Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

recording period 2000-2004

(251 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Otarion | Creator

    Otarion | Creator


    Otarion, czyli Rainer Klein, ma wyjątkowy talent do łączenia wpływów jak najbardziej tradycyjnej elektroniki sekwencyjnej z mrocznym trance'em oraz elementami zimowej, spopielałej muzyki filmowej do nieistniejących filmów, tworzonej z podobnym wyczuciem nastroju grozy, zagadki i schromatyzowanego osowienia, z jakiego znany jest Laurent Boutonnat. Co także bardzo ważne, tematy rozwijane są tu w bardzo zaawansowany kompozytorsko sposób, praktycznie nigdy nie mamy tutaj tylko jednego subtelnie najwyżej przeobrażanego ostinata i nanizanych na nie improwizacji dłużej niż przez minutę albo dwie: tematy zadziwiająco ewoluują, rozchylają się by uwolnić zupełnie nowe skojarzenia, a te znów okazują się mieć "szkatułkową strukturę". Nudzić się tutaj zatem nie sposób, co najwyżej może ta muzyka być dla ortodoksyjnych miłośników "Berlina" za mało tradycyjna, a za bardzo innowacyjna stylistycznie. Każde następne przesłuchanie może pozwolić wyłonić innego faworyta w zestawie, jeśli Słuchacz jest odpowiednio otwarty; zawczasu uczulam jednak na chwytliwą akordową melodię tematu trzeciego, na tle popadującego miękkim śniegiem ostinata, na symfonizującą, mroczną baśniowość utworu czwartego, zmierzającego w finale ku prawie schulzeańskiej solówce, ale z nieoczekiwanymi "gotycyzującymi" pizzicatami w tle, na mandarynkowe echa, nabierające zupełnie nieoczekiwanego charakteru w impresji przedostatniej. Świeży i oryginalny projekt.

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD


    8,76 EUR
  • Tangerine Dream | L'Inferno: 1911

    Tangerine Dream | L'Inferno: 1911

    Good price

    Availability: Temporary absence | product: 1DVD


    7,67 EUR
  • Rudiger Gleisber | Fragile Fairytales

    Rudiger Gleisber | Fragile Fairytales

    Dwie wcześniejsze płyty Rüdgiera Gleisberga, Damiana i Elysium były okrzyknięte arcydziełami swojego gatunku. A co z Fragile Fairytales która wydaję się być jeszcze lepsza, niż wymienione wyżej? Rudiger Gleisberg stworzył cos na kształt soundtracku do nieznanego filmu. Fakt iż pracował przy ścieżce do filmu Blade nie jest bez znaczenia, bo w Hollywood docenili jego talent. Album Fragile Fairytales ma w sobie coś z ducha takiego właśnie soundtracku, chociaż przecież nie jest ścieżką do żadnego filmu. Płyta wyróżnia się z pośród setek innych, które straszą nieco sterylną elektroniką. Muzyka Gleisberga w jakiś tajemniczy sposób dotyka sfery sacrum. Przesycona jest znakomitymi melodiami i trudną do uchwycenia duchowością. Mimo iż melancholijna, ulotna nieco zawieszona w przestrzeni, w żaden sposób nie jest depresyjna ani dołująca. Czerpie wiele z muzyki filmowej, klasycznej, elektronicznego ambientu i new age. Echa dokonań Philippa Glassa czy Rogera Eno, mimo że stłumione, wyczuwalne są gdzieś w tle. Całość przenika delikatna ambientalna poświata, nasycając całość ożywczą duchowością. Piękna muzyka do wielokrotnego smakowania.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    12,90 EUR
  • John Lakveet | Building Sequential Stones v.1

    John Lakveet | Building Sequential Stones v.1

    John Lakveet na albumie Building Sequential Stones V. 1 udanie balansuje między muzyką eksperymentalną, a klasycznymi sekwencyjnymi teksturami. W tych 14-stu nagraniach pokazuje swój talent do tworzenia potężnych, sekwencyjnych bloków, nie stroni od rytmów i melodii. Jednakże jego muzyka przybiera czasem nieco chmurny, ciemny ton. Pod tym wszystkim buzuje zaś nieodgadniona przestrzeń, podbita efektownymi melodiami. Lakveet inicjuje spektakularne pojedynki sekwencerów i syntezatorów. A wszystko to w służbie klasycznej szkoły berlińskiej. Lakveet nie stara się na siłę ocieplać swoich kompozycji, zostawia ów surowy, syntetyczny szlif. Rytmy wywiedzione są wprost z tych sekwencyjnych pulsacji. Muzyka łapie ów przestrzenny dryf i igra z wyobraźnią słuchacza. Jednocześnie oferuje podróż ku tajemniczym miejscom. I w tym kontekście zderzenie klasycznej szkoły z eksperymentalnym pazurem, daje optymalną wypadkową.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Under the Dome | Bellerophon

    Under the Dome | Bellerophon


    Okładka albumu nieco kojarzy się kolorystycznie i ze względu na charakter z ilustracjami zdobiącymi okładki płyt Omega Syndicate i ten trop skojarzeń okaże się dobry: muzyka Under The Dome ma sporo wspólnego z propozycjami wspomnianej grupy; jest to dobra, masywnie aranżowana a przy tym przewiewna elektronika sekwencyjna, w której potęga ostinat bierze się nie tyle z "demonicznych" półtonów czy mollowych tonacji, ile z wybornego sposobu obrabiania dźwięku i rozwijania motywów w prawdziwie berlińskim duchu. Na Bellerophon także durowe, optymistyczne utwory okazują się być prawdziwym "sekwencyjnym dynamitem", a to już nie jest wcale tak proste do osiągnięcia. W The Long Rain udało się dokonać interesującej syntezy berlinizujących posępków i klimatów a'la Jean Michel Jarre, z kolei Drift to ni mniej, ni więcej, tylko lodowato-metaliczny ambient, podany tak, jak mógłby to uczynić np. Michael Stearns. Return dryfuje w stronę elpopu, ale za to melodia broni się tu jako taka i nie powinna u ortodoksyjnego miłośnika sekwencyjnego mżenia wywołać ziewania. Do końca albumu towarzyszyć nam będą płynne dźwięki o bardzo dopracowanym, a przy tym przestrzennym i zostawiającym coś wyobraźni brzmieniu, a także nieustannie ścierać się będą ze sobą dwa konkurujące obozy: mollowy i durowy, przez co czeka nas tu jeszcze wiele melodycznych i harmonicznych niespodzianek.

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD


    8,76 EUR
  • Steve Roach, Jorge Reyes | Vine, Bark and Spore

    Steve Roach, Jorge Reyes | Vine, Bark and Spore


    Płyta rozpoczyna się delikatnym, kojącym ambientem o tajemniczo omszałym brzmieniu, by już zaraz w drugim utworze przynieść porcję intrygujących, bulgoczących basów i przeświecających zza ambientalnej ściany perkusyjnych pulsów. Uwagę przykuwają tutaj również oddalone, nieco zamglone wokalizy z powodzeniem zastępujące konwencjonalne partie instrumentalne. W każdej chwili można spodziewać się wyłonienia się zupełnie niespodziewanych, świeżych, miękkich dźwięków zraszających głośniki zadumanym, soczystym, gruboliściastym tonem. Brzmienia elektronicznie niezauważalnie przenikają się z akustycznymi; elementy porozsiewane na przestrzeni tego albumu niby za sprawa przypadku okazują się być przy kolejnych spotkaniach z tą skłaniającą do refleksji muzyką przemyślnymi kompozycyjnymi labiryntami, w których słuchacz może niemalże nabawić się agorafobii, tyle tu przestrzeni i wciąż na nowo odsłaniających się horyzontów w oryginalnych kolorach. Miłośnicy kontemplacyjnych suit Vangelisa albo Vidna Obmana powinni być bardzo zadowoleni – podobnie jak wszyscy ci miłośnicy Steve'a Roacha, którzy od swojego idola oczekują wielopłaszczyznowych, syntetycznych rozwiązań harmonicznych prowadzących wyobraźnię słuchacza ku bardziej kompleksowym poziomom snucia niczym nieskrępowanych wizualizacji. Piękna, tajemnicza, jak zwykle nieco "plemiennie" przyprawiona muzyka objawiająca na każdym kroku niespodzianki pachnące korą, deszczem i żywicą.

    I. W.

    Availability: Temporary absence | product: 1CD


    16,54 EUR
  • Paul Ellis | Appears to Vanish

    Paul Ellis | Appears to Vanish


    Poemat Appears to Vanish I wyłania się z mgławicy szumów, przeradzających się w jeden z zaskakujących elementów tej płyty: mroczną, arytmiczną żeńską wokalizę, próbującą przebić się przez ogorzały syntezatorowy nalot. Następnie na scenie pojawia się kroczący majestatycznie jednodźwiękowy niski akompaniament, wybrzmiewający głuchym, potężnym tonem. W piątej minucie dochodzi do tonacyjnej eskalacji i zakryty aksamitnymi draperiami pejzaż malowany przez Paula Ellisa możemy już podziwiać z wyższego schodka. W dziewiątej minucie, właśnie wtedy, gdy prowadzący syntezator z fantazją maluje kolejne brunatne witraże, wykluwa się znienacka z gęstwiny dźwięków chropawe, schromatyzowane ostinato o wielkiej sile wyrazu, za sprawą odważnych plam akordów w tle tym bardziej kojarzące się z muzyką, którą grupa Tangerine Dream proponowała w okresie, gdy wydawała płytę Phaedra! Na dodatek nie jest to zwykłe zapatrzenie się artysty na dorobek „mistrzów”, lecz uchwycenie czegoś niewypowiadalnego, czego wykorzystanie przy komponowaniu muzyki świadczy o wyjątkowej wrażliwości na nastrój. Ostinato stopniowo rdzewieje dźwiękowo, z tła wybijają się na pierwszy plan rozmaite elektroniczne świergoty i pojedyncze dźwięki syntezatora grającego rolę głównego narratora. W czternastej minucie muzyka dobiega niespodziewanego końca, rozpraszając się niczym piana dotknięta kawałkiem mydła. Kolejny epizod to Appears to Vanish II. Ta 15-minutowa impresja rozpoczyna się od razu konkretną, orientalnie uformowaną miaukliwą melodią, ociekającą po pięciolinii w takt pochrapującego, omiękłego, frapującego ostinata w niskich rejestrach. Melodia wychyla się odważnie w niespodziewanych kierunkach, co jakiś czas rozbrzmi drapieżny dysonans, który postawić mógłby sam Wolfram Spyra z okresu płyty Excerpts 1. Przez króciutką sekwencję z pluskiem wody w tle słuchacz przedostaje się do migotliwego ostinata, któremu wtórują kleiste zaśpiewy syntezatora i zmętniałe akordy; raz po raz rozsypują się też kaskady atrakcyjnie brzmiących fortepianowych dźwięków... Kompozycję zwieńczy zaś motyw, któremu przez dłuższy czas przewodzi niepokojące, gumiaste ostinato, jako wizualizacje śmiało mogące wywołać miejsca z tajemniczych obrazów Giorgia de Chirico. Utwór Appears to Vanish rodzi się w środku prawie kakofonicznego zestawienia bicia oddalonych dzwonów, pociemniałej linii basowego syntezatora z wkradającym się nachmurzonym półtonem, trawiastych świergotów na najbardziej oddalonym planie i fletowych zawijasów, znów przywodzących na myśl pod względem atmosfery Różowe – albo bardzo wczesne Dziewicze – Lata Tangerine Dream. Melodia podkładu klaruje się stopniowo, skrobiąc do kolejnych drzwi sekwencyjnych komnat mrocznymi półtonowymi osunięciami i lepkimi poślizgnięciami wiodącego basowego syntezatora. Po raz kolejny Paul Ellis daje dowód i sporej inwencji melodycznej, i znakomitego wyczucia surrealistycznej atmosfery odrealnionego mandarynkowego snu... Dzwony budzące ten utwór pojawiają się także na końcu, prowadząc słuchacza coraz bardziej po omacku aż do wyciszenia się muzyki. Utwór ostatni, Mysterious Sketches, to zarazem utwór najdłuższy. Otwierają go charakterystyczne, przetworzone fortepianowe dźwięki kojarzące się z sonarem: tak otwierała swą kompozycję Echoes grupa Pink Floyd, podobnie postanowił rozpocząć swą płytę Silence II Pete Namlook. Paul Ellis prowadzi słuchacza w jeszcze inne rejony: utwór bardzo szybko ożywia się i przez ruchliwe ostinato o akwariowej kolorystyce prowadzi ku kilku progresjom tonacyjnym, podczas gdy w tle wciąż pękają tęczowe bańki syntezatorów i pobłyskują termometry i grzałki rozmaitych pobocznych sekwencerów. Wodny krajobraz rozmywa się w impresję mogącą stanowić ilustrację dźwiękową do spaceru wąskimi nocnymi uliczkami już na wysokości mniej więcej siódmej minuty kompozycji. Różne tarcia i spięcia w sferze rytmicznej ciekawie komponują się z kojącą, harmoniczną ścieżką akordową: czy to świadectwo fascynacji dokonaniami grupy Kraftwerk z okresu płyty Ralf und Florian? Nadejście dwunastej minuty zwiastuje kolejną zmianę, tym razem delikatne ostinato pieni się w środkowych rejestrach w tle, a na pierwszy plan próbują przebić się rozmaite elektroniczne bulgoty i pomruki. W piętnastej minucie dochodzi do uspokojenia i słuchacz zamyśla się: następuje krótka sekwencja, której najprościej przyczepić etykietkę z napisem „muzyka relaksacyjna”. Jeszcze przed szesnastą minutą wypływa na powierzchnię utworu nader atrakcyjny, rozfalowany motyw, który stanowić będzie pretekst najpierw do narodzenia się melancholijnej, ponurawej melodii, a potem do wkroczenia na scenę grzechotliwego, szorstko rozmazującego się ostinata również przynoszącego bardzo ciekawą, kontemplacyjną melodię... Finał tej ponad 25-minutowej impresji stanowić zaś będzie podobnie mroczne nawiązanie do berlińskiej tradycji, co tytułowa kompozycja płyty Tower of Darkness (1993) Jima Kirkwooda...

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD


    8,76 EUR
  • Syndromeda | The Alien Abduction Phenomoenon

    Syndromeda | The Alien Abduction Phenomoenon


    Album wciąga i hipnotyzuje Słuchacza już od pierwszych taktów The Chosen One: łakome macki upartego ostinata z "uskakującym" tonem wysuwają się ku niczego nie przeczuwającemu Słuchaczowi, by porwać go w mroki opisywanej przez 70 minut dziwacznej krainy. O ile we wspomnianej introdukcji można było dosłuchać się wpływów Tangerine Dream (i to nawet z utworów takich, jak druga część kompozycji Ultima Thule!), o tyle No more Fear to przez sporą część czasu ziemisty, niesamowity ambient wysokiej próby, dopiero około połowy czasu trwania utworu złamany sekwencyjnymi promieniami, nadal mżącymi jednak w niskich rejestrach, przygotowując miejsce dla topniejącej, skażonej wieloma półtonami oraz mollowymi naleciałościami solówki – czyżby tytuł nie miał był jednak brzmieć More Fear?... Kolejne kompozycje potwierdzają, iż wszędzie czai się groza, niepokój – a może po prostu uświadamiamy sobie przytłaczający ogrom Kosmosu i ilość zagadek, których nigdy nie rozwiążemy? Do końca płyty Syndromeda umiejętnie łączyć będzie skostniały, lodowaty ambient ze spowolnionymi, demonicznymi sekwencjami w "dobrym starym stylu", proponując jedyny w swoim rodzaju, niezwykle oddziałujący na wyobraźnię album. Zdecydowanie odradzałbym tę płytę lękliwym miłośnikom el-muzyki...

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD


    8,76 EUR
  • Steve Roach | Pure Flow

    Steve Roach | Pure Flow


    Bardzo interesująca płyta, potęgi na ambientowej scenie, Steve'a Roacha. Jego kolaboracje z różnymi artystami m. in. z Vidna Obmana, jak i jego pokaźny dorobek, uczyniły go czołową postacią w nurcie medytacyjnego ambientu. Album Pure Flow to ponad 70 minut muzycznych uniesień. Ta muzyka przypomina kłącze rośliny, rozwija się niezwykle powoli, jej przestrzeń i głębia po prostu porażają. Dźwięki w niektórych kompozycjach np. Slow Heat utrzymane są niemal na granicy słyszalności. Pure Flow pozwala słuchaczowi na niczym nieskrępowaną medytację, aura płyty sprzyja ku temu jak najbardziej. To ambient najwyższych lotów, niczym w głębi oceanu, można się dosłownie zatopić w tej onirycznej muzyce. Sądzę, że Roach w kilku momentach wyprzedził nawet wizje Briana Eno. Nasycił swoją muzykę prawdziwie metafizyczną aurą, dał tym samym odbiorcy o wiele więcej niż tylko zwykłą dźwiękową tapetę. Znakomita i bardzo wyciszona płyta, jej spokój i odrealniony klimat z pewnością niejednego urzeknie.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    16,54 EUR
  • Robert Rich | Calling Down the Sky

    Robert Rich | Calling Down the Sky


    Calling Down The Sky jest niezwykłym koncertem Roberta Richa jaki odbył się Denver, 26 lipca 2003r. Fakt iż ten całkowicie improwizowany występ odbywał się w niezwykłych okolicznościach, a mianowicie burzy jaka mu towarzyszyła. Jak wspominał sam artysta cała trasa koncertowa jaką odbył po USA w 2003r, była naznaczona obecnością niesamowitych zjawisk atmosferycznych: burz, tornad, ulewnych deszczy. To niejako wpłynęło na atmosferę tej płyty. Rich niemal całkowicie zrezygnował z rytmicznego pulsu, jak i etnicznych wycieczek. Postawił za to na głębokie, ciemne plamy. Tak jak w najdłuższym na płycie utworze Vertigo. Ponad 20 minut dosyć minimalistycznej muzyki, dronowe pomruki krzyżują się z brzmieniami fletu i mrocznymi pasażami. Sam artysta popisuje się tu grą na syntezatorach, gitarze, wspomnianym flecie. Jednak Calling Down The Sky brak jest nieco lekkości i zwiewności, ciągnie raczej w kierunku tego co mroczne i niepokojące. Z resztą szara okładka, znakomicie podkreśla ton tej muzyki. W środku zaś można znaleźć szamański rytuał używany do zaklinania nieba, można spróbować jednak chyba na własną odpowiedzialność za konsekwencje. Znakomita płyta, w sam raz na smętne wieczory i tym bardziej wciągająca że jest pokłosiem tak niezwykłej koncertowej trasy przypominającej często przeprawę przez piekło.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,29 EUR