Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Tangerine Dream

(175 albums)

Tangerine Dream to niemiecki zespół, założony w 1967 roku przez Edgara Froese. W ciągu swego istnienia zespół wielokrotnie zmieniał skład, z wyjątkiem samego Froese, który w zespole pozostaje do dziś. We wczesnym okresie członkiem Tangerine Dream był perkusista i kompozytor Klaus Schulze, ale najtrwalsza i najpopularniejsza była formacja z połowy lat '70: Edgar Froese, Christopher Franke, Peter Baumann. Z początkiem lat '80. Baumanna zastąpił Johannes Schmoelling; także ten skład utrzymał się dość długo i był bardzo twórczy. Albumy Tangerine Dream z wczesnego miały kluczowe znaczenie dla rozwoju Krautrocka. Albumy późniejsze dały podwaliny dla gatunku new age. Obok licznych nagrań studyjnych i koncertowych, zespół stworzył oprawę muzyczną dla blisko trzydziestu filmów.

sort by albums on one page
recording period
  • Tangerine Dream | Force Majeure

    Tangerine Dream | Force Majeure


    Po tym jak Jolliffe odszedł z grupy Froese i Franke nagrali w Berlinie nowy album samemu. Wspomagał ich Klaus Krüger na bębnach i inżynier dźwięku Edvard Meyer na wiolonczeli. Nagranie na przełomie sierpnia i września 1979 Force Majeure spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem krytyki jak i okazało się sukcesem komercyjnym (angielski Top 30). Tytułowe Force Majeure: cztero minutowy początek nawiązuje do stylistyki Pink Years i co ważne wyraźnie wykorzystuje syntezatory - ciąg dalszy to głównie bębny, gitara elektryczna i dźwięk fortepianu, ciekawy, przypominający trochę dawne nagrania kraut rockowe, słucha się znakomicie. Po siódmej minucie talerze i gitarę wspomaga już brzmienie analogów. Znakomita suita wpada w typowo sekwenserowe, ale spokojne klimaty od 12 minuty. Bardzo ciekawa wielonastrojowa część płyty.
    Rozpoczynająca się od gitarowych riffów Cloudburst Flight to swoista kwintesencja tego jak powinna być zbudowany świetny el utwór. Metamorphic Rocks przechodzą zaś od spokojnego klimatu do wielce energetyzującego rytmu od 4.30 - niestety chyba nie starczyło twórcom pomysłu na wykończenie tej części płyty i brzmi on najsłabiej, bo zwyczajnie monotonnie.

    Dariusz Długołęcki


    Tony otwierające ten album do złudzenia przypominają brzmienie introdukcji do kompozycji Frank Herbert Klausa Schulze z jego albumu X - ciekawe, czy jest to świadome nawiązanie, czy też po prostu efekt działania przypadku przy malowaniu elektronicznych krajobrazów wyłaniających się z poświstów i szumów najróżniejszego typu. Brzmienie zagęszcza się, zbierają się ołowiane, syntezatorowe chmury - ten fragment tytułowej suity znakomicie koresponduje z nastrojem najwcześniejszych impresji Tangerine Dream. Po pewnym czasie wyłoni się spokojny rytm basowego syntezatora, na którego tle rozkwitnie fortepianowy motyw, polegający na rozbudowywaniu bardzo efektownego, klarownego riffu. Dochodzi perkusja i utwór nabiera rozmachu; kompozycja przechodzi przez kilka spokojniejszych, prawie arytmicznych pasaży, ale porządkujące brzmienie perkusji zawsze powraca na pierwszy plan, porywając słuchacza w podróż przez kolejne dynamiczne wątki. Zespół maluje swoje dźwiękowe wizje z podobną ekspresją jak kilka lat wcześniej, niemniej jednak brzmienie uległo pewnemu "wypolerowaniu", stało się nieco bardziej suche, a muzyka starannie oczyszczana jest z dysonansujących elementów. Właśnie na przestrzeni kompozycji Force Majeure rodzi się styl, który zdominuje kolejne płyty Tangerine Dream aż do Le Parc - barokowe bogactwo wyraźnie kontrastujących ze sobą tematów, wyraziście aranżowanych, usystematyzowanych przez zdecydowane wejścia sekcji rytmicznej, sekwencerów lub po prostu pełnie brzmiących instrumentów nie wdających się już jak drzewiej w awangardowe dygresje i niekończące się, przeradzające się w dysonansowe impresje dialogi.
    Najwspanialszym fragmentem tego longplaya jest moim zdaniem utwór Cloudburst Flight. Muzyka idealnie oddaje koloryt i atmosferę obrazów Corota. Mini-suita rozpoczyna się od miękkiego, drobnego, syntezatorowego deszczu padającego prawie niezauważalnie na tle gitarowych akordów, "zarpeggiowanych" i ozdobionych drobnymi ornamentami. W pewnym momencie gitara nadaje kompozycji zdecydowany rytm, jej akordy wybrzmiewają klawiszowym echem, syntezator odpowiada na ciemniejące akordy gitary melodią opartą na kwincie, nabierającą stopniowo coraz bardziej minorowego charakteru, gdy w tle pojawia się błotniste ostinato i wkracza sekcja rytmiczna. Syntezator intonuje unisono z gitarą główny motyw utworu, po czym nadchodzi czas na zapierający dech w piersiach fragment zagrany przez Froesego na gitarze elektrycznej - uważam, iż ta partia jest jedną z najlepszych solówek gitarowych, jakie słyszymy w całej dyskografii Tangerine Dream. Gitara zmaga się ze wzbierającym na sile elektronicznym wichrem i coraz bardziej nerwową perkusją, stopniowo pojawia się coraz więcej zgrzytliwych dźwięków, świszczących strun i dysonansowych wtrętów, aż muzyka po raz kolejny wzbierze na sile, przesterowana gitara zaintonuje kilka akordów… i raptem plan muzyczny zacznie się wypogadzać, krople deszcze wciąż będą ociekać ze strun gitar i klawiszy syntezatorów, ale w tle utworu coraz bardziej zdecydowanie przezierać będzie słońce…
    Ostatni utwór zbudowany jest z dwóch kontrastowych części; względnie krótka introdukcja to bardziej art-rockowe niż elektroniczne oblicze Tangerine Dream, fragment ten świadczy wyraźnie o fascynacji muzyków Mandarynkowego Snu twórczością grupy Pink Floyd. Druga, długa część, zbudowana jest na zgrzytliwym, przesterowywanym, poddawanym najrozmaitszym deformacjom i przesileniom oraz oddaleniom akompaniamencie ostinatowym, służącym jako tło zmieniającym się plamom akordów i co jakiś czas pojawiającym się daleko w tle niepokojącym, nieraz niemuzycznym odgłosom. Dzieki temu utworowi słuchacz odbywa podróż przez skały metamorficzne - trudno sobie doprawdy wyobrazić lepszą ścieżkę dźwiękową! Ta muzyka doprawdy wprowadza słuchacza w swoisty trans i nie przestaje fascynować mimo swej pozornej, powierzchownej monotonii… Warto dodać, iż do tematu, na którym skonstruowana jest impresja Thru Metamorphic Rocks, grupa powróciła w 1981 roku pracując nad ścieżką dźwiękową do filmu Thief: wykorzystany tam utwór Igneous jest kontynuacją wątku wieńczącego album Force Majeure.

    I. W.


    To jedna z moich ulubionych płyt tego teamu. Płyta została nagrana w sierpniu i we wrześniu 1979 roku, oczywiście w Berlinie. Utwory skomponowane przez Edgara Froese (to oczywiste) i Chrisa Franke. Dopiero rok później do grupy dołączył Johannes Schmoelling.
    Płyta zawiera trzy utwory. Najdłuższy, tytułowy Force Majeure zawiera kilka wątków muzycznych, jest świetnie dopracowany, zawiera doskonałe motywy melodyczne - w sumie nagranie super. We wszystkich nagraniach na płycie, Froese daje popis gry na gitarach 6 i 12 strunowych oraz na "basie". Dzięki gitarom, drugi utwór Cloudburst Flight ma bardzo rockowe brzmienie. Trzeci utwór Thru Metamorphic Rocks również zasługuje na uwagę. Bardzo mi się podoba początek utworu, potem staje się trochę nużący. Mógłby być krótszy o pięć minut, ale to tylko moje zdanie. Wielu moim znajomym właśnie to nagranie podoba się najbardziej. Ogólnie płyta jest raczej dynamiczna, ma wiele ciekawych "kawałków", a jeżeli ktoś przepada za grą Edgara Froese na gitarach elektrycznych, to po wysłuchaniu całości nie będzie zawiedziony.

    Lech

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Tangerine Dream | L'Inferno: 1911

    Tangerine Dream | L'Inferno: 1911

    Good price

    Availability: Temporary absence | product: 1DVD


    7,67 EUR
  • Tangerine Dream | Logos Live

    Tangerine Dream | Logos Live


    Lata 1979-1984 były zdecydowanie najlepszym okresem w twórczości Tangerine Dream. Ciąg niezapomnianych płyt rozpoczął album Tangram, a (chyba) zakonczyła podwójna płyta z grudniowego koncertu w Warszawie w 1983 Poland, uważana za najlepszą płytę zespołu (patrz Generator News Nr. 6). Późniejsze albumy Tangerine Dream nie oddawały już niezapomnianego ducha tamtych lat. Na tak udany kształt ówczesnych nagrań grupy Edgara Froese wpłyneła wyraźnie osobowość Johannesa Schmoellinga i jego inwencja w wykorzystaniu min. syntezatorów Fairlight.
    Płyta Logos - Live at the Dominion stanowi zapis londyńskiego koncertu grupy z roku 1982, czyli właśnie z tamtego niezwykłego okresu. Album zawiera dwuczęściowy utwór Logos oraz krótkie zakończenie koncertu, nagranie niezbyt pasujące klimatem do całości - Dominion. Jak zwykle w przypadku Tangerine Dream, o tym, że muzyka wykonywana jest na żywo, a nie w studiu, świadczy tylko zapowiedź i krótki aplauz słuchaczy na wstępie i przy zakończeniu. Sama muzyka jest generalnie nieco tajemnicza, szczególnie w pierwszej części; mimo zmian nastroju co kilka minut płyta tchnie ciągłą atmosferą niepokoju i mistycyzmu. Ostatnie minuty pierwszego utworu przynoszą urzekające, rzewne zakończenie jak za czasów albumów Phaedra czy Encore. Nie ma jednak cienia wątpliwości, że płyta pochodzi z późniejszego okresu. Świadczą o tym wspaniałe, przestrzenne brzmienia instrumentów oraz rozbudowane aranżacje połączone z nietypowymi rozwiązaniami rytmicznymi.
    Każdy wykonawca sięga kiedyś swoją muzyką szczytu, wyżyny, z której droga wiedzie już tylko w dół. Albumy Tangerine Dream z początków ubiegłej dekady właśnie tak wznoszą się nad pozostałymi dokonaniami grupy. Nawet przeciwnicy tego "komercyjnego" zespołu chyba z przyjemnością rzucą uchem na tamte krążki. Natomiast dla fanów jest to po prostu najlepszy sok z madarynek.

    Michał Żelazowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Tangerine Dream | Dream Mixes 4 (+bonus CD)

    Tangerine Dream | Dream Mixes 4 (+bonus CD)

    Bestseller
    Seria Dream Mixes została zainicjowana prze Jerome Froese'go. Wpadł on na pomysł by utwory z klasycznych płyt przedstawić w nowoczesnych remixach. Boom techno i pokrewnych stylów, niejako wymógł na Tangerine Dream presje by ci podążali za nowymi brzmieniami. I tak jest w gąszczu sampli, transowych bitów można usłyszeć klasyczne utwory grupy, z tym iż są to wersje mocno zniekształcone. Utwory z płyt Exit (pojawia się motyw ze słynnego Kiev Mission), Tangram czy Thief, doładowane zostały połamaną rytmiką drum'n'bass. Fanem tego stylu jest młody Froese i to on zapewne mocno znęcał się nad tym materiałem. Są jednak utwory które bliższe są klasycznym dokonaniom grupy. Takim utworem jest Massenger mający swoje korzenie w utworze Rising Runner Missed By Endless Summer z płyty Cyclone. Ale Dream Mixes 3 to nie tylko wywrotowe remiksowanie nobliwej klasyki. Zespół sięgnął też po nowsze utwory jak te z płyty Mars Polaris. Dla wielu ortodoksyjnych fanów grupy tego typu rzeczy, to zamach na własną sztukę. Są jednak i ci z otwartymi głowami i kolejne części Dream Mixes łykają bezproblemowo. W sumie to nadążanie za trendami jest dowodem iż zespół pozostał nieco w tyle. Mimo to potrafią wciąż zaskoczyć nowoczesnym brzmieniem i pozostać sobą. A to już sztuka.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    15,99 EUR
  • Tangerine Dream | Quinoa

    Tangerine Dream | Quinoa


    Mając chyba na względzie obchodzone 30-lecie zespołu Tangerine Dream, Edgar Froese wydaje coraz więcej starszych, niepublikowanych dotąd lub bardzo rzadkich nagrań. Ułatwia mu to istnienie wytwórni TDI (związanej z zespołem), gdzie pewnie prowadzi własną politykę wydawniczą.
    Pojawiają się więc takie rarytasy jak Dream Encores z bisami z koncertów Tangerine Dream, Hollywood Years 1&2 z nieznaną muzyką filmową czy wreszcie Quinoa. Tytuł ten znany jest fanom Tangerine Dream, choć pewnie nie każdy mógł wysłuchać tego koncertowego nagrania. Pierwotnie ukazało się ono w 1000 kopii (Volt Records) dla członków rozwiązującego się berlińskiego fanklubu zespołu. Potem nagranie to ukazało się na bootlegu Mystery Tracks. Quinoa to muzyka typowa dla TD z lat 89/90 i początku lat 90-tych. Uwagę zwracają spokojniejsze fragmenty. Atrakcyjniejszy jest jednak zestaw nagrań "live" na płycie 220 Volt.
    Wydawnictwo Quinoa uzupełniają dwa utwory. Pierwszy z nich - Voxel Ux, miał być, według informacji z internetu, zawarty na 12 specjalnych wydaniach płyty Goblins Club, będących podarunkami dla 12 pierwszych fanów, którzy nawiązali kontakt z oficjalną stroną WWW zespołu. Drugi utwór - Lhasa, ma być podobno fragmentem większej całości o tym tytule, która ma ukazać się w 1999 roku. Oba utwory są według mnie bardzo dobre. coć utrzymane już w nowym stylu, nie zawierają natrętnych elementów techno. W Voxel Ux pobrzmiewają echa początku lat 90-tych a Lhasa podobna jest do melodii z drugiej połowy Transsiberii - rozległa, podniosła jak hymn, ciągnąca się leniwie. Płyta z utworami utrzymanymi w klimacie Lhasy byłaby niezła.

    Lord Rayden




    Na płycie znajduje się raptem jeden 28-minutowy utwór. Słuchając płyty można wyróżnić trzy części. Quinoa zaczyna się niczym Rockoon (podobne brzmienia) plus solo saksofonu. Potem następuje długie przejście. Pojawia się motyw z 220 Volt, przy czym niektóre z brzmień są całkiem nowe. Ponieważ muzyka ta powstała wcześniej niż 220 Volt, barwy te są pierwotnymi. Trzecia część to przede wszystkim silny rytm, orientalno - metalowe brzmienia i echa muzyki filmowej Chrisa Franke, którego w zespole już nie było. Płytę wydano w 1000 egzemplarzy. Niewiele muzyki, niewiele zdań.

    Henryk Gwarda

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,19 EUR
  • Tangerine Dream | Turn of the Tides

    Tangerine Dream | Turn of the Tides


    Podczas burzy z piorunami, w sobotni ranek 1881 roku, John Calyx opuścił miasto Nadira konnym powozem. Towarzyszył mu jego słowik. John nauczył ptaka śpiewać oktawami i tylko te piosenki pozwalały mu usnąć... Tak rozpoczyna się zamieszczona w pierwszym wydaniu tej płyty (1994 r) opowieść fantasy autorstwa Edgara Froese, o poszukiwaniu przez Johna Calyxa brata i podróży do miejsca Zmiany Przypływów. Po raz pierwszy Tangerine Dream sięgnął do wzorców muzyki poważnej i pierwszy utwór to słynne Obrazki z Wystawy - motyw Modesta Mussorgskiego na tle stukotu końskich kopyt, deszczu i trzasku piorunów. A może jest odwrotnie - burza i odgłos kopyt, a w tle Mussorgski. Utwór ten wspaniale tworzy nastrój początku niesamowitej podróży w krainę fantasy Tangerine Dream i własnej wyobraźni.
    Tytuły kompozycji nawiązują do kolejnych etapów wyprawy Johna Calyxa. Drugi to Firetongues - przeprawa przez dolinę Ognistych Języków. Ten chyba ulubiony przez autorów, bo wykorzystany na zabrzańskim koncercie i przetworzony w Dream Mixes One utwór mocno kontrastuje elektronicznym brzmieniem ze spokojnym, nastrojowym początkiem płyty. Następnie mój ulubiony Horyzont Niewolniczej Galery - Galley Slave's Horizon - rozpoczynający się od głęboko brzmiącego motywu wygrywanego na bębnach, przywodzącego na myśl to falujące morze, to rytm nadawany galernikom. W czasie prawie ośmiu minut dochodzi do głosu cały elektroniczny arsenał Tangerine Dream z mocno zaakcentowanymi gitarami i dyskretnym wokalem (nie piosenkami!).
    To płyta z okresu gdy z zespołem mocno związani byli Zlatko Perica (gitary) i Linda Spa (saksofony). Oboje zaznaczyli swoją obecność wyraźnie nie zakłócając jednak elektronicznego charakteru całej płyty. Muzyka jest elektronicznie soczysta, chwilami nastrojowa lecz brzmiąca mocno i zdecydowanie. Całość spójna, tworząca specyficzny nastrój i chwilami aż żal, że utwory nie są ze sobą połączone. Zdecydowałem się napisać o płycie Turn Of The Tides ponieważ pojawiła się w ofercie Generatora, a przede wszystkim dlatego, że mnie osobiście podoba się najbardziej ze wszystkich płyt Tangerine Dream wydanych po odejściu Chrisa Franke. Właśnie ta płyta po kilkuletniej przerwie uczyniła ze mnie na powrót wielbiciela zespołu...
    Natomiast John Calyx po przepłynięciu morza musiał zabić swojego oswojonego słowika - Death Of A Nightingale (saksofon Lindy Spa aż płacze z żalu), by stanąć przed tajemniczą radą dwunastu -Twilight Brigade i uzyskać pozwolenie na dalszą podróż przez pełną niebezpieczeństw dżunglę - Jungle Journey (powtórzona w Dream Mixes i What A Blast). Dalej podąża przez górskie krainy w czasie Śródzimowej Nocy - Midwinter Night , aby przekroczyć wreszcie bramy miasta Arca i znaleźć się w magicznym miejscu Zmiany Przypływów - tytuowym Turn Of The Tides.
    ...Nikt więcej nie zobaczył Johna. Mówi się, że naprawdę spotkał brata i teraz mieszka z ognistymi ptakami poza Zasłoną Pamięci.

    Leonard Rutkowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,19 EUR
  • Tangerine Dream | Tang-Go

    Tangerine Dream | Tang-Go


    Taki zespół jak Tangerine Dream wręcz zmuszony jest do wydawania kompilacji, które mają na celu podsumowanie jakiegoś okresu działalności. Dwupłytowy album Tang Go jest właśnie jedną z nich. Sumuje dosyć istotny i nieraz kontrowersyjny okres w historii zespołu, a więc całą dekadę lat '90. Wielu fanów miało za złe grupie iż tako ochoczo nieraz korzystała z nowinek brzmieniowych. No ale przecież to dekada muzyki techno, nowych brzmień, transowych bitów. Ktoś taki jak Tangerine Dream, korzystający obficie z elektroniki wręcz musi iść z duchem czasu. Głównym motorem zmian w zespole był Jerome Froese. Zafascynowany rytmami drum'n'bass, muzyką ambient, electro nieraz pchał grupę w tym właśnie kierunku. Najdobitniejszym przykładem jest futurystyczny album Mars Polaris. Wraz z jego odejściem w 1996r, zespół zaczął zbliżać się do estetyki new age. Te wszystkie momenty jakie Tangerine Dream łapało w tym okresie swojej kariery, tu zostały uchwycone. I co by nie mówić dziś z perespektywy czasu, trudno by było wyobrazić sobie grupę w zgoła innym repertuarze i aurze brzmieniowej. Solidny przegląd z lat '90, ze wskazaniem na to co najistotniejsze w brzmieniu zespołu jak i do że mimo tych wolt grupa pozostała sobą.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    17,32 EUR
  • Tangerine Dream | Tournado

    Tangerine Dream | Tournado


    Rzecz niezwykła dla fana, a zwłaszcza polskiego. Po legendarnym albumie Poland, dostajemy kolejny zapis Tangerine Dream z wizyty w naszym kraju. Koncert odbył się 23 kwietnia 1997r w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Skład w jakim zaprezentował się zespół wyglądał następująco: Edgar Froese (instr. elektroniczne), Jerome Froese (instr. elektroniczne), Emil Hachfield (perkusja) i Zlatko Perica (gitara). Zespół przyjechał zatem nie tylko w nowym składzie ale i z nowym repertuarem. Dominowały kompozycje z lat 90, prezentujące nowe brzmienie Tangerine Dream. A te jest mocno zorientowane na rytm, wręcz transowe i taneczne. I to słychać, zwłaszcza po reakcji publiczności która co i raz dawała znać solidnymi aplauzami. Flashflood czy 220V były wyznacznikami brzmienia grupy z tamtych lat. Znakomicie zaprezentował się utwór Firetongues z nieco "hiszpańską gitarą" Zlatko Pericy, pod którą podłożono solidny, ekspresyjny bit. W Rising Hau grupa sięgnęła dyskretnie po elementy ethno wsparte electro bitem i przestrzennymi, elektronicznymi pasażami. Zagorzali fani mogli narzekać na brak klasycznych kompozycji z lat 70 i 80, ale chyba nie takie było zamierzenie Edgara i spółki by grać coś, co zostało już niegdyś zaprezentowane. Ta prezentacja nowoczesnego brzmienia Tangerine Dream miała pokazać polskiej publiczności ich oblicze z lat 90, ale też ewolucje jaką grupa przechodziła. Jednocześnie zapoznać ludzi z nowym materiałem, po prostu zachęcić do sięgnięcia po albumy z tego okresu. Znakomity koncert i co najważniejsze kapitalnie brzmiący, co nawet u Froesego i spółki nie było regułą.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,61 EUR
  • Tangerine Dream | Rockoon

    Tangerine Dream | Rockoon


    Wraz z rozstaniem się grupy Paula Haslingera, nastał dla Tangerine Dream trudny okres. Edgar Froese mając prawa do nazwy postanowił kontynuować działalność. Trzon grupy stanowił on i syn Jerome Froese. Wydany oryginalnie w 1992 r., album Rockoon już po ukazaniu się był mocno atakowany zwłaszcza w Europie. W USA zaś spodobał się bardzo, nagroda Grammy w kategorii „Best New Age Album” nie jest tu bez znaczenia. Jak słucha się po latach tej płyty? Nowa reedycja w gustownym digi-packu i nowej oprawie graficznej, zachęca do ponownego sięgnięcia po ten materiał. Rodzinny duet wspomagany przez Zlatko Petricę, Enrico Fernadeza i Richi Westera poszedł w kierunku mocniejszego, gitarowego brzmienia. Elektronika jest tu dodatkiem, a Tangerine Dream grają jak rasowy rockowy band. Co ciekawe grupa jakby celowała w listy przebojów, wypuściła bowiem aż dwa single Big City Dwarves i Pinguin Reference. Mimo tego ów materiał jest raczej dowodem pewnego zagubienia grupy, potrzebne były zmiany. Ale to iż bardzo wielu fanów rozczarowało się do muzyki grupy, nie jest przypadkowe. To mocne parcie na amerykański rynek, jednocześnie mimo sprawnej realizacji, całość nie powala pod względem brzmienia. Jednak dla „mandarynkowych” szperaczy którzy muszą mieć wszystko i dla tej płyty muszą znaleźć miejsce na półce.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,19 EUR
  • Tangerine Dream | Legend

    Tangerine Dream | Legend


    Fantastyczny soundtrack, płyta zupełnie inna w nastroju aniżeli Thief i jednocześnie niczym jej nie ustępująca pod względem nastroju. Mamy tutaj (razem z wieńczącym zestaw utworem dodatkowym) aż 20 mini-impresji, spośród których każda ma niezwykły klimat. Nie ma tu zbyt wielu ostinatowych, intuicyjnie kreowanych pejzaży, mamy za to atmosferę niczym z Chronologie Part 1 Jean Michela Jarrea w kompozycji drugiej, potęgowanie nastroju grozy rozpięte między Mythodeą Vangelisa a Stratosfear (utwór piąty), dźwiękowe eksperymenty oscylujące między estetyką własnych nagrań z lat siedemdziesiątych a pomysłami Lutza Ulbricha (utwór szósty), rozbudowane tematy pełne wdzięku, a jeszcze nie rzewne, aranżowane z wykorzystaniem baterii gitar oraz efektów orkiestrowych (dość długi utwór piętnasty), podorientalizowany dark ambient z elementami stylu Klasua Schulze na "podziemnej" płycie En=Trance (kompozycja dziewiąta), elementy muzyki renesansu (pozycje 3. i 8.)... Przy takiej pomysłowości udało się tutaj jednak zadbać o spójność całości, album brzmi dosadnie, sugestywnie i przekonująco. Bonus w postaci króciutkiej impresji Autumn to obrazek malowany nietypowymi akordami na tle sopli wibrafonowego ostinata w chłodnej tonacji – dobre uzupełnienie frapującego, blisko 80-minutowego zestawu.

    I. W.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    25,83 EUR