Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

1CD + 1DTS CD

(2 albums)
sort by albums
on one page
recording period
  • Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare

    Pete Namlook, Move D. | Raumland Sphare


    Sphare I ma charakterystyczne namlookowski sztafaż i ciekawe granie na pierwszym planie, bardzo wyciszone, subtelne jak chociażby stosowanie pojedynczych fortepianowych akordów i dziwacznych wokaliz. Part II stawia na rytmiczne, zapętlone granie. III przynosi kosmiczne odgłosy plus nieharmoniczne granie i stonowane tło. Choć wydaje się to monotonne ta część Raumlandów jakoś najbardziej mi pasuje. Czyli bez rewelacji ale ok.

    Dariusz Długołęcki




    Finał trylogii Raumland to trzy długie utwory zabarwione w charakterystyczne dla duetu Move D / Namlook sposób. Jest to niewątpliwie najbardziej abstrakcyjna, najwięcej od Słuchacza wymagająca część najnowszego albumu: w porównaniu z poprzednimi płytami praktycznie brak tutaj wyrazistych wątków melodycznych, chwytliwych sekwencji akordowych, postawiono za to w tym większym stopniu na walory brzmieniowe. Podkreślę jednak jeszcze raz, że jest to przede wszystkim trudny album. To już ostatecznie piętnasta płyta w cyklu Move D / Namlook, a w ogóle osiemnasta płyta będąca owocem wspólnych sesji Namlooka i Moufanga. Wydaje się, że więcej tutaj rutyny aniżeli zapału poszukiwania - a o ile poprzednie części Raumland przynosiły jeszcze w miarę konkretnie zarysowane kształty muzyczne, o tyle tutaj mamy do czynienia raczej z godzinnym scherzem, całkowicie otwartą, intuicyjną zabawą dźwiękami, której finału nie mogą przewidzieć nawet sami muzycy; z drugiej zaś strony, jak na taki swobodny żart zdecydowanie za mało tutaj znowu improwizacyjnego i przede wszystkim formalnego luzu... Wszechobecnym elementem jest tutaj uporządkowany, typowy dla IDM-u a la Move D / Namlook rytm, podobnie jak obsesyjnie powtarzane i nieznacznie modyfikowane filtrami kombinacje akordowe. Sphaere 1 zaczyna się w gęstwinie bardzo obiecująco brzmiących tonów, ale z czasem i tutaj napięcie pomału siada, podczas gdy pozostałe dwie części już tylko od czasu do czasu podsuwają Słuchaczowi naprawdę intrygujące motywy do dopowiedzenia wsłuchaną wyobraźnią ciągu dalszego. Mogę zrozumieć, dlaczego na forum dyskusyjnym na stronie 2350.org posypały się głosy, że "pora już chyba kończyć Dave-and-Pete-Show, jeśli chcemy jeszcze coś mieć z FAXu"; mogę zrozumieć, a jednak nie do końca mogę się zgodzić, jako że nawet ten tak dziwaczny i średnio angażujący album ma w sobie jakiś pierwiastek tajemniczości i oryginalności. Z jednej strony trudno się koncentrować na zjawiających się tu trochę jakby od niechcenia motywach przez cały czas, z drugiej strony nie sposób ot tak sobie przewinąć dłużących się sekwencji - i to nie tylko podczas pierwszego przesłuchania, kiedy czeka się na jakieś rozwiązanie podsuwanych dość mętnych motywów! Być może niebagatelną rolę gra tutaj moje przywiązanie do muzyki Namlooka i fakt, że posiadam całą dyskografię artysty (z maxi-singlami włącznie), ale naprawdę wydaje mi się, że w tej muzyce po dziś dzień coś drzemie, trzeba tylko umieć znaleźć odpowiedni do niej klucz, wczuć się w odpowiedni nastrój. W samym środku nocy, kiedy żadne czynniki audiowizualne nie odwracają uwagi, słuchanie tego na pozór bardzo spokojnego, obojętnego albumu staje się znienacka przeżyciem zupełnie innej jakości - trzeba tylko pamiętać o tym, by postarać się łowić rzeczywiście każdy najmniejszy ton... (No dobrze, ale tak swoją drogą czekam oczywiście nadal z utęsknieniem na płyty takie jak Elektro III, The Fires of Ork III albo Miles Apart II...)

    I. W.

    Availability: Last items | product: 1CD + 1DTS CD

    30,72 EUR
    20,00 EUR
  • Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2

    Pete Namlook | Music for Urban Meditation 2


    W nieskończoność podtrzymywane akordy, które dawno przekroczyły barierę dur/moll, nigdy nie wygasające dźwięki opancerzone niezliczonymi elektronicznymi filtrami, spokój uchwycony w przekroju poniewierającej się na placu budowy betonowej rury lub na skrawku ociekającej świeżym asfaltem jezdni... Tak można by próbować wprowadzać słuchacza w nastrój tej nietypowej płyty. To fascynujące, ile treści można zawrzeć w podskórnej sferze każdej proponowanej tu kompozycji, na pozór odstręczającej swą upiorną minimalistycznością i niebywałą statycznością. Stojące syntetyczne akordy doznają nieustannego mrowienia, na ich powierzchni można zaobserwować nieustannie dokonujące się zmiany. Rodowód parujących tu brzmień jest naturalnie miejski, cywilizacyjny, rezultatem jest jednak jedyne w swoim rodzaju emergentne, organiczne zjawisko. W pełni można docenić tę płytę traktując ją jako ścieżkę dźwiękową do fascynującej lektury lub jako soundtrack do zapadania w sen, niemniej jednak to właśnie świadomy, wytężony kontakt z tą muzyką - najlepiej po ciemku, przez słuchawki - pozwoli Słuchaczowi rozsmakować się tymi dźwiękowymi wysączeniami do woli. Trudno wybrać najlepszy utwór z tego zestawu, ale nie tylko dlatego, że wszystkie impresje są do siebie - programowo - bardzo podobne, lecz przede wszystkim dlatego, iż każdy z nich dopiero w szerszym kontekście, czyli w towarzystwie pozostałych, nabiera pełni barw. Niemuzyczne grzechoty, poszumy i pogłosy w fascynujący sposób balansują na granicy melodyczności, podczas gdy spiętrzone ścieżki akordowe jeszcze tylko "ostatkiem sił" podpadają pod definicję "wątku muzycznego". Dajmy się ponieść tej brunatnej, wydzielającej stalowo-asfaltową woń muzyce i rozsmakujmy się w poezji milknących świateł ulicznych, odgrodzonych żółto-czarnymi szlabanami zakamarków, pustych parkingów i łopat wiatraków klimatyzacyjnych...

    I. W.




    Ponury, mroczny ambient połączony z industrialnymi odgłosami. Pesymistyczny ton dark ambientu jest niekoniecznie moim ulubionym ale trzeba przyznać że da się słuchać.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Last items | product: 1CD + 1DTS CD

    30,72 EUR
    20,00 EUR