Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

4 PAGES DIGIPACK

(155 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Neuronium, Vangelis | In London

    Neuronium, Vangelis | In London


    Ciekawie rozbudowana, choć nadal skromnych rozmiarów jak na album, odsłona znanego zapewne wiernym miłośnikom el-muzyki singla In London. Tym razem otrzymujemy trzy utwory, spośród których oczywiście ostatni, 20-minutowy, jest najciekawszy. Spotkanie Neuronium i Vangelisa zaowocowało cudownie zamgloną, odrealnioną, przesiąkniętą zapachem deszczu i spalin suitą o niezmiernie sugestywnych walorach ilustracyjnych. Mżąca minimalistyczna sekwencja przebija się przez bure obłoki zawieszonych w ciężkiej szarości akordów, a na pierwszy plan co i rusz wybijają się najrozmaitsze subharmoniczne zygzaki i pulsacje. Ani trochę nie przeszkadza, iż jedyny proponowany na płycie materiał to bardzo nieznacznie różniące się między sobą (praktycznie tylko czasem trwania) wariacje na temat abstrakcyjnego, ponurego motywu zrodzonego gdzieś w szarych zakamarkach Londynu na przełomie nocy i brzasku. Kompletnie oczyszczony z beatów i odwirowany do ociężale wolnego tempa poetycki industrial? Chropawy, kamienny ambient? Programowa suita napisana do nieistniejącego filmu? Po co szufladkować tak wyjątkową muzykę - niechaj Słuchacz po prostu się w nią bez zbędnych dodatkowych instrukcji zagłębi i pozwoli nieść jej asocjacyjnemu, niespiesznemu nurtowi...

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    19,07 EUR
  • Steve Roach | Immersion: One

    Steve Roach | Immersion: One


    Pierwsza płyta z serii Immersion zawiera - jak i wszystkie późniejsze części - jeden abstrakcyjny, ponad 73-minutowy, pozbawiony beatów poemat zbudowany z onirycznych, spiętrzonych, wygasających niekończącym się echem syntetycznych akordów, raz po raz rozświetlanych nicią niebywale eterycznej pierwszoplanowej ścieżki, zanadto jednak oddalonej i wątłej, by można ją było określić mianem melodii prowadzącej. Steve Roach z ogromnym wyczuciem przestrzeni kreuje prawdziwie magiczne dzieła, stwarzając z rozedrganych dźwiękowych struktur fantastyczny podkład do czytania, pracy, usypiania, znakomicie nadający się też do zaangażowanej kontemplacji, istnej kąpieli w niecodziennych, mantrowych tonach. Podczas słuchania materiału wypełniającego niniejszą płytę miałem nieodparte wrażenie zwiedzania przestronnych jaskiń, których błękitnawo-seledynowe ściany, malowane podtrzymywanymi w nieskończoność, subtelnie modulowanymi akordami ledwo odróżniały się od panującego wszędzie mroku, a przesuwający się na pierwszym planie "motyw główny" służył za wątły, rozproszony snop światła latarki próbującej wydrzeć pieczarom ich tajemnice. Trudno opisać dźwiękową konsystencję tego pierwszorzędnego, mesmeryzującego tonu - jeśli Słuchacz pamięta instrumentalne pasaże finału utworu White Mountain Genesis (Trespass, 1970), z pewnością zauważy, iż w podobny sposób rozpuszczają się tutaj tony lekko przesterowanego, subharmonicznego "fletu", wgryzając się w niewzruszony mrok akordowych ścian. Dość ponury i dziwnie nostalgiczny krajobraz obmywany jest słabym światłem naszej subharmonicznej latarki przez pierwsze pół godziny, aż nagle zamiera; około 39. minuty wyłania się kilkoma oskarżycielskimi tonami ponownie, a na dobre powróci dopiero na wysokości mniej więcej 50. minuty, aby na podminowanym błękitem i seledynem tle stalaktytów i stalagmitów towarzyszyć odbiorcy już do końca tej niezwykłej płyty. Fantastyczny, intuicyjnie kreowany utwór do wielu zamyślonych powrotów.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    18,38 EUR
  • Steve Roach | Immersion: Two

    Steve Roach | Immersion: Two


    W pierwszym z serii Immersion poemacie Steve Roach zdawał się oprowadzać oszołomionego słuchacza po skąpanej w niebiesko-zielonkawej poświacie jaskini, przy mżącym, rozedrganym świetle subharmonicznej latarki osuwającej się co chwilę w nieprzejrzane zakamarki pieczar. Druga płyta w tej fascynującej, pozbawionej beatów, niezwykle mesmeryzującej serii przynosi podobnie do poprzedniczki tylko jeden, za to ponad 73-minutowy utwór. Artifact Ghost pod pewnymi względami dość zasadniczo różni się od Immersion: One. W tamtym utworze główną rolę grał nostalgiczny, szmaragdowo prześwietlony półmrok, tutaj nadal byc może zwiedzamy pieczary, ale zupełnie inne wzory rysują się na ścianach przy zupełnie innym oświetleniu. Niewytłumaczalna, ale doskonale wyczuwalna chłodna wilgotność Immersion: One zastąpiona zostaje w Artifact Ghost swoiście ciepłą brązowawą suchością, a niezliczone stalagnaty rzucają wszędzie wokół najniesamowitsze cienie: szybciej, niż oko odbiorcy zdaje się za nimi nadążać. Tak można w ramach prostej opowieści zinterpretować niestrudzenie przesypujące się w nowe formy syntetycze cienie, emanujące z syntezatorów Steve'a Roacha. Immersion: One to opływowe obejmowanie wzrokiem doskonale statycznej całości, Artfact Ghost to szybkie przegrupowywanie się ciemnych, niejednokrotnie bardziej spiczastych akordowych form. Najciekawsze w tym wszystkim jest oczywiście to, iż Artifact Ghost doprawdy trudno byłoby nazwać dynamicznym utworem - nadal głównym tworzywem jest mnogość syntetycznych akordów, falujących i zmieniających położenie niemal niepostrzeżenie. Roach przycina jednak ewoluujące ze swych poprzedniczek struktury niemal staccatowo, przez co rodzi się wrażenie większej ruchliwości w kontekście doskonałego bezruchu. Miłośnicy muzyki stworzonej przez Tangerine Dream na albumie Atem (1973) powinni być z miejsca urzeczeni treścią Immersion Two - mamy tu podobne (sub)harmoniczne rejony, podobnie wybijają tutaj jakieś tajemnicze podziemne źródła, podobne kształty rysują się na drodze przemierzającego muzyczny gąszcz, wysoce zdumionego słuchacza.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,20 EUR
  • Steve Jolliffe | Poland

    Steve Jolliffe | Poland

    Różnie toczyły się losy Steve Jolliffe, gdy w 1978r po nagraniu słabej płyty Cyclone, Edgar Froese podziękował mu za współpracę z Tangerine Dream. Jednak jego muzyka nadal oscylowała w kręgach berlińskich. Sam Jolliffe wydawał płyty lepsze i gorsze, i na dobrą sprawę nigdy nie uwolnił się od skojarzeń z Tangerine Dream. Płyta Poland zawiera materiał koncertowy nagrany z 11 września 2004r w teatrze w Jeleniej Górze. Limitowana edycja 300 egz. wręcz zmusza by sięgnąć po ten album. Mamy tu raptem 3 kompozycje w których czasem pobrzmiewa coś z klimatu Tangerine Dream. Pierwszy utwór Spring 67 jawi się jako wspomnienie burzliwych początków grupy. Fortepianowe introdukcje, ambientowe drony, ale też i gitarowe brzmienia a'la Froese. Druga kompozycja Run Meadow przenika etniczna nuta. W niektórych momentach Jolliffe brzmi niczym jakaś zagubiona orkiestra mariachi. Flamenco, rock, muzyka orkiestrowa, elektronika i gitarowe granie, wszak ten niecodzienny miks robi niezłe wrażenie. Finałowa kompozycja Komarno utrzymana jest w duchu ilustracyjnej szkoły a'la Philip Glass. Koncertówka z Polski pokazuje Steve'a Jollifffe jako zgrzebnego twórcę, który bynajmniej nie odcina kuponów od legendy Tangerine Dream. Sam w sobie jest na tyle intrygującym artystą, iż nie jeden słuchacz znajdzie tu masę niekłamanej przyjemności.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    10,45 EUR
  • Cluster | Cluster 2

    Cluster | Cluster 2

    Śmiała, awangardowa muzyka, nieporównywalna w zasadzie z twórczością innych artystów: eksperymenty proponowane na Cluster 2 mogą okazać się sporym szokiem nawet dla miłośników aktualnej elektronicznej awangardy, dark-ambientu itd. Muzyka Cluster to znakomite dźwiękowe wyobrażenie struktur, które oglądane z daleka wydają się być doskonale monolityczne, przy bliższych oględzinach jednak okazują się być wielopoziomowe, dziwnie pozałamywane i przede wszystkim bogate w zdumiewające detale. Pobieżnie słuchając zamieszczonych tu impresji odnosimy wrażenie przysłuchiwania się statycznemu, choć gniewnemu szumowi, przerywanemu raz po raz warkotem nigdy dotąd nie widzianego motoru; gdy jednak poświęcimy impresjom Cluster nieco więcej czasu, odsłonią się przed nami nie tylko ich eksperymentalne i nowatorskie, ale i nastrojowe walory, a także zdołamy docenić wciąż zmieniające się tutaj - choć nieustannie mocno abstrakcyjne - nastroje. Momentami panuje tutaj organowy spokój, dominują jednak zgrzytliwe dynamiczne sekwencje tkane z bardzo niecodziennego tonalnego tworzywa. Płytę wieńczy intrygujący eksperyment zaaranżowany na preparowany fortepian z wizytą w gabinecie krzywych luster... Polecam szczególnie.

    Igor Wroblewski

    Availability: Only on request | product: 1CD


    14,20 EUR
  • Steve Roach | The Dream Circle

    Steve Roach | The Dream Circle

    Wbrew pozorom wiele z nagrań Steve'a Roacha ma bardzo medytacyjny, uspokajający charakter. Dream Circle właśnie do tych nagrań się zalicza. Obszerną i jedyną na płycie kompozycję wypełnia przypływający i odpływający niczym fala morska elektroniczny akord. W tle słychać odgłosy ptaków i powolnie i cicho stukających o siebie koralików, czy drewienek. To tło przypomina o naszych wspomnieniach z nad rozświetlonej łąki, gdzieś poza czasem, w innym świecie. Jednocześnie ten stale powracający akord wzbudza w nas spokój i skłania ku medytacji i szukaniu miejsc, które nas uszczęśliwiają. Łąko po zachodzie słońca ciągle jasno rozświetlona światłem ze snu, gdzie cię szukać?

    Jacek Żeromski

    Availability: Goods in stock | product: 1CD

    18,38 EUR
    15,51 EUR
  • Michael Rother | Katzenmuzik

    Michael Rother | Katzenmuzik

    Katzenmusik jest trzecim albumem nagranym przez Michaela Rothera, oryginalnie wydany w 1979r. Były członek takich legend jak Kraftwerk, Neu! czy Harmonia, zaskakuje na polu podejścia do muzyki. Niewiele na płytach Rothera radykalnych eksperymentów, a te jeżeli się pojawiają zyskują subtelniejsze formy. Na Katzenmusik dominują brzmienia zdecydowanie gitarowe. Rother na tym albumie, ukazuje się jako pionier uroczego i rozleniwionego easy listening. Pierwsze 8 kompozycji (z których każda nosi kolejny numer tytułu płyty), to pogodne, niemal chilloutowe granie. W zasadzie to 8 wersji głównego motywu. Od utworu 9 do 12 (w oryginalnej wersji płyty), muzyka staje się bardziej różnorodna. Rother skłania się bardziej w kierunku electro- rocka, a Katzenmusik 11 grający na perkusji, legendarny perkusista Jaki Libzeit, pozwala sobie na bardziej swobodne granie. Zatrudnienie Libzeita z grupy Can, jak i pomoc legendarnego już producenta Conny Planka, pokazują iż Rother mimo że dryfuje w kierunku zdecydowanie lżejszej muzyki, nie odcina się całkowicie od krautrockowych korzeni. Jako bonusy w tej edycji tego albumu, mamy trzy kompozycje Retro Sweet”, Dopplesten i Schlangentanz, wszystkie z 1994r. Ważny album który po latach znakomicie brzmi i potrafi umilić czas.
    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    17,34 EUR
  • Wolfram Spyra, Chris Lang | Achtundzechzig 24

    Wolfram Spyra, Chris Lang | Achtundzechzig 24

    Bestseller

    Na czym polega istota tej muzyki..
    Zastanawiałem się przez cały czas jej trwania. Właściwie jest to w większości nic innego tylko wierne odtworzenie klimatu jaki słychać na nagraniach drugiej polowy lat '70, np. na płycie Mirage Klausa Schulze. Po prostu dwóch ludzi bez wątpienia zafascynowanych złotymi latami elmuzy postanowiło podtrzymać dobrą tradycję. Nie silą się na nowatorstwo, nie przecierają nowych szlaków, jest to po prostu "stary, dobry berlin". Zabieg jaki stosowali juz z powodzeniem wcześniej M.Schonwalder i B.Kistenmacher. Celebrowanie nastroju które ma wprowadzić w nastrój zadumy... Bardzo mi się podoba że Spyra i Lang nie skusili się na ekspresyjne solówki, nakładające się tonami w jazgot nie-do-zniesienia. Uniknęli tej pułapki, grając może nawet czasami zbyt spokojnie. Snują w każdym bądź razie swoją wizję nieznacznie ale smacznie, od czasu do czasu dając dowody ze stać ich też było na zakup trochę nowszych płytek Klausa Schulze typu En=Trance (hi hi).
    W końcowej części kompozycji Neunundfünfzig 49 słuchacze tego koncertu mogą sie ożywić i wyjść z łagodnego transu, muzyka staje się bardziej wyrazista i konkretna. Acht 39 to z kolei krótsza forma i zdecydowanie bardziej zbliżona do tradycyjnej muzyki. Pokusiłbym się o stwierdzenie że można by się przy niej śmiało pokręcić z połowicą po parkiecie w namiętnym uścisku. Podsumowując: jak dla mnie osobiście mogłoby być więcej ikry, mniej flegmy, ale w sumie nie jest źle.

    Damian "DiKey" Koczkodon www.elmuzyka.za.pl


    Po tę płytę powinni sięgnąć głównie wielbiciele Klausa Schulze, gdyż muzyka tu zawarta skojarzyła mi się właśnie z jego postacią. Wolframa Spyrę znałem głównie z wydawnictw Faxa, gdzie wraz z Pete Namlookiem rozwijał raczej ambientowy rozdział swojej twórczości. W wytwórni Manikin stawia raczej na znane i sprawdzone patenty rodem z klasycznej elektroniki. Na powyższy album składają się dwie kompozycje, pierwsza Neunundfunfzig 49, to blisko godzinna suita. I oczywiście ona zajmuje lwią część albumu. Analogowa elektronika od czasu do czasu rytmiczny puls, fortepian i melodyka tak charakterystyczna dla Schulze. Mam wrażenie iż Spyra i Lang chcieli wskrzesić ducha jego twórczości z lat '70. To dosyć ekscytujący okres w twórczości Klausa Schulze, bowiem właśnie wtedy stworzył swoje absolutne arcydzieła. Artystom udało się, choć cytaty z przyszłości nieco przygniatają własną inwencję twórczą. Drugi utwór Acht 39, trwający raptem 8 minut, to jedynie zwieńczenie całości. Płyta niezła, trochę wtórna, lecz na pewno warta wysłuchania.

    R. M.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    16,60 EUR
  • Michael Rother | Sterntaler

    Michael Rother | Sterntaler

    Sterntaler to drugi album Michaela Rothera wydany w 1978r we współpracy ze słynnym, nieżyjącym już producentem Conny Plankiem i legendarnym perkusistą Can, Jaki Libzeitem. Rother postawił tu na bardziej futurystyczne brzmienie i co może być ciekawe, osiągnął to tradycyjnymi środkami. To poniekąd zapowiedź post rocka, który mimo iż zachowuje pozory muzyki rockowej, wymyka się jej schematom. Używając gitary, perkusji, basu, syntezatorów Rother idzie dalej w swoich poszukiwaniach, niż tradycyjne rockowe akordy. W otwierającym album utworze Sonnenrad artysta daje popis efektownych melodii granych na gitarze i rytmicznego pulsu bębnów. Regen Blauer to ballada gdzie dźwiękowe tło imituje padający deszcz. Stremlinien i tytułowy Sterntaler przywodzą na myśl bardziej transowe i hipnotyczne granie, a Rother popisuje się techniką slide. W sumie ten album utwierdza jego podróż w kierunku ambitnej muzyki środka. Korzystając z doświadczeń awangardy i muzyki eksperymentalnej, Rother tworzy całkiem zręczną układankę. Ta jak już wspominałem wcześniej, jest zapowiedzią eklektycznego post rocka i chilloutowego easy listening. Na dokładkę w nowej wersji tego albumu, dostajemy 3 nowsze kompozycje z 1993r, Lichten Von Kairo, Patagonia Horizont i Sudseewellen w nowszej tanecznej wersji. Warto poznać.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    17,34 EUR
  • Brian Eno | Ambient 4 - On Land

    Brian Eno | Ambient 4 - On Land


    Po przejrzystych, holograficznych strukturach Music for Airports i baśniowych tonicznych mydlanych bańkach The Plateaux of Mirror otrzymujemy zestaw mrocznych, podziemnych, organicznych chrzęstów i poszumów, ewoluujących w tchnące jedynym w swoim rodzaju pięknem oniryczne impresje. Trzeba uważnego wsłuchania się, by doszukać się smakowitych kąsków ukrytych pod pokładami frapującej elektronicznej sadzy w każdym z prezentowanych tu utworów - ale jeśli ktoś woli traktować ten album jako niezobowiązującą muzykę tła, również powinien być usatysfakcjonowany jej jakością. Praktycznie każdy z zamieszczonych tu utworów jest istną perełką, ale szczególnie należy zarekomendować otwierający całość Lizard Point, w którym pojawiają się okazjonalne, ospałe nuty basowe wygrywane przez Billa Laswella, Unfamiliar Wind, który otwiera furtkę do takich później wykreowanych magicznych światów jak Selected Ambient Works II Aphex Twin, a przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zamykające album Dunwich Beach, Autumn: jest to niewątpliwie jeden z najbardziej czarodziejskich utworów w całym dorobku Briana Eno. Mamy tutaj subtelne, gitarowo-elektroniczne tło w pastelowych odcieniach, zarysowujące pustą plażę i spokojnie falujące, może lekko posmutniałe morze; nad wszystkim unoszą się ostatnie powiewy ciepłej jesieni, zobrazowane tutaj przeciągłymi, głuchymi chmurami wykreowanymi przy pomocy brzmień, po które sięgnął także Klaus Schulze tworząc impresje Moogetique oraz Phantom Heart Brother Part 1. Przedłużenie cyklu Ambient na bardzo wysokim poziomie.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    8,22 EUR