty - jedyne w swoim rodzaju słuchowisko narracyjno-chóralne, przetykane instrumentalnymi, akustycznymi miniaturami, poświęcone zamieszkom studenckim we Francji. O dziw już tutaj słychać elementy charakterystycznego stylu Vangelisa, jeśli chodzi o stopniowanie napięcia, aranżowanie motywów, masywne, lekko lejące się brzmienie melodii prowadzących - Poem Symphonie więcej ma wspólnego z niektórymi późniejszymi płytami Vangelisa aniżeli np. awangardowy, free-jazzowy album Hypothesis. Z kolei obie niespełna trzyminutowe piosenki wieńczące album nie mają ze "stylem Vangelisa" praktycznie nic wspólnego, może poza lekko ujazzowioną improwizacyjną werwą; generalnie utwory te jednak można usytuować stylistycznie gdzieś między The Beach Boys i The Searchers a musicalami Hair i The Rocky Horror Picture Show (!)

    I. W.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    13,78 EUR
  • Vangelis | Alexander

    Vangelis | Alexander

    Vangelis i muzyka filmowa, to połączenie znane jest nawet laikom. Wszak właśnie to grecki mistrz ma na swoim koncie muzykę do takich obrazów jak: Chariots of Fire, Antarctica, Blade Runner czy 1492 Conquest Of Paradise. Wraz z płytą Alexander dokłada kolejny album do kolekcji. Mierzenie się z legendą macedońskiego władcy, to niełatwa wprawa. Ale Vangelis postawił na monumentalny, epicki charakter swojego dzieła, tak rozległego jak niegdyś imperium Alexandra. W muzyce do tego obrazu z udziałem min: Colina Farella, Angeliny Jolie, główną rolę pełni gra Orkiestry Symfonicznej. Na dobrą sprawę tej ścieżce bliżej do muzyki klasycznej niż elektronicznym dziełom mistrza. Ale Vangelis przywołuje też tu orientalną egzotykę, wykorzystując gęste, perkusyjne polirytmie. Całość znakomicie uzupełnia ten pełen rozmachu film, a i sam mistrz postarał się o listę wielkich nazwisk. Orkiestrą dyryguje Nic Raino, na skrzypcach grają min: Vanessa Mae i Dominique Lemmonier. Na harfie gra Maria Bildea, jako tenor pojawia się Konstantinos Paliatsaras. Oprócz nich warto odnotować udział piosenkarki Iriny Valentinovnej Karpachiny. Powstała kolejna udana płyta w bogatej dyskografii mistrza, potwierdzająca że jego talent do tworzenia filmowych soundtracków nie jest na pewno dziełem przypadku.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    19,93 EUR