Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

JEWELCASE

(1601 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Jean Michel Jarre | Metamorphoses

    Jean Michel Jarre | Metamorphoses

    New Good price
    Już od pierwszych dźwięków oczywiste jest, iż muzyka Jarre’a bardzo się zmieniła – a jednocześnie to, co najważniejsze dla jej niepowtarzanej atmosfery, to, co odróżnia ją jakościowo od "zwykłego elpopu", zostało zachowane. Sterylne, suche, jakby lewitujące nad pozostałą częścią albumu „Je me souviens“ to przede wszystkim gościnny występ Laurie Anderson, która wcześniej już pojawiła się na albumie Zoolook w mrożącej krew w żyłach Divie. Kolejny utwór to diametralna zmiana nastroju: na ethno-chillout-hardtrance ciekawie i w ogóle nie sztucznie łączące brzmienia egzotycznych instrumentów z baterią efektów elektronicznych. C’est la vie to jednak przede wszystkim wokalizy Natachy Atlas. W kolejnych utworach Jarre z fantazją, humorem i otwarciem na nowość sprytnie pożenił bardzo zaskakujące czynniki z elementami swego dawnego stylu (w międzyczasie pojawia się Millions of Stars z kolei niemalże wprost nawiązujące do spokojnych fragmentów Oxygene i Equinoxe). Mimo dwóch swoistych płycizn (błahych mimo garści ciekawych tonów piosenek Tout est bleu i Give me a sign) cała płyta robi wielkie wrażenie. Szczególnie warte polecenia poza dwoma pierwszymi utworami są impresje Love Love Love w stylu Air oraz kolejna eskapada w trance’owe rejony ze świetną aranżacją i umiejętnie stopniowanym nastrojem, Hey Gagarin, a także oniryczna, ambientalna Miss Moon.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13

    Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13

    New Good price
    Już przy otwierających płytę dźwiękach słuchacz może się domyślać, że podróż przez wspomnienia dotyczące Oxygene nie będzie odbywać się ani w zgodzie z chronologią, ani w zgodzie z oczywistym, przewidywalnym sposobem potraktowania dawnej płyty. Po kilku miękkich, wysokich, syntezatorowych rozbłyskach intonujących jeden z przewodnich motywów całego albumu rozbrzmiewa pulsujący, świszczący, elastyczny rytm, natychmiast przywodzący na myśl akompaniament przebojowego utworu Oxygene IV – jednocześnie brzmienie głównego melodycznego syntezatora oscyluje wokół tego brzmienia, które spowija popisową, przypominającą barokowe Gigue partię Oxygene II. Muzyka faluje w rejestrach z jednej strony kojarzących się z płytą z 1977 roku, z drugiej zaś przynosi bardzo świeże, chłodne powiewy takiej muzyki elektronicznej, jaką przynosi koniec XX wieku. Analogowe instrumenty dryfują przez ocean przestrzennych dźwięków w objęciach bardzo nowoczesnych komputerowych ostinat i dość motorycznych, programowanych rytmów. Synteza brzmienia ‘starej szkoły’ z nowoczesnymi pomysłami okazała się bardzo owocna, malownicza i niesamowita. Najniesamowitszy fragment Oxygene 7 to trzeci epizod tego utworu, w którym alternacja zmarzniętych, osowiałych, lecz wciąż jeszcze czujnych akordów znanych z epizodu drugiego powraca na tle szumiącego deszczu, rozwijając przed słuchaczem krzaczasty kobierzec pączkujących milcząco mrocznych snów. Idealną wizualizacją tego fragmentu mógłby być jeden z obrazów Maxa Klingera składający się na cykl Handschuh : mianowicie, obraz ukazujący specyficzny ‘hołd’ dla znalezionej Rękawiczki - morze wylewające kaskady zmarszczonych róż poświęconych Rękawiczce majestatycznie spoczywającej na skalnym występie między antycznymi oliwnymi lampami.
    Oxygene 8 brzmi bardzo przebojowo – obok Oxygene 10 jest to drugi fragment albumu zilustrowany teledyskiem (temu epizodowi płyty najwięcej uwagi poświęcili też autorzy remiksów przygotowujący frapujący album Odyssey Through O2). Utworowi nie grozi jednak popadnięcie w przeciętność, skoro obok nowoczesnego rytmu i komputerowo generowanych sekwencji w tle rozkwitają nagle melotronowe plamy, a cała sfera niemuzycznych szumów i poświstów spowija kompozycję aurą specyficznej, zagadkowej nieprzejrzystości. Moim ulubionym fragmentem albumu jest utwór Oxygene 9, rozpoczynający się niskim, przejmującym, rytmicznym pomrukiem, na którego zabłoconym, zwapniałym tle rozpościerają się syntezatorowe chmury bardzo przypominające swym układem kompozycję Oxygene I. Rozmazują się i ścierają kolejne płaszczyzny obłoków, momentami nie wiadomo, czy to chmury, czy zasnuwające niebo wirujące kałuże, w których pławią się zimne, oddalone odblaski drzew, domów, zaniepokojonych jaskółek, kredowych skał. Utwór skonstruowany jest z trzech melancholijnych epizodów ; znów nie zabrakło niesamowicie brzmiącego melotronu, a wszelkie aluzje do pierwszej płyty Oxygene brzmią niezwykle świeżo, rozmywając się deszczem o bardzo specyficznej konsystencji, łączącej dawne brzmienia z głosami nowych instrumentów.
    Oxygene 10 zwraca uwagę ‘plastikowym’, nieco płaskim rytmem, który jednak wcale tu nie przeszkadza, a jedynie urozmaica fakturę utworu, która w sferze syntezatorowej brzmi bardzo kleiście i wielowarstwowo : rytm okazuje się tu bardzo ciekawym elementem porządkującym, brzmiąc tym bardziej intrygująco, że na pozór aż nadto wyraziście. Znakomite połączenie tych dwóch planów daje słuchaczowi ciekawe wrażenie podróży pociągiem : rytm wyznacza uparcie stukot kół w szynach, instrumenty klawiszowe zaś oddają wiernie perspektywę podziwianych przez zaparowane okno widoków : główna melodia to najbliższe słuchacza drzewa i słupy wysokiego napięcia, akordowe tło zaś, coraz bardziej mętne i mgliste, to przesuwające się w oddali, powoli coraz mniej odcinające się od wieczornego nieba, mniej charakterystyczne kształty.
    Oxygene 11 to podróż w krainę dźwięków, którym żaden system tonalny nie narzuca kolejności występowania ani zasad łączenia się w pary i większe układy. Na tle sprężystego, dość nisko umieszczonego ostinata rozbrzmiewa przeciągła, niesamowita impresja skonstruowana w bardzo anarchiczny, dysonansowy sposób, intrygująca swoją wielogłosowością i otwartością. To jeszcze przed płytą Sessions 2000 znakomity przyczynek Jarre’a do nowoczesnej muzyki jazzowej.
    Oxygene 12 jest parafrazą tematu otwierającego płytę – tym razem jednak tło stanowić będzie migotliwe arpeggio, zasnuwane raz po raz melotronowymi obłokami, przebłyskujące niczym przez rozsiane nieregularnie cieniste gałęzie w takt niemal dyskotekowego rytmu. Połączenie tych wszystkich elementów wypada bardzo interesująco, nie prowadząc nas w rejon roztańczonych skojarzeń, tylko raczej w sferę melancholijnych, odkształcających się, szybko zmieniających się półrealnych krajobrazów.
    Finałowa impresja kojarzy się za sprawą szarych, moknących w syntezatorowym deszczu ścian akordów z Oxygene VI – melodycznie również niedaleko temu epizodowi do finału płyty Oxygene, ale prosi się też o parę skojarzeń z melancholijnymi liniami melodycznymi albumu Equinoxe. Podkład perkusyjny żartobliwie przywodzi zaś na myśl finał albumu Magnetic Fields – surrealizujące The Last Rhumba. Gdy utwór dobiegnie do końca, aż dziw bierze, że tyle zdążyło sie wydarzyć w niespełna godzinę : odżyło mnóstwo wspomnień i skojarzeń, przewinęło się mnóstwo zaskakujących nowych rozwiązań, a wszystko to zostało zaserwowane w sposób w najwyżsyzm stopniu atrakcyjny i fascynujący. Kolejna podróż przez epizody 7-13 suity Oxygene zaowocuje na pewno jeszcze innymi wrażeniami i porcją nowych skojarzeń. Dzięki takim płytom po prostu zawsze jeszcze będzie co odkryć.

    I. W.


    Ta płytka do nowości już nie należy. Tak się jednak złożyło, że dopiero teraz miałem okazję wysłuchać jej w całości, a nie tylko w "radiowych fragmentach". Wprawdzie nie przepadam zbytnio za tym co proponuje artysta potencjalnym słuchaczom (i to nie tylko na tym krążku), ale mam niejaki sentyment do jego twórczości, bo właśnie od niego (i kilku innych kompozytorów) zaczynałem swoja "przygodę" z muzyką elektroniczną w 1983r. Po kolejne płytki sięgam więc w poszukiwaniu atmosfery jaką się zachwycałem 18 lat temu. Skutki są różne. Tytuł krążka sugeruje, że jest to swego rodzaju kontynuacja pierwszego poważnego dokonania artystycznego Jean Michel Jarre'a jakim było Oxygene. Muzyka nie odbiega zbytnio, chociaż może zaskoczyć momentami nieco "dyskotekowym" dynamizmem (co zostało niejako wykorzystane w pewnej późniejszej już bardzo "mixowo-parkietowej" produkcji Oddysey through Oxygene). Nowe kompozycje z drobnymi elementami poznanych już brzmień tworzą dość dziwny klimat. Niby coś nowego, ale czasami, zupełnie niespodziewanie, wybija się z tła delikatna nostalgia za przeszłością. Duch pierwszego "Tlenu" staje się wtedy wyczuwalny i ... jest dość szybko "odganiany". Taka, obiecująca wprawdzie, dwoistość nie wychodzi jednak krążkowi na dobre. Wszystko sprawia wrażenie jakiegoś niedokończenia bądź co bądź interesującego pomysłu i ... niezdecydowania twórcy, ale to tylko moje zdanie. Nie jest to oczywiście elektronika najwyższych lotów. Obeznani jednak z poprzednimi dokonaniami francuskiego kompozytora nie powinni być rozczarowani. Zamieszczone utwory tchną optymizmem i mogą być dobrym środkiem na poprawienie humoru (co sprawdziłem na własnej skórze). W sumie dobry kawałek czegoś co można nazwać el-popem, ale bez poświęcania jakiegoś większego zaangażowania ze strony słuchacza.
    El-Skwarka

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Jean Michel Jarre | Geometry of Love

    Jean Michel Jarre | Geometry of Love

    New Good price
    To już nie atmosferyczny elpop w stylu Chronologie i Oxygene 7-13, ale jeszcze nie ambient-jazz w stylu Sessions 2000. jean Michel Jarre w ośmiu utworach prezentuje udany chill-out-lounge nie bez odniesień do swoich ulubionych tonicznych rozwiązań oraz świeżych aranżacyjnych pomysłów z powodzeniem wypróbowanych na Metamorphoses. Tytułowy temat pojawia się tu w dwóch odsłonach, okraszonych dobrymi solówkami o kleistym brzmieniu, wykorzystującymi modulację pitch bend. Bardzo urzekające są tutaj wolniejsze kompozycje: impresja otwierająca album, elpopowa wersja syntezy orkiestrowych brzmień i delikatnej elektroniki (w mniej więcej takim stylu, w jakim na ambientalno-eksperymentalnym polu uczynił to Atom Heart w czwartej impresji z fenomenalnego albumu Orange), oraz utwór siódmy, przynoszący zziębnięte, jesienne zwierzenia fortepianu lekko kojarzące się ze wspólnymi nagraniami Briana Eno i Harolda Budda. Powiew aranżacyjno-strukturalnej świeżości wnosi utwór trzeci, który w zasadzie spokojnie mógłby być dziełem Recoil (!). Trochę w takim razie szkoda, że to taka krótka płyta, ponieważ satysfakcjonujących Słuchacza pomysłów mamy tu bardzo dużo...
    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Axess | Seashore

    Axess | Seashore

    New

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    14,95 EUR
  • Moonbooter | Evil 18DE

    Moonbooter | Evil 18DE

    Availability: Only on request | product: 1CDr


    13,58 EUR
  • Uwe Reckzeh | Surreal Dreams

    Uwe Reckzeh | Surreal Dreams

    Availability: Only on request | product: 1CDr


    13,58 EUR
  • Free System Projekt | Procyon

    Free System Projekt | Procyon

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Johannes Schmoelling, Robert Waters | The Immortal Tourist

    Johannes Schmoelling, Robert Waters | The Immortal Tourist

    Jeden z byłych filarów Tangerine Dream i jego nowa propozycja, będąca efektem współpracy z Robertem Watersem, to sześć premierowych kompozycji plus remiks jednej z nich w wykonaniu Future Sound Of London. Album energetyczny, bardzo melodyjny, co w klasycznej elektronice nie jest przecież czymś powszechnym. Oczywiście trudno pozbyć się nawiązań do ery współpracy z Edgarem Froese i Christopherem Franke, co słychać doskonale w utworach Maroque i Morning Walk, czy epickim, kończącym płytę, The Unknown, w którym kobieca partia wokalna momentalnie przywołuje skojarzenia z albumem Tiger. Całość doskonale zrealizowana, pełna przestrzeni i profesjonalnego zamysłu kompozytorskiego. To naprawdę dobra płyta!

    P.R.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    16,97 EUR
  • Klangwelt | The Incident

    Klangwelt | The Incident

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,95 EUR
  • Ken Martin | Terrestrial Nightmares

    Ken Martin | Terrestrial Nightmares

    Availability: Goods in stock | product: 1CDr


    8,76 EUR