Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2346 albums in the store
1739 available in stock
33070 samples of tracks
21356 completed orders
4304 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Popularity 5

(431 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Klaus Schulze | Crime of Suspense

    Klaus Schulze | Crime of Suspense

    New
    Po wznowionej jako pojedynczy album pozycji Vanity Of Sounds doczekaliśmy się reedycji następnego zbioru nagrań z obszernego boxu Contemporary Works. Proponowana tutaj muzyka ma sporo wspólnego z impresjami wypełniającymi album Are You Sequenced?, ale jednak jest bardziej stonowana, wyciszona, może ponadto melancholijna? Takie wrażenie wywołują obie długie kompozycje, w których artyście towarzyszy Julia Messenger o ciekawej barwie głosu: Good Old 4 On The Floor i Overchill. Nawiasem mówiąc, ten drugi utwór może przy pierwszych przesłuchaniach sprawiać wrażenie czegoś w rodzaju "wolnego remiksu" tej pierwszej kompozycji, co przydaje płycie spójności i wyrazistszego kolorytu. Umieszczony między wspomnianymi utworami J.E.M. to z kolei bardzo oryginalna impresja w stylu ethno, z niezwykle jaskrawo zabarwioną, karkołomną partią fletową oraz kipiącym sekwencerem i prawdziwie breakbeatowym rytmem odsuniętym w tło. Jeśli Klaus Schulze nagrywa "impresję w stylu ethno", nie należy oczywiście spodziewać się tandetnych przewidywalnych rozwiązań, tylko zupełnie nowej jakości; słowem "ethno" posłużyłem się jedynie dla przybliżenia charakteru kompozycji, ponieważ nie znalazłem bardziej obrazowego w istniejącej terminologii… Podsumowując, jest to jeden z tych albumów Klasu Schulze, który prawdopodobnie nie wpadnie w ucho natychmiast, ale za to z pewnością zyska bardzo dużo przy każdym kolejnym uważnym przesłuchaniu. Dodatkową atrakcją są dwa dodane utwory, Ruins i Castles, pochodzące z dziesiątej płyty boxu Contemporary Works (zbierającej alternatywne miksy utworów z tego wydawnictwa, skrócone wersje oraz nieopublikowane nagrania z sesji z dwoma utworami nagranymi przez Klasua Schulze z Solar Moon System na czele). Te dwie dodatkowe impresje zaczerpnięte zostały ze specjalnej promocyjnej wersji dziesiątego krążka Contemporary Works, na której kolejne utwory nie zostały połączone w całość, tylko umieszczone oddzielnie, dzięki czemu słyszymy w pełnej wersji introdukcję oraz końcówkę każdego z nich (na oryginalnej 10. płycie każda końcówka zazębiała się z początkiem następnego utworu). Ruins oraz Castles, podobnie jak główny materiał z płyty The Crime Of Suspense, też nie wpadają w ucho natychmiast, ale mają niepowtarzalny nastrój korespondujący z atmosferą malowideł holenderskich, który można odkryć przy kolejnych powrotach do całej płyty i coraz uważniejszych przesłuchaniach.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,48 EUR
  • Klaus Schulze | Angst (deluxe)

    Klaus Schulze | Angst (deluxe)

    New
    Ta płyta otwiera swoisty cykl albumów Klausa Schulze: albumów zawierających kilka krótszych, bardziej zwartych kompozycji ożywionych zagęszczoną fakturą rytmiczną. Pierwsza kompozycja, Freeze, to kontynuacja jednego z wątków rozbudowanej suity Sebastian im Traum z albumu Audentity. Aranżacja jest nawet dość podobna: dominują chłodne, wibrafonowe kryształki, lśniące pomiędzy smutnymi plamami oddalonego fortepianu.
    Pain brzmi najbardziej "przebojowo" (4-minutowy wycinek tego właśnie utworu reprezentuje zresztą album Angst na składance pt. 2001) i już po pierwszym wysłuchaniu płyty najbardziej pozostaje w pamięci. Melodyjna alternacja mollowych i durowych akordów zamarkowuje akcenty, a w dialog z tymi akordami wchodzą na tle pulsującego ostinata smużki syntezatorowego "dymu", ciągnące się w nieregularne motywy w dość wysokich rejestrach. Rozedrgany akompaniament odsunie się na moment w dal, po czym powróci wraz z wyrazistym perkusyjnym rytmem. Ten fragment potrwa przez chwilę, po czym zacznie ubywać instrumentów na scenie - najpierw z powrotem zniknie perkusja, potem zaś ostinato, pozostawiając tylko snującą się, frapująco brzmiącą mgłę. Na późniejszej płycie Inter*Face Klaus Schulze podobnie skonstruuje utwór The Beat Planante, rezerwując w jego środkowej części miejsce na największą ilość brzmień perkusyjnych i zdecydowany rytm. W Memory rozbrzmiewa temat tytułowego utworu z płyty Drive Inn - tamta motoryczna impresja tu brzmi niemal eterycznie, rozpisana na wibrafonowe brzmienia w duchu Freeze oraz na dźwięki kojarzące się z fletnią pana (choć zapewne wygenerowane z innego urządzenia). Surrender zaś dla odmiany to najbardziej natarczywa partia perkusyjna, hipnotyzująca, otwierająca zdecydowanym ruchem kolejne wyimaginowane bariery ciszy i wdzierająca się do kolejnych bezdźwięcznych pomieszczeń, by wypełnić je swym stukotem.
    Najdłuższy utwór to wieńczący płytę Beyond. Na tle transowych uderzeń perkusji kipi i skwierczy elektroniczny podkład, wijący się i zacieśniający, a gdzieś w oddali nastepują po sobie nostalgiczne chmary akordów, kojarzące się z oglądanymi przez szkło oddalające ścianami deszczu. Dodatkowy utwór nosi tytuł pasujący nastrojem do pozostałych propozycji z oryginalnej płyty Angst: Silent Survivor. W książeczce dołączonej do digipacku zamieszczone jest jednak znacznie bardziej prozaiczne wyjaśnienie "mistycyzującego" tytułu. Utwór pochodzi z 1984 roku i aż do teraz przeleżał spokojnie w pudle z taśmami Klasua Schulze - "przetrwał cicho" do dzisiejszego dnia. To ponad półgodzinne nagranie przynosi wspaniałe, dynamiczne sekwencje, przyprawione charakterystycznymi schulzeańskimi dysonansami, interpolacjami tonicznymi i niecodziennymi efektami brzmieniowymi. Słychać tutaj echo sesji Audentity, Drive Inn oraz oczywiście Angst, ale nie można powiedzieć, by Silent Survivor nie wnosił nic nowego w obraz artysty w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Przede wszystkim fascynujący okazuje się tu przebieg splatania dynamicznej ścieżki sekwencerowej o klarownym rytmie i wyrazistej tonacji z tłem, w którym nie zabrakło miejsca dla najbardziej abstrakcyjnych i atonalnych elektronicznych wysączeń i wyładowań. Cały utwór oscyluje wokół jednego z ulubionych motywów Klasua Schulze, polegającego na przeplataniu akordu (n)-moll z akordem (n-1 ton)-Dur i po raz kolejny okazuje się, jak wiele nastroju i nowych barw można oddać w wariacjach na stosunkowo prosty temat. Im bardziej utwór się rozwija, tym więcej znajdzie się w jego polu "przeszkadzających", burzących harmonię dźwięków. Podobno Silent Survivor znajdował się na taśmie opatrzonej napisem "muzyka baletowa" - dla tych, którzy znają już cztery tomy "muzyki baletowej" Klasua Schulze z dzieła Contemporary Works, utwór dodany do reedycji Angst stanowić będzie nader ciekawe uzupełnienie eterycznych i onirycznych kompozycji o wymiar prawdziwie eksplozywny: Silent Survivor jest po prostu jednym z najbardziej ekspresywnych utworów Klasua Schulze w latach osiemdziesiątych, co w połączeniu z charakterystyczną dla albumu Audentity specyficzną "klinicznością brzmienia" zapewnia niesamowity efekt.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,48 EUR
  • Johannes Schmoelling | Diary of a Common Thread

    Johannes Schmoelling | Diary of a Common Thread

    New

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    16,97 EUR
  • Wahnfried | Trance Appeal (2LP)

    Wahnfried | Trance Appeal (2LP)

    New
    To z pewnością jedna z najbardziej "podskórnych" wypowiedzi Richarda Wahnfrieda - rytmy kiełkują tutaj powoli, niespiesznie, nie wypuszczając naraz zbyt wielu odnóg; pierwszoplanowe dźwięki ostrożnie i podejrzliwie skanując otoczenie, i tak wyłapując przez oddalone peryskopy coraz to inne, głośne, znienacka wyrastające w polu widzenia sample. Doprawdy trudno lepiej mi opisać rzeczywistość szkicowaną szczególnie w drugiej impresji na albumie, Bizarre, ale podobny nastrój dominuje z grubsza na całej płycie. Utworu Rubbish raczej nie powstydziłby się Aphex Twin: tło znów jest podejrzliwe, minimalistyczne, zachowawcze, tymczasem na pierwszym planie dochodzi do ekspresywnego bombardowania muzycznej przestrzeni beatami i rozregulowanymi stukotami. Pojawia się tutaj ponadto jedna z najbardziej przejmujących melodii albumu, przyniesiona przez podmuchy egzotycznego aerofonu. Angel Heart jest pierwszym utworem, w którym do głosu dochodzi tak esencjonalne dla KS mżące sekwencjonowanie, tutaj otrzymuje ono jednak zaskakujący, nowoczesny posmak laptopowego IDM przy skręconych do minimum głośności beatach. So What? stanowi kolejną wyprawę w rejony ulubione przez Aphex Twina, a jednocześnie nie zabrakło tutaj miejsca na atmosferę wyczarowaną przez Klausa Schulze na albumie En=Trance. Kolejne utwory w imponujący sposób balansują na granicy eksperymentalnych kompozycji i prowokujących tonicznych szkiców, nie przestając przy tym tchnąć atmosferą dość jednak typową dla Schulzego. A Chilly Fiesta to z kolei porcja głębokich basów i smutnie zamyślonych improwizacji utrzymanych w humorze przepełniającym Le Moulin de Daudet. Psychedelic Clubbing, jeden z najlepszych utworów w zestawie, ma wiele wspólnego z motorycznymi partiami A Saucerful of Ambience (TDSOTM II, wraz z P. Namlookiem). Le Sleep des Animaux to schulzeański przyczynek do skradającego się click-ambientu... a bonusowy utwór Marooned to trzynastominutowy melanż "zdekodowanych" na harmoniczny język muzycznych skarg typowych dla Esoteric Goody oraz posępnych wyiskrzeń nieco w stylu pierwszego Oxygene Jean-Michel Jarre'a. Prawdopodobnie jedna z najmniej przystępnych, za to najbardziej fascynujących pozycji opublikowanych pod pseudonimem Richarda Wahnfrieda.

    I. W.

    Availability: Only on request | product: 2LP


    33,96 EUR
  • Klaus Schulze | Drums'n'balls (2LP)

    Klaus Schulze | Drums'n'balls (2LP)

    New
    Na grzbiecie digipacku brakuje numerka informującego o tym, które miejsce w chronologicznie zestawionej dyskografii Klasua Schulze płyta Drums'n'Balls zajmuje - początkowo seria reedycji wydawanych nakładem Revisited Records nie uwzględniała płyt sygnowanych: Wahnfried, dopiero z czasem postanowiono i te nagrania dołączyć do kolekcji eleganckich wznowień. Muzyka tutaj przedstawiona nie odbiega od stylistyki Klausa Schulze tak dalece, jak np. treść innej płyty Wahnfrieda, Trancelation; aranżacyjnie i nastrojowo nie tak daleko stąd do Le Moulin de Daudet albo Beyond Recall. Uwagę natychmiast przykuwają intrygujące sample perkusyjne oraz lekkie, woskowe sekwencje. Największą niespodziankę mogą stanowić tutaj dwie "etniczne" impresje: House of India i po raz pierwszy wydany dopiero w ramach tej reedycji Chicken Biryani, w których Klaus Schulze wykorzystuje linię wokalną zbudowaną na systemie ćwierćtonowym! Pozostałe kompozycje z pewnością z miejsca zadowolą miłośników muzyki tworzonej przez Schulze od początku lat dziewięćdziesiątych, zorientowanej na zwiewniejsze, ulotniejsze sekwencje i mnóstwo rozmaitych sampli. Utwór otwierający płytę okaże się miłym zaskoczeniem dla tych, którzy docenili wchodzącą w zestaw Contemporary Works płytę Trance 4 Motion, jako że jest to po prostu pierwotna, instrumentalna wersja prezentowanej w 2000 r. właśnie tam kompozycji Global Miditation. Ze względu na zagadkową, przydymioną i zamyśloną atmosferę przy jednoczesnej obecności żywych struktur rytmicznych, wyrazistych klawiszowo-perkusyjnych ostinat i klarownych powierzchni melodycznych aż prosi się, żeby powiedzieć: płyta Drums'n'Balls” powinna zostać nominowana do kategorii "Wzorzec ambitnej muzyki klubowej".

    I. W.

    Availability: Only on request | product: 2LP


    33,96 EUR
  • Klaus Schulze | Dziekuje Poland (2LP)

    Klaus Schulze | Dziekuje Poland (2LP)

    New
    Moja przygoda z muzyką elektroniczną zaczęła się na dobre ponad pięć lat temu. Któregoś wtorkowego wieczoru w "Kocham Kino" emitowany był film "Złodziej" (Thief), z James'em Caan'em w roli głównej. Pani Grażyna Torbicka (która w kilku słowach opowiada o filmie przed jego emisją) zachwalała świetnie zgraną ze zdjęciami muzykę bardzo wówczas popularnego zespołu Tangerine Dream. Jako że muzyka w filmie ma dla mnie bardzo duże znaczenie (Ennio Morricone i Vangelisa uważałem wówczas za najlepszych kompozytorów muzyki filmowej) z dużym napięciem czekałem na to, jaki rodzaj muzyki usłyszę w filmie (muszę zaznaczyć, że wcześniej nigdy nie słyszałem o "jakimś tam" Tangerine Dream). I co się okazało? Okazało się, że muzyka to prawdziwy majstersztyk, a utwór który słychać po końcowej strzelaninie i na napisach końcowych zmienił moje dotychczasowe wyobrażenie o muzyce w filmie (chciałbym jednocześnie zaznaczyć, że sam film uważam za jeden z najlepszych filmów sensacyjnych jakie miałem przyjemność oglądać). No i tak w moim przypadku rozpoczęła się trwająca do dziś fascynacja muzyką elektroniczną. W międzyczasie dowiedziałem się o internetowym sklepie wysyłkowym Generator.pl (w kupionej w salonie Traffic-Club płycie Tangerine Dream znajdowała się naklejka z adresem pocztowym i internetowym sklepu Generator.pl), dzięki któremu poznałem takich twórców jak Florian Fricke (Popol Vuh), Wendy Carlos, Mike Oldfield czy Klaus Schulze.Tak na marginesie: mam nadzieję, że Generator będzie jeszcze funkcjonował przez długie lata, czego Panu Ziemowitowi serdecznie życzę.
    Jako że nie ograniczam się do słuchania płyt tylko jednego artysty, ostatnio postanowiłem poznać twórczość pioniera niemieckiej muzyki elektronicznej - Klausa Schulze. Jako pierwsze nabyłem te płyty, które sam Klaus na swojej oficjalnej stronie internetowej ocenia jako najlepsze. Gdy "zorientowałem się", że twórczość Klausa Schulze warto poznać trochę dokładniej zdecydowałem się zakupić album Dziękuję Poland (przez ostatnie kilka dni z "uporem maniaka" słucham tylko tego albumu). I to właśnie ten album chciałbym pokrótce zrecenzować na co wpływ ma również fakt, że urodziłem się właśnie w 1983 r.
    Nie chcę skupiać się na technicznej stronie muzyki, gdyż nie potrafię opisywać muzyki tak plastycznie jak chociażby Pan I. W.. Chciałbym natomiast w kilku zdaniach uzewnętrznić emocje towarzyszące mi podczas odsłuchiwania poszczególnych utworów. Pierwszą płytę albumu otwiera utwór Katowice. Trudno znaleźć słowa które w pełni oddawałyby uczucia (stan umysłu) towarzyszące słuchaczowi w trakcie stopniowego rozwijania się głównych "wątków" muzycznych tego ponad 25-cio minutowego utworu. Ja odczuwam nieopisaną radość, czuję że mój umysł penetruje te obszary mózgu gdzie znajdują się nasze dotąd niezrealizowane marzenia i pragnienia, gdzie przechowywane są wspomnienia naszych najszczęśliwszych chwil w życiu. Utwór jest niesamowicie melodyjny i łatwo się go słucha (bo niektóre utwory Klausa Schulze - co tu dużo mówić - wymagają niezwykle elastycznego umysłu, otwartego na muzyczną awangardę), a gdy przebrzmiewają ostatnie dźwięki tego porywającego utworu człowiek czuje lekki smutek, że to już koniec (ale od czego jest przycisk "repeat" na pilocie ?). Takiej muzyki powinno się w szczególności słuchać w chwilach zwątpienia (w siebie, ludzi, otaczający nas świat), gdy człowiek potrzebuje dużej dawki pozytywnej energii i wiary, że wszystko ułoży się po naszej myśli. Pod koniec utworu pojawiają się motywy muzyczne, które na albumie X składają się na utwór Ludwig II von Bayern (gdy pierwszy raz słyszy się oryginalna wersję tego utworu człowiek może odnieść wrażenie, że Klaus jest współczesnym Mozartem). Są one świetnym zakończeniem naprawdę niezwykłego, muzycznego "obrazu" Katowic. Z Katowicami bezpośrednio wiąże się utwór bonusowy drugiej płyty Dzien Dobry. Można powiedzieć, że jest to lekko zmieniona (ale dorównująca oryginałowi pod względem oddziaływania na umysł słuchacza) wersja Katowic. Zupełnym nieporozumieniem jest natomiast dla mnie utwór bonusowy z CD1. Hip-hopowy dotyk Midasa jest nudny i monotonny, a na dodatek zupełnie nie pasuje do zamieszczonych na obu krążkach "metropolitalnych" kompozycji. Pozostałe utwory to stojąca na odpowiednio wysokim poziomie muzyka, nie robiąca jednak na słuchaczu (przynajmniej na mnie) tak wielkiego wrażenia jak opisane powyżej Katowice czy Dzien Dobry. W nich również pojawiają się motywy z utworów składających się na album X (m.in. Friedrich Nietzsche i Ludwig II von Bayern). W niektórych fragmentach słychać też echa Wiatru Czasu.
    Podsumowując album Dziękuję Poland polecam wszystkim, którzy chcą poczuć na "własnej skórze" magiczny wpływ kapitalnych utworów Katowice i Dzien dobry. I choćby ze względu na te dwa utwory warto zaopatrzyć się w album Dziękuję Poland. Jednak ostrzegam: działają one na umysł słuchacza jak narkotyk, powodując murowane "okresowe" uzależnienie.

    PS. Album Dziękuję Poland uważam osobiście za odrobinę lepszy od albumu Poland Tangerine Dream. A wy jak uważacie?

    Tadeusz Moskwiński


    Wspólnie z Rainerem Blossem, Klaus Schulze pojawił się w Polsce w 1983 roku mimo jeszcze obowiązującego wtedy stanu wojennego. Widocznie PAGART miał mimo wszystko odpowiednie kontakty. Jednak dwie czarne płyty ukazały się dopiero w 1985 roku.
    Jak sam twórca zauważa na okładce albumu, nie zamierzał wydawać kolejnego krążka koncertowego. Nagrywał tylko dla własnych potrzeb (na magnetofonie cyfrowym). Jednak atmosfera koncertów i spontaniczność publiczności spowodowały, że zdecydował inaczej. Dziękuję Poland ujrzało światło dzienne. Dobrze się stało. Nie jest łatwo pisać obiektywnie o artyście, którego wysoko się ceni i uwielbia. Dlatego nie będę się rozpisywał na temat zawartości płyt. Niech za ocenę służy jedno zdanie: "Proszę Państwa, oto Klaus Schulze, Rainer Bloss i ich muzyka".

    El-Skwarka

    Availability: Only on request | product: 2LP


    33,96 EUR
  • Klaus Schulze | En=trance (2LP)

    Klaus Schulze | En=trance (2LP)

    New
    Trudno powiedzieć, co przede wszystkim sprawia, iż muzyka wypełniająca tę płytę kojarzy się z tajemniczymi, zamkniętymi pokojami, nasiąkniętymi aromatycznymi kolorami. Podejrzewam, iż odpowiedzialne za taki efekt jest ustawienie proporcji wszystkich głosów: chyba po raz pierwszy na albumie Klausa Schulze wszelkie muzyczne wątki dobiegają do uszu słuchacza "z tego samego poziomu". Mimo barokowej rozmaitości tematów i dużej inwencji melodycznej przez dłuższy czas brak tu tajemnicy, czającej się na ukrytym planie; nie ma tu "skradających się" motywów, rozwijających się powoli nowych tematów. Schulze zrezygnował z budowania napięcia, proponując w zamian obfita porcję rozwiązań harmonicznych i melodycznych zmieniających się znienacka, kalejdoskopowo. Ruchliwe ostinata brzmią z jednej strony bardzo atrakcyjnie, z drugiej zaś jednak brak im głębi typowej dla nagrań z albumów Moondawn bądź Mirage. Rozkwitające na podobieństwo fraktali ścieżki rytmiczne obudowują improwizowane tematy główne ciasnymi pierścieniami i wywołują specyficzne wrażenie "zamykania" tej muzyki w ścianach z nietypowego tworzywa. Pokoje są obszerne i znakomicie działa w nich klimatyzacja, ale wciąż jednak nie udaje się słuchaczowi znaleźć wyjścia z labiryntu kolejnych pomieszczeń.
    Dopiero pod koniec trzeciego utworu muzyka prowadzi słuchacza z podziemi na peron wyimaginowanego dworca przyszłości, z którego wraz z pierwszymi minutami kompozycji czwartej wydostanie się na deszczową autostradę kreskowaną rozmytymi światłami reflektorów. Tu leży klucz do tajemnicy tej płyty: w pierwszej części penetrujemy ukryte archiwa, w drugiej - udaje się nam znaleźć drogę na zewnątrz. Nie wiem, czy dokładnie taka idea przyświecała twórcy płyty, ale tak czy inaczej, efekt jest niesamowity… Muszę tu bowiem podkreślić, iż mimo zrównania głosów w większości partii i pozbawienia znajdujących się tu nagrań aury mistycyzmu, absolutnie nie jest to płyta nieudana bądź wtórna. To już po prostu nieco inny Klaus Schulze - artysta otworzył drzwi prowadzące w nowe rejony. Poprzednie płyty, z bardziej zwartymi i zamkniętymi kompozycjami, niejednokrotnie podszytymi zdecydowanym rytmem, były zapowiedzią pewnego przełomu: na En=Trance przełom ten dokonuje się już na dobre, choć żaden z zamieszczonych tu utworów nie trwa krócej niż 15 minut a niektóre elementy jednoznacznie kojarzą się z rozwiązaniami typowymi dla dawniejszej twórczości berlińskiego artysty.
    Najbardziej elektryzujące fragmenty tej płyty to główny temat En=Trance, kunsztowna fuga zamykająca Alpha Numerique oraz opisywany dwa akapity wyżej fragment obejmujący zakończenie trzeciego utworu i początek czwartego. Dodatkowy utwór nie pochodzi z sesji nagraniowej, w wyniku której narodził się album En=Trance, ale niewątpliwie sprawi ogromną radość miłośnikom muzyki Klausa Schulze. Nagrania dokonano w 1975 roku i jest to po prostu zapis "zabawy" urządzeniem o nazwie Elvish Sequencer; jednak ta swoista próba dźwięku połączona z mini-improwizacją stanowi nie mniejszy klejnot w uchu prawdziwego miłośnika tajemniczej, nieco mrocznej elektroniki sekwencyjnej, aniżeli skończone wielopłaszczyznowe pejzaże autorstwa Klausa Schulze! Brzmienia i zarysy melodii wyczarowywane w tym ośmiominutowym drobnym arcydziele to do pewnego stopnia wprowadzenie w nastrój później (Timewind) opublikowanej kompozycji Bayreuth Return, ale tylko do pewnego stopnia. Szkoda naprawdę, że na dodatkową, wcześniej niepublikowaną atrakcję starczyło na tej płycie tak niewiele miejsca; mimo prostoty użytych środków "elfowy sekwencer" niesie ze sobą coś niesamowitego, rozjarzającego się w niepokojącym mroku odblaskami zarysowującymi się w kształty spowijające nokturnowe obrazy Grimshawa, na których wielokrotnie nie zabrakło miejsca dla tajemniczych, posępno-zagadkowych elfów o sardonicznych uśmiechach. Tej pół-kompozycji można by doprawdy słuchać znacznie dłużej niż osiem minut...
    Specjalnego wymiaru nabiera ta impresja właśnie jako bonus do "podziemnej", nocnej płyty En=Trance: słuchacz klucząc przez niekończące się korytarze, labirynty piętrowych parkingów i tajemniczych pokojów o szczelnie zamkniętych okiennicach znajduje w finale swej 70-minutowej podróży ukryty skarb, połyskujący niesamowitym brzmieniem ery fantastycznych albumów Timewind i Moondawn

    I. W.

    Availability: Only on request | product: 2LP


    33,96 EUR
  • Klaus Schulze | Cyborg (2LP)

    Klaus Schulze | Cyborg (2LP)

    New
    Prawdopodobnie jest to najbardziej fascynujący i niezgłębiony album w dyskografii Klausa Schulze. Pozornie znacznie bardziej ascetyczny i minimalistyczny niż poprzednia płyta, Irrlicht, kryje w sobie ogromną ilość tajemnic, do których klucza szukać można dość długo... Niesamowite, głębokie dźwięki, nie wiadomo, czy wygenerowane przez zardzewiałego tytułowego cyborga, czy wydobyte ze wspomaganej elektronicznie wiolonczeli, przeszywają przestrzeń przeciągłymi westchnieniami. Westchnienia ociekają plamistymi dźwiękami i zbierają się w wypukłe kałuże muzycznej rtęci. Gdzieś w oddali przesypują się kroki rozwianych, rozmazanych, strzępiastych zjaw, spacerujących po świecie dźwięków bez żadnego celu, bez oczu i uszu, po to tylko, aby wślizgnąć się w ucho słuchacza i wywołać w nim niejasne, dziwaczne wrażenie zagubienia w pierwszym krajobrazie. Co właściwie przedstawia ten krajobraz? Namalowany brunatnymi smugami, opuszczony, pachnący drewnem pokój, za którego oknami wstaje błotnisty świt, a w piecu którego żarzą się rdzawo złośliwe miny duchów? Opuszczoną planetę o gąbczastej konsystencji?

    Najosobliwszą dźwiękową podróż odbędzie słuchacz za sprawą kompozycji drugiej: Conphara. Klausowi Schulze udaje się tutaj wytworzyć nastrój pełnego napięcia oczekiwania, które w każdej chwili może zostać rozładowane, ale pod koniec utworu okaże się, iż do ostatniej minuty było tylko potęgowane... Nieco podobną atmosferę ma impresja Nebulous Dawn Tangerine Dream z albumu Zeit - podobnie i tutaj słuchacz za sprawą miękko wirujących dźwięków wypunktowywanych raz po raz twardym światłem innego tonowego reflektora może mieć złudzenie uczestniczenia w seansie poświęconym zjawisku fotoelektrycznemu... A może zwiedzamy puste, wyludnione obserwatorium, może kroczymy niekończącym się korytarzem zamieszkałym tylko przez pomrukujące agregaty i posiwiałe, bezużyteczne już silniki?... Impresja Chromengel otwierająca drugą płytę albumu jest najbardziej uporządkowaną harmonicznie i rytmicznie propozycją. Zmętniałe, smutne akordy w tle wyznaczają drogę późniejszym kompozycjom Schulzego, składając się w jedyne w swoim rodzaju nostalgiczne, zimne kombinacje. Główna "melodia" zbudowana jest natomiast ze śliskich skrzypiących poświstów napinających się na siatce akordów i wkręcających się w nią - te brzmienia czynią utwór wyjątkowo frapującym. Bodaj najniezwyklejszym dźwiękowym obrazem jest ostatni poemat: Neuronengesang. Na odleglejszym planie wyłania się, zwija i znów rozpościera organowa melodia utrzymana w chłodnych i ciemnych barwach, a plan pierwszy penetrowany jest przez natrętne ostre światło niemuzycznego tonu, rozrywającego miękki plan dalszy zimnym cięciem. Wkraczamy w ciemną przestrzeń, która lustrowana jest miriadami lodowatych promieni, znienacka wpadających na trop słuchacza, nieustannie go już do końca utworu śledzących. Ta muzyka może też stanowić idealną ilustrację do przeprowadzanej w jakimś odludnym, zapomnianym laboratorium obserwacji mikroskopowej: przy dźwiękach organów wyraźnie formują się kształty i barwy drobnoustrojów, ale z każdym zanieczyszczeniem preparatu, przy każdym nieuważnym przesunięciu szkiełka nakrywkowego pojawia się złowieszczy zgrzyt... Na wielkie brawa zasługuje wydawnictwo Revisited Records: proponowany tutaj bonus to aż 50-minutowa (!) kompozycja But Beautiful zarejestrowana już dość dawno temu podczas koncertu. Gdyby ktoś chciał odbyć sentymentalną podróż przez typowe dla Klausa Schulze nastroje, przyjrzeć się, jak one ewoluowały i jak zostawały ze soba zderzone, a przy tym dać się ponieść fenomenalnemu nastrojowi oraz zdziwić się, jak dużo wartościowej muzyki czekało tyle czasu w archiwach KS na ujawnienie - jest on jednym z adresatów, do których przesłanie But Beautiful jest skierowane. Utwór rodzi się w ołowiano-chromowych oparach, pośród strzępów neurotycznych organowych wyładowań (typowych dla atmosfery albumu Cyborg) oraz malarsko sugestywnych efektów brzmieniowych. Uważny słuchacz od razu spostrzeże, iż dokładnie ten sam snujący się w tle elektroniczny dym wysącza się równie gęstymi obłokami w introdukcji do legendarnej Linzer Stahlsinfonie oraz w minimalistycznej kompozycji Esoteric Goody (dołączonej do programu "zrewidowanego" przez Revisited Records albumu Dig It). Abstrakcyjny elektroniczny pejzaż ziejący atmosferą grozy i opuszczenia przechodzi płynnie w nieco bardziej zrytmizowany pasaż, który spokojnie mógł był zdobić dowolną z kompozycji zarejestrowanych podczas sesji Blackdance. Jednak dopiero to, co dzieje się nieco później, przechodzi wszelkie oczekiwania i zdoła bez trudu zadowolić nawet najbardziej wybrednego miłośnika muzyki berlińskiego artysty! Coraz bardziej zdumiewające popisy ostinatowe, coraz bardziej zagęszczone, zmysłowe tło, coraz bardziej fascynujące, niekończące się solówki nanizane na arpeggiatorową oś przyspieszającego swe ruchy kosmosu - chyba tylko tak (proszę wybaczyć patetyczne określenia) da się opisać rozwój tej niesamowitej kompozycji. Słuchając najbardziej dynamicznych pasaży, odpowiednich progresji ostinatowych i sposobu traktowania improwizowanych melodii prowadzących wnioskuję, iż But Beautiful zostało zarejestrowane na żywo gdzieś w okolicach 1976 roku. "Kultowa" kompozycja Sense wydana na albumie ...live... ma od momentu wydania reedycji Cyborga poważną konkurentkę, jeśli chodzi o ładunek emocjonalny i zasoby niepowtarzalnego nastroju! Pierwszorzędna niespodzianka dla wszystkich fanów Klausa Schulze - a zarazem kolejna pozycja, o którą bezwzględnie należy poszerzyć domowe zbiory...

    Igor Wróblewski


    Nie sądziłem, że kiedykolwiek zdolny będę skreślić kilka zdań na temat tego dwupłytowego albumu. Między innymi dlatego, że kompozycje na nim umieszczone zawsze wywoływały we mnie wielorakie stany umysłu, trudne do sensownego "ubrania" w słowa. Ponieważ jednak niczego z góry nie wykluczam... stało się.
    Prezentowane na dwóch krążkach utwory nie należą do najmłodszych. Historyczne raczej brzmienia (1973) jeszcze dziś mogą jednak poruszyć. Wszystko zaczyna się od Synphary. Spotkamy tutaj wiolonczelowe smutne barwy, "ćwierkania" oraz szumy analogowe typowe dla początków muzyki elektronicznej. Po takim wstępie następuje Conphara. Kompozycja z odrobiną niezbyt szybkiego, ale bardzo neurotycznego rytmu (stworzonego głównie przez odpowiednią modulację dźwięku). W tym utworze usłyszymy także "smyczki", jednak w trochę wyższej, mniej naturalnej tonacji. Drugą płytkę otwiera Chromengel. Kompozycja jest zdominowana przez organowe barwy przeplatane poznanym wcześniej mechanicznym "ćwierkaniem". Całość jest zakończona Neuronengesang. Wiolonczelowo-fletowe zawodzenia tego utworu (do spółki z innymi, "rozrzuconymi w nieładzie" dźwiękami o nieokreślonej barwie) mogą, w odpowiednich warunkach, przyprawić nawet o odmienne stany świadomości. Tytuł kompozycji jest zresztą wyraźną wskazówką czego należy oczekiwać. Wszystkie zamieszczone utwory są dość długie - przekraczają 20 min. Jest to posunięcie ze wszech miar słuszne. Uważam, że czas odgrywa niebagatelną rolę w kształtowaniu właściwego nastroju, co przy stylu (w tym konkretnym przypadku - minimal music czy też jak to woli awangarda) reprezentowanym przez Klausa Schulze jest konieczne do pełnego przeżywania tego typu twórczości. Obie płyty nie należą do łatwych w odbiorze. Trzeba przyznać, że jest to muzyka dla prawdziwych koneserów. Wpływ zaś na umysł (a co za tym idzie na wyobraźnię i odczucia) jest wręcz "zabójczy" i za każdym słuchaniem tej produkcji Klausa Schulze zawsze inny, wręcz zaskakujący i bez przerwy intrygujący.

    El-Skwarka

    Availability: Only on request | product: 2LP


    33,96 EUR
  • Tangerine Dream | The Sessions 1 (EP)

    Tangerine Dream | The Sessions 1 (EP)

    New

    Availability: Goods in stock | product: 1EP-CD


    9,59 EUR
  • Tangerine Dream | Light Flux

    Tangerine Dream | Light Flux

    New

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,99 EUR