Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Popularity 2

(134 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Jon and Vangelis | Private Collection (remaster)

    Jon and Vangelis | Private Collection (remaster)

    Rok 1983 był dla

    Andersona

    wielce znaczący. Oprócz tego krążka współpraca z

    Oldfieldem

    na Crises a przede wszystkim niesamowicie elektryzujący powrót

    Yes

    w nowej, zaskakującej oprawie czyli "i>90125. Głos

    Andersona

    może niektórych irytować ale dla mnie to ewenement - idealnie nadaje się do kreacji klimatów generowanych przez keyboardy co przekłada się na udział jego w projektach nie tylko

    Vangelisa

    ale też

    Oldfielda

    ,

    Tangerine Dream

    i

    Kitaro

    . (Ciekawostka -

    Anderson

    poznał

    Kitaro

    dzięki...

    Vangelisowi

    , który zabrał go na jego koncert w LA, a potem poznał obu panów za kulisami - podczas trasy koncertowej do płyty Dream zdarzało się

    Kitaro

    i

    Jonowi Andersonowi

    zagrać covery z płyt duetu). Tutaj

    Anderson

    wznosi się na wyżyny. Głos Jona jest tak giętki że swobodnie przechodzi od wielkich emocji wzmocnionych orkiestrowymi brzmieniami po intymne i osobiste śpiewanie na tle delikatnych dźwięków.
    Tytuł płyty odnosił się do tego że był ten materiał ich prywatną rzeczą, robioną bez publiczności. Jak wiadomo

    Vangelis

    to przekorna dusza i jak mówił nie robi dwa razy tego samego - wszystko co robi jest spontaniczne i jest improwizacją nie lubi być kontrolowany, ograniczany i żeby stawiano mu jakieś oczekiwania. A takie mu właśnie Polydor postawił - wydać płytę do filmu Blade Runner.

    Vangelis

    odmówił. Wściekli dysydenci zdecydowali jako odwet nie promować płyty Private Collection. I tak mimo że większość kompozycji (poza Italian Song i Horizon) ukazała się na singlach, ze słabym wsparciem ze strony wytwórni nie zdobyła list przebojów tak jak i sam album, który nie okazał się komercyjnym sukcesem ale był wszak bez kampanii reklamowej wydany chociażby na rynku amerykańskim. Dla kolekcjonerów single są cenne gdyż niektóre wersje zawierają na stronie B piosenkę z tej samej sesji tyle ze nie zawartą na longplayu czyli Love Is (odsyłam do bootlega High In The Sky.Rare And Alternative Tracks). Ciekawa jest też okładka - dość intrygujące zdjęcie w formie graficznej (otoczone symetrycznymi liniami, krój czcionki) przypominającej pierwotną wersję okładki do Friends Of Mr Cairo. Czyżby oznaczenie kontynuacji?
    ITALIAN SONG - zimne dźwięki i głos

    Andersona

    równie mroźny w swej czystości, edytowany pogłosem niczym w lodowej jaskini, układają się w piękną, króciutką ni to kołysankę ni to bożonarodzeniową kolędę. Muzycznie praktycznie bez zmian aż do 1.42 gdzie

    Vangelis

    daje popis tworzenia nastroju piękną solówką ubarwioną ozdobnikami - znika tu głos

    Andersona

    ale powraca wraz z wiodącą melodią w 2.19 by krótko potem zakończyć tą miniaturkę. Te romantyczne otwarcie płyty

    Vangelis

    uznał za na tyle nośne że zamieścił je wśród nagrań zagranych na koncercie w 1991 w Rotterdamie (

    Anderson

    się pojawił ale głos był playbacku). Bardzo spokojny, prawie majestatyczny kawałek, ze znakomitą kombinacją magicznego głosu i zwiewnych i płynnych keyboardów. Słowa niezrozumiale - to nie jest angielski a w książecce nie zawarto tekstu.
    AND WHEN THE NIGHT COMES - spokojny rytm perkusji, trójkąt i powtarzające się wysokie dźwięki z keyboardu, na to wszystko nachodzi wokal

    Andersona

    - to chyba najpiękniejsze odmalowanie nastroju głosem do muzyki Vangelisa, który jest jakiś taki smutno - zadumany. Muzyka znakomicie zinstrumentalizowana m.in. smyczkami, przez moment może przeszkadzać wprowadzenie saksofonu, i to w dość ostrym brzmieniu ale konfrontując to z tekstem owa solówka ma za zadanie trochę rozproszyć ów powabny, czarowny nastrój roztoczony przez obu panów, zresztą dalsze nie natarczywe dźwięki saksu który kończy tą pieśń łagodnieją stają się bardziej przystępne i można by rzec kusząco seksowne. Ten zmysłowy sax jest udaną reminiscencją muzyki z Blade Runner (znowu

    Dick Morrisey

    ). Ten prawie ckliwy temat to perełka klimatu i muzyki zarazem. And When the Night Comes, wydaje się być słodszą, delikatniejszą wersję The Friends of Mr. Cairo. Liryki w bardzo stosowny i delikatny sposób przedstawiają temat seksu. Jeszcze raz podkreśliłbym że głos

    Andersona

    znakomicie uzupełnia, bogatą aurę tego obrazka malowanego dźwiękiem przez

    Vangelisa

    .
    DEBORAH - piękny wstęp dla falsetu A na początku, prowadzi tylko fortepian, by po chwili dorzucić lejący się dźwięk syntezatorów i zestaw ozdobników z wysokimi tonami. Utwór ma dystyngowaną formę niczym telenowela z wyższych sfer. Ot bardzo ładna piosenka - ciekawostką zdaje się lekko zwokoderowany w pewnym momencie głos

    Andersona

    i śliczna fortepianowa solówka z typowym dla

    Vangelisa

    podkładem. Ten kawałek jak dla mnie jest najmniej ciekawy co nie znaczy zły. Utwór jest głęboko poruszający w ciepłym, romantycznym klimacie. Treściowo ma charakter apostolarny, to odpowiedź na list małej dziewczynki i radowanie się z obserwacji jak rośnie - właściwie można to odbierać jako hymn na cześć wszystkich milusińskich albo... ojcowską radość i dumę z własnej pociechy i traktowania jej jako kogoś szczególnego. I znowu znakomicie dopełniającym interpretację

    Andersona

    elementem jest muzyka

    Vangelisa

    .
    POLONAISE minimalistyczna w kwestii dźwiękowej oparta na rytmie na trzy ballada. Muzyka idealnie podkreśla głos Jona, ale bardziej mu towarzyszy niż wybija się na plan pierwszy, zwraca uwagę wykorzystanie "widmowych" chórów. Znowu wysokie dźwięki idealnie pasujące do tembru głosu

    Andersona

    , i bardzo emocjonalna przeróbka Poloneza

    Chopina

    , wzmocniona perkusyjnym crescendo po słowach - usłyszmy i módlmy się. Po owej kulminacji wraca bardzo łagodnie, powolne budowanie nastroju aż do subtelnego wyciszenia. Głos Jona wiedzie nas na szczyty, Vangelis wtóruje mu najpierw jako tło by potem wysforować się na równorzędne miejsce aż do wspólnego punktu kulminacyjnego. To nic innego jak opowieść o odnajdywaniu spokoju i harmonii i niesieniu nadziei. Tekst jak i tytuł (fonetycznie po francusku - Polakom) w zakamuflowany sposób odnosi się do politycznych wydarzeń w Polsce w czasie nagrywania płyty, ruchom społecznym przeciw komunistycznemu reżimowi. W jednym z wywiadów

    Vangelis

    przyznał, że mimo że całość to była spontaniczna jak zwykle zabawa, nie potrafili uciec od wydarzeń na zewnątrz a że byli bardzo poruszeni wydarzeniami w Polsce, nie od strony politycznej ale czystko ludzkiej stworzyli ten utwór. Jon śpiewa - mamy prawo wybierać, nasze serca nas uwolnią a nic nas nie złamie póki jesteśmy otwarci, pomóżmy naszym dzieciom używać jej rozsądnie, dla milionów nadejdzie prawda, zostawmy agresję za sobą a zamieńmy ją Tobą. Owym "Tobą" mniemam ma być Bóg - w tekście roi się od aluzji religijnych - pojawia się typowe słownictwo z pieśni kościelnych - modlitwa, wiara, chwała, świętość, światłość. Prawdopodobnie to wynik postrzegania Polski w tamtych czasach poprzez pryzmat Papieża, jako bastionu chrześcijaństwa za żelazną kurtyną a druga sprawa że

    Anderson

    jak już zauważyłem przy Friends Of Mr Cairo przemyca do swych tekstów sporo elementów wywołujących skojarzenia religijne. Na tej płycie nie wahał się już ich umieścić wprost ale o tym za chwilę.
    HE IS SAILING zaskakująco silne brzmienie atakuje nas od samego początku wyeksponowanymi instrumentami perkusyjnymi. Utwór jest głośny i niesamowicie podkreśla mocny, czysty głos

    Andersona

    . Solówki

    Vangelisa

    oparto tym razem na keyboardach, wydobywających ciekawe "miauczące" dźwięki wędrujące między kanałami. Przepiękna ściana dźwięku podczas wokalizy

    Andersona

    . Można powiedzieć że to obok ostatniego utworu najbardziej ambitny muzycznie kawałek, z wielością zmieniających się orkiestracji, ciekawymi, zmieniającymi się partiami wokalnymi i przeróżnymi efektami perkusyjnymi i energetyzującym rytmem. Niezwykle ciekawie dzieje się w słowach przynoszących tajemniczo - religijne emblematy, które można odczytać jako pieśń nadziei na ponowne nadejście Jezusa ale znów nie jesteśmy tego do końca pewni. W tekście bazuje się na serii aluzji i niedopowiedzeń które nie da się jednoznacznie zinterpretować ale najbardziej pasuje nam ta opowieść jako dzień sądu ostatecznego z tym że w wersji dla tych co nie grzeszyli i wypatrywali go z niecierpliwością. Zwraca też uwagę podobieństwo klimatu z tekstem poprzedniego utworu.
    HORIZON początek brzmi imponująco jak mroczniejszy klimatem brat bliźniak poprzedniego utworu i przynosi też skojarzenia z tematem z Bounty. Strumień potężnej muzyki pochłania nas całkowicie. Mocno egzaltowany głos

    Andersona

    pojawia się dopiero w 2.04, wzmacniany głuchymi podgłosami uderzeń talerzy, dającymi niesamowity efekt - ów podniosły nastrój, prawie patetyczny i z lekką dozą grozy - zostaje wyciszony sposobem w jaki

    Anderson

    powtarza swoisty refren "peace will come" poprzez głos pełen nadziei i wiary, i pewności że tak będzie i wtedy na zakończenie następuje muzyczna kulminacja, eksplozja bombastycznej melodii zdaje się ze słyszymy co najmniej 40 osobową orkiestrę, zapierający mi dech w piersiach fragment, podkład perkusyjny pozostaje ale keyboardy podążają nowym szlakiem, tonując jakby owe szczytowanie. Następuje repryza początku utworu z ponowną powtórką kulminacji z dodanym biciem dzwonów. Jeśli ten utwór miał zdyskontować suitę Friends Of Mr Cairo jako najbardziej pamiętaną udaje mu się to znakomicie... do gwałtownego ucięcia w 9.33. Wolta w melodii i tempie: podkład łagodnieje i wzlatujemy pod chmury nawet słychać coś jakby chór niebieski - tę solówkę zastępuje potem zadumany, nostalgiczny fortepian zatopiony w dźwiękach dzwoneczków. Te eteryczne przedstawienie muzycznego ekwiwalentu horyzontu to zarazem wstęp do nowej historii, bardzo pięknej, balladowej części tej suity.

    Anderson

    powraca dopiero około 14 minuty śpiewając słodko i romantycznie co jeszcze podkreślono echem, tu też refrenem jest że "słodka muzyka i twe tajemne serce, oba mają uzdrawiającą łaskę" co koreluje z dźwiękami pojawiającymi się podczas tego tekstu... następnie

    Vangelis

    zrywa melodię basowymi pomrukami i tak często później wykorzystywanym efektem uderzenia olbrzymich talerzy a fortepian wprowadza słuchacza w nowe zaułki muzyki

    Vangelisa

    z przepiękną wieńczącą finał melodią na fortepian.

    Anderson

    znowu jest kojący i spokojny i para razem zmierza ku satysfakcjonującej konkluzji. Przesłanie można by streścić w słowach powtarzanych niczym refren "Peace will come / Come true Horizon". To swoisty hymn, pełen nadziei wyrażanych przez Andersona, o zadziwiających cechach człowieka i nawoływanie żebyśmy znowu zbudzili w sobie dziecko które w nas zginęło, co poniesie nas znowu ku emocjom i uczuciom i w końcu ku dobru. Żarliwość z jaką to kreśli że ludzie w końcu się opamiętają przywodzi na myśl chrześcijańskie pieśni. Pseudo religijne elementy są odzwierciedlone także muzycznie w nakładających się chórkach przypominających kościelne śpiewy, czy radosnym biciu dzwonów. Symfoniczno zwiewny Horizon to niesamowity epicki utwór który powoduje że rzeczywiście czujemy promyk nadziei, że w tym okrutnym świecie coś się zmieni, swoiste życzenie pokoju w czasach wojny, muzycznie apokaliptyczna kombinacja części cichych z pełnymi glorii i patosu. Czułość i piękno kompozycji znakomicie koresponduje ze znaczeniem transcendentalnych tekstów.

    Jakościowo płyta stoi wyżej nad pozostałymi albumami duetu. Bardziej oszczędne aranżacje, perfekcyjnie uszyty nastrój, zwartość materiału, stylistyczna jednolitość, momentami mroczniejszy klimat niż na poprzednich krążkach i dużo ciekawiej i w tekstach i w a to spokojnej, falującej zefirkiem a to pompatycznej, rozpierającej mocą wichru muzyce. Brzmienie keyboardów jest bardziej nowoczesne, z ciekawym wykorzystaniem echa, krystalicznie czystsze i płomienne niż na Friends of Mr. Cairo czy Short Stories. Atmosfera którą razem wytwarzają jest niezaprzeczalnie wspaniała na tej najbardziej romantycznej płycie w ich dorobku. Jest tu tak jak w tekście słodka muzyka ma uzdrawiającą moc. Cudowny głos, liryki i niesamowita muzyka tworzą niepowtarzalną magię, której nie udało się już odtworzyć ani podczas niedokończonej sesji w 1986 roku ani na wydanej w 1991 roku płycie Page Of Life.
    To arcydzieło nastroju.
    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,07 EUR
  • Kraftwerk | 3-D the Catalogue (4Blr)

    Kraftwerk | 3-D the Catalogue (4Blr)

    Availability: Only on request | product: 4Blu-ray


    162,67 EUR
  • Vanderson | Beyond Time Structure

    Vanderson | Beyond Time Structure

    Vanderson niemal od samego początku zdradzał potencjał artystyczny. Wydany nakładem Mellow Jet album Beyond Time Structures absolutnie nie rozczarowuje. Jego wolta jest na wskroś współczesna, choć inspiracji trzeba na tej płycie szukać kilka dekad wstecz. Wychodzące z klasycznej szkoły berlińskiej pętle, nie tyleż się rozwijają, co bardziej przepoczwarzają. Aby nie ostygły, Vanderson podrasowuje je niemal transową motoryką. Owe napowietrzone struktury, potrafią przybrać niemalże aerodynamiczne wibracje, które w swym jednostajnym tempie, idealnie sprawdzają się na klubowym parkiecie. Kiedy jednak zwalnia, blisko mu do chilloutowego przestworu, który mimo tego trzyma owe sztywne, rytmiczne ramy. Nie brak też i odwołań do popularnej w latach 90-tych, estetyki Goa trance. Ów osobliwy podgatunek muzyki techno, z czasem stworzył własną wygodną niszę. Czerpiąc inspiracje w religii i filozofii Wschodu: hinduizmu, buddyzmu, jak i tamtejszych ludycznych tradycji. Podbite elektronicznym brzmieniem i twardymi transowymi bitami, okazał się być nowoczesną psychodelią, będącą podzwonnym echem hippisowskiej rewolty z końca lat 60-tych. Vanderson kapitalnie pożytkuje owe wpływy, nasączając nimi własny świat. Tym samym nagrał swoją najlepszą płytę.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CDr


    13,58 EUR
  • Christopher Franke | New Music for Films 1

    Christopher Franke | New Music for Films 1

    Good price
    Wśród kompozytorów zajmujących się muzyką filmową, Christopher Franke zajmuje szczególne miejsce. Po rozstaniu z grupą Tangerine Dream w 1986r, wyemigrował do USA i osiedlił się w Kalifornii. To był nowy początek dla niego, próba zerwania z przeszłością i rozpoczęcie startu od zera. Franke chciał spróbować swoich sił na polu muzyki filmowej. Jednak jego pomysłem było wykorzystanie nowoczesnej technologii, by elektronika imitowała orkiestrę symfoniczną a jednocześnie brzmiała jak ona. Prototypem dla tego przedsięwzięcia był album Tangerine Dream Near Dark z muzyką do wampirycznego horroru. Franke wraz z założeniem Berlin Symphonic Orchestra Film rozpoczął komponowanie muzyki z użyciem nowoczesnej technologii. Powyższy album z dwudziestoma czterema krótkimi utworami, to próbka tych eksperymentów. Muzykę można porównać do tych dzieł za które odpowiedzialne były takie postacie jak Ennio Morricone czy John Goldsmith. Eksperymenty z dźwiękiem, elektroniką, instrumentami takimi jak: fortepian, pianino elektryczne, rogi, oboje, czy instrumenty smyczkowe zaskakują inwencją. A utwory na przemian piękne i straszne, kreują nowe dźwiękowe światy. Ten album „prototyp” był pionierskim dla Chrisa Franke. Pozwolił mu na realizację bardziej zaawansowanych dzieł, jak choćby seria płyt do serialu science- fiction Babylon 5. Po latach nadal brzmi innowacyjnie i wspaniale.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,73 EUR
  • Fryderyk Jona | Warm Sequencing

    Fryderyk Jona | Warm Sequencing

    Fryderyk Jona prezentuje na albumie Warm Sequencing trzy niezwykle długie utwory, przez które przebija się fascynacja dokonaniami Klausa Schulze. Dostajemy zatem sporą dawkę ciepłych brzmień, utkanych z dźwięków analogowych maszyn. W sumie dosyć rozmarzone to granie, Jona przetwarza niejako inspiracje jakie zaciągnął u Klausa Schulze słuchając takich jego albumów jak: Moondawn czy In Blue. Jednakże w tym sprawnym kopiowaniu dokonań "mistrza" brzmi pewnego rodzaju pułapka. Jona bowiem ani na milimetr nie opuszcza "jego" brzmień terytorialnych. Tym samym staje się raczej sprawnym kopistą. W rzeczy samej jego muzyczne DNA roztapia się w tym schulzeowskim roztworze brzmień. Dla zagorzałych fanów Klausa.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    13,24 EUR
  • Robert Rich | What We Left Behind

    Robert Rich | What We Left Behind

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,29 EUR

  • 22,04 EUR
  • Biosphere | Patashnik

    Biosphere | Patashnik

    Biosphere to bez wątpienia najbardziej uznany i inspirujący artysta na scenie muzyki ambient. Pod tym kątem odstawił na bok nawet pioniera gatunku, Briana Eno. Trwa zatem festiwal wznowień jego klasycznych i niezwykle trudno osiągalnych albumów. Patashnik ukazał się pierwotnie w 1994 roku, nakładem ambientowej filii wytwórni R&S, Apollo i dziś jest dosyć trudno dostępny. Geir Jenssen ponownie zatem wydał tę płytę we własnej wytwórni, Biophon zaopatrując ją w nową szatę graficzną i bonusowy dysk, który zawiera garść rarytasów. Pierwsza płyta to oczywiście oryginalny materiał, pełen mesmerycznych melodii, kosmicznych sampli (min z nieistniejącej stacji orbitalnej "Mir", czy obrotnic sterujących system teleskopów w północnej Norwegi). Do tego transowe petardy typu "SETI Project" czy jedyny przebój Biosphere Novelty Waves, który wykorzystała firma Levi's w reklamie swoich jeansów i rozsławiła muzykę Jenssena na całym świecie. Ale to ze wszechmiar absolutnie klasyczny materiał, będący znakomitym pomostem między zimną, kosmiczną muzyką tła a tanecznym, transowym żywiołem techno. Doskonałym aneksem do dzieła podstawowego jest dołączona druga płyta. Mamy tu niezwykle rzadkie nagrania z przeróżnych kompilacji jak: The Third Planet, robocze wersje nagrań z oryginalnego albumu min: The Shield v.1, Patashnik v.1 czy Novelty Waves. Reszta to niepublikowany materiał zatrzymujący się wpół drogi między zimnym, arktycznym ambientem, przetworzonymi garściami sampli i rytmicznymi bitami. Ta muzyka nie straciła nic ze swej mocy i po latach nadal nokautuje niepowtarzalnym brzmieniem.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    13,47 EUR
  • Moonsatellite | Whispers of the Moon

    Moonsatellite | Whispers of the Moon

    Moonsatellite prezentuje album, który udanie przemieszcza się między wieloma stylami w muzyce elektronicznej. Ambientalny bezwład, sekwencyjne pętle, popowa lekkość. Najlepiej wyobrazić sobie że spotykają się tu: Tangerine Dream, popowy Jarre i Biosphere. Francuski projekt udanie łączy te wpływy. Nie zalatuje przy tym jakąś niestrawną siermięgą. Plusem jest tu niezwykła finezja, za sprawą którą powyższe wpływy uległy całkiem udanej polaryzacji. Muzyka zyskuje tajemniczą, niemal widmową głębię, uderza sekwnecyjną organizacją ale też znakomicie sprawdza się w słuchaniu, za sprawą świetnych melodii. Niezwykle przestrzenne brzmienie, tylko nadaje jej tej niemal kosmicznej aerodynamiki. Kreślone w aurze ambientalnych odcieni kompozycje, idealnie wpisują się w kosmiczną tematykę całości. Nad zwyczaj udana płyta wprost z francuskiego, elektronicznego podwórka.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CDr


    14,94 EUR
  • Prometheus | Mysterience

    Prometheus | Mysterience

    Good price
    Prometheus to kolejny rodzimy artysta, który pokazuje iż coraz gęściej robi się na rodzimej scenie elektronicznej. Maciej Grygorcewicz sam przyznaje się do fascynacji muzyką spod znaku Tangerine Dream i Jean Michel Jarre'a. Oczywiście ich wpływy są mocno odczuwalne na tej płycie. Jednak aby nie drążyć jedynie brzmień z przeszłości, Prometheus podejmuje tu zdecydowanie bardziej współczesne wątki. Zapodaje transowe wiry, jak też pozwala na głębszy oddech serwując też ambientalne pauzy, podrasowując je surowością rocka. Z tych składowych stworzył niezwykle ciekawe utwory, dalekie od niekończących się suit. Ich niepodważalnym atutem są i znakomite melodie, jak i dosyć krótki czas trwania, przez co niektóre z nich predysponowane są do roli singli. Ułożona zgrabnie 40-minutowa płyta, wchodzi bez większych oporów i zdecydowanie przyjemnie umila czas. W swoim stylu, bardzo dobre.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CDr

    6,52 EUR
    5,62 EUR