Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

Ashra

(2 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Ashra | New Age of Earth

    Ashra | New Age of Earth

    Bestseller Good price
    Jedno z najciekawszych dzieł Manuela Gottschinga, w którym rewelacyjnie połączone zostały sekwencyjna intuicyjność oraz talent do pisania wizualizacyjnie sugestywnych melodii. Płytę otwiera niezwykle frapujący Sunrain, w którym przez zderzenie dwóch tonacyjnych planów, z których jeden zawsze snuje motyw bardziej melancholijny, a drugi proponuje pogodne harmonie, rzeczywiście udało się wywołać wrażenie deszczu padającego przy jednocześnie pogodnie rozsłonecznionym niebie: zwłaszcza, że mamy tutaj długie melodyjne "promyki" oraz jednostajnie "mżący" akompaniament znakomicie zaaranżowany stereofonicznie. Kolejny utwór to chwila pogodnej zadumy przy leniwie przesuwających się syntezatorowych obłokach i gitarowych odblaskach na powierzchni spokojnego oceanu, a impresja trzecia to interesujące rozwinięcie aranżacyjnych pomysłów Sunrain w stronę nieco może pogodniejszą, ale nie mniej fascynującą. Płytę wieńczy 22-minutowa suita utrzymana w stylu natychmiast kojarzącym się z Klausem Schulze w tym okresie (Timewind, a zwłaszcza Moondawn z utworem Mindphaser) - wyjątkowo urzekający jest tu odrętwiały, wyniosły wstęp z mollowym tematem snującym się na tle zamarzniętych, ale lekko falujących akordów, czemu towarzyszą w oddali gitarowe wyładowania brzmiące jak spadanie napięcia w całym kosmosie... Nie zabraknie tutaj naturalnie także i ostinata oraz całej gamy amuzycznych brzmień rozsianych po przestrzeni kompozycji i potęgujących nastrój. Ogólnie rzecz biorąc, to bardzo wciągająca i udana muzyka; trochę jednak szkoda, że Schulze nie został zaproszony na tę sesję, trochę też brakuje grzmiącej perkusji Haralda Grosskopfa w kulminacyjnym punkcie utworu.

    I. W.



    Słyszałem już wczśniej kilka przychylnych opinii na temat tego albumu, spotkałem nawet określenie "najpiekniejszy album z el-muzyką". Zaintrygowany, postanowiłem po prostu kupić płytę i sprawdzić, jak jest naprawdę. Poza tym, urzekła mnie wersja Deep Distance z Private Tapes Manuela Gottschinga, a tutaj ten utwór figuruje. Na stronie WWW Ashry obok krótkiego opisu albumu pojawia sie adnotacja "first use of synths". Cóż, jeśli to prawda, to Goettsching zaczął swą przygodę z syntezatorami na naprawde wysokim poziomie. Nie ma tu ani trochę prostych zabaw efektami, nie ma przesadnej ilości często zbędnych dźwieków, ale też daleko tej muzyce do awangardy i brzmienia wyraźnie eksperymentalnego. Słychać, że jest to sprawna realizacja ciekawych pomysłów kompozytorskich bez popadania w zbytnią fascynację nowymi instrumentami, cały czas pod całkowitą kontrolą autora. Bo choć na okładce widnieje nazwa Ash Ra Tempel, kompozytorem, wykonawcą i producentem jest Manuel Goettsching. Na początku mamy Sunrain, w którym słychać charakterystyczny dla późniejszej muzyki Ashry rytm sekwencera okraszony ulotną improwizacją elektroniczną. Doskonale dobrany tytuł - pozornie beztoski nastrój, ale takiej muzyki Ashra nie grała chyba nigdy. Zawsze czaiła sie gdzieś miedzy nutami pewna nostalgia i zaduma; tak jest i tutaj. Płyną nastepne minuty, podobne do siebie, pojawia sie nieodłączna gitara, wreszcie jest ten znajomy, monotonny podkład - Deep Distance. Tutejsza wersja jest znacznie krótsza, niecałe sześć minut, i pozbawiona partii gitary. Mimo to mnie i kilku znajomym bardzo sie podoba, jest w niej wiele delikatnych, pociągłych brzmień i elektronicznych niby-gwizdów. Całość ma niepowtarzalny nastrój jakiejś nierealnej podróży w chmurach nad roziskrzonym w słońcu jeziorem. Melodie są pastelowo miękkie, kojące (żadnej kiczowatości stylu Kitaro) i tu rzeczywiście można mówić o esencji piękna el-muzyki.
    Na koniec długi utwór, Nightdust, początkowo kojarzący się mocno z muzyką Klausa Schulze z tamtych lat ("Mindphaser"). Smutny, romantyczny krajobraz tego samego jeziora nocą, statyczny i niezmienny. W środku nieśmiały sekwencer, pod koniec znowu Manuel-gitarzysta. Nagranie jest zdecydowanie za długie i mimo swego klimatu po prostu troche nudne. Dużo lepiej wypada Ashra w transowych improwizacjach niż w takich el-pejzażach. Na tym polu mistrzem jest wspomniany wyżej kolega Manuela.

    Michał Żelazowski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    5,38 EUR
  • Ashra | @ashra + @ashra vol. 2

    Ashra | @ashra + @ashra vol. 2


    CD1
    Tylko cztery utwory, ale za to jakie i jak płomiennie podane! Kwartet Göttsching / Ulbrich / Großkopf / Baltes był w lutym 1997 roku w Osace i Tokio w fenomenalnej formie. Zapis japońskiego koncertu otwiera wyśmienita wersja „Echo Waves” z „Inventions for Electric Guitar”, tutaj naturalnie już nie czysto gitarowa, lecz podrasowana wyborną grą sekcji rytmicznej i subtelnie podelektronizowana. Możemy tu trawestować legendarną dewizę Alfreda Hitchcocka i stwierdzić, że po trzęsieniu ziemi w introdukcji napięcie rośnie... „Twelve Samples” przynosi wspaniale rozkołysane motywy zwielokrotniane echami i przeszywane rozmaitymi efektami dźwiękowymi, „Timbuktu” to porcja wytrawnego, spokojnego a jednak pikantnego lounge’u... ale dopiero finał przyćmiewa już doprawdy wszystko. Brawurowa suita „Niemand lacht rückwärts” przynosi rewelacyjnie kąśliwe partie gitary, hipnotyczną grę sekcji rytmicznej (nie zabrakło też krótkiego, ale efektownego sola perkusyjnego) oraz nastrój nieskrępowania i mocy tak dobrze znany Słuchaczowi jeszcze z płyt sygnowanych: Ash Ra Tempel. Warto wspomnieć również o dobrej jakości nagrania – choć i tak, jak wiadomo, w przypadku albumów koncertowych można – jeśli jakość wykonawcza przedstawionej muzyki na to pozwala! – na sprawy związane z jakością dźwięku „przymrużyć ucho”. Koniecznie.
    I. W.

    CD2
    Dalsza część koncertowych impresji kwartetu Göttsching / Ulbrich / Großkopf / Baltes, zarejestrowanych podczas występów w Osace i Tokio w lutym 1997 roku. Od otwierającego album, tęczowo rozmigotanego „Sunrain” w orzeźwiająco zaaranżowanej wersji, aż po finałowe, zadziorne „Move 9 Up” zbudowane na posuwistym ostinacie nie tylko nie sposób się tu nudzić, ale wręcz trzeba stwierdzić, iż grupa była w wyjątkowej formie. „Hausaufgabe” to przede wszystkim przyczajony, miękki, ale niepokojąco ruchliwy groove, nieco w stylu kojarzącym się z „Interstellar Jazzcafe” Mike’a Andrewsa albo wręcz „Oxygene Part IV” JMJ, na tle którego rozwijają się wstęgi nocnych gitarowych neonów Göttschinga. „Oasis” z albumu „Correlations”, tu w świeżej, przyjemnie chłodzącej odsłonie, to z kolei porcja zadumy i wytchnienia. Znakomicie udało się tutaj połączyć klasyczne brzmienie Ashry z hipnotycznymi, mięsistymi, nowocześnie brzmiącymi pochodami rytmicznymi Baltesa i Großkopfa, wypracowanymi przez obu panów także poza rodzimą grupą. Obowiązkowa pozycja dla wszystkich miłośników transowej, rozimprowizowanej elektroniki sekwencyjnej – tutaj na dodatek w „gorącej” atmosferze charakterystycznej dla występu na żywo.
    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    18,45 EUR