Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Last items

(101 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Ian Boddy, Klaus Hoffmann-Hoock, David Wright | Trinity

    Ian Boddy, Klaus Hoffmann-Hoock, David Wright | Trinity

    Trinity jest zapisem koncertu jaki odbył się w brytyjskim Derby we wrześniu 2009r. Analogowa elektronika i gitara elektryczna, Boddy, Wright i Hoffmann-Hoock nie odgrywają nowości. Ten album jest wyborem nagrań z ich solowych płyt. Jest jednak mała różnica w stosunku do oryginałów. Koncert pozwala na pewną dawkę szaleństwa, improwizację. W przypadku muzyki opartej w dużej mierze na elektronice, można nieco podbarwić brzmienie jak i wydłużyć owe nagrania. Do tego gitara Hoocka kreuje rozwibrowany kosmos dźwięków. To też pokaz możliwości w sondowaniu instrumentu. Czasem wtapia się w elektroniczne tło, innym razem stara się grać nieco drapieżniej niemal z rockowym ognieniem. Jest też miejsce na wspólną kolaborację, jednak w dużej mierze Trinity to sekwencyjno-ambientowa porcja muzyki. 2 dyski gwarantują masę muzyki i moc prawdziwych przeżyć. Dla fanów elektronicznych, ambientwoych podróży. Miejsce na pokładzie jest przygotowane, wystarczy tylko chcieć.

    R. M.

    Availability: Last items | product: 2CDr


    18,78 EUR
  • Erik Wollo, Bernhard Wostheinrich | Arcadia Borealis

    Erik Wollo, Bernhard Wostheinrich | Arcadia Borealis


    On Arcadia Borealis Bernhard Wostheinrich is joined by Norwegian ambient artist Erik Wollo. The basic premise for the music on Arcadia Borealis was to look at the 18th Century when Artic explorers were like the Apollo astronauts of their time. Venturing into the great unknown with the real possibility of never returning home. A time when the books of Jules Verne & H.G.Wells were setting the tone for the scientific advances that were still to come.
    Thus the album takes the listener on a journey into new and unexplored lands inspired by the landscapes and weather prevalent in Erik Wollo's Norwegian homeland. The 12 tracks cover a range of atmospheres with many environmental sounds providing an aural backdrop over which Wöstheinrich creates his characteristic organic, evolving rhythms. Erik Wollo is well known for the melodic element of his work and he weaves beautiful, beguiling melodies that rise and fall like the seas those early explorers would have sailed upon. At times the music has an austere simplicity reminiscent of Wollo's Norwegian compatriot Biosphere and certainly each track paints a sonic picture that the listener can absorb themselves in.

    press info

    Availability: Last items | product: 1CD


    10,92 EUR
  • Bernd Kistenmacher | Berlin Live '85

    Bernd Kistenmacher | Berlin Live '85


    Znakomity koncert z Berlina z 1985r, to doskonała wyprawa w świat niemieckiego elektronika. Co bardziej złośliwi mogą uważać go za klon Klausa Schulze, jednak Kistenmacher wydaje się być bardziej transowy i ekspresyjny. Osią tego albumu są dwie kompozycje, pierwsza Hardcore to rozpędzona do 50 minut elektroniczna suita. Zaczyna się kosmicznymi pomrukami syntezatorów. Jednak dalej gdy Bernd Kistenmacher zaczyna swoje solówki, całość nabiera iście rockowego wykopu. Muzyka zyskuje na soczystości brzmienia i mocy, uwalniając swój transowy potencjał. Drugi Hardcore (enecore), udanie wieńczy album. Po ekspresyjnej części pierwszej, wycisza umysł pogrążając go w stanie nieważkości. Udany album, częstokroć archiwalny materiał po latach broni się lepiej niż nowe dokonania. Na szczęście artysta trzyma nad wyraz równy poziom.

    R. M.

    Availability: Last items | product: 1CD


    10,33 EUR
  • Parallel Worlds | Shade

    Parallel Worlds | Shade


    Hermetyczne i eklektyczne podejście do materiału muzycznego, wyróżnia tego muzyka wśród zalewu el produkcji. Kompozycja Not being mirrored to jakby wejście do mrocznej groty, słuchacz z przerażeniem oczekuje co dalej nastąpi. Słyszy tajemnicze zgrzyty i różnej prowinencji ambientowe szumy, okraszone sonorystycznymi, chaotycznymi niby wokalizami, w tle słuchacz dostrzeże ledwo widoczne błyskające sekwencyjne ostinato - nastrój somnambulicznego transu wzmaga się i ewoluje w kierunku metafizycznego olśnienia i zarazem przebudzenia przy końcu tej sennej kompozycji. W utworze tytułowym Shade, wyrażnie zarysowana jest linia melodyczna, która powoduje bardziej przyziemne odczucia, ambientowe szumy i industrialne zgrzyty jednak zdominowały tą frapującą kompozycje.
    Album polecam miłośnikom bardziej wyrafinowanych el pejzaży, słuchacze znający dorobek minimalistycznych dokonań Pete Namlooka araz ambientowe odjazdy Vidna Obmana mogą być tym albumem zachwyceni.

    Mariusz Wójcik

    Availability: Last items | product: 1CD


    14,56 EUR
  • Ian Boddy | Drive

    Ian Boddy | Drive

    Availability: Last items | product: 1CDr


    10,43 EUR
  • Cosmic Hoffmann | Outerspace Gems

    Cosmic Hoffmann | Outerspace Gems


    Wielka gratka dla miłośników "Nowej Szkoły Berlińskiej": wydana nakładem Manikin Records płyta Outerspace Gems zawiera nagrania Klausa "Cosmic" Hoffmanna przygotowane w latach 1978-1985, naturalnie przy wykorzystaniu "kultowego" instrumentarium, w skład którego wchodzą choćby melotron, Mini Moog oraz ARP Odyssey (a nawet 12-strunowa gitara, obecna przecież także choćby na albumie Blackdance Klausa Schulze!). Jasne jest, iż sama jakość dźwięku pozostawia w niektórych nagraniach nieco do życzenia, ale jakość kompozycji rekompensuje to moim zdaniem z nawiązką. Warto przypomnieć sobie - albo w ogóle przy okazji tej płyty dowiedzieć się - iż urodzony w 1951 r. Klaus Hoffmann nie jest jedynie tylko "współczesnym kontynuatorem" berlińskich sekwencyjnych tradycji, lecz postacią aktywną na tym polu już od paru dekad. Dobrze słychać to już w utworze otwierającym całość, Up to the Stars - takich klimatów jednak nie da się podrobić "po fakcie", nie tylko na innych instrumentach, ale już i w innej epoce, trzeba jednak było być w odpowiednim czasie na bieżąco, jeśli chodzi o sposób prowadzenia kompozycji i jej z lekka psychedeliczne zabarwianie. Jako szczególne ciekawostki polecam Cosmic Cha Cha, nieco kojarzące się z dokonaniami reprezentantów francuskiej szkoły elektronicznej tej epoki, przejmujące Spacewards rozchodzące się mętnymi, przywiędłymi kręgami na zdumiewająco ożywionej sekwencyjnej wodzie, w stylu natychmiast kojarzącym się z muzyką Klausa Schulze (zwłaszcza Mirage oraz koncertami w Oberhausen, 1976), a także nieco bardziej abstrakcyjne Cassini Division, czyli wyprawę Hoffmanna na tereny impresjonistycznego ambientu. Niesamowicie intrygujący album do wielu uważnych przesłuchań - szczerze polecam.

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD


    15,28 EUR
  • Markus Reuter | Trepanation

    Markus Reuter | Trepanation


    Muzyka tu zawarta to specyficzny kolaż wyrafinowanych minimalistyczno-sonistycznych ambientowych pasaży. Takim utworem niemalże mesmerycznie oddziaływającym na słuchacza jest traumatyczna kompozycja Prepanation. Awangarda muzyczna - jak najbardziej tak. Stęsknieni miłośnicy ambientowych pejzaży mogą rozkoszować się kawałkiem 3-4 Days Before the Echo - to specyficzny dla twórczości Markusa Reutera rozstrzał dźwiękowych pomruków różnej proweniencji użytych tu dość nowatorsko sampli - efekt jest zaskakujący, słuchacz doznaje traumatycznego olśnienia i ta muzyka motywuje do dalszego nieskrępowanego kontemplowania tej niesamowitej płyty Reutera.
    Utwór No Part of Me Could Sammon a Voice - tu już bardziej robi się swojsko, świadczą o tym ludzki zgiełk z jakiejś miejskiej ulicy - w tle snuje się jakby kakofoniczna muzyka, kojarząca się z dostrajaniem instrumentów - szmery,pomruki, gwizdy itp. Ostatnia pozycja tego wydawnictwa to ponad 17-minutowa suita jest ciągiem dalszym minorowo-ambientowych klimatów. Robi się mgliście, wręcz mroźnie - te lodowate klimaty Słuchacza obezwładnią i być może odrętwią jak zagubioną prehistoryczną rybę na mrocznym dnie oceanu.
    W taki dość halucynogenny i pasywny sposób Reuter kończy album kompozycją Number of the Mind, swój interesujący choć przeznaczony dla wprawionego i bardzo cierpliwego słuchacza ambientowych pejzaży. Polecam to wydawnictwo nie tylko dla hard ambientowych fanów.

    Mariusz Wójcik

    Availability: Last items | product: 1CD


    13,56 EUR
  • Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare

    Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare


    Sphare I ma charakterystyczne namlookowski sztafaż i ciekawe granie na pierwszym planie, bardzo wyciszone, subtelne jak chociażby stosowanie pojedynczych fortepianowych akordów i dziwacznych wokaliz. Part II stawia na rytmiczne, zapętlone granie. III przynosi kosmiczne odgłosy plus nieharmoniczne granie i stonowane tło. Choć wydaje się to monotonne ta część Raumlandów jakoś najbardziej mi pasuje. Czyli bez rewelacji ale ok.

    Dariusz Długołęcki




    Finał trylogii Raumland to trzy długie utwory zabarwione w charakterystyczne dla duetu Move D / Namlook sposób. Jest to niewątpliwie najbardziej abstrakcyjna, najwięcej od Słuchacza wymagająca część najnowszego albumu: w porównaniu z poprzednimi płytami praktycznie brak tutaj wyrazistych wątków melodycznych, chwytliwych sekwencji akordowych, postawiono za to w tym większym stopniu na walory brzmieniowe. Podkreślę jednak jeszcze raz, że jest to przede wszystkim trudny album. To już ostatecznie piętnasta płyta w cyklu Move D / Namlook, a w ogóle osiemnasta płyta będąca owocem wspólnych sesji Namlooka i Moufanga. Wydaje się, że więcej tutaj rutyny aniżeli zapału poszukiwania - a o ile poprzednie części Raumland przynosiły jeszcze w miarę konkretnie zarysowane kształty muzyczne, o tyle tutaj mamy do czynienia raczej z godzinnym scherzem, całkowicie otwartą, intuicyjną zabawą dźwiękami, której finału nie mogą przewidzieć nawet sami muzycy; z drugiej zaś strony, jak na taki swobodny żart zdecydowanie za mało tutaj znowu improwizacyjnego i przede wszystkim formalnego luzu... Wszechobecnym elementem jest tutaj uporządkowany, typowy dla IDM-u a la Move D / Namlook rytm, podobnie jak obsesyjnie powtarzane i nieznacznie modyfikowane filtrami kombinacje akordowe. Sphaere 1 zaczyna się w gęstwinie bardzo obiecująco brzmiących tonów, ale z czasem i tutaj napięcie pomału siada, podczas gdy pozostałe dwie części już tylko od czasu do czasu podsuwają Słuchaczowi naprawdę intrygujące motywy do dopowiedzenia wsłuchaną wyobraźnią ciągu dalszego. Mogę zrozumieć, dlaczego na forum dyskusyjnym na stronie 2350.org posypały się głosy, że "pora już chyba kończyć Dave-and-Pete-Show, jeśli chcemy jeszcze coś mieć z FAXu"; mogę zrozumieć, a jednak nie do końca mogę się zgodzić, jako że nawet ten tak dziwaczny i średnio angażujący album ma w sobie jakiś pierwiastek tajemniczości i oryginalności. Z jednej strony trudno się koncentrować na zjawiających się tu trochę jakby od niechcenia motywach przez cały czas, z drugiej strony nie sposób ot tak sobie przewinąć dłużących się sekwencji - i to nie tylko podczas pierwszego przesłuchania, kiedy czeka się na jakieś rozwiązanie podsuwanych dość mętnych motywów! Być może niebagatelną rolę gra tutaj moje przywiązanie do muzyki Namlooka i fakt, że posiadam całą dyskografię artysty (z maxi-singlami włącznie), ale naprawdę wydaje mi się, że w tej muzyce po dziś dzień coś drzemie, trzeba tylko umieć znaleźć odpowiedni do niej klucz, wczuć się w odpowiedni nastrój. W samym środku nocy, kiedy żadne czynniki audiowizualne nie odwracają uwagi, słuchanie tego na pozór bardzo spokojnego, obojętnego albumu staje się znienacka przeżyciem zupełnie innej jakości - trzeba tylko pamiętać o tym, by postarać się łowić rzeczywiście każdy najmniejszy ton... (No dobrze, ale tak swoją drogą czekam oczywiście nadal z utęsknieniem na płyty takie jak Elektro III, The Fires of Ork III albo Miles Apart II...)

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD + 1DTS CD

    30,72 EUR
    20,00 EUR
  • Michael Stearns | Baraka

    Michael Stearns | Baraka

    Nietypowa, wyjątkowo barwna płyta mistrza ambientu, przynosząca świeży powiew atrakcyjnej odmiany ethno. Michael Stearns spaja onirycznymi, syntezatorowymi plamami drugiego planu elementy tak różnorodne, jak plemienne pieśni Czarnego Lądu, impresje peruwiańskie, tradycyjną muzykę grecką i wiele innych. W zestawie wyjątkowo wdzięcznie prezentuje się wibrafonowa kompozycja siódma, posuwiście rozswingowana, balansująca między nowym opracowaniem jakiegoś tradycyjnego tematu a skorą do improwizacji impresją w sam raz dla el-melomanów, ale praktycznie każdy muzyczny przystanek w tej podróży jest wyjątkowo ciekawą "dźwiękową fotografią". Ambient Stearnsa nie jest tutaj aż tak mroczny i zamglony jak drzewiej, raczej baśniowo-relaksujący, ewentualne braki w atmoferze niesamowitości rekompensują jednak wszystkie etniczne elementy, niekiedy potraktowane bardzo surowo, przenoszące Słuchacza w krainy całkowicie zdumiewające europejskie uszy. Wyobraźmy sobie kojącą muzykę Stearnsa przyprawioną obficie elementami typowymi dla Litopshere Boddy'ego i Richa oraz wielu płyt Davida Parsonsa, a otrzymamy powierzchowny obraz Baraka, obraz, który wymaga rychłego pogłębienia i utrwalenia poprzez kolejne spotkania z tą płytą.

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD


    14,02 EUR
  • Stomu Yamashta | Red Buddha - The Man From the East

    Stomu Yamashta | Red Buddha - The Man From the East


    Na jednej płycie CD wznowione zostały dwa albumy z bogatego repertuaru japońskiego perkusisty, legendy prog-rock-jazzu i spokrewnionych z nim gatunków. The Man From The East to przede wszystkim krótsze utwory, w których oprócz frapujących linii rytmicznych najważniejszą rolę pełnią rozbudowane etniczne partie wokalne i sola gitarowe. Pierwszy utwór, przyprawiony akcentami sekcji dętej, ma coś wspólnego z atmosferą najbardziej soulowych utworów Jimiego Hendrixa; na wysokości drugiego utworu najadekwatniejszym skojarzeniem będzie prawdopodobnie treść albumu Welcome Santany, podobnie obfitującego w ciekawe zestawienia partii gitarowych, egzotycznych ozdobników fletowych, rozbudowanych ścieżek perkusyjnych z wykorzystaniem wibrafonu oraz klawiszowych plam zagęszczających całość. Dość trudno byłoby zaszufladkować prezentowaną tu muzykę, jedyny w swoim rodzaju melanż elementów jazzu, swingu, soulu, rocka i ethno, nie bez eksperymentowania zarówno w zakresie harmonii, jak i aranżacji. Bodajże największą atrakcją na pierwszym reedycjonowanym albumie okazuje się piąta impresja: utwór najdłuższy, specyficzny dźwiękowy rytuał o wielkiej - choć niezmiernie surowej - sile wyrazu, zderzający kontrastowo plemienne wyładowania z medytacyjnymi fletowymi pejzażami. Red Buddha to album chyba jeszcze bardziej wciągający, jeszcze bardziej bezkompromisowo eksperymentalny, z instrumentami perkusyjnymi najprzeróżniejszej maści już nie tyle wyeksponowanymi, co występującymi w jedynej istniejącej w tym scenariuszu roli. Stomu Yamashta proponuje dwie ponad 15-minutowe kompozycje rozpisane wyłącznie na najrozmaitsze idiofony i pomniejsze "przeszkadzajki", tworząc muzykę dość luźną formalnie, ewokującą przede wszystkim niepowtarzalnym nastrojem; muzykę niebywale teatralną i sugestywną, zagospodarowaną aż do ostatniego znaku na partyturze a jednocześnie fascynująco przestrzenną. Oba albumy zestawione na jednm krążku mogą stanowić znakomite wprowadzenie w twórczość tego niezwykłego artysty.

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD

    13,78 EUR
    11,23 EUR