Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Popularity 3

(128 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Tangerine Dream | White Eagle

    Tangerine Dream | White Eagle


    Bardzo udany album niezwykle pracowitego w 1981 r. składu Froese-Franke-Schmoelling. Formuła wypracowana jeszcze w połowie lat siedemdziesiątych znakomicie sprawdziła się przy wykorzystaniu nowych metod aranżacji i produkcji – tyle samo tutaj magii co na wcześniejszych płytach, mimo, iż brzmienie stało się nieco bardziej suche, a struktura kompozycji bardziej uporządkowana. Na przestrzeni Mojave Plan mamy wszystko, co stanowi o wielkości długich suit Tangerine Dream: niecodzienne efekty brzmieniowe odpowiadające za wprowadzenie w odpowiedni nastrój, ostinatowe kaskady, selektywne i czyste a przy tym kąśliwe brzmienia gitary elektrycznej, swobodę improwizacji przy jednoczesnej wielkiej inwencji kompozytorskiej. Krótka impresja Midnight in Tula zaczyna się motywem do złudzenia przypominającym progresję z Trans Europa Express Kraftwerk i błyskawicznie przeradza się w utwór o połamanej strukturze rytmicznej, wykorzystujący odważne skale kojarzące się raczej z jazzem. Convention of the 24 to przede wszystkim sprężyste, rozedrgane ostinato, na tle którego rozgrywają się fascynujące elektroniczne wydarzenia podobne tym, o których opowiada późniejsza suita Barbakane z albumu Poland, mamy tut mnóstwo elektronicznego babiego lata, wiatru zaglądającego pod firanki otwartych na oścież okien oraz gry słonecznych promieni z cieniami przemykającymi przez wyludnione patia i podwórka. Finałowy utwór to zwarta, bardzo melodyjna kompozycja operująca ciekawymi, lekko nostalgicznymi progresjami tonalnymi, zaaranżowana z wielkim wyczuciem przestrzeni, a wręcz bezkresu.

    I. W.


    ...bardzo lubie słuchać tego albumu, a moje estetyczne wrażenia poteguje myśl, że ponoć Edgar Froese skomponował WHITE EAGLE specjalnie dla Polaków pod wrazeniem działań SOLIDARNOŚCI w latach 80'...

    PPL

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,92 EUR
  • Steve Roach | Empetus

    Steve Roach | Empetus

    Jedna z wcześniejszych płyt amerykańskiego mistrza ambientu, choć tu owego stylu jak na lekarstwo. Co zatem mamy? Steve Roach na tym wydanym pierwotnie w 1986r albumie, gra niczym Tangerine Dream za swoich najlepszych czasów. Dziewięć kompozycji jakie wypełniają to wydawnictwo, to przejażdżka po sekwencyjnych, analogowych brzmieniach. Tylko gdzieniegdzie Roach serwuje delikatne ambientalne tła, by zaraz zagłuszyć je pulsującymi sekwencerami. Zatem fani szkoły berlińskiej znajdą tu kapitalną lekcję, w jaki sposób Amerykanie grają w owej lidze. Roach wyciska ze swoich maszyn maksimum, kreśli futurystyczne brzmienia przyszłości, mając na sobie bagaż z przeszłości. Niczym Froese na kultowych albumach Ricochet czy Rubycon, serwuje podobny wymiar pokazując Amerykanom tradycję europejskiej elektroniki. Jednocześnie muzyka Roacha ma w sobie masę powietrza, przestrzeni. Ma się wrażenie dryfowania w przestworzach i podpatrywanie świata z odległej perespektywy. Roach nie bawi się w dłużyzny i nie sili na rozbuchane suity, w tym przypadku jest konsekwentnie zwarty, niemal transowy. Nie brak też miejsca na kobiece wokale, które uzupełniają syntetyczne brzmienia z tej płyty. A Roach serwuje poza nimi mocne akordy, soczyste brzmienia i w sumie niewiele solówek na syntezatorach. To wszystko sprawia iż Empetus wygląda jak sekwencyjny monolit i po latach brzmi nadal odkrywczo i inspirująco. Znakomity klasyk!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,71 EUR
  • Tangerine Dream | Logos Live

    Tangerine Dream | Logos Live


    Lata 1979-1984 były zdecydowanie najlepszym okresem w twórczości Tangerine Dream. Ciąg niezapomnianych płyt rozpoczął album Tangram, a (chyba) zakonczyła podwójna płyta z grudniowego koncertu w Warszawie w 1983 Poland, uważana za najlepszą płytę zespołu (patrz Generator News Nr. 6). Późniejsze albumy Tangerine Dream nie oddawały już niezapomnianego ducha tamtych lat. Na tak udany kształt ówczesnych nagrań grupy Edgara Froese wpłyneła wyraźnie osobowość Johannesa Schmoellinga i jego inwencja w wykorzystaniu min. syntezatorów Fairlight.
    Płyta Logos - Live at the Dominion stanowi zapis londyńskiego koncertu grupy z roku 1982, czyli właśnie z tamtego niezwykłego okresu. Album zawiera dwuczęściowy utwór Logos oraz krótkie zakończenie koncertu, nagranie niezbyt pasujące klimatem do całości - Dominion. Jak zwykle w przypadku Tangerine Dream, o tym, że muzyka wykonywana jest na żywo, a nie w studiu, świadczy tylko zapowiedź i krótki aplauz słuchaczy na wstępie i przy zakończeniu. Sama muzyka jest generalnie nieco tajemnicza, szczególnie w pierwszej części; mimo zmian nastroju co kilka minut płyta tchnie ciągłą atmosferą niepokoju i mistycyzmu. Ostatnie minuty pierwszego utworu przynoszą urzekające, rzewne zakończenie jak za czasów albumów Phaedra czy Encore. Nie ma jednak cienia wątpliwości, że płyta pochodzi z późniejszego okresu. Świadczą o tym wspaniałe, przestrzenne brzmienia instrumentów oraz rozbudowane aranżacje połączone z nietypowymi rozwiązaniami rytmicznymi.
    Każdy wykonawca sięga kiedyś swoją muzyką szczytu, wyżyny, z której droga wiedzie już tylko w dół. Albumy Tangerine Dream z początków ubiegłej dekady właśnie tak wznoszą się nad pozostałymi dokonaniami grupy. Nawet przeciwnicy tego "komercyjnego" zespołu chyba z przyjemnością rzucą uchem na tamte krążki. Natomiast dla fanów jest to po prostu najlepszy sok z madarynek.

    Michał Żelazowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Michael Stearns | Floating Whispers

    Michael Stearns | Floating Whispers


    Przez wiele lat płyta Floating Whispers nie była osiągalna, oryginalnie wydana w 1987 r. dopiero w 11 lat później doczekała się kompaktowej reedycji. Mimo okładki prezentującej antyczne budowle, ta muzyka ma raczej kosmiczny wydźwięk. Niczym klisze przewijają się tu fascynacje Stearns’a kosmosem i przestrzenią. Jednak nie przybiera ona postaci ciemnej, bezdennej otchłani. Poprzez jej rozległość, Stearns oddając potęgę kosmosu w muzyce, komunikuje się z umysłem odbiorcy i stara się wprowadzić go w stan nieważkości. Muzyka z czasem staje się nieco bardziej dramatyczna, jak lot statkiem który zaczyna mieć kłopoty, ale poprzez to Stearns stara się wprowadzić element akcji. Dzięki temu Floating Whispers nie nudzi, a raczej przykuwa uwagę. Jednak bez obaw, większość to mimo wszystko, delikatne, niespieszne i uspokajające granie. W kosmosie czas płynie wolniej, i przy tej muzyce można też nieco spowolnić jego obroty. Ciekawe doświadczenie.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    19,60 EUR
  • Steve Roach, Elmar Schulte | Ritual Ground

    Steve Roach, Elmar Schulte | Ritual Ground


    Steve Roach poznał niemieckiego syntezatorzystę Elmara Schulte podczas swej europejskiej trasy koncertowej - i od razu obaj artyści musieli zarezerwować termin na wspólne improwizowanie, które zaowocowało fantastycznym albumem Ritual Ground. Niniejsza płyta stanowi do pewnego stopnia ewenement w dyskografii Roacha: z jednej strony raczy słuchacza charakterystycznymi dla artysty rozwiązaniami harmonicznymi i kompozycyjnymi (urozmaicone, mniej lub bardziej przetworzone plemienne ścieżki perkusyjne; snujące się obłoki mętnych, syntetycznych akordów; niezwykłe wyładowania brzmieniowe o charakterze czysto ilustracyjnym w tle), z drugiej zaś - jako całość - okazuje się nową jakością. Najkrócej można by spróbować określić Ritual Ground jako nowe oblicze minimalistycznej muzyki symfonicznej, wyrastającej na gruncie przygotowanym przez Philipa Glassa i Henryka Mikołaja Góreckiego. Mantry akordów tylko na pozór błądzą w kolistych labiryntach, tak naprawdę przed oczami odbiorcy zarysowują się coraz odleglejsze i szersze horyzonty, a brzmienie całego albumu jedynie subtelnie daje do zrozumienia, iż ma się do czynienia z muzyką elektroniczną. Drugi utwór znienacka przynosi garść ukrytych na dalszym planie wysączeń basowo-perkusyjnych dość rychło kojarzących się z rytmicznymi pochodami szkicowanymi przez P. Namlooka i B. Laswella na płytach z serii Outland (szczególnie na części trzeciej). Stłumione wichry omiatające skumulowane piętra akordów nie są aż tak demoniczne jak na innych płytach sygnowanych przez Roacha, harmonie w akordowych pokładach zdają się wyczarowywać jeszcze raz inny zestaw barw niż drzewiej. Ten album jest znakomitym potwierdzeniem tezy, iż Steve Roach jest jedną z najciekawszych postaci na dzisiejszej scenie elektronicznej.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    16,54 EUR
    15,51 EUR

  • 13,26 EUR
  • Vangelis | China

    Vangelis | China

    Vangelis

    interesował się starożytną filozofią i kulturą Chin co zmaterializowało się muzycznie na pierwszym wydanym dla Polydoru albumie. Ukazał się on po eksperymentalnym Beauborg który ponoć miał za zadanie zerwanie kontraktu z RCA (dla mnie to tylko pogłoska). Polydor poważnie podszedł do swej nowej gwiazdy i tego wydawnictwa zamieszczając w pierwszej edycji na LP wkładkę zawierającą długi esej i wiele unikalnych zdjęć. Z eseju dowiadujemy się, że

    Vangelis

    uznawał starożytną chińską muzykę za zbieżną ze swymi dokonaniami gdyż nie miała tylko zabawiać intelekt ale i oddziaływać na całe ciało. Kolejny przyczynek do zainteresowania się tematem to że

    Vangelis

    w latach siedemdziesiątych mocno interesował się wszelkimi instrumentami perkusyjnymi a te wśród starożytnych instrumentów chińskich wiodą prym.

    Vangelis

    przyznawał że nie był w Chinach ale uczył się tego kraju poprzez brzmienie ich instrumentarium jak i czytanie książek z których cytaty pojawiają się w wkładce jak i recytowane są na albumie.

    Vangelis

    stara się pochwycić wielorakie skojarzenia z życiem ludzi znad Jangcy.
    Mamy więc ich historię (The Long March), filozofię (Yin & Yang),charakterystyczne dla konfucjanizmu opowieści (The Little Fete), obraz wsi (The Tao Of Love), przyrody (Himalaya). Znaczące są też tytuły które konotują wyobrażenia obcokrajowców nasuwające się na myśl na hasło Chiny. Atmosferę albumu ma oddawać też niepokojące rozmazane zdjęcie

    Vangelisa

    pływającego w basenie wypełnionym turkusowo zabarwioną wodą. Szczerze dla mnie niezrozumiałe...
    Azjatyckie brzmienia pojawiały się i na wcześniejszych albumach, tu jednak wyraźnie je polepszono i otrzymały pierwszoplanowe miejsce. Tytuł mylnie wskazuje na interpretację chińskich tematów. Właśnie bardzo ważną cechą tej płyty i zarazem kolejnym przejawem talentu artysty jest to że

    Vangelis

    nie poddaje się wiernemu naśladownictwu tworząc kopię chińskich brzmień. Zamiast kalki mamy niesamowitą kombinację wpływów azjatyckich z charakterystycznym brzmieniem

    Vangelisa

    . Interpretuje różne aspekty chińskiej muzyki i kultury w swój własny unikalny sposób bez prób ich imitacji. Inaczej mówiąc mamy tu zestaw pięknych melodii świetnie zilustrowanych wyszukanymi syntezatorowymi orkiestracjami powstałymi pod wpływem chińskiej muzyki. Chung Kuo rozpoczyna oryginalne wykorzystanie efektów - słychać coś co przypomina helikopter, krążące wokół słuchacza faerie tekstur, dźwięki przypominające krzyczący tłum aż wreszcie pojawiają się instrumenty: dzwoneczki i syntezator wprowadzające majestatyczne pełne prawie patosu brzmienie. Wyciszenie w pojedyńcze dźwięki to interludium do kolejnego prawie pompatycznego wprowadzenia wygrywanego na syntezatorach. Tu dygresja - wersje cd różnią się w oznaczeniu utworów od wydań na winylu zarazem odmieniają zamierzenia

    Vangelisa

    . Chung Kuo czyli 'państwo środka' obrazuje nam ogrom i splendor Chin jako kraju - te doniosłe dźwięki były przypisane temu utworowi do 1:43 czyli do melodii. Od niego zaś zaczynał się Long March czyli utwór drugi który pierwotnie składał się z owej nastrojowej melodii z Chung Kuo na cd oraz fortepianowej wariacji, wydzielonej na cd jako Long March. Zresztą słychać wyraźnie że fortepianowe solo w drugim utworze to kontynuacja tematu z Chung Kuo na cd. Zwróćmy uwagę że inaczej w tym wypadku rozkładają się akcenty naszego pojmowania tej muzyki: krótkie wprowadzenie na temat Chin to jakby oznaka że

    Vangelisowi

    trudno oddać ducha i ogrom tego państwa. Long March otrzymuje zaś bardziej patetyczną oprawę - długi marsz oczywiście kojarzy się z Mao Tse Tungiem i chińską rewolucją,

    Vangelis

    sympatyzował z ruchami lewicowymi może należałoby rozumieć odarcie utworu drugiego z pięknej melodii w bogatej aranżacji na rzecz ascetycznego fortepianowego solo jako rodzaj innego spojrzenia na politykę Chin?
    Wracając do tematu - posługuję się jednak cd dlatego ciąg dalszy opisuję przy Chung Kuo. Oj dzieje się: wspaniały temat z niebanalną, genialną melodią - jako podkład pojedyńcze dźwięki z keyboardu na tle których

    Vangelis

    osnuwa całą gamę syntezatorowych przepięknych pasaży. Znakomicie obrazuje to talent

    Vangelisa

    - przykład wykreowania orientalnego brzmienia bez jakikolwiek rzeczywistych odniesień do tej muzyki. Docenił te dźwięki choćby GM który zawarł je w reklamie luksusowego modelu Ford Mercury Lynx.
    Long March -

    Vangelis

    pokazuje się jako świetny pianista. Fortepianowe solo oparto częściowo na poprzedniej melodii improwizowanej w neoklasycznym stylu z lekkimi wtrąceniami sekwenserów. Long March ukazał się na singlu (nie w wersji jaką znamy z cd) i co ciekawe zawiera rozwinięcie w postaci strony B czyli Long March part II. Ta właściwie piosenka wykorzystana przez UNICEF, zaśpiewana została przez

    The Children of Orleons Infant School Twickenham

    wybranego przez

    Vangelisa

    po licznych wizytacjach szkół londyńskich. Polecam jej przesłuchanie choćby na bootlegu High In The Sky - opowiada o tym że należy przejść wzgórza, wzburzoną wodę, w rosnącej spiekocie i wietrze i jest opowieścią o ludzkiej determinacji.
    Po stonowanym długim marszu poraża nas atak nieskoordynowanych dźwięków przechodzących w melodię. The Dragon to dziwnie synkopowany utwór który mimo że grany na instrumentach elektronicznych daje wrażenie że dźwięki wydobywane są z naturalnych instrumentów. Keyboardy brzmią tu bardzo miękko jesteśmy prawie pozbawieni linii basowej. Pulsujące brzmienie wspomagają kotły i talerze.

    Vangelis

    oddaje tu nastrój i ducha chińskich świąt w mitologii której smoki mają olbrzymie znaczenie. W opisie płyty podaje się że smok symbolizuje ducha zmian i kreatywną moc życia. Po kolejnym pełnym ozdobników, głośnym utworze jako przeciwwaga (Jin i Jang?) stonowany cichszy kawałek. Plum Blossom otwiera duet skrzypcowo-fortepianowy imitujący orientalizmy gdzie fortepian pełni właściwie rolę tła a cały ciężar jest przerzucony na wspaniałą solówkę na skrzypcach

    Michela Ripoche

    , dobrego przyjaciela

    Vangelisa

    jeszcze z czasów paryskich. Utwór zostaje w połowie trwania wzmocniony syntezatorowymi wstawkami dodającymi mu efektownego, nie przekombinowanego brzmienia. Kwiat śliwy to symbol seksualnej witalności.
    Tao Of Love - melodią i instrumentarium wydaje się być orientalny - znakomicie naśladuje owe brzmienia, przechodzi jednak w solówki typowe dla

    Vangelisa

    nie dające cienia wątpliwości, że to

    Vangelis

    jest twórcą tej melodii. Utwór można uznać za prosty i pretensjonalny gdyby nie znakomita, wyważona aranżacja.
    The Little Fete otwiera chiński flet. Nastrój wyciszenia i kontemplacji w medytacyjnym wydaniu przechodzi w dźwięk dzwoneczków i delikatne odprężające dźwięki syntezatora. Na ich tle pojawia się recytacja wykonana aby spotęgować wrażenie azjatyckości przez... Koreańczyków (sic!) Koon Fook Mana i Yeunk Hak Funa. Ów monolog to zaczerpnięta z książki Taoizm opowieść z VIII wieku o tym że jak chcemy się napić wina najlepiej zrobić to w nocy - bo mamy wtedy dwóch kompanów: księżyc i nasz cień czyli nie jesteśmy samotni a i butelka cała nasza... Utwór kończy gong - kurtyna opada , przedstawienie się kończy. Te trzy minimalistyczne kawałki - The Plum Blossom, The Tao of Love i The Little Fete to swoiste muzyczne ogrody zen ukryte pomiędzy bardziej epickimi, rozbudowanymi utworami.
    Yin & Yang: tu dwie przeciwności można odczytać jako wschód i zachód: greckie buzuki grane na koto z tłem na syntezatorach to jakby synteza muzyki wschodu i zachodu. W pierwszej części utwór ma charakter typowo orientalny by przejść w mocne, nerwowe rytmy i dźwięki zachodniej muzyki której tłem są orientalne wstawki.
    Himalaya, to kolejny dowód jak znakomitym ilustratorem jest

    Vangelis

    przy oddawaniu przestrzeni i piękna przyrody a pomocą dźwięków. Nie ma tu melodii tylko nastrojowa atmosfera, bas oblewany dmuchającym wiatrem i syntezatorowymi falami odzwierciedla ogrom tego pasma gór. Utwór uświadamia jak

    Vangelis

    łatwo przykuwa uwagę słuchacza na ponad 10 minut w statycznej kompozycji przy braku właściwie melodii. Himalaya wyobraża powolny marsz na wysokości, poprzez wiatr, skalne doliny i lód przechodząc w zamykający płytę Summit który opowiada o końcu tej podróży, uwieńczeniem jest zapierający dech w piersiach widok w pustce i ciszy podniebnych szczytów. Summit rozpoczyna efektowny pastisz brzmień - wyraża nie triumf po trudzie lodowej wędrówki co charakterystyczne dla ludzi cywilizacji zachodu a rozkoszowanie się widokiem co znowu odzwierciedla inność osobowości ludzi cywilizacji dalekiego wschodu ceniących duchowość ponad inne przymioty.
    W tej płycie słuchacz może znaleźć romantyczną chińska scenerię i portrety ogrodów ryżowych pól żyznej wsi, sztukę kaligrafii ideogramów jak fortepianowe interludium w Long March czy skrzypce w Plum Blossom wymieszane z dodanymi ze smakiem wpływami zachodnimi. Płyta koncepcyjna zrealizowana momentami z epickim rozmachem z pięknymi zdolnie zaaranżowanymi melodiami z wielością podkładów syntetycznych orkiestracji czy samotnego fortepianu nie ma właściwie nic w sobie z chińskich melodii - używa wschodniego skalowania na swój sposób aby za pomocą statecznych rytmów i tekstur syntezatorowych wyrazić majestatyczny obraz Chin Znakomite konstrukcje bazujące na miksie azjatyckich linii melodyjnych z urokliwym brzmieniem syntezatorów dają nam niezapomniane romantyczne i nostalgiczne melodie.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR
  • Steve Roach | Texture Maps: The Lost Pieces v.3

    Steve Roach | Texture Maps: The Lost Pieces v.3

    Jeżeli muzykę ambient można uznawać jako doświadczenie mistyczne, to płyta Texture Maps: The Lost Pieces vol. 3 całkowicie spełnia ten wymóg. Tych 8 kompozycji ściśle łączy nastrój, dzieli zaś czas ich powstania. Mimo tego Steve Roach potrafi utrzymać w ryzach słuchacza i zafundować mu podróż w głąb siebie. Otwierający całość Gray And Purple pochodzi z 1987r. To niemal mistyczny chillout z którego wykiełkowały pomysły jakie zrodziły tak niesamowite płyty Roacha jak wspomniany wcześniej The Magnificent Void. Drugi w kolejności Ghost Artifact z 1993r był często wykorzystywany przez Roacha podczas koncertów, gdzie pełnił funkcję przestrzennego podkładu. Jak wspominał artysta pierwotna wersja tego utworu trwała 90 minut! Kolejny Spiral Triptych z 2001r to powiązane ze sobą trzy części, składające się na większą całość. Pomysły użyte na tę kompozycję wyznaczyły kierunek w jakim Steve Roach poszedł na wydawnictwie Mystic Chords & Sacred Spaces. Utwór Bottomless 2 z 1999r to alternatywny remix kompozycji zamieszczonej pierwotnie na kompilacji wytwórni Hypnos. Ostatnie dwa nagrania „Quiet Sun” i „Light Soul” zostały stworzone na żywo podczas sesji do wspomnianego Mystic Chords & Sacred Spaces. Stawiają tę przysłowiową kropkę nad i, oraz kończą ten świetny album w medytacyjnej aurze. To nie jest lekki materiał, wymaga czasu i skupienia. Jeżeli jednak jesteśmy mu go nieco poświęcić, wciąga bez reszty w swój bezmiar.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,64 EUR