Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Mig

(59 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Klaus Schulze | Audentity (2LP)

    Klaus Schulze | Audentity (2LP)

    Bestseller
    Album otwiera blisko 25-minutowa kompozycja Cellistica - jak sam tytuł wskazuje, jedną z pierwszoplanowych postaci w tym dramacie będzie wiolonczela Wolfganga Tiepolda, łkająca tęsknymi dźwiękami, zgrzytająca chropawymi dysonansami, rozrzucająca połyskujące promienie swoich melancholijnych wspomnień o matowej, mollowej tonacji. Pływające, roztapiające się motywy sekwencerowe mieszają się z potężnymi kaskadami tonów elektronicznych i perkusyjnych. W odróżnieniu do muzyki wypełniającej wcześniejsze płyty panuje na tym albumie już od początku specyficznie suchy, sterylny nastrój, wzmagający tylko atmosferę niepokoju i naprężenia...
    Kolejnym utworem jest Spielglocken (kompozycje ustawiono na reedycji albumu w innej kolejności, aby przygotować miejsce dla godzinnego utworu dodatkowego) - miłośnicy muzyki Klausa Schulze, którzy wcześniej niż Audentity poznali album Dziękuję Poland od razu rozpoznają charakterystyczne sekwencje vocoderowo-syntezatorowe, tętniące miękkim pulsem w dalszym planie, przykrywane improwizowanymi dźwiękami głównymi. W porównaniu z koncertową impresją Katowice (Iris) studyjny pierwowzór jest jednak delikatniejszy, znacznie mniej natarczywy rytmicznie, brzmi subtelniej i eteryczniej głównie za sprawą kroplistych, przydymionych dźwięków wibrafonowych.
    Pierwszą płytę wieńczy prawie półgodzinny poemat Sebastian im Traum, kolejny po drugim utworze z pierwszej płyty albumu X (1978) hołd dla poety Georga Trakla. Jest to jeden z najbardziej posępnych utworów w całej dyskografii Klausa Schulze. Powracający motyw wibrafonowy, przetworzony później na płycie Angst (1984) jako Freeze, to w zasadzie jedyny wpadający w ucho motyw składający się na treść tej niezwykłej impresji; poza tym smutnym, zziębniętym wątkiem o bezlistnej rytmice, plan dźwiękowy wypełniają elektroakustyczne opowieści Schulzego i Blossa oraz oniryczne, abstrakcyjne wiolonczelowe monologi Tiepolda. Ta kompozycja przy każdym przesłuchaniu pozwoli słuchaczowi odkryć nowe rejony i dostrzec miejsca, o których muzyka sugestywnie opowiada, w zupełnie nowym świetle. Na drugą płytę trafiły trzy krótsze utwory: Tango - Saty, Amourage i Opheylissem. Pierwszy z nich to drobne scherzo, zbudowane na zgiełkliwym riffie imitującym brzmienie trąbki - wkrótce dołącza się szept vocodera oraz bombardująca perkusja Michaela Shrieve'a, a następnie cały utwór rozkołysze się szklistym, posuwistym rytmem basowego syntezatora. Amourage to piękna sonata na fortepian, syntezatorową fletnię oraz frapujące elektroakustyczne szumy. Zmarznięte motywy wykwitające w tęsknej tonacji oblodzonej lisią czapą mogą równie dobrze towarzyszyć obrazom Edvarda Muncha, co panoramie warszawskiej Płyty Czerniakowskiej o czerwonawym, zdrętwiałym świcie... Opheylissem to swoistego rodzaju kontynuacja Tango - Saty, tym, razem bez trąbiastego riffu, za to z jeszcze bardziej zagęszczoną ścieżką perkusyjną i intrygującymi dysonansowymi akordami wbijającymi się w klinicznie czysty, uporządkowany rytm tej miniatury.
    Na deser słuchacze otrzymują mrożący krew w żyłach utwór Gem w kilku epizodach: pierwsze 11 minut to swobodna, arytmiczna impresja, w której rozżarzone kawały elektronicznych brzmień spadają w gęstniejące elektroakustyczne palenisko - miłośnicy muzyki Ernsta Horna oraz płyty Excerpts 1 Wolframa Spyry z pewnością będą zachwyceni tym pasażem. Z tego złowieszczego, fascynującego wstępu rodzi się utwór główny, zbudowany na szybkim rytmie sekwencerowo-perkusyjnym, na którym w typowo schulzeański sposób rozwijają się improwizowane połacie niezwykłej muzyki. Nastrój tej dynamicznej części kojarzy się z utworami wypełniającymi płytę Drive Inn, szczególnie z nerwowym, podszytym poskórnym napięciem epizodem pt. Highway.
    Na zakończenie jeszcze jedno zdanie - gdyby ktoś kiedyś pokusił się wreszcie o dokonanie adaptacji filmowej powieści Jerzego Krzysztonia "Obłęd", nie można by było chyba wyobrazić sobie w tym filmie idealniejszej muzyki niż ta, która składa się na album Audentity!

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    29,00 EUR
  • Klaus Schulze | Eternal - the 70th Birthday Edition

    Klaus Schulze | Eternal - the 70th Birthday Edition

    Bestseller
    Na okładkowej fotografii, Klaus Schulze wygląda tak jak w latach 70. Zresztą owe zdjęcie zdobiło album Mirage, chociaż na nim było utrzymane w innej kolorystyce. A przecież to właśnie lata 70, były dla Schulze'a 0Mount Everestem popularności i nagrywania pomnikowych płyt. Takie jego dokonania jak Moondawn, Dune, wspomniany Mirage czy Audentity, to dziś kanon muzyki elektronicznej. Okoliczności wydania dwupłytowego Eternal, The 70th Birthday Edition były szczególne, bo związane z 70-tymi urodzinami artysty. Również i sam materiał jest wyjątkowy, na pierwszym dysku mamy pełnowymiarowy, niepublikowany album. Druga płyta przynosi zestaw rzadkich kompozycji, które ukazywały się w ograniczonych nakładach z okazji Targów Muzycznych, lub jako nagrania bonusowe. Ponownie możemy zanurzyć się w świat analogowej elektroniki. Nie brakuje długich suit w rodzaju Rhodes Romance czy Andromeda - The Grand Trance", trwających ponad 40 minut. Sumnaboliczne transy, ambientalne napowietrzone przestrzenie, hipnotyczne sekwencyjne pętle. Wielbiciele Schulze'a dostają wszystko, czego byli zwykle oczekiwać od swego idola. Kawał znakomitej elektroniki, która brzmi niczym wyimaginowane obrazy zastygłej kosmicznej przestrzeni. Kto lubi Klausa Schulze koniecznie musi mieć to wyjątkowe wydawnictwo, kto zaś się nie przekonał do jego muzyki, tego nie zmusi nawet groźba kary śmierci.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    15,11 EUR
  • Klaus Schulze, Solar Moon | Ultimate Docking

    Klaus Schulze, Solar Moon | Ultimate Docking

    Okładka Ultimate Docking mogłaby robić jako scenografia do filmu fantastyczno- naukowego. To wspólne dzieło Klausa Schulze i Toma Damsa (Solar Moon), może poniekąd funkcjonować jako ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu science-fiction. Tom Dams na co dzień pracuje jako inżynier dźwięku, w tym i Schulze'a. Zatem wszelakie studyjne triki zna na wylot. Ów materiał nagrywany w studiu Klausa Schulze, jest sumą ich doświadczeń. To wspólna próba katapultowania się w kosmiczną przestrzeń. Brak praw grawitacji owocuje niespiesznym tempem tych nagrań. Po prostu płyną w swym delikatnym dryfie. Kosmiczne tła, dyskretnie kreślone sekwencje, spowolnione rytmiczne konstrukcje oraz wokale Toma Damsa, kreują ów nieziemski klimat. Jednakże ich wspólne medytacje, przekładają się też i na temperaturę tych utworów. Obaj zbytnio się nie spieszą, powoli zaś sączą ową elektroniczną zawiesinę. To wnikanie w głąb może z jednej strony fascynować, ale z drugiej przy dłuższym obcowaniu z Ultimate Docking nie sposób odczuć pewnego znużenia. Pierwotnie ów materiał pojawił się w 2000 roku w ramach ściśle limitowanego boxu Contemporary Works. Nowa edycja poza podstawowym materiałem, przynosi też drugi bonusowy dysk z niepublikowanymi utworami z tej samej sesji. To dodatkowa okazja aby wniknąć w ów kosmiczny świat Schulze'a i Solar Moon. Chociaż będzie to przeprawa dla najbardziej cierpliwych kaskaderów.
    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    15,07 EUR
  • Klaus Schulze | Mirage (40th anniversary)

    Klaus Schulze | Mirage (40th anniversary)

    Bestseller
    Album Mirage wydany został między dwiema częściami wydawnictwa Body Love - w porównaniu z tymi pozycjami Mirage jest płytą niemal arytmiczną, niezwykle oniryczną, brzmiącą wręcz skrycie, zawoalowanie. Główne wątki melodyczne rozwijają się niespiesznie, nikną w odmętach brzmień niemuzycznych, splatają się ze sobą i gdy już zaczynają się składać na wyrazisty motyw - rozpuszczają się, przykryte lodowatymi falami szumów i tęsknych, chłodnych ech elektronicznych westchnień. Najwięcej wspólnego z atmosferą Mirage miały takie kompozycje z cyklu Body Love jak Blanche i (zwłaszcza) Moogetique - ale tamte utwory brzmiały klarowniej, brakowało i przede wszystkim tej gęstości i głębi brzmienia tak charakterystycznej dla zimowych "miraży" Klausa Schulze.
    Przy pierwszym przesłuchaniu ta płyta może nawet nieco rozczarowywać - brak tu pulsującego, prawie huczącego, transowego ostinata, na tle którego syntezatory lub organy snują swe improwizacje, brak tu chwytliwych kombinacji brzmieniowo-melodycznych w takim stylu, jaki zdominował nagrania z Body Love, brak tu niesamowitych, podminowanych niebywałym napięciem improwizowanych partii perkusyjnych raczej opowiadających niezwykłe brzmieniowe historie niż po prostu zamarkowujących rytm... Kompozycje z Mirage odsłaniają w pełni swój czar dopiero przy kolejnych, uważnych przesłuchaniach - pewnego dnia słuchacz zostanie na tyle wciągnięty przez tajemnicę tej płyty, iż zapragnie obcować z nią częściej aniżeli z innymi płytami... Oba utwory brzmią tak, iż nigdy nie uda się słuchaczowi przejrzeć ich "na wskroś". Wielogłosowość i atmosfera tej płyty są oszałamiające - jakiś detal zawsze zdoła ukryć się przed ciekawskim uchem odbiorcy. Trudno nawet zaproponować adekwatne wizualizacje do tej muzyki - największym bowiem plusem zaprezentowanych tu nagrań jest ich płynność, rozchwianie, niebywała "halucynacyjność". Wystarczy jedno mrugnięcie powieką, jeden gwałtowniejszy wdech sprowokowany rozlewającymi się elektronicznymi brzmieniami i cały obraz zostaje zburzony, a kolejne pojawią się dopiero, gdy uzbiera się w umyśle słuchacza odpowiednio gruba warstwa arpeggiatorowych płatków śniegu i oscylatorowych lodowych tafli...
    Zamieszczony na składance 2001 siedmiominutowy ekscerpt z kompozycji Crystal Lake zdaje się sugerować, iż Mirage jest płytą pełną wyrazistych melodii, dobitnie zamarkowywanych akordów i chwytliwych arpeggiatorowych tematów. Zapoznanie się z całym albumem może okazać się sporym "szokiem termicznym" - na albumie Mirage panuje najprawdziwsza, mroźna zima, nieposkromiona i przygnębiająca; nie taka, jaką znamy z kojących baśni, tylko taka, która zjawia się w najbezczelniejszych, najbardziej niezrozumiałych i poruszających snach pełnych dwuznacznych, zamglonych obrazów. Obrazów niewyraźnych, zaskakujących, niepokojących - i przez to pięknych i każących się odkrywać wciąż na nowo...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,15 EUR
  • Klaus Schulze | En=trance (remastered 2017)

    Klaus Schulze | En=trance (remastered 2017)

    Trudno powiedzieć, co przede wszystkim sprawia, iż muzyka wypełniająca tę płytę kojarzy się z tajemniczymi, zamkniętymi pokojami, nasiąkniętymi aromatycznymi kolorami. Podejrzewam, iż odpowiedzialne za taki efekt jest ustawienie proporcji wszystkich głosów: chyba po raz pierwszy na albumie Klausa Schulze wszelkie muzyczne wątki dobiegają do uszu słuchacza "z tego samego poziomu". Mimo barokowej rozmaitości tematów i dużej inwencji melodycznej przez dłuższy czas brak tu tajemnicy, czającej się na ukrytym planie; nie ma tu "skradających się" motywów, rozwijających się powoli nowych tematów. Schulze zrezygnował z budowania napięcia, proponując w zamian obfita porcję rozwiązań harmonicznych i melodycznych zmieniających się znienacka, kalejdoskopowo. Ruchliwe ostinata brzmią z jednej strony bardzo atrakcyjnie, z drugiej zaś jednak brak im głębi typowej dla nagrań z albumów Moondawn bądź Mirage. Rozkwitające na podobieństwo fraktali ścieżki rytmiczne obudowują improwizowane tematy główne ciasnymi pierścieniami i wywołują specyficzne wrażenie "zamykania" tej muzyki w ścianach z nietypowego tworzywa. Pokoje są obszerne i znakomicie działa w nich klimatyzacja, ale wciąż jednak nie udaje się słuchaczowi znaleźć wyjścia z labiryntu kolejnych pomieszczeń.
    Dopiero pod koniec trzeciego utworu muzyka prowadzi słuchacza z podziemi na peron wyimaginowanego dworca przyszłości, z którego wraz z pierwszymi minutami kompozycji czwartej wydostanie się na deszczową autostradę kreskowaną rozmytymi światłami reflektorów. Tu leży klucz do tajemnicy tej płyty: w pierwszej części penetrujemy ukryte archiwa, w drugiej - udaje się nam znaleźć drogę na zewnątrz. Nie wiem, czy dokładnie taka idea przyświecała twórcy płyty, ale tak czy inaczej, efekt jest niesamowity… Muszę tu bowiem podkreślić, iż mimo zrównania głosów w większości partii i pozbawienia znajdujących się tu nagrań aury mistycyzmu, absolutnie nie jest to płyta nieudana bądź wtórna. To już po prostu nieco inny Klaus Schulze - artysta otworzył drzwi prowadzące w nowe rejony. Poprzednie płyty, z bardziej zwartymi i zamkniętymi kompozycjami, niejednokrotnie podszytymi zdecydowanym rytmem, były zapowiedzią pewnego przełomu: na En=Trance przełom ten dokonuje się już na dobre, choć żaden z zamieszczonych tu utworów nie trwa krócej niż 15 minut a niektóre elementy jednoznacznie kojarzą się z rozwiązaniami typowymi dla dawniejszej twórczości berlińskiego artysty.
    Najbardziej elektryzujące fragmenty tej płyty to główny temat En=Trance, kunsztowna fuga zamykająca Alpha Numerique oraz opisywany dwa akapity wyżej fragment obejmujący zakończenie trzeciego utworu i początek czwartego. Dodatkowy utwór nie pochodzi z sesji nagraniowej, w wyniku której narodził się album En=Trance, ale niewątpliwie sprawi ogromną radość miłośnikom muzyki Klausa Schulze. Nagrania dokonano w 1975 roku i jest to po prostu zapis "zabawy" urządzeniem o nazwie Elvish Sequencer; jednak ta swoista próba dźwięku połączona z mini-improwizacją stanowi nie mniejszy klejnot w uchu prawdziwego miłośnika tajemniczej, nieco mrocznej elektroniki sekwencyjnej, aniżeli skończone wielopłaszczyznowe pejzaże autorstwa Klausa Schulze! Brzmienia i zarysy melodii wyczarowywane w tym ośmiominutowym drobnym arcydziele to do pewnego stopnia wprowadzenie w nastrój później (Timewind) opublikowanej kompozycji Bayreuth Return, ale tylko do pewnego stopnia. Szkoda naprawdę, że na dodatkową, wcześniej niepublikowaną atrakcję starczyło na tej płycie tak niewiele miejsca; mimo prostoty użytych środków "elfowy sekwencer" niesie ze sobą coś niesamowitego, rozjarzającego się w niepokojącym mroku odblaskami zarysowującymi się w kształty spowijające nokturnowe obrazy Grimshawa, na których wielokrotnie nie zabrakło miejsca dla tajemniczych, posępno-zagadkowych elfów o sardonicznych uśmiechach. Tej pół-kompozycji można by doprawdy słuchać znacznie dłużej niż osiem minut...
    Specjalnego wymiaru nabiera ta impresja właśnie jako bonus do "podziemnej", nocnej płyty En=Trance: słuchacz klucząc przez niekończące się korytarze, labirynty piętrowych parkingów i tajemniczych pokojów o szczelnie zamkniętych okiennicach znajduje w finale swej 70-minutowej podróży ukryty skarb, połyskujący niesamowitym brzmieniem ery fantastycznych albumów Timewind i Moondawn

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,15 EUR
  • Klaus Schulze | Ballet 3-4

    Klaus Schulze | Ballet 3-4

    Zamieszczono tu tylko jedną, za to trwającą ponad 75 minut kompozycję. Suita My Ty She jest syntezą najbardziej charakterystycznych zwrotów melodycznych i aranżacyjnych z całego baletowego cyklu - największą zaś atrakcję stanowią wkraczające na scenę brzmienia oboju oraz żeński głos, który momentami może skojarzyć się nawet z Natachą Atlas. Muzyka zatacza szerokie kręgi, wahając się wciąż między brzmieniami orientalnymi i tymi, do których doprowadził rozwój Szkoły Berlińskiej. Godna uwagi jest syntezatorowa osnowa, wypunktowana pulsującymi krateramihipnotycznego ostinata na tle bogato zinstrumentowanej, ciekawie rozwijającej się opowieści. Na reedycji krążka wchodzącego w skład boxu Contemporary Works pojawia się wielce oryginalne premierowe nagranie, Shauer der Vorwelt. Jest to dosyć surowa kompozycja oscylująca między estetyką IDM a drum'n'bass, zbudowana na wyrazistej, elektryzującej sekwencji, przykrywającej wykwitające w tle przeobrażone sample - zarówno nowe, jak i znane już z zestawu Contemporary Works. Jeszcze przed drugą minutą trwania utworu zarysowana zostaje tęskna, mesmeryzująca melodia - trochę szkoda, że rozmywa się ona tak prędko, ustępując miejsca bezlitosnemu pochodowi perkusyjno-ostinatowemu. Ze względu na specyficzną, suchą surowość brzmienia kompozycja ta ma coś wspólnego z inną niewiele ponad 3-minutową impresją Klausa Schulze, Zooblast.

    Ostatnia część muzyki baletowej Klausa Schulze, wydanej oryginalnie jako część 10-płytowego boksu Contemporary Works. Album otwiera tęskna suita Mellowtrone, w której zgodnie z sugestią tytułu wioloczela Wolfganga Tiepolda za sprawą magicznych przystawek przeobraża się w melotron - znakomity pendant do melotronowych impresji pojawiających się na piątej oraz siódmej części The Dark Side of the Moog. Soft'n'Groovy również w każdym calu brzmi tak, jak się zwie: mamy tutaj leniwy, niemalże omdlewający rytm, udanie skontrastowany ze spiesznym sekwencyjnym pulsem ukrytym w tle, a do tego niekończące się improwizacje klawiszowo-wiolonczelowe, przenikające się nawzajem już nie tak jak na płycie Dune (1979), ale na pewno nie mniej fascynująco. To B Flat przynosi temat dobrze już znany miłośnikom muzyki Klasua Schulze: te wątki pojawiały się już w pierwszej części Careful with that AKS, Peter (DSOM VIII) oraz w ramach samego zestawu Contemporary Works, a mianowicie w finale tomu pierwszego. Tutaj mamy kolejną smakowitą odsłonę fantazji na akordowe plamy, vocoder i dziwne basy, na dodatek z całą gamą egzotycznie połyskujących elementów w tle. Utwór dodatkowy - znany z dziesiątej płyty Contemporary Works, czyli zestawu "odrzutów z sesji" oraz skróconych miksów - niby nie wnosi do muzyki Klausa Schulze AD 2001 nic nowego, ale stanowi tutaj bardzo przyjemny suplement, swoistego rodzaju dopowiedzenie "baletowego snu" w migoczącej tonacji odświeżanej etnizującymi momentami.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    14,15 EUR
  • Klaus Schulze | Androgyn

    Klaus Schulze | Androgyn

    The first track on "Androgyn" has again, like on "Another Green Mile", the cello of Wolfgang Tiepold and some odd voice samples added to interesting synth sounds. The long second track has Klaus on electric guitar and for good reason it's called "Back To The Future": Klaus plays the guitar with a "Gleiteisen", a piece of iron that he used in the "cosmic slide guitar technique" from old Ash Ra Temple times, 32 years ago. The next four tracks belong together. "There's No Mystery" has a voice and the adequate and efficient cello again...and of course it has Klaus' famous string accord in the back; you already heard it on "Another Green Mile" (MIG 01712) and can hear it again on further albums. As "Androgyn" comes to it's end it gets more rythmic. For the final title "This House Full Of Shadows" I noticed at first listening: "Will be liked by the people". We hear again Wolfgang Tiepold's expert cello. (KDM, 2002)

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,31 EUR
  • Klaus Schulze | Ballet 1-2

    Klaus Schulze | Ballet 1-2

    Na tej baletowej płycie Klausa Schulzezderzyło się chyba najwięcej różnych nastrojów. W Kagi's Lament elementy muzyki wschodniej błyskotliwie splatają się z kipiącym ostinatem, a brzmienia fletów i głosów przywołują na myśl atmosferę niesamowitej muzyki Petera Gabriela skomponowanej do filmu Ostatnie kuszenie Chrystusa. Wolf's Ponticelli pokazuje, jak mogłaby zabrzmieć płyta Trancefer, gdyby Klaus Schulze zarejestrował ją dopiero pod koniec dwudziestego wieku - zestawienie przemawiającej wieloma głosami wiolonczeli Tiepolda z pomysłową, zagęszczoną ścieżką rytmiczną, w której dominuje wpadające w ucho ostinato, brzmi naprawdę świeżo i pierwszorzędnie. The Smile of Shadows to znów odsłonięcie przez Schulzego nowych, nie spenetrowanych wcześniej rejonów, muzyka waha się miedzy różnymi nastrojami i trudno przypisać tę kompozycję systemowi dur albo moll. Kolejne przesłuchania jedynie zwiększają atrakcyjność tego krążka, zwłaszcza, że i tak zbyt dużo tu brzmieniowych niespodzianek i niuansów, by wszystkie plany dźwiękowe ogarnąć za jednym razem...

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    14,15 EUR
  • Klaus Schulze | Another Green Mile

    Klaus Schulze | Another Green Mile

    Tytuł płyty nawiązuje do krążka Briana Eno Another Green Land i oczywiście nie brakuje tu rozwiązań typowych dla muzyki obejmowanej mianem ambient. Pierwszy utwór wyłania się z metalicznie brzmiących płaszczyzn dźwiękowych przypominających takie nowoczesne muzyczne pejzaże jak Heaven and Earth ProjeKct X. Tła ocierają się o siebie, rozpuszczając się wspólnie w nieprzebytą pustynię, następnie zaś w bezkresny staw pokryty planktonową rzęsą układającą się w kształt nigdy nie widzianych kontynentów. Na pierwszy plan wysuwa się w pewnym momencie natychmiast rozpoznawalny głos, przewijający się niczym duch już przez dwa poprzednie tomy albumu. Na wysokości kompozycji The Wisdom of Leaves akordy miękną, stają się ciepłe, pojawiają się durowe akcenty - melodia rozwija się w podobnym duchu, jak w spokojnych pasażach Bachianas Brasileiras IV Heitora Villi-Lobosa. Wszystkie instrumenty wraz z głosem podejmują główny temat, po czym muzyka milknie, ale to jeszcze nie koniec płyty. Przychodzi pora na najniesamowitszy epizod albumu, czyli podszyty niepokojącym basowym pulsem utwór Follow Me Down, Follow Me Down. Ścieżka rytmiczna tej kompozycji to prawdziwie schulzeański majstersztyk, przywołujący na myśl wiele perkusyjno-basowych rozwiązań sięgających jeszcze analogowej ery Klausa Schulze (tutaj oczywiście podkład otrzymuje odpowiednio "współczesną" oprawę, ale duch "staroschulzeański" ma tutaj wystarczająco przestrzeni na zaczerpnięcie oddechu). Najważniejsze jednak okażą się brunatne, cierpkie wejścia gitary elektrycznej, która zaprezentuje istny teatr cieni przybrudzających frapującą ścieżkę rytmiczną. Szkoda, że ten utwór trwa "tylko" 28 minut...

    I.W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,31 EUR
  • Klaus Schulze | Body Love

    Klaus Schulze | Body Love

    Syntezatorowe westchnienia, splatające się w zimnych konstelacjach i mollowych uściskach, osnuwają krystaliczną siecią cały pierwszy plan wszystkich trzech wypełniających tę płytę kompozycji. Odsłona pierwsza, Stardancer, rodzi się w niemuzycznej, wibrującej otchłani, z której wybijają się pierwsze promienie, pierwsze pomruki elektronicznych chórów, następnie zaś wysupłują się perkusyjne ozdobniki. Wstęp prowadzi do tętniącego, gumiastego ostinata, na tle którego rozwija się melancholijna, pobłyskująca, improwizowana impresja głównego syntezatora. Rytm zostaje coraz zmysłowiej podkreślany przez kipiącą perkusję, a ostinato zostaje podszyte basową linią. W ostatniej sekwencji utworu improwizacja balansuje między systemem durowym a melodyką orientalną. Muzyka niespodziewanie gaśnie, ledwo zabrzmi dysonansujący znak zapytania zaintonowany przez wszystkie ścieżki instrumentalne.
    Blanche to najspokojniejszy i najbardziej zadumany - może najbardziej "nieszczęśliwy"?... - fragment płyty (wycinek tej właśnie kompozycji reprezentuje album Body Love na przekrojowym wydawnictwie Schulzego podsumowującym lata 1972-1991, pt. 2001). Smętne, gasnące łabędzie syntezatorowe dają się ponosić czarnym, śliskim falom przypominającym ciała spowite satynowym całunem. Momentami może się ta muzyka troszeczkę pod względem nastroju kojarzyć ze wstępem do kompozycji Shine On You Crazy Diamond Pink Floyd (Wish You Were Here, 1975), ale to tylko przelotne, uchwytne jak przez mgłę zestawienie. Słychać tu w każdym tonie tę samą chłodną, opustoszałą tęsknotę, która czyniła tak niesamowitym nagranie Wahnfried 1883 (Timewind, 1975).
    Finałowa kompozycja P:T:O: trwa ponad 27 minut i łączy w sobie elementy cierpkiej zadumy Blanche (wstęp oraz finałowa sekwencja) z dynamiką i zapierającym dech rozchwianiem ostinatowym Stardancer (część główna, w której genialne ostinato zmienia kilkakrotnie skalę i tempo, czemu towarzyszy jedna z najwspanialszych solowych partii syntezatorowych w dyskografii Schulzego). Ta muzyka znakomicie zilustrowałaby spacer wzdłuż zamglonego wybrzeża, gdzie z jednej strony szumią ledwo dostrzegalne fale, z drugiej zaś zaczyna się już zgiełk metropolii. Każdy mijany kształt, każda latarnia i każda trafostacja, rozmazuje się w zadymioną plamę przybierającą kształt dowolnego słowa wypowiedzianego kobiecym szeptem.
    Dodatkowy utwór, na cześć reżysera filmu Body Love zatytułowany po prostu Lasse Braun, to 22 (chciałoby się powiedzieć: tylko 22…) minuty niezwykłej, mrocznej muzyki utrzymanej siłą rzeczy w podobnym tonie kolorystycznym co trzy inne impresje z albumu Body Love, ale chyba jednak najbardziej posępnej i niezgłębionej. Na początek sine, ciągnące się światło muzycznego reflektora drąży ciemną, nieprzejrzaną przestrzeń lepkimi smugami. Przez opustoszałą przestrzeń przemknie czasem tylko spóźniony podmuch nocnego Mooga, a dopiero po paru minutach wyklują się zdrętwiałe, zimne, stojące mollowe akordy. Reflektor przeczesujący wyludnioną przestrzeń pomału chrypnie, snując swoje uparte, rozsiane, jednodźwiękowe ostinato, za każdym razem wysyłając nieco inaczej brzmiącą smugę światła. Miękkie tony perkusyjne szemrzą miarowo w tle, służąc tutaj tylko jako ornament, zdecydowanie zanadto słabe i niezdecydowane, by mogły podsunąć tej mrocznej suicie stały rytm. Ostatecznie zjawia się też na scenie napięte, zziębnięte solo syntezatora, ciągnącego opowieść podobną w nastroju do tych, które wypełniły suity Blanche oraz P:T:O:, a wkrótce potem dochodzi do tak charakterystycznej dla Klausa Schulze intrygującej progresji. Samotny reflektor emituje coraz silniejsze i bardziej sprężyste wiązki światła, a w tle pojawia się mnóstwo frapujących poszumów i lodowatych wyładowań elektronicznych. Mimo oczywistego podobieństwa, jeśli chodzi o atmosferę, do pozostałych trzech impresji zamieszczonych na albumie, nie da się odmówić utworowi Lasse Braun niesamowitego klimatu i ogromnej siły wyrazu, wręcz zastanawiałbym się nad przyznaniem tej kompozycji tytułu najbardziej przejmującego epizodu z całego wydawnictwa Body Love. Miłośnicy muzyki Klausa Schulze posiadający już płytę analogową Body Love, a nawet i jej kompaktową edycję, ponad wszelką wątpliwość powinni zainteresować się najnowszym wydaniem tego niezwykłego materiału.

    PS. Nie widziałem filmu, do którego Klasus Schulze stworzył tę muzykę, ale coś mi się wydaje, że wyglądał nieco inaczej niż próbki proponowanych przeze mnie wizualizacji...

    I. W.


    Ten krążek pochodzi z okresu, w którym Klaus Schulze stworzył swoje chyba najlepsze utwory - te z Mirage czy Moondawn. Na Body Love znajdują się trzy rozbudowane czasowo kompozycje. Rozpoczyna się od dosyć rytmicznego Stardancer (w tytule chodzi, jak podejrzewam, o podobieństwo do Skywalkera). Jest tu interesujący sekwencer, ale mimo ściśle Klausowego klimatu nie przepadam za tym utworem. Po blisko czternastu minutach zaczyna się drugi, będący dla mnie esencją całego krążka Blanche. Szczególnie piękne są pierwsze minuty, kiedy Klaus swymi długimi, ciągłymi brzmieniami maluje pejzaż wschodu księżyca nad spokojną powierzchnią morza, w którym odbijają się gwiazdy. Ogarnia mnie przy tym jakaś wyjątkowa nostalgia i tęsknota za czymś, co dość trudno nazwać. Potem dochodzi tylko wiodący instrument śpiewający swą zawodzącą pieśń i kolejne kilkanaście minut gdzieś znika. Lecz to dopiero połowa płyty. Ostatni jest P:T:O: (co to znaczy?), powoli nabrzmiewająca sekwencerowa kompozycja, w której później pojawiają się nawet instrumenty perkusyjne. Napięty klimat pęka nagle niczym zerwana struna chyba w 22. minucie i dalej jest do końca całkiem spokojnie. Informacja na okładce, jak zwykle bardzo lakonicznej, mówi, że mamy do czynienia ze ścieżką dźwiękową do filmu Lasse Brauna o tym samym tytule, co płyta. Myślę, że zaden reżyser nie pokusiłby się o wykorzystanie w swej produkcji tak długich utworów i że wersje z płyty są po prostu niezwykle rozbudowanymi rozwinięciami tematów zawartych w filmie. Warto go pewnie obejrzeć nawet dla samej muzyki.

    Michał Żelazowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,31 EUR