Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Popularity 4

(123 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Airsculpture | Before the Moon - Live at Gomera 2005

    Airsculpture | Before the Moon - Live at Gomera 2005


    Brytyjskie trio Airsculpture atakuje materiałem koncertowym. Powyższy koncert to rejestracja audio z 15 października 2005r z miejscowości La Gomera na Wyspach Kanaryjskich. Grupa wystąpiła tam w ramach imprezy Ricochet Gathering. Adrian Beasley, John Christian i Piotr Ruczyński, zagrali tam fantastyczny koncert. Muzyka grupy w dużej mierze opiera się na improwizacji. Muzycy zarówno w studiu jak i na koncertach, starają wytworzyć między sobą tę interakcje. Tu wyszło im to znakomicie, to ponad godzina muzyki gdzie syntetyczne sekwencje przeplatają się z transowym, miarowym bitem i rozległymi ambientalnymi płaszczyznami. Doskonałym przykładem jest tu blisko 18- minutowy utwór La Gomera pt 3. Tam owa fuzja osiąga swój szczyt, reszcie też nie można odmówić uroku. Mam wrażenie iż spragniona dobrej zabawy publika, sama w sobie nakręcała grupę. A ta odwdzięczyła im się taneczną osnową swojego występu. Dźwięki są soczyste i pełne, a sam materiał żywiołowy i do tańca. Atmosferyczne tła, z początku nieco rozwlekłe, z każdą chwilą zgęszczają się a gdy dochodzi ów rytmiczny bit, muzyka dostaje niesamowitego kopa. Bez wątpienia to jeden z najlepszych albumów w dyskografii Airsculpture. Dla nas widomość tym bardziej miła iż grupa ma Polaka w składzie. Po takiej dawce syntetycznych energii, trudno usiedzieć w miejscu. Kapitalna rzecz!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,76 EUR
  • Nattefrost | Dying Sun - Scarlet Moon

    Nattefrost | Dying Sun - Scarlet Moon


    Blisko 2 lata Nattefrost nagrywał album Dying Sun / Scarlet Moon. Ten Duńczyk jest ambasadorem klasycznej elektroniki w swoim kraju. Ale owa płyta nie jest do końca utrzymana w ryzach elektroniki sekwencyjnej. Dla Nattefrost swoistym wyzwoleniem były kolaboracje z innymi artystami. Współpraca z Robertem Schroederem czy Michaelem Van Ossenburggenem (Synth. NL), były okazją nie tylko przyjrzenia się ich metodom pracy ale i eksploracją nowych dźwiękowych światów. Na Dying Sun / Scarlet Moon Nattefrost w sporym stopniu wykorzystuje brzmienia sekwencyjne. Soczyste brzmienie jego maszyn zaspokoi najwybredniejsze gusta. Ale drugim ważnym elementem decydującym o smaku tej płyty, są rozległe ambientowe plany. Czuć niemal podskórny chłód jaki wylewa się z tych kompozycji. Nattefrost przywołuje klimat nagrań Biosphere z okresu znakomitej płyty Patashnik. Transowe bity lokują ją w nurcie ambientu skoligaconego z estetyką techno, nie brak i popowych elementów jakie serwował na swoich klasycznych albumach Jean Michel Jarre. Poza tymi skojarzeniami na tym albumie Jappesen dokonał adaptacji utworu The Swan francuskiego kompozytora, Camille Saint-Saëns. Ten wielowymiarowy album to przejażdżka po brzmieniach pozornie znanych, ale podanych w niepowtarzalnej dźwiękowej aurze. Sferyczny ambient, pop i elektronika już dawno nie brzmiały tak znakomicie.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Ian Boddy | Pearl

    Ian Boddy | Pearl


    They say a journey begins with a single step. Ian Boddy's journey began in 1979 when he walked into the studio at Newcastle's Spectro Arts Workshop. Intrigued by the sounds emanating from the banks of VCS3 synthesisers and Revox tape recorders, he started a 30 year odyssey of musical experimentation and adventure. Never following the mainstream or courting a band-centric musical path he has nevertheless forged a truly unique musical career.
    From the release of his first ever full album on the UK cassette label Mirage in 1980, he has gone on to issue 23 solo & 24 collaborative albums, performed over 100 concerts in the UK, The Netherlands, Germany & USA, composed 11 library music albums for DeWolfe Music and programmed several sample CD's & virtual instruments. In 1999 he founded the DiN electronica label which has since become synonymous with adventurous and eclectic music. There have been 35 titles to date, including albums by Chris Carter, Robert Rich, Tetsu Inoue, Mark Shreeve, Markus Reuter & Erik Wollo. Boddy's influence also extends into sound design where numerous musicians and film makers have used his sounds in their own music and soundtracks. He has over 300 library music tracks released via DeWolfe Music which are used worldwide on a huge variety of TV shows, documentaries and films. These statistics are impressive enough however what impresses the most is Boddy's sheer determination and presence of mind to follow his own musical path and create music and sounds that offer a very personal reflection of his own personality. Pearl is the 36th release on DiN and offers a retrospective of Ian Boddy's 30 year journey. Released in a limited edition of 1,000 (with the first 300 being signed & numbered by the artist) , beautifully designed digipak format the music is split across two discs. Outer DiN attempts to bring together all his work outside of DiN. It includes his solo work stretching all the way back to the early cassette releases, three DeWolfe library music tracks and an excerpt of his sound design work. Inner DiN showcases both his solo and collaborative work on the DiN ambient label. Ian Boddy has mixed both CDs into a continuous mix of music that provides a fascinating and unique way to experience the music of a truly original musician.

    press info

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    14,56 EUR
  • Steve Roach | Sigh of Ages

    Steve Roach | Sigh of Ages


    Emotions quietly stir and resonate in this deeply self-reflective album exploring the terrain between melodic electronic/ambient and modern minimalism. These six pieces utilize gentle melody, harmony and sonic tonality to poignantly reflect upon the passage of time, life lived, lives passed and a time of renewal: a sigh of the ages expressed in sound.
    Sigh of Ages is the result of extended periods of solitude and personal reflection for acclaimed composer Steve Roach. Resulting directly from dynamic personal and cultural events, these pieces developed over time and in the moment. After 10 months of early morning and late night sonic meditations, Roach collected these various pieces and found they portrayed a poetic theme of sonic interpretations from this experience. Sculpted and refined in the artist's deft hands, the source material of life itself took on a voice that spoke from a deep emotional well of subtle contemplation. A sacred realm of inner reflection.
    "The title came to me as I was creating the pieces," Roach recalls. "Titles always seem to emerge through the hours of working on the music combined with the place the sound takes me. What emerged was the sense of what it feels like to release a big sigh after a challenging time or a long run in life. A poignant sense of nostalgia and longing, breathing a collective sigh of release which carries forth into psychological and spiritual space. That is where the music and eventually the title grew from."
    Sigh if Ages taps into a lineage of signpost releases starting with the '80s melodic era of Structures from Silence and Quiet Music up through the textural tour de force of 2003's Mystic Chords & Sacred Spaces and 2009's Dynamic Stillness. For this journey, Roach drew on his essential collection of beloved analog synthesizers including a classic 40-year-old Arp String Ensemble, a historic polyphonic synthesizer that breathes life into the track Morning of Ages, swirling and rolling upon itself like the strong currents of a rushing mountain river. The View from Here unfolds in a stately motion on a majestic sequenced pulse with voluminous melodic synthesizer clouds unfolding along the horizon. This alchemy of sounds creates a deeply nuanced album filled with shadow and light, unique within the language of Roach's soundworlds.
    While the passage of time and expansive breath is an ongoing theme for Steve Roach, the reflections and perceptions expressed on Sigh of Ages delves into a contrasted intimate space only accessed in times of solitude. It is the deeply-layered, subtley-nuanced emotional language which is the ongoing, unseen undercurrent of our lives.

    press info

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,20 EUR
  • Wolfram Spyra, Chris Lang | Sequest

    Wolfram Spyra, Chris Lang | Sequest


    Nie pierwsza to kolaboracja Wolframa Spyry i Chrisa Langa. Już wcześniej pokazali swoje możliwości na albumie Achtundzechzig 24. Fani Spyry na pewno nie będą rozczarowani, 4 długie kompozycje, to lekcja wybornej elektroniki sekwencyjnej. Lang i Spyra sięgają w głąb, do tradycji szkoły berlińskiej, legendarnych dokonań Klausa Schulze. Elektroniczne sola syntezatorów każą zaś myśleć o progrockowych inklinacjach, do tego jeszcze sam Spyra który w finałowych dwóch ostatnich utworach Santorini i Sequest, wyraźnie skręca w ambientową stronę. Przypominają mi się utwory jakie Spyra zrealizował dla wytwórni Fax, w serii Virtual Vices razem z Pete Namlookiem. Począwszy od pierwszego, niemal półgodzinnego utworu Last Train To Hlomberg III muzyka z miejsca łapie sporo powietrza. Nie brzmi kwadratowo, sunie w stronę medytacyjnej aury, osadzając słuchacza jakby w "oceanie spokoju". Podobnie jak Achtundzechzig 24, wszystkie nagrania zamieszczone na tej płycie, pochodzą z koncertów. Występy jakie odbyły się w Bad Schandau, Berlinie, Essen i Bad Schulza były z pewnością ekscytujące, skoro został z nich skompilowany tak znakomity materiał. Granie w klasycznym ujęciu elektroniki, ale jej aura brzmieniowa jest jak najbardziej współczesna.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,76 EUR
  • Kraftwerk | Tour de France

    Kraftwerk | Tour de France

    Ta płyta brzmi przede wszystkim świeżo i pomysłowo - a jeszcze ważniejsze jest, iż brzmi ona tak, jak gdyby grupa

    Kraftwerk

    nigdy nie usunęła się w cień by ustąpić miejsca młodszym kolegom z ich komputerami i programatorami. Tour de France - Soundtracks to po prostu album, którego duch logicznie wynika z kierunku obranego przez grupę lata temu, a jednocześnie nie sposób powiedzieć, słuchając tych nagrań, ile ów duch już liczy sobie lat... Grupa zachowała tak charakterystyczne dla swego stylu elementy jak ascetyczne partie wokalne na pograniczu melorecytacji, budowane często na atrakcyjnie brzmiącym muzycznie kojarzeniu splotów słów, takie jak mechaniczne rytmy, takie jak chwytliwe syntezatorowe riffy oscylujące najchętniej wokół pewnych ulubionych skal. Jednocześnie zaś w każdym utworze słychać, iż muzycy

    Kraftwerk

    są po prostu ekspertami w dziedzinie nowoczesnej elektroniki, aranżacje są przestrzenne i niemal eteryczne, tworzone bez najmniejszego trudu, przy czym aż chce się stwierdzić, że członkowie

    Kraftwerk

    nie tyle uważnie śledzili rozwój elektroniki na przestrzeni ostatnich lat, ile wręcz, iż nadal trzymają oni pałeczkę lidera wyznaczającego odważnie kierunki twórcom muzyki elektronicznej, a nie "postarzają" na siłę nowych brzmień chcąc siebie na siłę odmłodzić!
    Otwierającą album suitą muzycy

    Kraftwerk

    mogą śmiało wjechać na swych rowerach prosto na teren kompilacji typu Café del Mar i wnieść w nie więcej świeżego powiewu, niż goszczący tam młodzi artyści - motyw przewijający się przez tę suitę równie dobrze zresztą mógłby być ozdobą jakiejś płyty wyimprowizowanej przez

    Pete Namlooka

    do spółki z jakimś pomysłowym, pochodzącym z najmłodszego pokolenia DJ-em. Do tego wszystkiego dodać jeszcze trzeba: nie do wiary, ale przy tym wszystkim słychać, że to stara, dobra Elektrownia, nie szukająca interesujących rozwiązań, tylko znajdująca je bez wysiłku ad hoc… Atmosfera przepełniająca takie piosenki jak Vitamin, Aerodynamik czy La forme może przywołać na myśl wspomnienie takich choćby płyt, jak Attention GusGus - przy czym propozycje

    Kraftwerk

    zabrzmią nawet bardziej tajemniczo i w pełniejszy sposób niż wczesne impresje islandzkiej grupy. Faktura utworów jest niejednokrotnie ciekawie zagęszczona, po części zagospodarowana przez tak charakterystyczne dla grupy niemuzyczne efekty dźwiękowe - jednocześnie zaś warto wspomnieć, iż cała muzyka stworzona została przy pomocy skromnych środków. Rytmy proponowane przez Elektrownię i tak porywają, chociaż nie ociekają aż od najrozmaitszych odmian scratchingu bądź jakichkolwiek bardzo nowoczesnych wtrętów - muzycy

    Kraftwerk

    delektują się dorzucanymi od czasu do czasu tu i ówdzie ornamentami i przyozdabiają nimi swą muzykę z godną pozazdroszczenia fantazją.
    Miłą niespodzianką jest utwór finałowy - atrakcyjnie "odświeżona" kompozycja Tour de France ze słynnego singla wydanego między płytami Computerwelt i Electric Cafe: nie jest to ani nachalnie dyskotekowy remiks dawnego nagrania, ani oryginalna wersja sprzed lat, dorzucona tu w niezmienionej edycji przez sentyment. Dobrze może posłużyć jako analogia przykład nagrań

    Mike Oldfielda

    Tubular Bells z lat 1973 i 2003: to muzyka jednocześnie stara i nowa, tli się tu dawny duch, a aranżacja nie jest na tyle nowoczesna, by rozkojarzać, lecz na tyle świeża, by dyskretnie wprowadzić dawniejszą muzykę na scenę wzniesioną po (sporym nieraz...) upływie czasu.
    Jest to niewątpliwie album, który zaintryguje oddanych fanów Elektrowni i pozwoli im się przekonać, że mistrzowie z Düsseldorfu są w znakomitej kondycji, a jednocześnie przekona do

    Kraftwerk

    młode pokolenie, które na starszych płytach niewiele mogło znaleźć do siebie - najlepsze w tym wszystkim jest to, że słychać, iż nie jest to ze strony

    Kraftwerk

    efekt zimnej kalkulacji, tylko uwielbienia dobrej, nośnej, prawdziwej muzyki elektronicznej: pełnej duszy niejako na przekór swej programowej mechaniczności.

    Igor Wróblewski



    "Gdzie są wszyscy? Co, już w środku? Dobra, idę. Czekaj, masz bilety? Ja mam? A tak... To jeszcze popcorn i colę. Wchodzimy, siadamy. Światło gasić. Zaczynaj Pan ten film". Zapraszam Was na film o jednej z najważniejszych imprez sportowych XX wieku, na film o Wyścigu Dookoła Francji. I co z tego, że nikt jeszcze tego filmu nie nakręcił! Scieżkę dzwiękową już mamy. Zadbał o to

    Kraftwerk

    . Nie ma sensu biadolić, że na tę płytę czekaliśmy 12 lat, że jest pierwszym całkowicie nowym longplayem Elektrowni od 17 lat. Niemniej, kiedy wziąłem tę płytkę po raz pierwszy do rąk, czułem wzruszenie.

    Kraftwerk

    mnie zaskoczył, w pierwszej kolejności powrotem do tematu, rozgrzebanego, a nieskończonego, dwie dekady wcześniej. Miłe było też to, że to wciąż ten sam, dobry,

    Kraftwerk

    , że Panowie nie poszli w stronę jakiegoś "bum bum umcyk umcyk". Słowem, że muzyka wytrzymała długie rozstanie. Jako się już rzekło, płyta stanowi swoistą ścieżkę dźwiękową (muzyczną) do filmu kolarskiego, choć może bliższe byłoby określenie ilustrację do pracowitego dnia kolarza podczas wyścigu. Zaczyna się długą suitą (Prologue, Tour de France Etape 1 & 2 & 3, Chrono), która ma oddać wysiłek kolarzy i monotonię wyścigu. I jeśli tak spojrzymy na początek płyty, wydaje się nam usprawiedliwiona jego nadmierna długość. To jest programowa płyta. Smakołyki zaczynają się chwilę dalej: Vitamin - Polfa powinna wykorzystywać ten utwór w reklamach (A B C D Vitamin). Poza zabawną w sumie treścią, utwór w warstwie muzycznej to stary dobry technopop,

    Kraftwerk

    w każdym celu, rytmiczny, dobrze brzmiący. Po spokojnym poprzedniku zaskakuje, kto wie czy nie najlepszy punkt płyty, czyli Aerodynamik wraz z Titanium - utwór szybszy, z ostrzejszym basem i warstwą rytmiczną. Perfection Mechanic - pozwolę sobie na mały cytacik. EKG spodobał mi się już z powodu nazwy. Ale co

    Kraftwerk

    wymyślił pod tą nazwą? - tego się nie domyśliłem. I znów jak za najlepszych czasów: połamany rytm, wyraźny motyw i bijące serce jako deser. La Forme i zaraz potem zbliżony Regenaration to kawałek, przez który miałem zepsutą (ale tylko troszeczkę) przyjemnośc podziwiania

    Kraftwerk

    na żywo. Dlaczego? Bo nie grali La Forme! Napisałbym protest, gdybym wiedział gdzie. Utwór w 200% kraftwerkowy, technopop bliski ideałowi, śmiało mógłby się znaleźć na Die Mensch Maschine - a to już wielki komplement. I na koniec deserek, doczekała się dwudziestowieczna i dwudziestoletnia wersja Tour de France debiutu na longplay. I bardzo jej z tą dojrzałością do twarzy. Dobrze, że Panowie umieścili też tę starą wersję. Od niej w końcu się zaczęło... Cała płyta jednym słowem - 55 minut 59 sek. 100%

    Kraftwerku

    . Miło także, że ukazały się dwa single, z utworem tytułowym i Areodynamik. "Co, już koniec filmu? Chcecie, to sobie idźcie. Ja zostaję na jeszcze jeden seans" Prologue czas zacząć. "Panie, dawaj pan ten film!"

    ...



    ...zatem

    Kraftwerk

    powrócił...
    Po długim dość milczeniu niemieckie trio triumfalnie powraca na scenę el-muzyki a ściśle mówiąc na arenę elektronicznego techno. Nota bene zespół zaliczany jest do czołowych prekursorów tego właśnie gatunku. Tytuł wskazuje na kontynuację dawnego tematu znanego także z singli, czyli Tour de France. Jest to złudne bo zaskakuje nowymi suitami, które przywołują w pamięci ,"stary, dobry

    Kraftwerk

    , w jeszcze ciekawszych czasach...
    Sympatyczny jest także język francuski jako kolejny popis wokalny trójki muzyków. Album pięćdziesięcio paro minutowy nie nuży fanów Elektrowni, a tym bardziej nie rozczarowuje i nie poraża nieoczekiwaną zmianą formy muzycznej jak to często sie zdarza u największych z kręgu muzyki el. Polecam ją zatem z czystym sumieniem każdemu kto zna całą dyskografię

    Kraftwerku

    albo przynajmniej od Man Machine czy Radioactivity.
    I jeszcze jedna ciekawostka: kilka utworów nosi tytuły: Witaminy, Elektrokardiogram czy też Regeneracja. Może to zapowiedż kolejnego albumu o tematyce związanej z medycyną? Dostałem ten album w prezencie jako miłą niespodziankę... i faktycznie milszej niespodzianki wyobrazić sobie nie mogłem, chyba, że już w przyszłym roku znów się ukaże kolejny , nowy album

    Kraftwerku

    . A korzystając z okazji dziękuję SStokrotce za płytę i Jej to właśnie dedykuję tę recenzję.

    Koniczynek

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    18,45 EUR
  • Steve Roach | Live at Grace Cathedral

    Steve Roach | Live at Grace Cathedral


    An essential live recording revealing a powerful moment in Steve's live performance history. An extended set of sacred sonic spaces and immersive atmospherics embrace the senses within the expanse of San Francisco's Grace Cathedral. In Steve's words: "Performing at San Francisco's Grace Cathedral was a dream come true in many ways, and a high point in my live performance memories over the last decade. It's a fitting release to commence the times. This will be the first live recording I've released with the natural reverberant sound of the performance space predominant in the mix. The expansive reverent ambience of Grace Cathedral is the perfect environment to experience this music within. To honor this space, I built a set that offered options to directly respond to the unique acoustic properties I knew I was heading into. The influence of the massive space and the spirit it contained were unseen collaborators holding the music and all of us in a dynamic embrace. From my performance location, I could hear and see the sounds constantly blooming outwards in the space hovering above the audience, collecting energy and then receding away within the expanse of the cathedral. I would spontaneously respond to this sense by shaping, carving, holding and releasing the music back into the void as the night evolved. Merging with Grace indeed. Because this recording utilizes microphones in the space, along with a small blend of the sound board mix, the audience is sometimes heard, as it's all a part of the living breathing space created that evening. I made the choice to not include any audience response or applause at the conclusion of the concert, since outside the live context, ending the recording into the deeper silence felt more appropriate.

    Steve Roach

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    16,54 EUR
  • Ian Boddy, Klaus Hoffmann-Hoock, David Wright | Trinity

    Ian Boddy, Klaus Hoffmann-Hoock, David Wright | Trinity

    Trinity jest zapisem koncertu jaki odbył się w brytyjskim Derby we wrześniu 2009r. Analogowa elektronika i gitara elektryczna, Boddy, Wright i Hoffmann-Hoock nie odgrywają nowości. Ten album jest wyborem nagrań z ich solowych płyt. Jest jednak mała różnica w stosunku do oryginałów. Koncert pozwala na pewną dawkę szaleństwa, improwizację. W przypadku muzyki opartej w dużej mierze na elektronice, można nieco podbarwić brzmienie jak i wydłużyć owe nagrania. Do tego gitara Hoocka kreuje rozwibrowany kosmos dźwięków. To też pokaz możliwości w sondowaniu instrumentu. Czasem wtapia się w elektroniczne tło, innym razem stara się grać nieco drapieżniej niemal z rockowym ognieniem. Jest też miejsce na wspólną kolaborację, jednak w dużej mierze Trinity to sekwencyjno-ambientowa porcja muzyki. 2 dyski gwarantują masę muzyki i moc prawdziwych przeżyć. Dla fanów elektronicznych, ambientwoych podróży. Miejsce na pokładzie jest przygotowane, wystarczy tylko chcieć.

    R. M.

    Availability: Last items | product: 2CDr


    18,78 EUR
  • Robert Schroeder | New Frequencies

    Robert Schroeder | New Frequencies

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,83 EUR
  • Steve Roach | Dynamic Stilness

    Steve Roach | Dynamic Stilness


    Jeśli Słuchacz jest dośc niecierpliwy i chetniej wsłuchuje się w zwarte, wyraziście zarysowane schematyczne kompozycje, może poczuc się podczas słuchania Dynamic Stillness nieco przytłoczony i oszołomiony; jeśli jednak Słuchacz gustuje w wysmienitym ambiencie z pogranicza jawy i snu, a zatem takze cieszy się kazdym wykluwającym się akurat spod elektronicznych piaskow i skal promieniem o nowym, subtelnie zmienionym odcieniu, najnowsza propozycja Stveve Roacha bedzie dlań wspaniała pozycją. Album jest znakomicie wyważony, nie jest to ambient tak minimalistyczny, jak na kolejnych częściach cyklu Immersion albo na płycie A Deeper Silence, jednocześnie zaś wszelkie elementy rytmiczno-sekwencyjne zostały tutaj nieprawdopodobnie wysubtelnione i "ueterycznione", mienią się tutaj na podobienstwo połyskujących ziarenek w zwałach szaro-beżowego piasku - Steve Roach jest niezrównanym aranżerem, jeśli chodzi o fantazyjny ambientalny impresjonizm. Podobnie jak i na wcześniejszych krążkach, nie zabrakło tutaj poliakordowych struktur kojarzących się z eksperymentalnymi "soundscapes" Roberta Frippa, natomiast utwór Slowly Revealed przynosi coś z nastroju instrumentalych i bezbeatowych pasaży albumu GusGus GusGus vs. T-World (szczegolnie Esja). Miłośnicy muzyki Roacha na pewno nie będą rozczarowani, ponadto właśnie za sprawą tego albumu krąg fanów artysty może się jeszcze powiększyć. Polecam.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    22,06 EUR