Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Vangelis

(46 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Vangelis | Beauborg (remaster 2013)

    Vangelis | Beauborg (remaster 2013)


    Upiornie zdeformowane bicie elektronicznych dzwonów zaczyna tę płytę pełną niespodzianek i brzmieniowych dygresji. Muzyka ze świstem i szczękiem przemieszcza się z jednego głośnika do drugiego, po czym następuje krótka chwila uspokojenia i zamyślenia - z tej niecodziennej, awangardowej introdukcji wyłania się pierwszy motyw znany słuchaczom którzy sięgnęli przed poznaniem całej płyty Beaubourg po składankę The Best Of Vangelis. Kompozytor i odtwórca w jednej osobie odkorkowuje opalizującą butlę pełną świszczących, iskrzących brzmień, które natychmiast rozsypują się po całym uniwersum. Wszelkie szumy i niezidentyfikowane notacyjnie brzmienia łączone są atrakcyjnymi pasażami opartymi na wyszukanych skalach, w których nawet spiętrzenie czterotonowych interwałów nie jest dysonansem. Następujące po sobie obrazki mają bardzo różny nastrój - po natarczywym, agresywnym rytmicznie pasażu znienacka pojawia się na przykład zamglona impresja zbudowana na stojącym, falującym lekko akordzie, z którego wyłaniają się wcale klarowne syntezatorowe znaki zapytania, myślniki i kropki.
    Pierwsza część okazuje się na dodatek całkiem spójnie zorganizowaną konstrukcją w porównaniu z częścią drugą - tam brzmienia stają się jeszcze bardziej mroczne, jeszcze bardziej postrzępione, a okresy ciszy lub modulowania określonego tonu trwają dłużej. Momentami naprawdę blisko już tej muzyce do brzmienia jakie zaproponował Karlheinz Stockhausen choćby na płycie Aus den sieben Tagen - jednak słuchacz wciąż nie traci poczucia rzeczywistości i jest w stanie pamiętać nawet przy najbardziej eksperymentalnych epizodach, iż ma do czynienia z nagraniami Vangelisa. Słuchanie tej płyty staje się wręcz kapitalną rozrywką, jeśli dobrze zna się parę wcześniejszych i kilka późniejszych płyt artysty - ucho z zaciekawieniem wyławia wszelkie tony, które przypominają o dokonaniach z okresu bezpośrednio poprzedzającego lub wyprzedzającego sesję nagraniową Beaubourg; słychać przeciągające się tony niczym z Bacchanale (Heaven And Hell, 1974), brzmienia perkusyjne wybrzmiewające wykręconymi turbulencyjnie smużkami syntezatorowego dymu jak w utworze Aries (również z Heaven And Hell), efekty dźwiękowe naśladujące być może nagły spadek energii jak we fragmencie utworu Yin And Yang (China, 1979)… Wszystkie te elementy ukazane zostają nagle w nowym świetle, odbite w krzywym zwierciadle, z ogromnym poczuciem humoru i wielką fantazją zostają splecione w zupełnie nową układankę, którą można cieszyć się bez końca, tak wiele elementów odsłoni swoje prawdziwe znaczenie i ostateczne położenie w trakcie kolejnych dziesiątek i setek przesłuchań. Muzyka stworzona na Beaubourg jest niezwykle sugestywna i malarska, a efekt ten został spotęgowany - może nieco paradoksalnie - właśnie przez dezintegrację struktury "typowej" kompozycji i domieszanie mnóstwa dysonansów oraz niemuzycznych znaków interpunkcyjnych… Tym dziwniejsze i ciekawsze okazują się odmalowane tymi brzmieniami obrazy; nie są to już malowidła Rembrandta ani dawnych mistrzów japońskich, może raczej impresje Hartleya, Kandinsky'ego, a w najbardziej czytelnie brzmiących pasażach - Magritte'a? Może słuchacz ma okazję pobudzić u siebie podobny stan umysłu, jaki towarzyszył genialnemu fizykowi odkrywającemu nieposądzaną dotąd o istnienie cząstkę elementarną? Ta muzyka nie ma początku ani końca, nie przynosi też ze sobą jednego ciągu skojarzeń ani jednej, logicznie rozwijającej się fabuły (lepiej: fabuły rozwijającej się w myśl tradycyjnej logiki…).
    Niewykluczone, iż płyty tej nie docenią od samego początku słuchacze rozmiłowani w niebiańskich harmoniach i pysznych instrumentacjach, jakimi Vangelis raczył odbiorców na płytach z lat dziewięćdziesiątych - tym bardziej warto jednak po nią jak najszybciej sięgnąć, aby dać sobie nieco czasu na zrozumienie jezyka tych nagrań i przeżycie niebywale interesującej przygody w świecie rozproszonych dźwięków dryfujących przez zamglone bezdroża w stanie nieważkości…
    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,21 EUR
  • Vangelis | Chariots of Fire - the play

    Vangelis | Chariots of Fire - the play

    Chariots Of Fire, to jedna z tych pozycji w dorobku Vangelis, która wywindowała go do stratosfery muzyki popularnej. Mimo iż zaczyn tego dzieła nosi symfoniczno-elektroniczny posmak, to jednak na stałe weszło do kanonu pop kultury. Gdy w 2012r odbywała się Olimpiada w Londynie, grecki mistrz postanowił na nowo zaprezentować światu swe dzieło. Tym razem główne zamierzenie było nieco inne, chodziło o wystawienie inscenizacji teatralnej nawiązującej do samego filmu, jak i rozgrywającej się wówczas londyńskiej Olimpiady. Całości realizacji tego dzieła podjął się sam reżyser oryginalnego obrazu, Hugh Hudson. Całość po raz pierwszy została przedstawiona 9 maja 2012r w Hampstead Theatre w Londynie. 23 czerwca 2012r spektakl przeniesiono na West End. Vangelis na potrzeby całości dograł kilka nowych utwór, które opierają się na motywach znanych z oryginalnej ścieżki. Okazuje się że opowiedziana w filmie historia sportowców, outsiderów Erica Lidella (pobożnego chrześcijanina) oraz Harolda Abrahamsa (syna żydowskich emigrantów z Litwy), ma charakter uniwersalny. To sport okazuje się tym, co niszczy uprzedzenia. To w nim zaczyna się jednoczenie sił w imię czystej walki i honoru. Piękna muzyka Vangelisa tylko pobudza ludzi do tych szlachetnych czynów i nadaje im ponadczasową wymowę.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    18,89 EUR
  • Vangelis | The Collection

    Vangelis | The Collection

    Availability: Only on request | product: 2CD


    19,93 EUR
  • Vangelis | Blade Runner - Trilogy

    Vangelis | Blade Runner - Trilogy

    Specjalne, trzypłytowe wydanie albumu Blade Runner na specjalną okazję dwudziestopięciolecia (w 2007) filmu Ridleya Scotta, obrazu mającego w pewnych kręgach bezdyskusyjnie status filmu kultowego (można napomknąć o tym, jak wiele sampli z dialogów z filmu przewija się przez rozmaite płyty wydawane przez Fax Records...). Pierwszy krążek to oryginalny soundtrack, druga płyta przynosi motywy przewijające się przez film ale wcześniej niepublikowane, ostatnia część ciekawego zestawu to impresje napisane "pod nastrój filmu" specjalnie z okazji wspomnianego jubileuszu. Pierwszej płyty, zatem wznowienia oryginalnej ścieżki, chyba nikomu nie trzeba bliżej przedstawiać - to przede wszystkim jeden z najbardziej udanych albumów Vangelisa, przynoszących dynamiczne mollowe sekwencery End Titles, niezwykły śpiew Demisa Roussosa w Tales of the Future, chwile relaksu w Memories of Green i niezapomnianą żeńską wokalizę Rachel's Song (samplowaną w krótkim fragmencie Dead Cities przez Future Sound of London). Drugi krążek jest na pewno nie mniej kosmiczny niż pierwszy, na dodatek cieszy pojawienie się tutaj także i zdecydowanie "mniej komercyjnych", bliższych ambientowi brzmień (Dr Tyrell's Owl) oraz przestrzeń tak malownicza jak na prawdziwie bezkompromisowej i poszukującej płycie Vangelisa z 1974 r., Albedo 0.39. Bardzo spójny i nieprawdopodobnie atmosferyczny krążek, na którym tylko pozornie jest tyle statyczności i niezmąconego beatami ani partiami wokalnymi spokoju... Trzecia płyta nie ustępuje poprzednim, na dodatek wcale nie słychać, żeby był to jakkolwiek "sztuczny" dodatek przygotowany dużo później, niż oryginalna ścieżka dźwiękowa! Czwarty utwór to prawdziwa rewelacja, jeśli chodzi o sampling i powywijany na wszystkie strony, zdeformowany programming - ten utwór spokojnie mógłby pochodzić z katalogu frankurckiego FAXu... Piąta impresja to swoistego rodzaju future-jazz rodem z nocnej metropolii, zgrabne nawiązanie zarówno do Blade Runnera jak i The City. W ogóle dużo tutaj "nowych brzmień" naleciałości industrialu, breakbeatu i innych ciekawych a przy tym zupełnie niespodziewanych gatunków - a jednak wielki Grek na chwilę nie przestaje być sobą. Trudno mi o tej trylogii nie powiedzieć: "pozycja obowiązkowa", szczególnie ze względu na ogromną ilość niepublikowanego wcześniej oraz premierowego materiału w ramach którego trudno doszukać się spadającego napięcia bądź repetytywności.

    Igor Wróbewski

    Availability: Goods in stock | product: 3CD


    22,14 EUR
  • Vangelis | Chariots of Fire (25th anniversary)

    Vangelis | Chariots of Fire (25th anniversary)

    Rydwany Ognia (1981) napisane przezy Colina Wellanda i wyreżyserowane przez Hugha Hudsona oparto na prawdziwych wydarzeniach; przygotowaniach brytyjskich biegaczy do letniej olimpiady w 1924 roku. Pierwotnie filmowcy zdecydowali, że muzyka będzie odniesieniem do epoki w której dział się film i wykorzysta się melodie z lat dwudziestych . Ale reżyser Hugh Hudson chciał móc pracować nad muzyką z "żywym" kompozytorem . W 1980 roku współpracował przy kręceniu reklamówki samochodu Fiat Strada z niejakim Vangelisem, który zaaranżował tam na nowo jako melodię fragment Wesela Figara Rossiniego. Hudsonowi podobały się też utwory z płyty Opera Sauvage, które chciał nawet wykorzystać w filmie. Ściągnięcie Vangelisa do realizacji filmu w jego wczesnym stadium było bardzo znaczące. Vangelis będący zarówno kompozytorem, aranżerem i wykonawcą mógł zastąpić całą orkiestrę swymi keyboardami a zarazem błyskawicznie zmieniać, adaptować swoją muzykę aby uzupełniała się z nastrojami filmu. Na wczesnym etapie muzyka Vangelisa była używana jako robocze tracki do chwili kiedy film miał być montowany. Wymogi muzyki filmowej słychać choćby przy ilustracji treningów Abrahama. Kiedy syntezatorowe zawijasy towarzyszą jako wspaniały akompaniament krokom Harolda, nagle zostają wyciszone i oddalone na drugi plan by można słyszeć dialogi.
    Producent David Puttnam nie przykładał do niej aż takiego znaczenia, lecz kiedy nowy, pulsujący temat Titles połączono z obrazem biegaczy na plaży nic nie mogło zaprzeczyć nastrojowi który został stworzony. Twórcy obrazu oniemieli kiedy Vangelis przedstawił kolejne melodie towarzyszące tej historii. David Puttnam stwierdził potem: gdyby wyodrębnić pojedyńczy bardzo ważny element rzutujący na wartość tego filmu to byłaby to muzyka. Scenarzysta filmu Colin Weland zaś dodaje: w 40 procentach do sukcesu filmu przyczyniła się muzyka... Przypomnę tylko, że film był nominowany do 7 Oskarów a otrzymał 4 statuetki w tym dla najlepszego filmu i najlepszej muzyki. Nikt poza Vangelisem ze świata el muzyki nie otrzymał tej nagrody do dziś... Na pewno zainteresowanie tym filmem głównie podtrzymuje muzyka Vangelisa! Chariots of Fire jako film bez niej byłby tylko dziełem dzięki niej zyskuje inny metafizyczny, poruszający serce wymiar arcydzieła. Vangelis doskonale uchwycił w swych kompozycjach nadzieje i marzenia ówczesnej generacji młodzieży. Ta muzyka wyraża człowieczeństwo w jego wzorcowym znaczeniu i te wszystkie szlachetne cechy , które dziś są tak niemodne - odwagę, poddawanie się zasadom fair play, wiarę w czyste współzawodnictwo , determinację. Ścieżka dźwiękowa znakomicie uwypukla wizję prostych, nostalgicznie pojmowanych czasów , kiedy kilku młodych ludzi używało życia i biegało dla chwały czystości sportu.
    Kiedy ten soundtrack ukazał się był unikatem. Rzadkie i ekstrawagancje było używanie muzyki syntezatorowej w filmach. Pojawiały się keyboardy głównie w filmach ciążących ku SF . Vangelis przetarł muzyce elektronicznej drogę do kariery w X muzie. Muzyka ta zdobyła sobie aplauz ze względu na proste, ładne melodie i sposób w jaki Vangelis używał syntezatorów do orkiestracji które dawały poczucie że to nie jeden człowiek wygrywa te kompozycje ale cała orkiestra symfoniczna. Otwierający płytę Titles, to niezapomniany standard, który stał się jedną z najpopularniejszych melodii wszechczasów na miarę tytułowych tematów z Stars Wars czy Różowej Pantery. Nadal robi niesamowite wrażenie. Pulsujący dźwięk syntezatora, na tle którego pojawia się czyste, na swój sposób szlachetne brzmienie wygenerowanego tzw. francuskiego rogu nagle wspartego ścianą dźwięków z fortepianu i instrumentów perkusyjnych. Przypływy i odpływy syntezatorowego podkładu i w końcu porażająco piękna solówka na fortepianie plus orkiestracje. Ten utwór wzbudza emocje do dziś - prawie pompatyczny, ale nie kiczowaty, bardzo wzniosły , określający znakomicie opowieść filmu, czyli sport jako ideę czystej, nieskalanej złem rywalizacji. Znakomicie uchwycił wszystkie emocje towarzyszące filmowi, wzmagając je a nawet tworząc obywającą się bez obrazu wspaniałą symfoniczno elektroniczną fantazję. Temat tytułowy można też rozpatrywać jako opowieść o sprincie w zwolnionym tempie. Początek to napięte mięśnie w blokach, eksplozja muzyki to start, fale syntezatora to ciężki oddech a melodia fortepianu to czysty fizyczny wysiłek towarzyszący dystansowi biegu, który w końcówce jest wielokrotnie powtórzony z wyraźnym zejściem w dół - to meta i wytracanie pędu ciała.
    Five Circles mistyczny, tajemniczy utwór gdzie powolne wietrzne pasaże syntezatorowe kierują nas ku kontemplacji . Five Circles sugeruje spokój wewnętrzny połączony z duchowością. Powolny nastrojowy temat, zgrupowany w na dwóch nutach, wyraża osobowość Abrahama, tak jak ten był cichy i metodyczny w przygotowaniach do wyścigu tak i utwór jest ascetyczny w wyrazie, mający w sobie coś z pieśni kościelnych, przez co bardzo piękny .
    Abraham's Theme - stonowany i w formie i wyrazie - minimalizm oddaje naturę i osobowość Abrahama. Dźwięk dzwonków brzmi prawie smutno ale bliżej mu do wyciszenia towarzyszącego refleksji uzyskanej głownie dzięki brzmieniom Fender Rhodesa.
    Eric's Theme Pełen gracji - przejrzysta intensywność brzmienia pulsujących dźwięków basu, bębnów i cymbałek. Ten splendor i przepych kompozycji odzwierciedlają charakter Erica. Brzmienie jest lżejsze i odnosi się do muzyki szkockiej z odrobiną religijności określający ducha charakteru biegającego dla boskiej przyjemności. Muzyka jest wysmakowanie zaaranżowana i jest jednym z najlepszych przykładów jak Vangelis kreuje duże orkiestrowe brzmienie przez kombinację syntezatorów z akustyką instrumentów perkusyjnych. Mamy więc olbrzymie crescendo, ulegające modulacji , które w końcu zastępuje kolejne potężne crescendo.
    100 Meters Znowu w zwolnionym jakby tempie mamy całą gamę dźwięków brzmiących niczym kosmiczne misterium - jakby zadawano pytanie dla kogo biegam? Brzmi prawie jak wycinek Beaubourg. Abstrakcyjna muzyka uchwyciła wysiłek biegaczy i ich przygotowania do wyścigu jak i pełnię chwały igrzysk. Utwór przechodzi płynnie w chorałową orkiestrację Jerusalem w jej tradycyjnym brzmieniu odpowiadając jakby na pytanie z 100 Meters. Utwór ten miał wielkie znaczenie dla historii Harrego Abrahamsa w filmie dlatego to powód że ta kompozycja znalazła się na soundtracku . Jest to hymn anglikański skomponowany przez Sir Charles'a Huberta Parry (1848-1918) wykorzystujący jako tekst poemat Williama Blake'a, The New Jerusalem, gdzie w tekście pojawia się rydwan ognia użyty do zatytułowania filmu. Utwór uzyskał jedynie delikatny, nienarzucający się syntezatorowy podkład.
    Strona B wersji winylowej a w wersji cd utwór ostatni to epicka ponad 20 minutowa suita, majestatyczne zwieńczenie krążka. Eteryczny, delikatny utwór z momentami pełnymi mocy prawie hymnowymi rytmami - pełna gracji i majestatu kombinacja echa z fortepianu i keyboardów. Fortepianowe palcówki z poszumem syntezatorowych wiatrów przygotowują słuchacza do kolejnych przywołań elementów z wcześniejszych utworów. To swoista keyboardowa symfonia z manipulowanym rytmem , dziwnymi syntezatorowymi brzmieniami w podkładzie przechodząca w żywsze, szybsze tempo - z marszu przechodzimy w bieg by znowu zwolnić i zadumać się. Efekty echa, wiatru, spadających lopów dają wrażenie obcowania z kruchym, ulotnym przywołaniem czegoś z przeszłości - czegoś co już nie wróci.
    Chariots of Fire to znak firmowy symfonicznej muzyki elektronicznej i muzyki filmowej wykorzystującej el. Swoista ikona stylu Vangelisa zaowocowała doskonałym mariażem muzyki i obrazu. Uchwycił heroizm, wspaniałość i fizyczny ból biegów . Zawieszony pomiędzy pracą orkiestrową a elektronicznym nastrojem stał się arcydziełem temperowanym przez psychologiczne tematy filmu. Jakie by nie były opinie ta ścieżka dźwiękowa katapultowała Vangelisa na szczyty popularności i od tej pory był często zapraszany jako kompozytor do zilustrowania kolejnych filmów. Co ważne, głównie wartościowych (Zaginiony, Blade Runner) lub do takiej rangi aspirujących, które okazały się dopiero na ekranie artystyczną porażką (Aleksander). Ta muzyka brzmi naprawdę magicznie i marzycielsko. Sposób kreowania nastrojowych melodii to głęboki wyraz jego talentu .

    Dariusz Długołęcki


    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,92 EUR
  • Neuronium, Vangelis | In London

    Neuronium, Vangelis | In London


    Ciekawie rozbudowana, choć nadal skromnych rozmiarów jak na album, odsłona znanego zapewne wiernym miłośnikom el-muzyki singla In London. Tym razem otrzymujemy trzy utwory, spośród których oczywiście ostatni, 20-minutowy, jest najciekawszy. Spotkanie Neuronium i Vangelisa zaowocowało cudownie zamgloną, odrealnioną, przesiąkniętą zapachem deszczu i spalin suitą o niezmiernie sugestywnych walorach ilustracyjnych. Mżąca minimalistyczna sekwencja przebija się przez bure obłoki zawieszonych w ciężkiej szarości akordów, a na pierwszy plan co i rusz wybijają się najrozmaitsze subharmoniczne zygzaki i pulsacje. Ani trochę nie przeszkadza, iż jedyny proponowany na płycie materiał to bardzo nieznacznie różniące się między sobą (praktycznie tylko czasem trwania) wariacje na temat abstrakcyjnego, ponurego motywu zrodzonego gdzieś w szarych zakamarkach Londynu na przełomie nocy i brzasku. Kompletnie oczyszczony z beatów i odwirowany do ociężale wolnego tempa poetycki industrial? Chropawy, kamienny ambient? Programowa suita napisana do nieistniejącego filmu? Po co szufladkować tak wyjątkową muzykę - niechaj Słuchacz po prostu się w nią bez zbędnych dodatkowych instrukcji zagłębi i pozwoli nieść jej asocjacyjnemu, niespiesznemu nurtowi...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    19,07 EUR
  • Vangelis | Mythodea

    Vangelis | Mythodea

    Availability: Goods in stock | product: 1DVD


    9,59 EUR
  • Vangelis | Antarctica

    Vangelis | Antarctica


    Płyta z muzyką do filmu Antarctica oryginalnie ukazała się w 1983r, jednak wówczas dostępna była tylko w Japonii. Z racji zaporowych cen na japońskie produkty, płyta była bardzo droga i niezbyt znana. Dopiero w 1988r firma Polydor wydała nielimitowaną edycję na cały świat. Film który reżyserował Koreyoshi Kurahara opowiada autentyczną historię. Jej bohaterami jest japońska ekspedycja polarna, która w 1958r z racji ekstremalnej aury zmuszona została do opuszczenia swego stanowiska. Drugimi cichymi bohaterami są psy, używane do zaprzęgów. Japończycy musieli porzucić sporą część z pośród 20 psów. Po 6 miesiącach walki o przetrwanie, przeżyły tylko 2 psy. Film okazał się w Japonii niesamowitym sukcesem kasowym, a muzyka skomponowana przez Vangelisa miała w tym swój mały udział. Otwierający ją z lekka orientalny motyw Theme From Antarctica powraca w kolejnych odsłonach tej płyty co jakiś czas. Vangelis stworzył przejmujące dzieło, chcąc oddać dramatyzm całej sytuacji, ale pokazać też wolę walki i przeżycia na tej nieludzkiej ziemi. Piękna muzyka utkana z orientalnych brzmień, elektroniki, na swój sposób odbija kulturę Japonii ale stara się też opisać niesamowite krajobrazy tego kontynentu. Sama w sobie oddaje poczucie izolacji człowieka w tym ekstremalnym środowisku. Z racji wydania tej płyty już bez limitów przez wytwórnię Polygram, można w pełni docenić walory dźwiękowe tego dzieła. Nic dziwnego, że Vangelis uchodzi za specjalistę od dźwiękowych ścieżek.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Vangelis | Oceanic

    Vangelis | Oceanic

    Good price

    Po cudownej płycie Voices przyszedł czas na Oceanic. Kupując tę drugą obawiałem się czy oby Vangelis nieco nie przesadził z tą nadproduktywnością. Dopiero co zachwycałem się "głosami", a tu już druga płyta? Pojawienie się jej było dla mnie sporym zaskoczeniem. Już pierwsze minuty tej muzyki przekonały mnie jednak, że moje obawy były nie słuszne. Oceanic to dzieło przemyślane i dopracowane. Tej płyty się nie słucha, ją się po prostu chłonie. Najnowsze dzieło Vangelisa to podróż po głębinach, podwodna muzyczna opowieść. Rozpoczyna Bon Voyage - krótki utwór stanowiący wprowadzenie, a może raczej zaproszenie do tej podróży. Po nim następuje Sirens Whispering i przez prawie osiem minut jesteśmy czarowani głosami syren (rzecz jasna nie alarmowych), ten kawałek to naprawdę coś. W Memories Of Blue pobrzmiewają dalekie echa utworu Memories Of Green z płyty See You Later - ciekawy utwór z pianinem w roli głównej. Najbardziej jednak zachwycił mnie Aquatic Dance, moim zdaniem prawdziwa, muzyczna rewelacja. To jeden z tych kawałków, którego słucha się bez przerwy, dopóki nie obrzydnie. Wtedy następuje dość długa przerwa, aż do momentu, gdy okładka na płycie przypadkiem wpada nam w oko i wszystko zaczyna się od nowa. Do przyjemniejszych kawałków na płycie należą Fields Of Coral, Song Of The Seas oraz Spanish Harbour z ciekawym hiszpańskim motywem.
    Mogłoby się wydawać, że twórca, który ma na swoim koncie tyle srebrnych krążków powinien się powoli "wypalać". Z Vangelisem jest zupełnie odwrotnie - "chłopak" dopiero się rozkręca! Zapas inwencji twórczej naprawdę do pozazdroszczenia. Podsumowując: Vangelisowi udało się stworzyć dzieło niesamowite, przemyślane, a co najważniejsze ciekawe. Ostatnie płyty dowodzą, że twórca ten jeszcze długo będzie nas czarował swoją muzyką, bez straty na jej jakości chociażby wydawał płyty co miesiąc....

    Kacper Olejnik


    Z muzyką Vangelisa obcuję już od kilkunastu lat. Kolejne płyty (baczność!) mistrza (spocznij!) potwierdzają, że jest on artystą poszukującym, lecz jednocześnie umiejętnie wykorzystującym swe dotychczasowe osiągnięcia. Dzięki takiemu podejściu, jego kolejne albumy niosą w sobie echa kompozycji z poprzednich płyt, będące jednakże tylko pretekstem do zaprezentowania czegoś nowego, do pokazania danego tematu w trochę innym ujęciu. Tak było w przypadku Voices i tak jest obecnie. Dzięki Oceanic pozostajemy w kręgu morskich podróży, przygód pod żaglami pełnomorskich jachtów zapoczątkowanych w Conquest of Paradise i Voices.
    Płyta zawiera ciepłą, bogato zaaranżowaną muzykę ilustracyjną w dużym stopniu pobudzającą wyobraźnię. Co prawda fani nastrojowego wokalu znanego z Loosing Sleep czy Ask the Mountains mogą czuć się trochę zawiedzeni, gdyż poza tajemniczymi, kuszącymi zawodzeniami syren Sirens' Whispering", głosu na płycie nie uświadczą. Jednakże atrakcje w postaci rytmicznego Spanish Harbor, porywających, koronkowych dźwięków sekwencera imitującego falowanie morskiej toni Fields of Coral oraz nostalgicznego brzmienia fortepianu z Dreams Of Surf czy Memories of Blue ani na chwilę nie pozwolą odpocząć rozbudzonej wyobraźni.
    Podsumowując - nic dodać, nic ująć. Kolejna płyta Vangelisa bardzo przypadła mi do gustu. Z pewnością będę po nią sięgał jeszcze wiele razy, do czego zachęcam również innych.

    PP

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    6,15 EUR
  • Vangelis | The Dragon - Hypothesis

    Vangelis | The Dragon - Hypothesis

    Kompozycja tytułowa z albumu The Dragon właściwie w ogóle nie kojarzy się z tak samo zatytułowaną miniaturą umieszczoną przez Vangelisa na albumie China pod koniec lat siedemdziesiątych; to piętnastominutowa suita oparta na chrzęszczącym, ozdabianym rozmaitymi nieregularnościami rytmie, grzechocząca chwytliwym riffem gitarowo-skrzypcowym, podszyta gęstym akompaniamentem elektrycznych organów. Z muzyki co jakiś czas wyłania się zgrzytliwa, przekorna solówka gitarowa, prowadząca ku dalszym meandrom cielska muzycznego smoka. Ten utwór trudno porównać z innymi dziełami samego Vangelisa - za to aż prosi się o skojarzenie ze stylistyką takich grup jak Yes, Procol Harum czy Emerson, Lake & Palmer w chwilach najbardziej twórczych i zadziornych improwizacji. W tej muzyce w pomysłowy i niepowtarzalny sposób stapiają się elementy orientalne i art-rockowe, surrealne i awangardowo-jazzowe. Pozostałe kompozycje z płyty The Dragon mają swój wspólny mianownik już w tytule: obie impresje poświęcone są faszerowanym warzywom. Na początek słuchamy znakomitej, eterycznej kompozycji Stuffed Aubergine, w której na tle szemrzących, kojących akordów gitarowych miękko osiadają wibrafonowe pyłki, snujące atrakcyjną, jazzującą pastelową melodię, raz po raz podkolorowywana intensywniejszymi barwami dysonansujących półtonów. Jest to moim zdaniem jedna z najciekawszych kompozycji Vangelisa w całej jego dyskografii; ciekawe, że są tu pasaże, które o lata świetlne wyprzedzają francuski projekt Air i jego oniryczne, elektroniczno-swingujące impresje, zapowiadając dokładnie jego styl! Stuffed Tomato rozpoczyna się motywem twardej gitary akustycznej, przechodzi przez bluesowo-jazzującą fazę i dochodzi do pasażu z udziałem sekcji rytmicznej, brzmiącego znów jak w najlepszych czasach rocka progresywnego spod znaku Yes.

    Płyta Hypothesis jest dla miłośników muzyki Vangelisa kąskiem chyba jeszcze smakowitszym niż album The Dragon. Tu rzeczywiście bardzo niewiele już mamy motywów, które skojarzyć by się mogły z późniejszą twórczością greckiego artysty. Na dobrą sprawę jest to płyta z przegródki "jazz", a nie "elektronika", nie tylko za sprawą instrumentarium, ale przede wszystkim za sprawą budowania kompozycji, łączenia wątków i nadawania im nastroju. Niektóre organowo-wokalne unisona kojarzyć się mogą z nader odkrywczą płytą Roberta Wyatta The End of an Ear, wiele improwizacji skrzypcowych, gitarowych i klawiszowych mogłoby wywołać rumieńce u uznanych wykonawców jazzowych. Wątki, wydające się składać na zupełnie swobodnie płynącą surrealistyczną opowieść układają się w coraz bardziej harmonijną całość dopiero przy którymś przesłuchaniu z rzędu. W tych pokładach turbulencyjnych smug klawiszowego dymu, zardzewiałych śrubek, nakrętek i trybików perksusyjnych szelestów, płomieni gitar i pachnących świeżą ziemią znaków zapytania rozsiewanych przez splatające się w dialogach nietypowe instrumenty słuchacz może się przy pierwszym kontakcie z płytą pogubić - ale na pewno pogubi się z wypiekami zadowolenia na twarzy. Jest to jedna z tych płyt, na których z każdym przesłuchaniem odkryje się coś zupełnie nowego i niespodziewanego – pozwala też puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie, jak mogłaby brzmieć grupa Yes, gdyby do jej składu został jednak - jak miało to zresztą przecież być - dokooptowany Vangelis…

    I. W.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    13,78 EUR