Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Redshift

(5 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Redshift | Life to Come

    Redshift | Life to Come

    Bestseller
    Mark Shreeve może uchodzić już za klasyka muzyki elektronicznej na rodzimym rynku brytyjskim. Już w latach 80 dał się poznać jako autor tekstów dla Samanthy Fox. Na szczęście na płycie Life To Come dowodzonej przez siebie formacji Redshift, nie serwuje nam tego typu "niespodzianek". To czystej wody elektronika sekwencyjna. Jednak po odpaleniu płyty, słychać że Shreeve nie stara się rozjaśniać swoich kompozycji. Raczej ciągnie w drugą stronę, jego bloki muzyczne są tak skonstruowane, iż kumulują w sobie jakieś mroczne, atawistyczne siły. Coś na kształt tego jakby Lustmord próbował swoich sił w "szkole berlińskiej". Te utwory przybierają kształt skąpanych w ciemnościach figur, perespektywa postrzegania zostaje tu niemal całkowicie zaburzona. Shreeve nie waha się serwować tu uderzeń bliskich dronowym pomrukom, które nabierają psychoaktywnej siły i ciągną w dół. Gęste tła wzmagają tylko poczucie osaczenia. Ponadto Shreeve pozwala swoim maszynom "wygrać się". Nie tarmosi i nie temperuje ich brzmienia, raczej pomaga im się uwolnić z tych pęt. Otrzymujemy pełen niezwykłych tekstur album, który porywa swą ciemną, majestatyczną energią.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,27 EUR
  • Redshift | Colder

    Redshift | Colder

    Bestseller

    Twórcy elektroniczni nie rzadko tworzą muzykę na żywo vide Klaus Schulze. Owa "improwizacja", chwytanie chwili ma coś niepowtarzalnego w sobie. Danego momentu nie da się powtórzyć i tu jest cały tego urok. Formacja Redshift podobnie jak Schulze wychodzi z założenia iż w wersji live, tego typu formuła sprawdza się najlepiej. Płyta Colder jest właśnie zapisem takiej chwili jaka odbyła się podczas Hapshire Jam Festival. Ta improwizacja ma coś z ducha starej szkoły Tangerine Dream. Wszak Edgar Froese z grupą w latach 70 dawali kapitalne, spontaniczne koncerty. Redshift wracają do tej formuły i to z niezłym efektem. Ta muzyka równie dobrze mogłaby się pojawić w owym czasie, chociaż brzmienie jest już dzisiejsze. Otwierający całość utwór Sister Moon, oparty jest na pulsacji rezonansowej uzupełnionej rytmicznymi teksturami. Muzycy udanie balansują tu między ambientowym chłodem a sekwencyjnymi przebiegami. Są momenty kiedy muzyka niemal cichnie, by za chwilę zaatakować wyrazistymi teksturami. Tak jak tytuł muzyka solidnie chłodzi, niczym dobra klimatyzacja. Ma też w sobie wiele powietrza, lekkości i dynamiki. Ta odświeżona wersja "berlin school", podana została w dosyć nowoczesny sposób. Ambientalne plamy to raptem krótkie wyciszenia przed kolejnymi erupcjami syntetycznych fal. Doskonały koncert pokazujący tę trójkę brytyjskich weteranów w znakomitej formie.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,27 EUR
  • Redshift | RW2

    Redshift | RW2


    Wild 2 - to zestaw wcześniej niepublikowanych utworów z lat 1996 -2002. Fuel - Bardzo spokojny, stonowany poczatek powoli przechodzi w sekwencje, nie tak dramatycznie głośne jak na Toll ale równie ciekawe. State II - niespokojny klimat, podskórna nerwowość, minimalizm dźwiękowy własciwie zapętlony motyw na tle którego słychać jakieś odlegle echowe dźwięki, delikatnie wkrada się brzmienie jak żywo przypominające stare analogi - brak ostrego grania. Prime - zdecydowanie odwołanie się do psychodelii ale w uporzadkowany miły dla ucha sposób (gdyby Tangerine Dream tak grało na swych pierwszych płytach...) od połowy przechodzi w świetne sekwencje. Iron Heart - rozpoczyna się nie berlińsko - całości bliżej do prog rocka i ME. Heaven is a Turquoise Avenger - ociera się delikatnie o ambient i dark NBS przechodzace potem w rozedrgane tony... Nie jestem fanem Redshift, które cieszy się swoistym kultem ale szczerze mogę zarekomendować - podoba mi się.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,27 EUR
  • Redshift | Redshift 1

    Redshift | Redshift 1

    Bestseller
    Redshift to obok Arcane jeden z najwybitniejszych kontynuatorów tradycji Mandarynkowego Snu: z jednej strony słyszymy tutaj dokładnie te tony i konstelacje akordów, dokładnie ten żywioł i tę spontaniczność, których zaczęło nam w dyskografii Tangerine Dream brakować z końcem lat siedemdziesiątych, a z końcem następnej dekady już w ogóle na dobre, z drugiej zaś nie ma tutaj mowy o żadnym imitatorstwie, Redshift ma wyraźnie rozpoznawalny własny styl, własne pomysły, Słuchacz jednak nie może otrząsnąć się z wrażenia, iż został teleportowany w połowę lat siedemdziesiątych, prosto na przedmieścia krain Rubycon, Ricochet i Stratosfear. Album rozpoczyna utwór nazywający się po prostu Redshift: budzimy się gdzieś na siarkowych, zamglonych zgliszczach przywołujących na myśl elektroakustyczne eksperymenty Tangerine Dream, na wysokości 5:52 pojawia się potężne, sękate ostinato, które jeszcze tylko nabierze rozpędu i bardzo zmysłowej melodyczności. Czegóż chcieć więcej, jeśli mamy tu jeszcze pojawiające się z czasem pomruki elektronicznych chórów, intuicyjnie kreowaną melodię melotronowych fletów oraz kolejny elektroakustyczny rozpad elektronicznego, mandarynkowo zabarwionego popiołu w finale?...
    Spin to imponująca polifoniczna fuga, propozycja ubrania w elektroniczne dźwięki wariacji na mollowe tematy kojarzące się tonacyjnie z muzyką barokową. W zaledwie 4-minutowym Shine projektowi udaje się nie pierwszy i nie ostatni raz przekonać Słuchacza, jaki drzemie w Redshift potencjał nie tylko improwizacyjny, ale i melodyczny. Na przestrzeni suity Blueshift dzieje się bardzo dużo, mamy tutaj dźwięki nieco w stylu Oxygene Part I Jarre'a (zamarznięte, napięte akordy, po których prześlizguje się tęskna pieśń PPG Wave), mroczne pochody ostinatowe oraz dumne, patetyczne akordowe chmury, zza których wychodzą promienie pogodnego syntezatorowego sola... Około 21 minuty muzyka milknie, światła gasną... wydaje się, że zostaliśmy sam na sam z dojmującą ciszą, ale kolejne 10 minut wypełnia ledwo, ledwo słyszalny miarowy poszum, prawdopodobnie oddalone bicie serca. Finał płyty to charakterystyczna dla Redshift, patetyczna miniatura zbudowana na bardzo chwytliwym akordowym motywie, nieco w stylu Vangelisa. Fantastyczna płyta, która zadowoli nawet najbardziej wymagających – tylko, czy ktoś spośród najprawdziwszych fanów Szkoły Berlińskiej jeszcze nie ma jej w swoich zbiorach?...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,27 EUR
  • Redshift | Faultline

    Redshift | Faultline

    Bestseller

    Charakterystyczne brzmienie Redhsift podlega dalszej ewolucji; transowe, musujące ostinata jeszcze bardziej wezbrały na sile, a zamyślone epizody to już raz po raz prawdziwe klejnoty wyrastającego na berlińskiej glebie ambientu. Album rozpoczyna się porażającym wprost utworem tytułowym, w którym wiodący głos należy do typowego dla Redshift ostinata o zmysłowo schromatyzowanej, „uskakującej” melodii – a raz wzniecone napięcie nie siada już aż do samego końca tej zdumiewającej płyty. Po krótkiej wizycie na opustoszałej planecie zasłoniętej mgiełką mżącego, fosforyzującego deszczu („Chrysolite”) odbywamy kolejną podróż przez ciasne pierścienie sprężystych ostinat w „Pyro-Gen”; niektóre sekwencje podminowane są terkotliwym pogłosem w stylu „Quichotte” TD, a namiętna melodyka ostinat połączona z wykonawczo-programatorskim temperamentem z pewnością pozostawi wielu słuchaczy pokręcających jedynie głowami bez słów... To na pewno jeden z najmocniejszych punktów całego albumu. „Aquamarine” to kolejne eksperymentalne intermezzo, zaczynające się gdzieś w rejonach mrocznego ambientu, prowadzące natomiast z czasem w zakurzone, oświetlone słabym światłem gazowych lamp rejony „The Big Sleep in Search of Hades” TD. „Quenzer” to po relatywnie krótkiej chwili wytchnienia kolejny zmasowany atak sekwencyjnych batalionów. Płytę wieńczy hipnotyczne, ponad 20-minutowe „Praetorian”, w którym lekko opóźniono tempo i wyrównano proporcje między tętentem ostinat a akordowo-improwizacyjnymi halucynacjami atrakcyjnie pokolorowanymi w duchu „Rubycon” Mandarynkowego Snu...
    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,27 EUR