Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

DISCOUNT - special prices

(64 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Andymian | Scarecrow, Passion of Survival

    Andymian | Scarecrow, Passion of Survival

    Good price
    Scarecrow… to concept-album olsztyńskiego muzyka i producenta Andrzeja Mierzyńskiego, działającego pod pseudonimem Andymian. Na krążku znajdziemy muzykę inspirowaną plenerowym spektaklem teatru Między Innymi, stworzoną w roku 2006 i (w skróconej formie) towarzyszącą teatrowi już na kilku festiwalach. Tytułowy alegoryczny Strach Na Wróble może uosabiać każdego z nas - bohater zmaga się dzielnie z najrozmaitszymi przeszkodami losu, ale cała historia otrzymuje szczęśliwe zakończenie. Album trwa prawie godzinę, co z pewnością ucieszy miłośników długich sekwencyjnych form: nie brak tutaj ponad 10-minutowych utworów, stanowiących popis wizualizacyjnie sugestywnej, wielowątkowej muzyki elektronicznej kojarzącej się głównie z filmowymi impresjami Tangerine Dream połowy lat osiemdziesiątych. Oczywiście także miniatury zasługują na uwagę, jak choćby króciutki utwór drugi, naładowany dysonansowymi warstwami akordowymi, przywołując klimat rodem z Quichotte Tangerine Dream. Słychać, iż muzykowi i kompozytorowi w jednej osobie nie brakuje specyficznego poczucia humoru oraz swobody w operowaniu środkami wyrazu - niewątpliwie warto prześledzić losy Stracha Na Wróble i parokrotnie dać się zaskoczyć zwrotom muzycznej akcji...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    6,49 EUR
    4,49 EUR
  • Lightwave | Mundus Subterraneus

    Lightwave | Mundus Subterraneus


    Projekt Lightwave zabiera Słuchacza w mroczną podróż przez morza pełne kraterów, zsolaryzowanych obłoków oraz strzępiastych fosforyzujących roślin. W wyjątkowy sposób połączone zostały tutaj elementy eksperymentującego ambientu oraz baśniowo aranżowanej elektroakustyki - na dodatek w dziwacznie egzotycznej poświacie. Swobodnie spadające, zawieszone w matowej próżni impresje Lightwave mają coś wspólnego ze suitami projektu Protogonos (Strange Geographies), jednocześnie czai się tutaj duch wysublimowanych el-poematów Paula Ellisa, z których złośliwy duch odjął rytmikę oraz wszelkie znajomo brzmiące harmonie. Udało się tutaj osiągnąć bardzo ciekawy efekt: słychać mnóstwo rozmaitych dźwięków, na muzycznej palecie aż roi się od jaskrawych barw, a jednocześnie mamy tu do czynienia z niemalże absolutną anarchią formalną i bardzo odważnym minimalizmem. Mijają kolejne godziny przeznaczone na bliższe spotkanie z Mundus Subterraneus, a nadal trudno wyrobić sobie pogląd na tę płytę, spróbować ją zaszufladkować, spróbować ją porównać do zjawisk widywanych już kiedyś w el-świecie... Psychedelic-downtempo-ethno? Duch Dymitra Szostakowicza rozpuszczony w oparach dark ambientu? To wszystko niedoskonałe przybliżenia - pora wyruszyć na samodzielną wyprawę mającą na celu wydarcie Mundus Subterraneus jego tajemnicy... Trzeba jednak pamiętać, iż podczas tej niecodziennej tonicznej wyprawy należy być gotowym na wszystko... Zresztą tytuł suity obejmującej utwory drugi i trzeci mówi wszystko...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    20,43 EUR
    11,23 EUR
  • Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare

    Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare


    Sphare I ma charakterystyczne namlookowski sztafaż i ciekawe granie na pierwszym planie, bardzo wyciszone, subtelne jak chociażby stosowanie pojedynczych fortepianowych akordów i dziwacznych wokaliz. Part II stawia na rytmiczne, zapętlone granie. III przynosi kosmiczne odgłosy plus nieharmoniczne granie i stonowane tło. Choć wydaje się to monotonne ta część Raumlandów jakoś najbardziej mi pasuje. Czyli bez rewelacji ale ok.

    Dariusz Długołęcki




    Finał trylogii Raumland to trzy długie utwory zabarwione w charakterystyczne dla duetu Move D / Namlook sposób. Jest to niewątpliwie najbardziej abstrakcyjna, najwięcej od Słuchacza wymagająca część najnowszego albumu: w porównaniu z poprzednimi płytami praktycznie brak tutaj wyrazistych wątków melodycznych, chwytliwych sekwencji akordowych, postawiono za to w tym większym stopniu na walory brzmieniowe. Podkreślę jednak jeszcze raz, że jest to przede wszystkim trudny album. To już ostatecznie piętnasta płyta w cyklu Move D / Namlook, a w ogóle osiemnasta płyta będąca owocem wspólnych sesji Namlooka i Moufanga. Wydaje się, że więcej tutaj rutyny aniżeli zapału poszukiwania - a o ile poprzednie części Raumland przynosiły jeszcze w miarę konkretnie zarysowane kształty muzyczne, o tyle tutaj mamy do czynienia raczej z godzinnym scherzem, całkowicie otwartą, intuicyjną zabawą dźwiękami, której finału nie mogą przewidzieć nawet sami muzycy; z drugiej zaś strony, jak na taki swobodny żart zdecydowanie za mało tutaj znowu improwizacyjnego i przede wszystkim formalnego luzu... Wszechobecnym elementem jest tutaj uporządkowany, typowy dla IDM-u a la Move D / Namlook rytm, podobnie jak obsesyjnie powtarzane i nieznacznie modyfikowane filtrami kombinacje akordowe. Sphaere 1 zaczyna się w gęstwinie bardzo obiecująco brzmiących tonów, ale z czasem i tutaj napięcie pomału siada, podczas gdy pozostałe dwie części już tylko od czasu do czasu podsuwają Słuchaczowi naprawdę intrygujące motywy do dopowiedzenia wsłuchaną wyobraźnią ciągu dalszego. Mogę zrozumieć, dlaczego na forum dyskusyjnym na stronie 2350.org posypały się głosy, że "pora już chyba kończyć Dave-and-Pete-Show, jeśli chcemy jeszcze coś mieć z FAXu"; mogę zrozumieć, a jednak nie do końca mogę się zgodzić, jako że nawet ten tak dziwaczny i średnio angażujący album ma w sobie jakiś pierwiastek tajemniczości i oryginalności. Z jednej strony trudno się koncentrować na zjawiających się tu trochę jakby od niechcenia motywach przez cały czas, z drugiej strony nie sposób ot tak sobie przewinąć dłużących się sekwencji - i to nie tylko podczas pierwszego przesłuchania, kiedy czeka się na jakieś rozwiązanie podsuwanych dość mętnych motywów! Być może niebagatelną rolę gra tutaj moje przywiązanie do muzyki Namlooka i fakt, że posiadam całą dyskografię artysty (z maxi-singlami włącznie), ale naprawdę wydaje mi się, że w tej muzyce po dziś dzień coś drzemie, trzeba tylko umieć znaleźć odpowiedni do niej klucz, wczuć się w odpowiedni nastrój. W samym środku nocy, kiedy żadne czynniki audiowizualne nie odwracają uwagi, słuchanie tego na pozór bardzo spokojnego, obojętnego albumu staje się znienacka przeżyciem zupełnie innej jakości - trzeba tylko pamiętać o tym, by postarać się łowić rzeczywiście każdy najmniejszy ton... (No dobrze, ale tak swoją drogą czekam oczywiście nadal z utęsknieniem na płyty takie jak Elektro III, The Fires of Ork III albo Miles Apart II...)

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD + 1DTS CD

    30,72 EUR
    20,00 EUR
  • Analogy 3

    Analogy 3


    Składanka rozpoczyna się mocnym akcentem, nie pozostawiającym wątpliwości co do tego, w jakie rejony elektroniki zawitaliśmy: pompujące sekwencery, mgliste ponure chóry oraz rozbudowane solo o barwie kojarzącej się z albumem Spiral Vangelisa, składające się na robiącą wrażenie impresję Clenta i Emmensa, pozwalają Słuchaczowi pomyśleć, iż znalazł się w sekwencyjnych (i "analogowych") dobrych czasach. Większość pojawiających się tu wykonawców jest z pewnością od dość dawna znajoma Słuchaczowi rozeznającemu się w temacie. Tym bardziej może z pewnością niejednego zadziwić, jak dalekie od prawdy jest stwierdzenie, iż nawiązująca do berlińskich tradycji elektronika sekwencyjna jest "przeoranym ponad granice możliwości" terenem, tudzież, że się "powtarza" lub jest "na wykończeniu" - naturalnie, że powtarzają się tu typowe chwyty kompozycyjno-intuicyjno-aranżacyjne (w przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia z innym stylem), ale przecież najważniejsze wydaje się tu być uchwycenie, odmalowanie i podtrzymanie pewnego nastroju, nawet, jeśli nie idzie to już, jak w dawniejszych czasach, w parze z odkrywaniem na świeżo możliwości najaktualniej dostępnych analogowych syntezatorów... Szczególnie polecam "ambient" a la ołowiane, amorficzne pasaże w twórczości dawnego Tangerine Dream w Molecular Surge Stephena Parsicka, króciutki, a jednak zdążający być zmyślnym żarcik Russella Storeya, Cosmic Kiwi III, ocierające się o jarre’owską stylistykę podwodne Sea Click Francois-Pola Corneca, dobrze podsumowane oksymoronicznym tytułem Familiar Surprises sekwencjonowanie Terje Winthera, nieco w stylu "szkoły francuskiej" schyłku lat siedemdziesiątych, a także błyskotliwie przerzucony pomost między tradycją a przyszłością, Analogum w wykonaniu Schonwalders Filterkaffee. Wystarczy wygodnie zasiąść u głośników (lub ze słuchawkami), przymknąć oczy... i już jesteśmy In the Moog, jak to trafnie na tej składance podsumowuje Eric G.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Stomu Yamashta | Red Buddha - The Man From the East

    Stomu Yamashta | Red Buddha - The Man From the East


    Na jednej płycie CD wznowione zostały dwa albumy z bogatego repertuaru japońskiego perkusisty, legendy prog-rock-jazzu i spokrewnionych z nim gatunków. The Man From The East to przede wszystkim krótsze utwory, w których oprócz frapujących linii rytmicznych najważniejszą rolę pełnią rozbudowane etniczne partie wokalne i sola gitarowe. Pierwszy utwór, przyprawiony akcentami sekcji dętej, ma coś wspólnego z atmosferą najbardziej soulowych utworów Jimiego Hendrixa; na wysokości drugiego utworu najadekwatniejszym skojarzeniem będzie prawdopodobnie treść albumu Welcome Santany, podobnie obfitującego w ciekawe zestawienia partii gitarowych, egzotycznych ozdobników fletowych, rozbudowanych ścieżek perkusyjnych z wykorzystaniem wibrafonu oraz klawiszowych plam zagęszczających całość. Dość trudno byłoby zaszufladkować prezentowaną tu muzykę, jedyny w swoim rodzaju melanż elementów jazzu, swingu, soulu, rocka i ethno, nie bez eksperymentowania zarówno w zakresie harmonii, jak i aranżacji. Bodajże największą atrakcją na pierwszym reedycjonowanym albumie okazuje się piąta impresja: utwór najdłuższy, specyficzny dźwiękowy rytuał o wielkiej - choć niezmiernie surowej - sile wyrazu, zderzający kontrastowo plemienne wyładowania z medytacyjnymi fletowymi pejzażami. Red Buddha to album chyba jeszcze bardziej wciągający, jeszcze bardziej bezkompromisowo eksperymentalny, z instrumentami perkusyjnymi najprzeróżniejszej maści już nie tyle wyeksponowanymi, co występującymi w jedynej istniejącej w tym scenariuszu roli. Stomu Yamashta proponuje dwie ponad 15-minutowe kompozycje rozpisane wyłącznie na najrozmaitsze idiofony i pomniejsze "przeszkadzajki", tworząc muzykę dość luźną formalnie, ewokującą przede wszystkim niepowtarzalnym nastrojem; muzykę niebywale teatralną i sugestywną, zagospodarowaną aż do ostatniego znaku na partyturze a jednocześnie fascynująco przestrzenną. Oba albumy zestawione na jednm krążku mogą stanowić znakomite wprowadzenie w twórczość tego niezwykłego artysty.

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD

    13,78 EUR
    11,23 EUR
  • Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2

    Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2


    W nieskończoność podtrzymywane akordy, które dawno przekroczyły barierę dur/moll, nigdy nie wygasające dźwięki opancerzone niezliczonymi elektronicznymi filtrami, spokój uchwycony w przekroju poniewierającej się na placu budowy betonowej rury lub na skrawku ociekającej świeżym asfaltem jezdni... Tak można by próbować wprowadzać słuchacza w nastrój tej nietypowej płyty. To fascynujące, ile treści można zawrzeć w podskórnej sferze każdej proponowanej tu kompozycji, na pozór odstręczającej swą upiorną minimalistycznością i niebywałą statycznością. Stojące syntetyczne akordy doznają nieustannego mrowienia, na ich powierzchni można zaobserwować nieustannie dokonujące się zmiany. Rodowód parujących tu brzmień jest naturalnie miejski, cywilizacyjny, rezultatem jest jednak jedyne w swoim rodzaju emergentne, organiczne zjawisko. W pełni można docenić tę płytę traktując ją jako ścieżkę dźwiękową do fascynującej lektury lub jako soundtrack do zapadania w sen, niemniej jednak to właśnie świadomy, wytężony kontakt z tą muzyką - najlepiej po ciemku, przez słuchawki - pozwoli Słuchaczowi rozsmakować się tymi dźwiękowymi wysączeniami do woli. Trudno wybrać najlepszy utwór z tego zestawu, ale nie tylko dlatego, że wszystkie impresje są do siebie - programowo - bardzo podobne, lecz przede wszystkim dlatego, iż każdy z nich dopiero w szerszym kontekście, czyli w towarzystwie pozostałych, nabiera pełni barw. Niemuzyczne grzechoty, poszumy i pogłosy w fascynujący sposób balansują na granicy melodyczności, podczas gdy spiętrzone ścieżki akordowe jeszcze tylko "ostatkiem sił" podpadają pod definicję "wątku muzycznego". Dajmy się ponieść tej brunatnej, wydzielającej stalowo-asfaltową woń muzyce i rozsmakujmy się w poezji milknących świateł ulicznych, odgrodzonych żółto-czarnymi szlabanami zakamarków, pustych parkingów i łopat wiatraków klimatyzacyjnych...

    I. W.




    Ponury, mroczny ambient połączony z industrialnymi odgłosami. Pesymistyczny ton dark ambientu jest niekoniecznie moim ulubionym ale trzeba przyznać że da się słuchać.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Last items | product: 1CD + 1DTS CD

    30,72 EUR
    20,00 EUR
  • Nattefrost | Underneaght the Nightsky

    Nattefrost | Underneaght the Nightsky

    Nattefrost to pseudonim duńskiego artysty Bjorna Jeppesena; kompozytor i syntezatorzysta prezentuje na piątym albumie zatytułowanym Underneath the Nightsky frapującą syntezę new-age, wariacyjnej elektroniki sekwencyjnej oraz lżejszego ambientu. Materiał Nattefrost jest silnie zrytmizowany i bogato zaaranżowany, album spodoba się nie tylko miłośnikom intuicyjnie kreowanych elektropejzaży, ale również tym, którzy poszukują w tej muzyce klarownie zarysowanych, rozbudowanych wątków melodycznych. Płyta rozpoczyna się niczym klasyczne albumy w stylu new-age, włącznie z niemieckojęzyczną narracją wprowadzającą Słuchacza w odpowiedni nastrój - rychło jednak muzyka dryfuje bardziej w stronę melodyjnej elektroniki sekwencyjnej o ruchliwych, wielopoziomowych ścieżkach rytmicznych. Szczególnie podobać się mogą optymistyczne solówki w utworze tytułowym, skontrastowane z chmurniejącym stopniowo akordowym tłem, nanizanym na żywą, dynamiczną sekwencję kojarzącą się z najświeższymi propozycjami Tangerine Dream, a także mroczniejsze kalejdoskopowe wizje w kompozycji Observing Emotions. Warto dodać, iż w utworze Winterland Jeppesena wspomaga Robert Schroeder, znany el-melomanom choćby jako mózg projektu Food For Fantasy, którego płyta Universal Avenue relatywnie sporo wspólnego ma z muzyką proponowaną tu przez Nattefrost.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,99 EUR
  • Adrian Rudy | Par Avion

    Adrian Rudy | Par Avion


    Płyta Par Avion, której kompletny tytuł brzmi: Par Avion: Sequencer Sketches Vol. 4, przynosi aż 78 minut muzyki: blisko 50 minut tytułowych "sekwencyjnych szkiców" oraz swoisty bonus, zebrane pod podtytułem Starfields II nieco bardziej mroczne impresje, więcej mające wspólnego z atmosferycznym ambientem aniżeli typowo (post-)berlińskimi klimatami (to pozostałe 30 minut krążka). Dźwiękową podróż rozpoczynamy od dryfowania przez wypunktowywaną ostinatowymi akcentami relatywnie pogodną, ciepłą przestrzeń wibrującą prawdopodobnie tonami żółci i głębokiej czerwieni, by na wysokości impresji drugiej zawitać w królestwie dźwięków przywołującym na myśl dynamiczne, a przy tym zastanawiająco eteryczne kompozycje Jima Kirkwooda, inspirowane najprawdopodobniej szkicami Tangerine Dream z wczesnych lat osiemdziesiątych. Wszystkie kompozycje przykuwają uwagę profesjonalną a przy tym nienachalną instrumentacją i wysokim (nie skażonym rutyną) poziomem wykonawczym. Skoro jednak jesteśmy przy wykonawstwie: w trakcie słuchania trzech pierwszych utworów odniosłem wrażenie, iż zdecydowanie większy akcent położony został tutaj jednak na perfekcyjne zgranie wszystkich planów dźwiękowych, zarówno pasaży harmoniczno-melodycznych, jak i frapujących efektów "niemuzycznych", aniżeli na prawdziwie elektryzujące, pełne wigoru wykonanie - dla kontrastu, projekt Omega Syndicate połączył na albumie Analogue Waves niekwestionowany kunszt wykonawczy z porażającą brawurą hipnotycznych pochodów ostinatowych. Niewykluczone jest jednak, rzecz jasna, iż jedynie piszącemu te słowa zabrakło nieco więcej "sekwencyjnego ognia" w tych pięknych i frapujących przecież impresjach. Słuchajmy jednak cierpliwie dalej... Szczególnie warto zwrócić uwagę na introdukcję do czwartej pozycji na krążku: Soaring Birds - pasaże fortepianowe przeplecione eterycznymi brzmieniami fletni i intrygującymi elektronicznymi poświstami skojarzyć się mogą z Cloud Two z pamiętnego albumu Detlefa Kellera The Story of the Clouds, a nawet z otwarciem drugiej części legendarnego albumu Ricochet Tangerine Dream. Tutaj z kolei impresjonistyczne piękno i nacisk na atmosferę całości są najważniejsze i doprawdy zachwycają - Słuchacz urzeczony tym utworem nie czeka nawet na bardziej dynamiczne rozwinięcie muzycznych wątków... i, paradoksalnie, doczekuje się chyba najbardziej elektryzującego ostinatowego tła na całej płycie, które fascynuje swą zmysłowością mimo wolnego tempa i subtelnej głośności arpeggiowego akompaniamentu! Najpóźniej zaś na wysokości ostatniego z sekwencyjnych poematów, Sore Birds (ciekawa gra słów w dwóch sąsiadujących utworach: "sore": zraniony, "soar": wznosić, wzbijać się), Słuchacz zmuszony jest przyznać, iż nie zbywa tu już więcej na "sekwencyjnym wigorze"... Ambientalne Gwiezdne pola, wieńczące płytę, to już z kolei rzeczywiście kwintesencja bezbeatowego spokoju i kosmicznej zadumy; zardzewiałe, nieco ponure, zagadkowe brzmienia spowijające półgodzinną całość w ciemne el-draperie, przywieść mogą na myśl nawet niektóre nagrania wykonawców wydających swe impresje w barwach Fax Records. Z pozoru bardzo minimalistyczny, ambient Adriana przynosi Słuchaczowi wiele atmosferycznych zaskoczeń i mnóstwo interesująco zagospodarowanych brzmieniowo warstw do uważnej eksploracji przy wielokrotnych przesłuchaniach.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    10,34 EUR
  • Craig Padilla, Skin Murphy | Phantasma

    Craig Padilla, Skin Murphy | Phantasma

    Phantasma to jak najbardziej trafiony tytuł dla wspólnej płyty Crag Padilla i Skip Murphy. Padilla ocierał się czasem w swoich poszukiwaniach o estetykę szkoły berlińskiej. Przez co czasem jego eksperymenty nabierały posmaku retro, ale nie tym razem. Na płycie Phantasma wraz ze Skip Murphy całkowicie zrywają z uporządkowanymi i transowymi teksturami berlińskimi. Jeżeli szukać tu jakiś odniesień do niemieckiej elektroniki, to raczej tej spod znaku Roberta Schroedera czy zespołu Neuronium. Takie skojarzenia może przywodzić otwierająca całość kompozycja Shadowed Transition. Jednak punktem kulminacyjnym jest tytułowy utwór Phantasma, trwający bez mała 25 minut. Znakomita porcja dryfującego ambientu, gdzie rozległe plamy dźwiękowe nawzajem przenikają się tworząc prawdziwie kosmiczny wir. Padilla od dawna sam dla siebie jest klasą, jednocześnie konsekwentnie rozwija estetykę ambient. Jego kolaboracje tylko wzbogacają jego sumę doświadczeń. Ta muzyka bliższa jest tej szkole ambientu wywodzącej się z nurtu techno, niż tapet w duchu Briana Eno. Słychać nieraz nawiązania do tego co wyprawiali swego czasu Pete Namlook i Tetsu Inoue, na klasycznych już płytach z serii 2350 Broadway. Czy Phantasma okaże się takim samym klasykiem, czas pokaże. Nawet jeżeli nie, jest to porcja absolutnie znakomitej muzyki.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Analogy 2

    Analogy 2


    Druga z trzech jak dotąd wydanych składanek Groove Unlimited, prezentujących dokonania artystów nagrywających dla tej wytwórni, przynosi oczywiście przede wszystkim elektronikę sekwencyjną w świeżym, niekoniecznie tylko analogowym, ale za to znakomicie brzmiącym wydaniu - znalazło się tutaj jednak też miejsce dla innych nastrojów, bądź to orientalnej balladowości nieco w stylu Kitaro (Mellowtronthoughts Rogue Element), bądź to subtelnych aromatów kojarzących się z muzyką Jarre'a okresu Oxygene i Equinoxe (Tole Ondulee Francois-Pola Corneca) czy elementów "pra-ambientu" a la Movements of a Visionary Tangerine Dream (Improbability Drive Craig Padilla). Praktycznie każdy utwór przykuwa uwagę na swój własny, wdzięczny sposób i nie pozwala się nudzić: czy będą to miaukliwe, schulzeanizujące tony solówki w Velvet Sky duetu Emmens / Heij, czy nostalgiczne gitarowe pętle nieco w stylu Fangera i Schonwaldera w Black Tails Jamesa J. Clenta... Za sprawą Branch Hopping Keesa Aertsa mamy tu też coś z atmosfery nagrań Kraftwerk końca lat siedemdziesiątych, a ciekawy, rozgrzechotany ostinatowy programming jako pomost między sekwencyjnymi tradycjami a tzw. "nowymi brzmieniami", ocierającymi się nawet o typowe dla Warp Records frekwencje, przerzuca Zen Paradox w Creation Garden. Bardzo udana pozycja adresowana do wszystkich prawdziwych miłośników "nowej Szkoły Berlińskiej" i jej okolic.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    12,04 EUR
    8,54 EUR