Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Klaus Schulze

(102 albums)

Klaus Schulze w 1969 roku wraz z Edgarem Froese i Konradem Schnitzlerem brał udział w założeniu awangardowej grupy Tangerine Dream, która po zmianach personalnych stała się najsłynniejszą grupą w swym gatunku. Wkrótce po nagraniu pierwszego albumu Klaus Schulze opuszcza Tangerine Dream by stać się współzałożycielem innej legendarnej grupy progresywnego rocka Ash Ra Tempel, którą również opuszcza. Odtąd tworzy jako solista. Mimo bardzo intensywnej pracy w studio i licznych koncertów, Klaus Schulze znalazł czas na gościnne występy i nagrania z wieloma muzykami W swych poszukiwaniach otarł się o takie gatunki jak jazz-rock, progresywny pop, techno, new age, world music oraz awangardowe błazeństwa. Wyróżnikiem stylu Klausa Schulze są wibrujące, aczkolwiek stonowane sekwencje rytmów, kaskady nakładających się na siebie i imitujących się nawzajem linii melodycznych, nastroje zmieniające się od relaksującego skupienia do katatonicznego transu. Klaus Schulze często do nagrania swych albumów zaprasza innych muzyków, rozszerzając tym samych instrumentarium o instrumenty akustyczne (wiolonczelę, skrzypce, gitarę lub flet) oraz o wokalizy. Klaus Schulze żyje i tworzy w Berlinie.

sort by albums
on one page
recording period
  • Klaus Schulze | In Blue

    Klaus Schulze | In Blue

    Po cyklach nagrań przynoszących zupełnie inne brzmienia i prowadzących słuchacza w zupełnie inne rejony, niż typowe albumy Klausa Schulze (mowa o Klaus Schulze Goes Classic oraz Trancelation, sygnowanym: Wahnfried), berliński artysta zaproponował grubo ponad dwugodzinną podróż w te elektroniczne krainy, w których raz po raz słychać nawet powiew Wiatru Czasu i gdzie wciąż przydarza się Księżycowy Świt.
    Początek wypełniającej całą pierwszą płytę albumu kompozycji Into The Blue nie budzi jeszcze żywych skojarzeń z dawnymi nagraniami Schulzego. Muzyka rozwija się nieśmiało, a jednocześnie już słychać, że to nowy album Mistrza - brzmienie szybko stabilizuje się na pewnym poziomie i słuchacz wie już, że to nie wstęp, tylko pełnoprawna kompozycja. Coś sprawia, iż to już nie ten sam Klaus Schulze, co na płytach Timewind bądź Moondawn. Brzmienie jest znacznie klarowniejsze, a w tle, choć wciąż zrywa się wicher elektronicznych poświstów i zawiązują się kolejne mollowe motywy, nie czai się już tyle zagadek co w dawniejszych czasach. W kolejnych epizodach znajdzie się jednak miejsce dla głębokiego, atmosferycznego basu, a pomysłowe improwizacje wskrzeszą ducha wyzierającego z każdej sekwencji płyt Schulzego z lat 70-tych. Berliński muzyk nie epatuje nie pasującymi do całości utworu samplami (a pokusie tej uległ choćby na albumie Royal Festival Hall), nie mnoży żadnych wtrętów brzmieniowych nie pełniących żadnej roli, nie rozwijających nastroju. Into The Blue, zwłaszcza od 15 minuty swego trwania, jest udanym nawiązaniem do dawnych czasów, ubranym wprawdzie w szaty, których krój jest dość prosty, ale za to na pewno gustowny. Szkoda może tylko, że 75 minut trwania tej suity da się podsumować w tak krótkim akapicie... Szkoda też trochę, że jeszcze jeden porywający motyw nie wykluwa się z najlepszego fragmentu kompozycji, czyli z pulsującego, wielobarwnego epizodu Wild And Blue...
    Z kolei kompozycji otwierającej drugą płytę nie zawahałbym się nazwać jedną z najgenialniejszych kompozycji Schulzego... a może i jego największym dziełem (to zdanie wypowiem jednak bardzo cicho, skoro dzieło to pochodzi z lat 90-tych, a nie z okresu największego rozkwitu wielkiej elektroniki sekwencyjnej...). Miękkie, ciche dźwięki imitujące akustyczną gitarę wplątują się w dalekie, przyciszone ozdobniki gitary elektrycznej Manuela Gottschinga, mózgu projektu Ashra. W oddali słychać przepływające tu i ówdzie szumy, przypominające atmosferyczne, zadumane tło kompozycji Sebastian im Traum z drugiej płyty albumu Audentity. Ten epizod idealnie ilustruje "Krajobraz Toledo" pędzla El Greco. Mistycyzm, zagadkowość i świeżość 10-minutowej introdukcji Return Of The Tempel porównywalne są doprawdy z klimatem najwybitniejszych dawnych dzieł Schulzego. Można do woli oglądać uruchamiane przez tę muzykę tajemnicze fontanny, zapomniane rzeźby i moknące w deszczu ogrody, prezentujące się pod wieczornym niebem; można też puścić wodze fantazji w znacznie większym stopniu i cieszyć się bardziej pomysłowymi wizualizacjami. Jedno jest pewne - słuchając tego utworu nie ujrzymy zwykłego spotkania muzyków w studiu, lecz powędrujemy w towarzystwie tej muzyki w najciekawsze rejony, jakie znajdują się gdzieś w zakątkach wyobraźni.
    Muzyka przybierze na sile w 10 minucie, włączy się puls sekwencerów, a Manuel Gottsching wykona brawurową, zapierającą dech w piersiach partię gitarową, z którą instrumenty Klausa Schulze wdadzą się w żarliwy dialog. Parę razy kompozycja osiągnie wyżyny wydające się być właściwym punktem kulimnacyjnym, aż ostatecznie szalona improwizacja rozmyje się w kolejny nocny krajobraz, zwieńczony długo wybrzmiewającymi poświstami i szumami: w 44 minucie trwania utwór dobiegnie końca, pozostawiając niedowierzanie, że stało się to tak szybko i nagle.
    Ostatni utwór, Serenade In Blue, na pozór znów wydaje się być "lżejszą" impresją pasującą lepiej na składankę typu "Chillout Moods" (na której zresztą wylądował - mowa o wydawnictwie The World Of Chill Out przygotowanym przez ZYX) niż na album sygnowany nazwiskiem Klausa Schulze. To jednak tylko pozory. W tym niespiesznym 34-minutowym utworze rewelacyjnie udało się Schulzemu odmalować wyblakłe, jesienno-zimowe słońce wyzierające raz po raz zza wielkich, melancholijnych chmur. Warte uwagi są też wszystkie najdrobniejsze odgłosy, wzdychające gdzieś w oddali miarowego rytmu. Uważne wsłuchanie się w ten utwór pozwoli dostrzec wyraźnie wszystkie odcienie błękitu przyoblekające muzykę z tego albumu.
    Tym razem jako bonus miłośnicy muzyki Klausa Schulze otrzymali już nie jeden utwór, ale całą dodatkową płytę. Jest to jednak płyta w niezamierzony sposób dość nierówna. O ile pierwsze dwa utwory istotnie przynoszą odpowiednią wobec opisu muzykę, o tyle przy trzecim utworze zaszła pomyłka: zamiast koncertowej wersji Out of the Blue słyszymy bowiem... 32-minutową wersję utworu Cellistica! Jest to bardzo ciekawe i wartościowe nagranie, niemniej jednak przy pierwszym przesłuchaniu wywołuje u odbiorcy prawdopodobnie raczej zdziwienie niż ogromny entuzjazm. Mimo wszystko trzypłytowa reedycja In Blue pozostaje bardzo atrakcyjną pozycją dla fanów Klausa Schulze - poza wspomnianą, zaskakującą podróżą sentymentalną do czasów Audentity zaoferowano słuchaczom dwie perełki. "Muzyka abstrakcyjna" to bis Klausa Schulze po jednym z koncertów w 1994 roku - uważny słuchacz na pewno rozpozna rozmywającą się sekwencję wplataną w utwory Silence and Sequence (Royal Festival Hall, Vol. 1) oraz After Eleven (The Dome Event). Jakość nagrania troszeczkę pozostawia do życzenia, ale paradoksalnie dodaje to tylko utworowi specyficznie odrealnionej, niesamowitej atmosfery. Ten dynamiczny elektroniczny pochód o tętniącej, podminowanej basem ścieżce perkusyjnej przynosi całe mnóstwo surrealnych brzmień pierwszoplanowych, niczym świeżo wyjętych z jakiegoś snu Giorgio de Chirico. Malowidła tego artysty stanowiłyby na pewno znakomitą wizualizację do tego utworu, który przy pierwszym przesłuchaniu może wydawać się "półwartościowym" dodatkiem, a który przy kolejnych spotkaniach z trzecią płytą In Blue jednak coraz bardziej frapuje i wciąga swą atmosferą. Najbardziej zaś interesująca pozycja na całym krążku - szkoda, że trwa ona tak krótko - to Return of the Tepel II, czyli zapis koncertowego jamu Klausa Schulze, Manuela Gottschinga i Jorga Schaafa. Na pewno nie jest to jedynie nieśmiała parafraza ani tzw. sequel znakomitej impresji Return of the Tempel z drugiej płyty albumu: wprost przeciwnie, ten dodatkowy obrazek przynosi inne nastroje oraz motywy, znacznie bardziej wyciszone i mgliste (doskonale jednak dopasowując się do atmosfery przepełniającej dwa oryginalne krążki In Blue). W podskórnej warstwie tej z pozoru całkiem spokojnej, niemal melancholijnej opowieści pulsuje jednak coś niezwykłego, zwiastującego wieczorną, strzelistą i pociągłą jak u El Greco niepewność. To także jeden z tych utworów w dyskografii Klausa Schulze, który ujawni swe tajemnice dopiero przy którymś kolejnym uważnym przesłuchaniu. Znakomita jakość dźwięku pomaga zresztą słuchaczowi doszukać się wszelkich muzycznych niuansów. Podsumowując: mimo niepełnej kompatybilności spisu tytułów na obwolucie z nagraną muzyką, jest to absolutnie tak samo ciekawa pozycja w "zreedycjonowanym" dorobku Klausa Schulze, która prawdziwych miłośników muzyki pioniera Szkoły Berlińskiej na pewno usatysfakcjonuje.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 3CD


    15,07 EUR
  • Klaus Schulze, Michael Shrieve | Transfer Station Blue

    Klaus Schulze, Michael Shrieve | Transfer Station Blue


    Motyw przewodni albumu pojawia się na płycie dwa razy. Za pierwszym razem pojawia się jako wprowadzenie i rozwija się w obrębie jednego, dyskretnie parafrazowanego wątku przez blisko kwadrans - na pierwszym planie wznosi się misterna, błyskotliwa konstrukcja arpeggiatorowa, zmieniająca kilkakrotnie rejestr; rozwojowi tej chłodnej, typowo schulzeańskiej melodii towarzyszą natomiast znakomite wejścia instrumentów perkusyjnych Michaela Shrieve'a. Akcenty perkusyjne wiodą swoisty dialog z instrumentami klawiszowymi, rozsiewając znaki zapytania, wykrzykniki, wielokropki, nadając kodem Morse'a tęskne sygnały... Perkusja Shrieve'a brzmi równie świeżo, żywo i intrygująco jak w choćby takich wcześniejszych kompozycjach Klausa Schulze jak A Few Minutes After Trancefer, Tango - Saty, Opheylissem, wspaniale potęgując nastrój oczekiwania i wrażenie napięcia. Napięcie to zostaje pomysłowo rozładowane w tytułowej kompozycji albumu, gdzie powracający motyw przewodni zostaje kilkakrotnie zakłócony wejściem eklektycznej melodii w nieco "postsantanowskim" stylu, wiedzionej przez rozswingowaną gitarę, perkusję i pianino elektryczne. Ten na pozór bardzo kłócący się z głównym tematem wątek stanowi znakomitą przeciwwagę i sprawia, że cały utwór Transfer Station Blue jest jednym z najbardziej porywających i przy tym nowatorskich utworów sygnowanych (przynajmniej w części) nazwiskiem Klausa Schulze...
    Rytmicznym, zamkniętym, oscylującym bądź nerwowo bądź jazzująco wokół jednego wątku kompozycjom Communique i Transfer Station Blue muzycy przeciwstawili frapujące miniatury o otwartej strukturze: budowane intuicyjnie, rozmywające się arytmicznie Nucleotide i A View From A Window. Pierwszy utwór bardzo sugestywnie prowadzi słuchacza niemuzycznymi płaszczyznami, spiralami i wirami dźwiękowymi w mikroświat nukleotydów, nukleozydów, podziałów komórkowych, łączących się w podwójnej helisie par zasad... Ten utwór naprawdę znakomicie mógłby zilustrować film dokumentalny dotyczący zagadnień biologii molekularnej. Z pozornego chaosu intrygujących, szumiących brzmień wyłaniają się stopniowo mroczne, choć jednocześnie brzmiące bardzo przezroczyście i lśniąco akordy organowe, wahające się i przesypujące na dalszym planie utworu, później nieco bliżej słuchacza a następnie znów w pewnym oddaleniu. W drugiej impresji głos należy przede wszystkim do gitary podbarwionej efektem Chorus, snującej swą nieco nostalgiczną opowieść gdzieś na przekornej granicy między systemem dur i moll. Podstawowy wątek powraca co jakiś czas, niczym wyblakłe poranne słońce zaglądając przez tytułowe okno - potem zaś gitara zwierza się z kilku dygresji, słońce za oknem zostaje przysłonięte chmurami. Bardzo subtelnie przewijają się na drugim planie utworu eteryczne, drżące, wiosennie wietrzne przeciągłe dźwięki instrumentów klawiszowych, dodając całemu muzycznemu pejzażowi "senności" i niezwykłego uroku. Jak przedstawia się właściwie widok z tego okna? Może to okno, przez które możemy rzucić okiem na jeden z potencjalnie istniejących światów możliwych? Może to "bliźniacza Ziemia" Hilary'ego Putnama? Może to krajobraz nie zdeformowany ingerencyjnymi działaniami człowieka? Może widok, który przedstawia się jeszcze inaczej, zupełnie inaczej...?

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    16,38 EUR