Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Popularity 2

(128 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Gert Emmens | Stories from Floating Worlds

    Gert Emmens | Stories from Floating Worlds

    Gert Emmens to zasłużony holenderski synezatorzysta, mający w dorobku kilkadziesiąt płyt solowych i nagranych w koooperacjach z innymi muzykami. Jego propozycja z 2017 roku to kolejna cegiełka do gmachu klasycznej elektroniki sekwencyjnej, czyli ukłon dla starych i wiernych fanów, którzy lubią gdy ich ulubiony artysta trzyma się dawno wypracowanego stylu. Dużo przestrzeni, partii solowych, rytmu i pulsacji. Solidna płyta!

    P.R.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Steve Roach | Nostalgia for the Future

    Steve Roach | Nostalgia for the Future

    Wyizolowane, pustynne studio jak i warunki codziennej egzystencji, sprawiają że powstają takie właśnie płyty. Na pustyni Tuscan w stanie Arizona, Steve Roach ma święty spokój i pełen komfort pracy, aby chociażby przy pomocy dźwięków udać się w przyszłość. Ba, może nawet pozwoli sobie na tęsknotę za nią. Podzielony na sześć części album Nostalgia For The Future jest czymś w rodzaju odbitego echa własnych iluzji i wyobrażeń. Jednakże ta nostalgia za przyszłością, po części łapie tego teraźniejsze odpryski z życia. To daje wyzwanie dla wyobraźni, aby na ich podstawie budować ów iluzoryczny świat. Steve Roach tworzy tę przyszłość za pomocą ambientowych klisz, które przepływają niczym w jednym długim akcie medytacji. Tym samym oczyma wyobraźni, pozwalają odbyć tę długą podróż. Wysokiej próby ambient, który można postawić obok takich dzieł mistrza jak: The Magnificient Void czy Mystic Chords & Sacred Spaces. Istny wehikuł czasu.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,64 EUR
  • Tangerine Dream | Force Majeure (eng)

    Tangerine Dream | Force Majeure (eng)

    Availability: Goods in stock | product: book


    65,86 EUR
  • Cosmic Ground | Live

    Cosmic Ground | Live

    Cosmic Ground czyli Dirk Jan Müller oraz Horst Porkett w 2016 roku zagrali na dwóch znaczących festiwalach: E-Live oraz The 9th Psychedelic Netwerk Festivals. Wydany nakładem Sunhair Music album Live jest niejako dźwiękowym raportem z tych imprez. Raptem to tylko cztery kompozycje, ale zarazem aż blisko 80 minut muzyki. Całość dosłownie tonie w ruchliwych, gęstych sekwencyjnych blokach, przerywanych ambientalnymi wtrętami i dociążonych kosmicznym soundem. Na szczęście Cosmic Ground nie utykają w nudach monotonni. Ich wizja muzyki elektronicznej, bazuje na żywiołowej dynamice. Koncerty wszak są właśnie okazją ku temu, gdy artyści wprost chłoną energie transmitowane od rozgrzanej publiczności. Tu sekwencyjne pochody zdają się buzować tymi emocjami, gdy na chwilę chłodzone są ambientalnymi przestrzeniami, po chwili na nowo wybuchają z nową siłą. Podczas słuchania tej płyty niemal namacalnie można doświadczyć siły i kosmicznego pędu tej muzyki.

    R.M.

    Availability: Last items | product: 1CD


    13,58 EUR
  • Johannes Schmoelling | Songs No Words 2017

    Johannes Schmoelling | Songs No Words 2017

    Songs No Words jest czwartym solowym albumem Johannesa Schmoellinga, który oryginalnie ukazał się w 1995 roku. Schmoelling postawił na dosyć odważny eksperyment, sięgając do kameralnych tradycji muzyki klasycznej, które w pełni rozwinęły się w pierwszej połowie XIX w, na szlacheckich i arystokratycznych salonach. Zaczerpnięta została sama formuła oraz idea, jednak Schmoelling postanowił podrasować to nowoczesną technologią i elektroniką. To zarazem poligon doświadczalny, na którym naturalne akustyczne brzmienia klarnetu, fortepianu, instrumentów smyczkowych przegryzają się z cyfrowo-analogowym światem maszyn. Owa kombinacja, tak niecodzienna zaowocowała tzw. wirtualną stereofonią, która jest inna dla instrumentów akustycznych i elektronicznych. Sam tytuł Songs No Words oraz poszczególne kompozycje, odnoszą się do fortepianowego cyklu Lieder Ohne Worte Felixa Mendelssona- Bartholdy'ego. W nowej edycji, album zawiera bonusowy utwór The Pieper Man's Song. To ważny manifest na rzadko uczęszczanym szlaku łączenia klasyki i elektroniki.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    16,97 EUR
  • Biosphere | Pertified Forest

    Biosphere | Pertified Forest

    Good price
    To jedynie półgodzinny mini album, ale wobec natłoku reedycji klasycznych płyt Biosphere wraz z pokaźnym zapasem bonusowych nagrań, nie ma co wybrzydzać. Geir Jenssen ponownie sięga po tematy filmowe. Ów "Skamieniały Las" został zainspirowany filmem o takim samym tytule, nakręconym w 1936r przez Archie Mayo. To opowieść o brytyjskim pisarzu Alanie Squierze, który ucieka do USA. Swój azyl znajduje w restauracji znajdującej się na pustyni w Arizonie. Podobną wrażliwość i marzenia o ucieczce od codzienności, podziela córka właściciela knajpy, Gabrielle. Ta nostalgiczna opowieść doczekała się znakomitej, alternatywnej oprawy Jenssena. Biosphere podobnie niczym "oko kamery" z wolna i niespiesznie kadruje swoje dźwięki. Cudne melodie jakie tu słyszymy np. w otwierającym całość Drifter, uzupełnia niesamowicie rozplanowanymi przestrzeniami. Tuż obok nich pojawiają się wysamplowane fragmenty dialogów wprost z oryginalnego filmu. Owa ścieżka dźwiękowa nokautuje jakby zawieszonym w przestrzeni pięknem, tą specyficzną aurą tęsknoty za "idealnym życiem" z dala od wielkomiejskiego hałasu i okrucieństwa ludzkiego świata. Tylko 30 minut muzyki, ale ów ładunek emocji i uczuć starcza aż nadto, aby w pełni nasycić się niezwykłym, brzmieniowym światem Biosphere.

    R.M.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    7,26 EUR
  • Mario Schonwalder, Frank Rothe | Filter Kaffee 103

    Mario Schonwalder, Frank Rothe | Filter Kaffee 103

    Mimo futurystycznych okładek seria Filter Caffe mocno zerka w przeszłość, by nie powiedzieć że czerpie z niej pełnymi garściami. Album oznaczony numerem 103, nie jest tu bynajmniej wyjątkiem. Zapoznając się całością można odnieść wrażenie, że dla Schönwaldra i Rothe punktem wyjścia są klasyczne albumy Tangerine Dream z lat 70-tych, z osławionym Ricochet na czele. Obaj dosyć mocno cytują swoich idoli, podobnie zapodają powtarzane do bólu sekwencyjne pętle. Podkreślone dyskretną warstwą rytmiczną, tworzą pulsujące aerodynamiczne wiry. Jednak na tym koniec, bo brzmieniowo nie proponują niczego nowego. Ta muzyczna konserwa zapewne zyska poklask wśród fanatyków berlińskiego brzmienia, bo to granie skierowane głównie do nich. W sumie Filter Caffe 103 to album jakich wiele na elektronicznej scenie, który zupełnie niczym nie zaskakuje.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,94 EUR
  • Bas Broekhuis, Detlef Keller, Mario Schonwalder | Red Live USA

    Bas Broekhuis, Detlef Keller, Mario Schonwalder | Red Live USA

    Bas Broekhuis, Detlef Keller i Mario Schönwalder już zdążyli wpisać się na stałe w pejzaż muzyki elektronicznej. Album Red Live USA to dwa dyski i zarazem 2 godziny klasycznej, berlińskiej elektroniki. Na całość tego wydawnictwa składają się ich występy, jakie dali w Filadelfii i Princetown. To raptem tylko 3 nagrania, na dysku pierwszym mamy więc: St. Mary's Philadelphia oraz trwający ponad 40 minut Music With Space. Drugą część tego wydawnictwa wypełnia jedno nagranie Star's End FM. Jak widać po długości materiału, trio popłynęło. Ich muzyka nawiązuje do klasycznych wzorców z lat 70, jednak ich wizja brzmieniowa odpowiada dzisiejszym standardom. Elementy wyjęte wprost z estetyki "kosmische musik", tylko uwypuklają jej soundtrackowe walory. Idealny podkład do niemalże filmowej, kosmicznej podróży. Zarazem to próba przeszczepienia na tej "jankeskiej ziemi" wzorców wypracowanych w Europie. 2 godziny mocnego, elektronicznego setu w pierwszorzędnym wykonaniu.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    14,94 EUR
  • Jon and Vangelis | Private Collection (remaster)

    Jon and Vangelis | Private Collection (remaster)

    Rok 1983 był dla

    Andersona

    wielce znaczący. Oprócz tego krążka współpraca z

    Oldfieldem

    na Crises a przede wszystkim niesamowicie elektryzujący powrót

    Yes

    w nowej, zaskakującej oprawie czyli "i>90125. Głos

    Andersona

    może niektórych irytować ale dla mnie to ewenement - idealnie nadaje się do kreacji klimatów generowanych przez keyboardy co przekłada się na udział jego w projektach nie tylko

    Vangelisa

    ale też

    Oldfielda

    ,

    Tangerine Dream

    i

    Kitaro

    . (Ciekawostka -

    Anderson

    poznał

    Kitaro

    dzięki...

    Vangelisowi

    , który zabrał go na jego koncert w LA, a potem poznał obu panów za kulisami - podczas trasy koncertowej do płyty Dream zdarzało się

    Kitaro

    i

    Jonowi Andersonowi

    zagrać covery z płyt duetu). Tutaj

    Anderson

    wznosi się na wyżyny. Głos Jona jest tak giętki że swobodnie przechodzi od wielkich emocji wzmocnionych orkiestrowymi brzmieniami po intymne i osobiste śpiewanie na tle delikatnych dźwięków.
    Tytuł płyty odnosił się do tego że był ten materiał ich prywatną rzeczą, robioną bez publiczności. Jak wiadomo

    Vangelis

    to przekorna dusza i jak mówił nie robi dwa razy tego samego - wszystko co robi jest spontaniczne i jest improwizacją nie lubi być kontrolowany, ograniczany i żeby stawiano mu jakieś oczekiwania. A takie mu właśnie Polydor postawił - wydać płytę do filmu Blade Runner.

    Vangelis

    odmówił. Wściekli dysydenci zdecydowali jako odwet nie promować płyty Private Collection. I tak mimo że większość kompozycji (poza Italian Song i Horizon) ukazała się na singlach, ze słabym wsparciem ze strony wytwórni nie zdobyła list przebojów tak jak i sam album, który nie okazał się komercyjnym sukcesem ale był wszak bez kampanii reklamowej wydany chociażby na rynku amerykańskim. Dla kolekcjonerów single są cenne gdyż niektóre wersje zawierają na stronie B piosenkę z tej samej sesji tyle ze nie zawartą na longplayu czyli Love Is (odsyłam do bootlega High In The Sky.Rare And Alternative Tracks). Ciekawa jest też okładka - dość intrygujące zdjęcie w formie graficznej (otoczone symetrycznymi liniami, krój czcionki) przypominającej pierwotną wersję okładki do Friends Of Mr Cairo. Czyżby oznaczenie kontynuacji?
    ITALIAN SONG - zimne dźwięki i głos

    Andersona

    równie mroźny w swej czystości, edytowany pogłosem niczym w lodowej jaskini, układają się w piękną, króciutką ni to kołysankę ni to bożonarodzeniową kolędę. Muzycznie praktycznie bez zmian aż do 1.42 gdzie

    Vangelis

    daje popis tworzenia nastroju piękną solówką ubarwioną ozdobnikami - znika tu głos

    Andersona

    ale powraca wraz z wiodącą melodią w 2.19 by krótko potem zakończyć tą miniaturkę. Te romantyczne otwarcie płyty

    Vangelis

    uznał za na tyle nośne że zamieścił je wśród nagrań zagranych na koncercie w 1991 w Rotterdamie (

    Anderson

    się pojawił ale głos był playbacku). Bardzo spokojny, prawie majestatyczny kawałek, ze znakomitą kombinacją magicznego głosu i zwiewnych i płynnych keyboardów. Słowa niezrozumiale - to nie jest angielski a w książecce nie zawarto tekstu.
    AND WHEN THE NIGHT COMES - spokojny rytm perkusji, trójkąt i powtarzające się wysokie dźwięki z keyboardu, na to wszystko nachodzi wokal

    Andersona

    - to chyba najpiękniejsze odmalowanie nastroju głosem do muzyki Vangelisa, który jest jakiś taki smutno - zadumany. Muzyka znakomicie zinstrumentalizowana m.in. smyczkami, przez moment może przeszkadzać wprowadzenie saksofonu, i to w dość ostrym brzmieniu ale konfrontując to z tekstem owa solówka ma za zadanie trochę rozproszyć ów powabny, czarowny nastrój roztoczony przez obu panów, zresztą dalsze nie natarczywe dźwięki saksu który kończy tą pieśń łagodnieją stają się bardziej przystępne i można by rzec kusząco seksowne. Ten zmysłowy sax jest udaną reminiscencją muzyki z Blade Runner (znowu

    Dick Morrisey

    ). Ten prawie ckliwy temat to perełka klimatu i muzyki zarazem. And When the Night Comes, wydaje się być słodszą, delikatniejszą wersję The Friends of Mr. Cairo. Liryki w bardzo stosowny i delikatny sposób przedstawiają temat seksu. Jeszcze raz podkreśliłbym że głos

    Andersona

    znakomicie uzupełnia, bogatą aurę tego obrazka malowanego dźwiękiem przez

    Vangelisa

    .
    DEBORAH - piękny wstęp dla falsetu A na początku, prowadzi tylko fortepian, by po chwili dorzucić lejący się dźwięk syntezatorów i zestaw ozdobników z wysokimi tonami. Utwór ma dystyngowaną formę niczym telenowela z wyższych sfer. Ot bardzo ładna piosenka - ciekawostką zdaje się lekko zwokoderowany w pewnym momencie głos

    Andersona

    i śliczna fortepianowa solówka z typowym dla

    Vangelisa

    podkładem. Ten kawałek jak dla mnie jest najmniej ciekawy co nie znaczy zły. Utwór jest głęboko poruszający w ciepłym, romantycznym klimacie. Treściowo ma charakter apostolarny, to odpowiedź na list małej dziewczynki i radowanie się z obserwacji jak rośnie - właściwie można to odbierać jako hymn na cześć wszystkich milusińskich albo... ojcowską radość i dumę z własnej pociechy i traktowania jej jako kogoś szczególnego. I znowu znakomicie dopełniającym interpretację

    Andersona

    elementem jest muzyka

    Vangelisa

    .
    POLONAISE minimalistyczna w kwestii dźwiękowej oparta na rytmie na trzy ballada. Muzyka idealnie podkreśla głos Jona, ale bardziej mu towarzyszy niż wybija się na plan pierwszy, zwraca uwagę wykorzystanie "widmowych" chórów. Znowu wysokie dźwięki idealnie pasujące do tembru głosu

    Andersona

    , i bardzo emocjonalna przeróbka Poloneza

    Chopina

    , wzmocniona perkusyjnym crescendo po słowach - usłyszmy i módlmy się. Po owej kulminacji wraca bardzo łagodnie, powolne budowanie nastroju aż do subtelnego wyciszenia. Głos Jona wiedzie nas na szczyty, Vangelis wtóruje mu najpierw jako tło by potem wysforować się na równorzędne miejsce aż do wspólnego punktu kulminacyjnego. To nic innego jak opowieść o odnajdywaniu spokoju i harmonii i niesieniu nadziei. Tekst jak i tytuł (fonetycznie po francusku - Polakom) w zakamuflowany sposób odnosi się do politycznych wydarzeń w Polsce w czasie nagrywania płyty, ruchom społecznym przeciw komunistycznemu reżimowi. W jednym z wywiadów

    Vangelis

    przyznał, że mimo że całość to była spontaniczna jak zwykle zabawa, nie potrafili uciec od wydarzeń na zewnątrz a że byli bardzo poruszeni wydarzeniami w Polsce, nie od strony politycznej ale czystko ludzkiej stworzyli ten utwór. Jon śpiewa - mamy prawo wybierać, nasze serca nas uwolnią a nic nas nie złamie póki jesteśmy otwarci, pomóżmy naszym dzieciom używać jej rozsądnie, dla milionów nadejdzie prawda, zostawmy agresję za sobą a zamieńmy ją Tobą. Owym "Tobą" mniemam ma być Bóg - w tekście roi się od aluzji religijnych - pojawia się typowe słownictwo z pieśni kościelnych - modlitwa, wiara, chwała, świętość, światłość. Prawdopodobnie to wynik postrzegania Polski w tamtych czasach poprzez pryzmat Papieża, jako bastionu chrześcijaństwa za żelazną kurtyną a druga sprawa że

    Anderson

    jak już zauważyłem przy Friends Of Mr Cairo przemyca do swych tekstów sporo elementów wywołujących skojarzenia religijne. Na tej płycie nie wahał się już ich umieścić wprost ale o tym za chwilę.
    HE IS SAILING zaskakująco silne brzmienie atakuje nas od samego początku wyeksponowanymi instrumentami perkusyjnymi. Utwór jest głośny i niesamowicie podkreśla mocny, czysty głos

    Andersona

    . Solówki

    Vangelisa

    oparto tym razem na keyboardach, wydobywających ciekawe "miauczące" dźwięki wędrujące między kanałami. Przepiękna ściana dźwięku podczas wokalizy

    Andersona

    . Można powiedzieć że to obok ostatniego utworu najbardziej ambitny muzycznie kawałek, z wielością zmieniających się orkiestracji, ciekawymi, zmieniającymi się partiami wokalnymi i przeróżnymi efektami perkusyjnymi i energetyzującym rytmem. Niezwykle ciekawie dzieje się w słowach przynoszących tajemniczo - religijne emblematy, które można odczytać jako pieśń nadziei na ponowne nadejście Jezusa ale znów nie jesteśmy tego do końca pewni. W tekście bazuje się na serii aluzji i niedopowiedzeń które nie da się jednoznacznie zinterpretować ale najbardziej pasuje nam ta opowieść jako dzień sądu ostatecznego z tym że w wersji dla tych co nie grzeszyli i wypatrywali go z niecierpliwością. Zwraca też uwagę podobieństwo klimatu z tekstem poprzedniego utworu.
    HORIZON początek brzmi imponująco jak mroczniejszy klimatem brat bliźniak poprzedniego utworu i przynosi też skojarzenia z tematem z Bounty. Strumień potężnej muzyki pochłania nas całkowicie. Mocno egzaltowany głos

    Andersona

    pojawia się dopiero w 2.04, wzmacniany głuchymi podgłosami uderzeń talerzy, dającymi niesamowity efekt - ów podniosły nastrój, prawie patetyczny i z lekką dozą grozy - zostaje wyciszony sposobem w jaki

    Anderson

    powtarza swoisty refren "peace will come" poprzez głos pełen nadziei i wiary, i pewności że tak będzie i wtedy na zakończenie następuje muzyczna kulminacja, eksplozja bombastycznej melodii zdaje się ze słyszymy co najmniej 40 osobową orkiestrę, zapierający mi dech w piersiach fragment, podkład perkusyjny pozostaje ale keyboardy podążają nowym szlakiem, tonując jakby owe szczytowanie. Następuje repryza początku utworu z ponowną powtórką kulminacji z dodanym biciem dzwonów. Jeśli ten utwór miał zdyskontować suitę Friends Of Mr Cairo jako najbardziej pamiętaną udaje mu się to znakomicie... do gwałtownego ucięcia w 9.33. Wolta w melodii i tempie: podkład łagodnieje i wzlatujemy pod chmury nawet słychać coś jakby chór niebieski - tę solówkę zastępuje potem zadumany, nostalgiczny fortepian zatopiony w dźwiękach dzwoneczków. Te eteryczne przedstawienie muzycznego ekwiwalentu horyzontu to zarazem wstęp do nowej historii, bardzo pięknej, balladowej części tej suity.

    Anderson

    powraca dopiero około 14 minuty śpiewając słodko i romantycznie co jeszcze podkreślono echem, tu też refrenem jest że "słodka muzyka i twe tajemne serce, oba mają uzdrawiającą łaskę" co koreluje z dźwiękami pojawiającymi się podczas tego tekstu... następnie

    Vangelis

    zrywa melodię basowymi pomrukami i tak często później wykorzystywanym efektem uderzenia olbrzymich talerzy a fortepian wprowadza słuchacza w nowe zaułki muzyki

    Vangelisa

    z przepiękną wieńczącą finał melodią na fortepian.

    Anderson

    znowu jest kojący i spokojny i para razem zmierza ku satysfakcjonującej konkluzji. Przesłanie można by streścić w słowach powtarzanych niczym refren "Peace will come / Come true Horizon". To swoisty hymn, pełen nadziei wyrażanych przez Andersona, o zadziwiających cechach człowieka i nawoływanie żebyśmy znowu zbudzili w sobie dziecko które w nas zginęło, co poniesie nas znowu ku emocjom i uczuciom i w końcu ku dobru. Żarliwość z jaką to kreśli że ludzie w końcu się opamiętają przywodzi na myśl chrześcijańskie pieśni. Pseudo religijne elementy są odzwierciedlone także muzycznie w nakładających się chórkach przypominających kościelne śpiewy, czy radosnym biciu dzwonów. Symfoniczno zwiewny Horizon to niesamowity epicki utwór który powoduje że rzeczywiście czujemy promyk nadziei, że w tym okrutnym świecie coś się zmieni, swoiste życzenie pokoju w czasach wojny, muzycznie apokaliptyczna kombinacja części cichych z pełnymi glorii i patosu. Czułość i piękno kompozycji znakomicie koresponduje ze znaczeniem transcendentalnych tekstów.

    Jakościowo płyta stoi wyżej nad pozostałymi albumami duetu. Bardziej oszczędne aranżacje, perfekcyjnie uszyty nastrój, zwartość materiału, stylistyczna jednolitość, momentami mroczniejszy klimat niż na poprzednich krążkach i dużo ciekawiej i w tekstach i w a to spokojnej, falującej zefirkiem a to pompatycznej, rozpierającej mocą wichru muzyce. Brzmienie keyboardów jest bardziej nowoczesne, z ciekawym wykorzystaniem echa, krystalicznie czystsze i płomienne niż na Friends of Mr. Cairo czy Short Stories. Atmosfera którą razem wytwarzają jest niezaprzeczalnie wspaniała na tej najbardziej romantycznej płycie w ich dorobku. Jest tu tak jak w tekście słodka muzyka ma uzdrawiającą moc. Cudowny głos, liryki i niesamowita muzyka tworzą niepowtarzalną magię, której nie udało się już odtworzyć ani podczas niedokończonej sesji w 1986 roku ani na wydanej w 1991 roku płycie Page Of Life.
    To arcydzieło nastroju.
    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,07 EUR
  • Kraftwerk | 3-D the Catalogue (4Blr)

    Kraftwerk | 3-D the Catalogue (4Blr)

    Availability: Only on request | product: 4Blu-ray


    162,67 EUR