Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Low price zone

(199 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Soundwalker | Soundwalking

    Soundwalker | Soundwalking

    New Good price
    Album Soundwalking w swoim pierwszym wcieleniu pojawił się w internecie za pośrednictwem nieistniejącego już labelu "El-stacji" w 2012 r. Towarzyszył też Łukaszowi Sobczakowi podczas jego koncertów, nagrany w niewielkiej ilości egzemplarzy na płytach CDR. Po nawiązaniu współpracy z labelem Life is Music Entertainment, artysta decyduje się pokazać światu swoją muzykę. Wznawia prace nad albumem Soundwalking, nadając mu nowe, bogatsze brzmienie, nagrywając utwory całkowicie od nowa, komponując nowe linie melodyczne, nowe bogate wstępy, dodając więcej muzycznej przestrzeni. Całkowicie nowy utwór Walk on Water, Touch the Sky staje się wątkiem przewodnim albumu, który pojawia się także w intro otwierającym krążek. Soundwalking stał się kompletną opowieścią muzyczną, która jest gotowa, aby móc ją opowiedzieć całemu światu.

    press info

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,87 EUR
  • Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13

    Jean Michel Jarre | Oxygene 7-13

    New Good price
    Już przy otwierających płytę dźwiękach słuchacz może się domyślać, że podróż przez wspomnienia dotyczące Oxygene nie będzie odbywać się ani w zgodzie z chronologią, ani w zgodzie z oczywistym, przewidywalnym sposobem potraktowania dawnej płyty. Po kilku miękkich, wysokich, syntezatorowych rozbłyskach intonujących jeden z przewodnich motywów całego albumu rozbrzmiewa pulsujący, świszczący, elastyczny rytm, natychmiast przywodzący na myśl akompaniament przebojowego utworu Oxygene IV – jednocześnie brzmienie głównego melodycznego syntezatora oscyluje wokół tego brzmienia, które spowija popisową, przypominającą barokowe Gigue partię Oxygene II. Muzyka faluje w rejestrach z jednej strony kojarzących się z płytą z 1977 roku, z drugiej zaś przynosi bardzo świeże, chłodne powiewy takiej muzyki elektronicznej, jaką przynosi koniec XX wieku. Analogowe instrumenty dryfują przez ocean przestrzennych dźwięków w objęciach bardzo nowoczesnych komputerowych ostinat i dość motorycznych, programowanych rytmów. Synteza brzmienia ‘starej szkoły’ z nowoczesnymi pomysłami okazała się bardzo owocna, malownicza i niesamowita. Najniesamowitszy fragment Oxygene 7 to trzeci epizod tego utworu, w którym alternacja zmarzniętych, osowiałych, lecz wciąż jeszcze czujnych akordów znanych z epizodu drugiego powraca na tle szumiącego deszczu, rozwijając przed słuchaczem krzaczasty kobierzec pączkujących milcząco mrocznych snów. Idealną wizualizacją tego fragmentu mógłby być jeden z obrazów Maxa Klingera składający się na cykl Handschuh : mianowicie, obraz ukazujący specyficzny ‘hołd’ dla znalezionej Rękawiczki - morze wylewające kaskady zmarszczonych róż poświęconych Rękawiczce majestatycznie spoczywającej na skalnym występie między antycznymi oliwnymi lampami.
    Oxygene 8 brzmi bardzo przebojowo – obok Oxygene 10 jest to drugi fragment albumu zilustrowany teledyskiem (temu epizodowi płyty najwięcej uwagi poświęcili też autorzy remiksów przygotowujący frapujący album Odyssey Through O2). Utworowi nie grozi jednak popadnięcie w przeciętność, skoro obok nowoczesnego rytmu i komputerowo generowanych sekwencji w tle rozkwitają nagle melotronowe plamy, a cała sfera niemuzycznych szumów i poświstów spowija kompozycję aurą specyficznej, zagadkowej nieprzejrzystości. Moim ulubionym fragmentem albumu jest utwór Oxygene 9, rozpoczynający się niskim, przejmującym, rytmicznym pomrukiem, na którego zabłoconym, zwapniałym tle rozpościerają się syntezatorowe chmury bardzo przypominające swym układem kompozycję Oxygene I. Rozmazują się i ścierają kolejne płaszczyzny obłoków, momentami nie wiadomo, czy to chmury, czy zasnuwające niebo wirujące kałuże, w których pławią się zimne, oddalone odblaski drzew, domów, zaniepokojonych jaskółek, kredowych skał. Utwór skonstruowany jest z trzech melancholijnych epizodów ; znów nie zabrakło niesamowicie brzmiącego melotronu, a wszelkie aluzje do pierwszej płyty Oxygene brzmią niezwykle świeżo, rozmywając się deszczem o bardzo specyficznej konsystencji, łączącej dawne brzmienia z głosami nowych instrumentów.
    Oxygene 10 zwraca uwagę ‘plastikowym’, nieco płaskim rytmem, który jednak wcale tu nie przeszkadza, a jedynie urozmaica fakturę utworu, która w sferze syntezatorowej brzmi bardzo kleiście i wielowarstwowo : rytm okazuje się tu bardzo ciekawym elementem porządkującym, brzmiąc tym bardziej intrygująco, że na pozór aż nadto wyraziście. Znakomite połączenie tych dwóch planów daje słuchaczowi ciekawe wrażenie podróży pociągiem : rytm wyznacza uparcie stukot kół w szynach, instrumenty klawiszowe zaś oddają wiernie perspektywę podziwianych przez zaparowane okno widoków : główna melodia to najbliższe słuchacza drzewa i słupy wysokiego napięcia, akordowe tło zaś, coraz bardziej mętne i mgliste, to przesuwające się w oddali, powoli coraz mniej odcinające się od wieczornego nieba, mniej charakterystyczne kształty.
    Oxygene 11 to podróż w krainę dźwięków, którym żaden system tonalny nie narzuca kolejności występowania ani zasad łączenia się w pary i większe układy. Na tle sprężystego, dość nisko umieszczonego ostinata rozbrzmiewa przeciągła, niesamowita impresja skonstruowana w bardzo anarchiczny, dysonansowy sposób, intrygująca swoją wielogłosowością i otwartością. To jeszcze przed płytą Sessions 2000 znakomity przyczynek Jarre’a do nowoczesnej muzyki jazzowej.
    Oxygene 12 jest parafrazą tematu otwierającego płytę – tym razem jednak tło stanowić będzie migotliwe arpeggio, zasnuwane raz po raz melotronowymi obłokami, przebłyskujące niczym przez rozsiane nieregularnie cieniste gałęzie w takt niemal dyskotekowego rytmu. Połączenie tych wszystkich elementów wypada bardzo interesująco, nie prowadząc nas w rejon roztańczonych skojarzeń, tylko raczej w sferę melancholijnych, odkształcających się, szybko zmieniających się półrealnych krajobrazów.
    Finałowa impresja kojarzy się za sprawą szarych, moknących w syntezatorowym deszczu ścian akordów z Oxygene VI – melodycznie również niedaleko temu epizodowi do finału płyty Oxygene, ale prosi się też o parę skojarzeń z melancholijnymi liniami melodycznymi albumu Equinoxe. Podkład perkusyjny żartobliwie przywodzi zaś na myśl finał albumu Magnetic Fields – surrealizujące The Last Rhumba. Gdy utwór dobiegnie do końca, aż dziw bierze, że tyle zdążyło sie wydarzyć w niespełna godzinę : odżyło mnóstwo wspomnień i skojarzeń, przewinęło się mnóstwo zaskakujących nowych rozwiązań, a wszystko to zostało zaserwowane w sposób w najwyżsyzm stopniu atrakcyjny i fascynujący. Kolejna podróż przez epizody 7-13 suity Oxygene zaowocuje na pewno jeszcze innymi wrażeniami i porcją nowych skojarzeń. Dzięki takim płytom po prostu zawsze jeszcze będzie co odkryć.

    I. W.


    Ta płytka do nowości już nie należy. Tak się jednak złożyło, że dopiero teraz miałem okazję wysłuchać jej w całości, a nie tylko w "radiowych fragmentach". Wprawdzie nie przepadam zbytnio za tym co proponuje artysta potencjalnym słuchaczom (i to nie tylko na tym krążku), ale mam niejaki sentyment do jego twórczości, bo właśnie od niego (i kilku innych kompozytorów) zaczynałem swoja "przygodę" z muzyką elektroniczną w 1983r. Po kolejne płytki sięgam więc w poszukiwaniu atmosfery jaką się zachwycałem 18 lat temu. Skutki są różne. Tytuł krążka sugeruje, że jest to swego rodzaju kontynuacja pierwszego poważnego dokonania artystycznego Jean Michel Jarre'a jakim było Oxygene. Muzyka nie odbiega zbytnio, chociaż może zaskoczyć momentami nieco "dyskotekowym" dynamizmem (co zostało niejako wykorzystane w pewnej późniejszej już bardzo "mixowo-parkietowej" produkcji Oddysey through Oxygene). Nowe kompozycje z drobnymi elementami poznanych już brzmień tworzą dość dziwny klimat. Niby coś nowego, ale czasami, zupełnie niespodziewanie, wybija się z tła delikatna nostalgia za przeszłością. Duch pierwszego "Tlenu" staje się wtedy wyczuwalny i ... jest dość szybko "odganiany". Taka, obiecująca wprawdzie, dwoistość nie wychodzi jednak krążkowi na dobre. Wszystko sprawia wrażenie jakiegoś niedokończenia bądź co bądź interesującego pomysłu i ... niezdecydowania twórcy, ale to tylko moje zdanie. Nie jest to oczywiście elektronika najwyższych lotów. Obeznani jednak z poprzednimi dokonaniami francuskiego kompozytora nie powinni być rozczarowani. Zamieszczone utwory tchną optymizmem i mogą być dobrym środkiem na poprawienie humoru (co sprawdziłem na własnej skórze). W sumie dobry kawałek czegoś co można nazwać el-popem, ale bez poświęcania jakiegoś większego zaangażowania ze strony słuchacza.
    El-Skwarka

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Jean Michel Jarre | Geometry of Love

    Jean Michel Jarre | Geometry of Love

    New Good price
    To już nie atmosferyczny elpop w stylu Chronologie i Oxygene 7-13, ale jeszcze nie ambient-jazz w stylu Sessions 2000. jean Michel Jarre w ośmiu utworach prezentuje udany chill-out-lounge nie bez odniesień do swoich ulubionych tonicznych rozwiązań oraz świeżych aranżacyjnych pomysłów z powodzeniem wypróbowanych na Metamorphoses. Tytułowy temat pojawia się tu w dwóch odsłonach, okraszonych dobrymi solówkami o kleistym brzmieniu, wykorzystującymi modulację pitch bend. Bardzo urzekające są tutaj wolniejsze kompozycje: impresja otwierająca album, elpopowa wersja syntezy orkiestrowych brzmień i delikatnej elektroniki (w mniej więcej takim stylu, w jakim na ambientalno-eksperymentalnym polu uczynił to Atom Heart w czwartej impresji z fenomenalnego albumu Orange), oraz utwór siódmy, przynoszący zziębnięte, jesienne zwierzenia fortepianu lekko kojarzące się ze wspólnymi nagraniami Briana Eno i Harolda Budda. Powiew aranżacyjno-strukturalnej świeżości wnosi utwór trzeci, który w zasadzie spokojnie mógłby być dziełem Recoil (!). Trochę w takim razie szkoda, że to taka krótka płyta, ponieważ satysfakcjonujących Słuchacza pomysłów mamy tu bardzo dużo...
    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Jean Michel Jarre | Metamorphoses

    Jean Michel Jarre | Metamorphoses

    New Good price
    Już od pierwszych dźwięków oczywiste jest, iż muzyka Jarre’a bardzo się zmieniła – a jednocześnie to, co najważniejsze dla jej niepowtarzanej atmosfery, to, co odróżnia ją jakościowo od "zwykłego elpopu", zostało zachowane. Sterylne, suche, jakby lewitujące nad pozostałą częścią albumu „Je me souviens“ to przede wszystkim gościnny występ Laurie Anderson, która wcześniej już pojawiła się na albumie Zoolook w mrożącej krew w żyłach Divie. Kolejny utwór to diametralna zmiana nastroju: na ethno-chillout-hardtrance ciekawie i w ogóle nie sztucznie łączące brzmienia egzotycznych instrumentów z baterią efektów elektronicznych. C’est la vie to jednak przede wszystkim wokalizy Natachy Atlas. W kolejnych utworach Jarre z fantazją, humorem i otwarciem na nowość sprytnie pożenił bardzo zaskakujące czynniki z elementami swego dawnego stylu (w międzyczasie pojawia się Millions of Stars z kolei niemalże wprost nawiązujące do spokojnych fragmentów Oxygene i Equinoxe). Mimo dwóch swoistych płycizn (błahych mimo garści ciekawych tonów piosenek Tout est bleu i Give me a sign) cała płyta robi wielkie wrażenie. Szczególnie warte polecenia poza dwoma pierwszymi utworami są impresje Love Love Love w stylu Air oraz kolejna eskapada w trance’owe rejony ze świetną aranżacją i umiejętnie stopniowanym nastrojem, Hey Gagarin, a także oniryczna, ambientalna Miss Moon.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,67 EUR
  • Firechild | A New World

    Firechild | A New World

    New Good price

    Availability: Goods in stock | product: 1CDr


    7,69 EUR
  • JDan Project | Sacrifice

    JDan Project | Sacrifice

    Good price

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    6,49 EUR
  • Blindmachine, Drom66, JDan Project, Friends | Sequential Friends

    Blindmachine, Drom66, JDan Project, Friends | Sequential Friends

    Bestseller
    Generator.pl label is preparing a musical feast for fans of classic sequential playing handful drawing from the style of the 70's of the last century created at our western neighbors. The Berlin school dominated the latest proposal of the el-music quintet under Blindmachine's command, who, in various configurations, fills the whole album with compositions. Here we can hear his cooperation with synthesists hiding under the pseudonyms of Drom66, JDan Project, Asuntar (who had already recorded for Generator) and a talented guitarist with the pseudonym of Katod. Music is thrifty in expression, hypnotic, introducing to the world of reflection and mystery. That is everything that constitutes the success of this very old species. As you can see, it still has a large group of devotees not only among the composers themselves, but also the publishers and the most important in this group - listeners. The album contains five compositions with opening over a 20-minute suite Do you remember Berlin? rapidly introducing the earlier achievements of Tangerine Dream and Klaus Schulze. Titles of subsequent tracks also refer to the classics of the genre, which the fan of sequential landscapes will surely decipher. It seems that the Berlin school has something of immortality, which for many years will ensure a steady supply of interesting releases. Such as the album Sequential Friends.

    P.R.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,01 EUR
  • Władysław Komendarek | Hibernacja nr1

    Władysław Komendarek | Hibernacja nr1

    Good price
    Elektroniczna podróż w świat samplowanych orkiestr i... bażantów. Trzeci album mistrza polskiej el-muzyki po raz pierwszy na CD.
    Władysław Komendarek, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci na scenie polskiej muzyki elektronicznej, w 1990 roku przygotował swój trzeci album z autorskim materiałem. Siedem utworów zebranych na Hibernacji nr 1 to świadectwo ówczesnych fascynacji artysty samplingiem. Oprócz przebojowych utworów hołdujących stylistyce Art of Noise (Płynąca plazma), znalazło się tu również miejsce dla syntezatorowych brzmień (Zamknięta galaktyka”), subtelnych, kosmicznych pejzaży („Przywitanie kosmitów”) oraz wielowątkowej, tytułowej minisuity z intensywną warstwą rytmiczną.
    Hibernacja nr 1 ukazuje się po raz pierwszy na płycie CD. Materiał został zremasterowany z oryginalnej taśmy i wzbogacony o dwa nagrania dodatkowe: pełną, trwającą ponad dwadzieścia minut wersję Symfonii istnień oraz koncertowe wykonanie utworu tytułowego.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,87 EUR
  • Władysław Komendarek | Fruwająca Lalka

    Władysław Komendarek | Fruwająca Lalka

    Good price
    Jeden z najbardziej różnorodnych albumów w dorobku naczelnego kosmity RP powraca po latach w zremasterowanej formie.
    Album nagrany w 1991 roku w sochaczewskich lasach to synteza dotychczasowych zainteresowań Władysława Komendarka. Na płycie znalazły się głównie krótsze formy – w części z nich dominują partie wokalne (jest nawet rap w Odrodzeniu!). Druga połowa płyty to utwory stricte instrumentalne – wśród nich typowe dla artysty dźwiękowe obrazki, kreowane z wykorzystaniem szerokiej palety barw syntezatorów (Ostatnia droga, ambientowa Piramida). Nie zabrakło miejsca dla minisuity (otwierające album Nachodzące zagrożenie) i kilku remanentów z przeszłości (nowe wersje Anielskiego lotu i utworu tytułowego).
    Fruwająca lalka, wydana oryginalnie na CD w 1991 roku, ukazuje się ponownie – zremasterowana i wzbogacona o niepublikowaną wcześniej suitę Podziemne miasto.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    7,87 EUR
  • Polaris | Desert Run

    Polaris | Desert Run

    Bestseller
    The track titles suggest a concept album built around desert theme, but luckily we don't have to suffer any sitar doodlings, camel baa-ing or muezin-style vocal samples. This is top-notch relaxing, rhythmic Berlin School sound. The music is more about flying over the desert than struggling through its sands.
    This record is by no means a "set-the-sequence-on-and-doodle-for-15-minutes" boring Berlin School. True, it employs sequencing intensely, but offers much more than that. Just when you think you know what to expect the next minute, Polaris rotates gently his musical kaleidoscope and all the pieces fall into new place forming another convincing soundscape.
    Desert Run is a musical work on its own, and there are no obvious nods to big EM names. In case you've never heard the style of Polaris, and need some guidance as to how to place this in your musical landscape, after scratching my head I might think of the works of Emmens & Heij (who produce tracks much in the euphoric run of Oasis) or even Redshift (the dark intense parts of Derweze or Hastings CutOff). Yes, it's that good.
    So here we have the new opus by Polaris who remained silent since 2014's Way Out:
    Fata Morgana (13:16) opens with grandeur choral pads, soon to be supplemented by multi-layered sequences and delicate percussives. Around 2:20 it suddenly feels like getting the first sip of your favourite old whiskey: yes, it's the classy Polaris sound, all the fragrances are there in perfect proportions. Sit back and enjoy the taste! By 4:20 a strong soaring solo kicks in, and so well done it is. This record surely won't allow for boredom.The track progresses with myriads of sequences falling like rain from breathy pads that glide like heavy clouds over the horizon. My ears caught some soft tron sounds towards the end. There's an impression here, that I first got while listening to Way Out, of misty depth of the landscape, much like seeing a mountain range on a rainy evening, discovering layer after layer in the distance. This music is more than just a sum of its elements. I have 6 of his previous albums on my shelf but must admit this might be my fav track by Polaris. Whoa. After such an opener, where do we go next?
    Derweze (9:34) draws its name from a Turkmenistan site where earth gas keeps burning in a large crater nonstop since 1971, making a great visual spectacle at night time. The mood gets darker at first, but not for long. Slow rhythm works steadily under washes of atmospheric keys, and the chord progression from 7:30 onwards makes you nod to the music without even knowing. And then there's a little flutey tron solo that nicely concludes the track.
    Next one is Dunes (11:40), starting with a fat synth underneath and a meandering solo on top. Soon there's a bassline and drum loop added, forming a relaxed flowing music where sequences stay calmer and usher in some brilliant soloing. This tune shows Polaris' more reflective side. Nice work.
    Hastings CutOff (9:50) starts in much darker and more industrial feeling, the synths get more angular, jumping around like metal hornets. This is again counterbalanced soon by soothing pads in the background. Then halfway through the track there's a superb mood change, when things get real cosmic and a TB303-like loop rises, at first subdued and restrained, but we old acidheads know it's gonna mutate and wriggle, we know it... and soon it does, gaining more squelch, and from here we float slowly on a spacey acid trip until it ends in an echoed crescendo.
    Oasis (8:12) starts blissfully with light pads, and then quick twinkling sequences set in one by one. Polaris soon throws a magnificent solo into the mix. The massive sequencing erupts again around 5:20 and this is one of the finest moments of the whole album. All in all it's an airy, sunny and breathy closure to entire Desert Run, one of those I never want it to finish tracks.
    Great step forward in his musical career, while pleasing old fans like myself, Desert Run is well worth the wait.

    Michał Żelazowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    11,01 EUR