Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

DISCOUNT - special prices

(64 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Gert Emmens | Nearest Faraway Place vol.3

    Gert Emmens | Nearest Faraway Place vol.3


    Tytuł do tej serii, Gert Emmens zaczerpnął od jednego ze swoich ulubionych grup, The Beach Boys. Jednak muzyka nie ma nic wspólnego z lekkimi przebojami "chłopców z plaży". Do kapitalna dawka elektroniki sekwencyjnej, ambientu i rocka progresywnego nawiązującego klimatem do klasycznych nagrań Pink Floyd. Dosyć spora grupa artystów pomaga Emmensowi na tym albumie. Jan Dietrich wycina solówki na gitarze niczym David Gilmour z najlepszych lat. Są i panie Cara i Tessa Asenjo-Fernades i Laila Quariashi. Ta ostatnia ma zapewne dług wdzięczności wobec Holendra, bo ten dosyć sporo pomógł jej przy debiutanckim albumie Peregrination, jej projektu Cadenced Heaven. Gert Emmens idealnie znajduje balans między syntetyczną elektroniką, a rockowym pazurem. Choć tu monumentalne formy art rocka, znajdują swoje ujście przy nie mniej rozbuchanych, elektronicznych suitach. To jednocześnie śmiałe zerknięcie w przeszłość, choćby w najlepsze czasy Tangerine Dream, kiedy nagrywali wielowątkowe kompozycje, a nie instrumentalne piosenki. Tak więc Emmens pokazuje się jako kontynuator tychże tradycji, a zachowując ich ducha sam stoi na straży klasycznej elektroniki sekwencyjnej, nie bojąc się jednocześnie śmiałych wypadów na art rockowe podwórko.

    R. M.




    Pierwsza część albumu Gerta Emmensa Nearest Faraway Place vol.3 zaczyna się ambientowo-minorowymi pejzażami. Motoryczne, perkusyjne bity i ewolujące wokół nich sekwencerowe tło wprowadza słuchacza w ekscytujący wymiar muzyczny, który jest magicznym mostem do penetrowania fantastycznych miejsc i pięknych krajobrazów. Gert Emmens niczym malarz używa różnej palety barw i cieni do podkreślenia stanu emocji. Muzyka w tej części zaczarowała mnie ciepłymi barwami syntezatorów analogowych - wiele tu pozytywnych emocji niesie w sobie ta wyjątkowa muzyka. W części 16 Emmens wprowadza partie gitary elektrycznej - muzyka dostaje pazura. Widać, że kawałek ten ma wiele wspólnego z charakterystycznymi elementami rocka progresywnego - to znak, że Emmens zaczyna penetrować coraz częściej rejony bardziej progresywnej muzyki.
    Część 17 zaczyna się od soczystych analogowych brzmień podobnych do tych z albumu "Fale marzeń" z roku 2004. Ambientowe szumy i mroczne klimaty odchodzą. Ale po chwili muzyka nabiera rozmachu dzięki potężnej parti sekwencera, która miło łechce ucho wrażliwego słuchacza - partia ta interesujaco okraszona jest również ciepłym solem syntezatora, zresztą barwa jest bardzo charakterystyczna dla Emmensa - jest to swego radzaju muzyczna wizytówka artysty. Dźwiękowe obrazy przenoszą słuchacza w inną rzeczywistość, w świat pozytywnych emocji, pełen marzeń, tęsknot i nostalgicznych uniesień - to wszystko słychać w każdej nucie tego wyjątkowego kompozytora. Kolejna część tej opowieści to wyjątkowy kawałek. Muzyka okraszona jest dźwiękami otaczającego nas środowiska - odgłosy spacerujących ludzi gdzieś w nieznanym nam miasteczku, w oddali słychać warkot pędzących samochodów - cywilizacyjny zgiełk jak na dłoni a w końcowej fazie cudowne brzmienie bicia dzwonu - skojarzenia do High Hopes Pink Floyd - natychmiastowe.
    Gert Emmens niczym reżyser filmowy pokazuje nam na swój intymny muzyczny sposób naszą ziemską egzystencje. Przepiękna melodia, delikatne nuty, podobne do tych jakie znamy ze wspaniałych albumów Vangelisa - wprowadzają nas w tajemniczy i zarazem specyficzny relaksacyjny trans. W części 19 na samym początku mamy natchnione akordy: muzyka jest wzniosła a momentami nawet przesadnie pompatyczna ale zarazem bardzo uduchowiona - silnie oddziałuje na wyobraźnię. Ten podniosły fragment zanika - po chwili następuje przebudzenie w postaci świdrującego sekwencerowego sola, wszystko mieni się w kwiecistych i kipiących od przeróżnych analogowych brzmień - partiach solach klawiszowych.
    Muzyka w sposób progresywny zaczyna ewoluować w basowych pulsacjach rytmicznych po czym powolnie wszystkie te magiczne cudnej urody harmonie i dźwięki zanikają w ambientowych ciemnościach. Całość kończy utwór Conclusion, który został umieszczony na albumie Cadenced Heaven. Jest to stonowana muzyka, poruszająca do łez wrażliwego odbiorce. Kolejny ciekawy album Emmensa, który serdecznie polecam miłośnikom el-muzyki.

    Mariusz Wójcik

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Andreas Akwara | Blue Velvet

    Andreas Akwara | Blue Velvet


    Andreas Akwara wie jak zbudować monumentalną całość nie ocierając się o nudę i banał. Trzonem Blue Velvet jest berlińska elektronika, ale nie tylko. Akwara stara się urozmaicić fakturę swoich kompozycji, jednocześnie pozostając w medytacyjnym zamyśleniu. Odgłosy dzieci i kościelnych dzwonów, naturalnie integrują się jego wizją elektroniki. Pozwala sobie też na bardziej rytmiczne wycieczki, gdzie słychać inspirację muzyką Gary'ego Numana. Numan w latach '80-tych dystansował emocjonalne zapędy "nowych romantyków", grając odhumanizowaną, beznamiętną elektroniką, skandując teksty będące obrazem sztucznej przyszłości. Akwara niejako w części piątej nawiązuje do tych brzmień. A na koniec serwuje niemal polityczną woltę wplatając w swoją muzykę legendarną wypowiedź Martina Luthera Kinga I Have A Dream. Blue Velvet to wbrew tytułowi wielobarwny pejzaż utkany z sekwencyjnej elektroniki, electro, samplowanych odgłosów spowity ambientową przestrzenią. Znakomite!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Alio Die | Music Infinity Meets Virtues

    Alio Die | Music Infinity Meets Virtues


    Stefano Musso (Alio Die) to uznany i ważny artysta związany ze sceną ambient. Zaczynał tworzyć w 1989r, a jego muzyczne CV zawiera współpracę z tak wybitnymi artystami tej sceny jak: Vidna Obmana, Robert Rich czy Mathias Grassow. Najnowszy album to zapis koncertu jaki odbył się 23 maja 2009r, w kościele św. Szymona i Judy w czeskiej Pradze. Alio Die używa tu zarówno elektroniki, loopów jak i żywych instrumentów. Dźwięki cytry, fletów wspomaga nagraniami terenowymi zrealizowanymi w technice field recording. Wspomaga go Edorado Caputo grający min. na grzechotkach i dzwonkach. Powstała dość osobliwa, dźwiękowa przestrzeń. Alio Die jakby chciał pokazać symbiozę elektroniki i bardziej naturalnego, wręcz ekologicznego podejścia do dźwięku. Ten koncert to swoiste medytacje, gdzie owe cyfrowo-akustyczne pejzaże, stapiają się z atmosferą wnętrza kościoła. A przy tym tworzą istne, dźwiękowe misterium. Fascynujące i niezwykłe, ta nieodgadniona przestrzeń rozkwita bowiem we wnętrzu odbiorcy, a nie świątyni. I tu łączy się z nim oferując mu prawdziwą, duchową podróż.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    11,84 EUR
    8,76 EUR
  • E-live 2009

    E-live 2009


    Holenderski wydawca, Groove Unlimited działa nie tylko na polu wydawniczym, ale i organizacyjnym. Od 1998r organizuje w rodzimym kraju festiwal E-Live. To świetna okazja by posłuchać niebanalnych brzmień i zorientować się co aktualnie dzieje się w elektronice. Każdego roku zapraszani są różni artyści z kręgu szeroko pojętej elektroniki i ambientu. A występowali min: Vidna Obmana, Biosphere, Erik Wollo, Detlef Keller i Mario Schonwalder, Bernd Kistenmacher, Gert Emmers, Steve Roach czy Pyramid Peak. Same znakomitości. Powyższa kompilacja podsumowuje występy tych, którzy pojawili się w roku 2009. Tylko cztery nagrania i czterech wykonawców, ale nie ma co narzekać. Stephen Whitlan, Bernd Pollard & Hashtronaut i Faralley to esencjonalny przykład "berlin school", gdzie sekwencery nieustannie pulsują niczym światła na pulpicie sterowniczym. Ostatni z artystów, Wolfram Der Spyra, uderza nieco w ambientowy ton. Przywołuje tym samym echa dokonań znanych z niemieckiej tłoczni, Fax. Powyższe brzmienia, świetnie się uzupełniają tworząc dźwiękowy raport z tej edycji festiwalu.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    11,01 EUR
  • Steve Roach | Afterlight

    Steve Roach | Afterlight

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    18,38 EUR
    15,51 EUR
  • E-day 2009

    E-day 2009

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    11,23 EUR
  • Gert Emmens | Nearest Faraway Place vol.2

    Gert Emmens | Nearest Faraway Place vol.2


    The Nearest Faraway Place vol.2 - zaczyna sie ambientalnymi dźwiękami przechodzącymi póżniej w motoryczną sekwencję, utwor nabiera rozmachu, typowego dla twórczości tego muzyka, mamy tu sporo charakterystycznych, niby sonorystycznych efektów, które słychać gdzieś w tle muzyki. To nie jest żadna nowość w muzyce Gerta Emmensa ale nie można mówić tu o nudzie, przeciwnie - ekspresyjne sekwencje oraz soczyste i selektywne dżwięki pobudzają wyobraźnię. Interesująca jest muzyczna koda łacząca Part8 z Part9 - pamiętacie fantastyczny album The Alan Parsons Project i cd Gaudi? Tak jak na tamtym albumie tu również pojawia sie w języku hiszpańskim melodeklamacja w tym przypadku to kobiecy głos Natxo Asenjo-Fernandez oraz oraz męski głos - Cara - czuć tu tę samą magię jak we wspomnianym albumie Gaudi - coś uroczystego, odświętnego jest w tym kobiecym głosie.
    Mamy tu dowód na to, że Gert Emmens potrafi być jednak nieprzewidywalny - kwiecista sekwencja, motoryczyczna sekcja rytmiczna, przypominajaca pamiętny Jarrowski Oxygene, oprowadza nas po Part9. Sama końcówka tego utworu to charakterystyczne dla Emmensa ambientalne granie, które nie mam nic wspólnego z klasykiem gatunku dark ambient, Steve Roach'em. W tym klimacie objawia nam sie następna częsć Part10 - tutaj Emmensowy mrok rozświetla pięknie pulsujący motyw sekwecerowo-mellotronowy, określenie "berliński beton" byłby nie na miejscu bo takie granie nazwałbym po swojemu: EMMENSOWA SEKWENCEROWA POEZJA - cudnie potęgowana dramaturgia tego kawałka, umiejętnie wprowadzone basowe pady a z drugiej strony siarczyste syntezatorowe czarowne solówki oraz specyficzne dla muzyki Gerta Emmensa wirtualne odgłosy, szmery, pomruki wywołują u mnie cudowne olśnienie. Dramaturgia rośnie jeszcze bardziej z narastającym rytmem nie podobnym do muzyki Gerta, czyli mamy tu kolejny dowód na to iż Emmens stara sie urozmaicić swoje solo produkcje i to w sferze brzmienia jak i aranżacji. Part 11 zaczyna sie Jarrowatą rumbą, umiejetnie tu zostal wprowadzony mellotron, który powoduje tu nagromadzenie się gęstej muzycznej mgły, wypełnionej malancholijno-nostalgicznymi westchnieniami tak jak tylko to Gert potrafi i co stanowi zresztą jego znak rozpoznawczy. Part 12 to już typowa Emmensowa kompozycja, aż wrze tu od nawarstwiających sie galopad sekwencerowych, spokojny kawałek i jakże piękny choć według mnie zbyt mdławy, brakuje tu tej ekspresji jakże charakterystycznej dla produkcji Emmens-Heij.
    Kolejny utwór part 13 to już dośc spokojny fragment tego cd ale do czasu bo niespodziwanie Gert Emmens do sekwecyjnej partii dodaje mocny bit gdzie w pewnym momencie słychać kobiecy głos w języku francuskim - Eline Feldbrugge jest tu odpowiedzialna za te melodeklamacje i w tym momencie przypomina mi sie piękny początek cd Rudego Adriana Par Avion.
    Muzyka ta robi wrażenie impresji muzycznej do jakiegoś filmu przyrodniczego, i w takich klimatach dochodzimy do ostatniej części Part 14. Pamiętacie na pewno pierwsze minuty słynnego Ricochet Tangerine Dream - Gert Emmens nawiązuje tu do charakterystycznego brzmienia tego kultowego krążka Tangerine Dream ale to tylko przedsmak tego co dalej nastąpi - po chwili następuje sekwencja wespół z przytwierdzonym do niej solówka klawiszowa Gerta, robi się nostalgicznie a nawet patetycznie, im dalej tym mroczniej - basowe pady i selektywne perkusyjne efekty dżwiękowe potęgują mroczny nastrój - zacieśnia się atmosfera niesamowitości i grozy utwór aż kipi od nawzajem ujadających solówek klawiszowych, przy końcu utwór się wycisza, następuje dalsze potęgowanie nastroju, który zmierza w kierunku ambientalnej pustki, gdzie Emmens zaprasza nas do kontemplacji w atmosferze prawie ocierającej się o kakafonicze dżwięki - mi się to kojarzy z filmem grozy a muzycznie blisko tej muzyce do pamietnego Sebastian in Traum Klausa Schulze.
    W ten sposó dość zaskakujący, bez happy endu, kończy sie album Gerta Emmensa, który udowadnia mi ,że muzyk poszukuje nowych inspiracji ,dowodem jest zaproszenie wielu gości co spowodowalo odmianę ale styl Gerta Emmensa pozostał rozpoznawalny. Dla fanow Emmensa pozycja obowiązkowa - reszcie polecam ten album gorąco.

    Mariusz Wójcik

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    15,61 EUR
    8,54 EUR
  • Radioactive - Music of Kraftwerk

    Radioactive - Music of Kraftwerk

    Pionierzy z Karftwerk mieli szczęście do wielu interpretacji swoich nagrań. Kompilacja Radiocative - Music Of Kraftwerk, to kolejna próba zmierzenia się z ich twórczością. Trzeba przyznać że całkiem udana, większość tych przeróbek jest dziełem artystów z Japonii. Widać kochają oni Krawterk tak samo jak naszego Chopina. Ich wersje nie różnią się specjalnie od oryginałów. Zachowali warstwę melodyczną, tak więc z miejsca można rozpoznać tytuł nagrania. Ich wersje są nieco bardziej rozrywkowe, wręcz na granicy kabaretu i przegięcia. Jedynie chyba techno weteran Takkyu Ishino w swojej wersji It's More Fun To Compute, podszedł do sprawy nieco poważniej bo wysmażył iście radykalne minimal techno. Nie zabrakło niezawodnego Uwe Schmidta znanego jako Senor Coconut. Jego interpretacje w estetyce bossanowy, calypso, cha cha, brzmią rewelacyjnie, ale to wszytko mieliśmy już na albumie El Baile Aleman. Pozostali artyści tacy jak Hikashu, Teruo Nakamo, Dhiva czy Kimataka Matsumae na swój sposób przerabiają nobliwych klasyków. Jajcarsko, tanecznie i ze sporym dystansem do samych siebie. Kupujecie to?

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    12,69 EUR
    8,99 EUR
  • Steve Roach, Vidna Obmana | Spirit Dome, Live Archive

    Steve Roach, Vidna Obmana | Spirit Dome, Live Archive

    Steve Roach i Dirk Serries nagrywali album Spirit Dome w zupełnie niecodziennych okolicznościach i czasie. Ich studiem był pokój 314, w jednym z hoteli w Filadelfii. A rejestracji dokonywali 24 maja 2002r około godziny 1 w nocy. Czemu taki czas i miejsce? Jak wspominali ta spontaniczna sesja, była wynikiem wrażeń jakie kreowały wspomnienia z podróży po wielkich metropoliach. Obaj zorientowani bardziej na celebracje dźwięków bliskim etno i wywodzącym się wprost ze środowiska naturalnego, byli przytłoczeni atmosferą wielkomiejskich molochów. Mroczne tekstury, lejące się w oddali ciemne tła, bardzo bliskie są atmosferze muzyki dark ambient. Wyposażeni w elektronikę oraz akustyczne instrumenty (flet, gitara), dokonują istnej rewizji urbanistycznej przestrzeni. Same naturalne brzmienia fletu i gitary, są umiejętnie przetworzone. Powstało 74 minuty muzyki, ciemnej i niepokojącej, która jawi się odreagowaną traumą cywilizacyjnego gąszcza wielkich miast.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD

    18,38 EUR
    15,51 EUR
  • Andymian | In the Garden of the Rainy King

    Andymian | In the Garden of the Rainy King

    Good price

    Pod pseudonimem Andymian występuje Andrzej Mierzyński, kompozytor, multiinstrumentalista i wykonawca pochodzący z Olsztyna. Sugestywny, poetycki tytuł krążka podobno nie celowo kojarzy się z Ogrodem Króla Świtu Marka Bilińskiego; prezentowany tutaj materiał ma jednak momentami sporo wspólnego z koncepcyjną wyobraźnią wspomnianego artysty, szczególnie jeśli wsłuchać się w swobodnie „swingujące” solówki oraz brzmienia świadczące o inspiracji muzyką Jean-Michela Jarre'a. Świetny concept-album na zamglone, deszczowe poranki, przynoszący całe spektrum omszałych, elpopowych odcieni zieleni. Wspomniałem o pewnych analogiach między muzyką Andymiana a twórczością Bilińskiego, podczas słuchania płyty można też mieć skojarzenia z bardziej "pejzażową" częścią dyskografii Mikołaja Hertla. Brzmieniu całości nie zaszkodziłaby odrobina przestrzenniejszych basów, niemniej jednak kompozycje bronią się skutecznie po prostu ze względu na melodykę, formę i sposób rozwijania nastroju. Nastroje kojarzące się z elpopem i new-age raz po raz ewoluują w stronę pogodnej, lekkiej elektroniki sekwencyjnej, mniej więcej w stylu Tangerine Dream schyłku lat osiemdziesiątych - dobra wiadomość dla "ortodoksyjniejszych" miłośników muzyki elektronicznej. Tak czy inaczej, warto sięgnąć po In the Garden of the Rainy King dla samej przyjemności obcowania z tonami, które z miejsca porywają Słuchacza w baśniowy świat, z każdym krokiem okazujący się być innym niż ten, w którym żyjemy na co dzień.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    6,49 EUR
    4,49 EUR