Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

recording period 1990-1999

(313 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Klaus Schulze | Body Love v.2 (LP)

    Klaus Schulze | Body Love v.2 (LP)

    Kontynuacja bardzo udanej ścieżki dźwiękowej do kontrowersyjnego filmu Lasse Brauna. Pojawiające się tu motywy utrzymane są w podobnej chłodno-zmysłowej, "rtęciowej" tonacji, co utwory ze znakomitej poprzedniczki, a dłuższa wersja Stardancer (na dodatek chyba odrobinę inaczej zmiksowana, jeśli chodzi o uwypuklenie odpowiednich głosów) wprost do oryginalnej płyty Body Love nawiązuje. Pozostałe utwory to prawdziwe klejnoty w schluzeańskim skarbcu: Moogetique to ponure, metaliczne wyziewy samoczynnie się aktywujące w bezdennej przepaści, zasnuwające całe pole widzenia burym dymem podobnie frapująco jak dwadzieścia lat później we wstępie do Phantom Heart Brother (DSOM 3). Główny utwór albumu, Nowhere - Now Here (jakże genialny tytuł!), zawiera wszystkie niezbędne elementy schulzeańskiego poematu: utwór rodzi się w amorficznej syntezatorowej mgle, wkrótce wkracza leniwy, hipnotyczny rytm wybijany tradycyjnie już przez fenomenalnego perkusistę Haralda Grosskopfa, nanizana nań zostaje kroplista sekwencja, na pierwszym planie zaś może rozwijać się swobodnie improwizowana partia o kleistym brzmieniu. Utwór przechodzi przez kilka progresji tonalnych, z tła dobywa się fascynujący pomruk elektronicznych chórów (Klaus Schulze odpowiada na Mother Fore Pink Floyd, epizod suity Atom Heart Mother?...), w końcu zaś wątek urywa się nieoczekiwanie, perkusja kipi i bulgocze, a sekwencery i improwizowane ścinki gonią się w szale zamroczenia. Motywy stanowiące szkielet tej kompozycji wielokrotnie były odświeżane, transponowane i przerabiane w tym okresie: porównajmy choćby koncertowe Zeitgeist albo Buddy Laugh prezentowane po raz pierwszy właśnie na reedycji tego albumu…

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    24,21 EUR
  • Vangelis | Blade Runner (LP)

    Vangelis | Blade Runner (LP)

    Vangelis ponownie mnie zaskoczył, ale zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Kolejne jego płyty zawsze mnie zachwycały i przynosiły moc niesamowitych wrażeń (wspomnę tu The City). Tak też jest i tym razem. Ta płyta jest jednak wyjątkowa i to nie tylko z powodu nawiązań do wspaniałego filmu Ridleya Scotta. Takiej dawki nastroju, klimatu i zwykłego piękna w vangelisowskim sosie muzycznym nie słyszałem od dawna. Wynika stąd wniosek, iż Vangelis jest jak dobre wino - im starsze, tym lepsze.
    Ścieżki dźwiękowe mają to do siebie, że muzyka na nich zawarta powinna stanowić składową część filmu. W przypadku Łowcy androidów Vangelis poszedł dalej: jego muzyka i film Scotta stanowią pewnego rodzaju amalgamat. To połączenie sprawia, że nie można słuchać muzyki nie myśląc o filmie i nie oglądać filmu nie ulegając urokowi kompozycji Vangelisa. A uroku jak już wspomniałem, muzyka to posiada wyjątkowo dużo. W zestawie nagrań znajdują się trzy utwory, które znane są już z wcześniejszej płyty Vangelisa Themes, a mianowicie Memories of Green (ten kawałek kompozytor opublikował już w 1980r. - See You Later), Love Theme, i Blade Runner. Jako, że te utwory są już znane skupią się na pozostałych nagraniach. Najbardziej niesamowite wrażenie sprawia (moim skromnym zdaniem) utwór Blade Runner Blues - najpełniej oddający klimat filmu; wprost trudno oprzeć się nastrojowi tej najdłuższej na płycie kompozycji, co ciekawe stworzonej bardzo prostymi środkami. Rachel's Song to kolejna perełka na tym soundtracku - nostalgiczna wokaliza Many Hopkin uzupełniona o typowo vangelisowskie dźwięki (fortepian "udający" spadające krople deszczu). Wait for Me to równie piękny utwór, choć już może nie tak nastrojowy. Tales of the future to przede wszystkim popis wokalny starego kompana Vangelisa, Demisa Roussosa - faceta, który zawsze kojarzył mi się z łzawymi utworami o miłości (jestem chyba niesprawiedliwy - są przecież jeszcze nagrania Aphrodites Child). Opowieści przyszłości brzmią dzięki niesamowitemu głosowi Roussosa jak apokaliptyczna wizja. W trzy utwory Main Titles, Blues Response i Tears in Rain zostały umiejętnie wplecione dialogi bohaterów filmu. To bardzo dobry pomysł i wart naśladowania. Całość wizerunku muzycznego Blade Runnera dopełnia "tandetna piosenka barowa" (to moje określenie) One more kiss, dear - mimo swej oczywistej banalności nie drażni zmysłu słuchu (to chyba kwestia przyzwyczajenia). Ta płyta to przykład ciągłej ewolucji muzycznej Vangelisa. Mimo tego ewoluowania nadal jest wierny korzeniom swych fascynacji muzycznych i nie ulega wpływom wszelakich mód i tak powszechnej obecnie komercji, która zabija prawdziwą muzykę (nie tylko elektroniczną).

    Marcin Pirek


    Rok 1982 przyniósł Vangelisowi szczyt sławy i długo oczekiwane uznanie jako kompozytora muzyki filmowej. Jego ścieżka dźwiękowa do Chariots Of Fire przez 15 tygodni utrzymywała się na pierwszych miejscach amerykańskich list przebojów, aby w końcu zdobyć Oskara. W tym wspaniałym dla siebie okresie w Londynie Vangelis przygotowuje muzykę do innego wielkiego przeboju kasowego - Blade Runnera, opowieści science fiction wyreżyserowanej przez Ridleya Scotta, w której główne role zagrali: Harrison Ford i Rutger Hauer. W tej doborowej stawce Vangelis wcale nie okazał się słabszy. Stworzył wspaniałą muzykę, która mimo upływu wielu lat wcale się nie zestarzała, o czym przekonałem się niedawno. Szkoda tylko że przyszło nam na to czekać aż tak długo. Ale nie jest to do końca prawdą bowiem w tym samym 1982 roku ukazała się wersja orkiestrowa tej muzyki. Przygotował ją Jack Eliott specjalnie dla New American Orchestra, którą sam poprowadził. Niestety przez lata byliśmy skazani na słuchanie tej wersji, z małym wyjątkiem bowiem trzy kompozycje z filmu w oryginalnej wersji ukazały się na płycie Themes (Polydor, 1989). Teraz kiedy po latach mogę posłuchać obu wersji ta pierwsza wydaje mi się śmieszna i staromodna. Przypomina mi nieco poczynania orkiestry Zbigniewa Górnego, prezentującego w latach 70-tych i 80-tych światowe hit w polskiej telewizji. Ale wówczas czasami nie można było inaczej. Dlaczego tak samo stało się u amerykanów, prawdopodobnie na zawsze pozostanie ich słodką tajemnicą. Bogate, orkiestrowe aranże Patricka Williamsa, Eddiego Karama czy Angela Morley są bardzo pięknie i zapewne wspaniałe... ale mają się nijak do tematyki i przesłania całego filmu. Dopiero słuchając oryginalanej muzyki odkrywamy geniusz Vangelisa.
    Przejawia się on w tworzeniu wspaniałego klimatu ogromnego miasta, jego ulic, knajp, mrocznych wnętrz domów. Wcześniej ilekroć oglądałem film moja uwaga skupiona była głównie na sugestywnych obrazach wykreowanych przez Scotta. Muzyka była tłem, na które zawsze zwracałem uwagę, ale nigdy nie była ona dominująca. Teraz kiedy mamy płytę, jest sama muzyka i ona jedynie oddziaływuje na wyobraźnię. I to działa.
    Pewnie niewielu kinomanów lubiących często powracać do tego filmu odkryłoby, że w jednej ze scen śpiewa niegdyś wielka gwiazda festiwalu w Sopocie, sam Demis Roussos. Wcześniej Roussos wspólnie z Vangelisem i grupa emigrantów z Grecji przez kilka lat tworzyli zespół Aphrodites Child. Na ścieżce dźwiękowej Blade Runnera Roussos wykonał wspaniały, prawie arabski wokal w mrocznym utworze Tales Of The Future. I pewnie ja także bym się nie zorientował gdybym nie usłyszał samej muzyki. To nie jedyna perełka, którą odkryłem podczas słuchania oryginalnych utworów Vangelisa. Podczas realizacji orkiestrowych wersji pominięto jeszcze pięć innych kompozycji: Blush Response, Wait For Me, Rachel's Song, Damask Rose i finałowy Tears In Rain. Wcale się nie zdziwiłem, że było ich tak wiele bowiem muzyka Vangelisa w odróżnieniu od tego co się powszechnie uważa, jest pełna elektronicznych brzmień i efektów czysto studyjnych, praktycznie nie do odtworzenia przez orkiestrę. Jedyny wyjątek stanowi One More Kiss, Dear - knajpian blues, w którym poza głosem wokalisty i barwą dźwięku w filmie symulującą radio, nie różni się niczym od swej orkiestrowej kopii. Cała reszta muzyki to czysta elektronika ożywiona magicznym tchnieniem genialnego Greka.
    Spośród nowoopublikowanych utworów na uwagę zasługuje dynamicznie rozwijający się Blush Response z nagranymi na początku głosami aktorów, mroczny Damask Rose przedłużenie Tales Of The Future oraz deszczowy Tears In Rain, podobnie jak poprzednie zawierające głosy Forda i umierającego w scenie finałowej Hauera.
    Co ciekawe całą tę elektroniczną otoczkę wytworzoną dla potrzeb Blade Runnera - szumy, głosy i ambientalne dźwięki docierające z zakamarków żyjącego miasta po latach Vangelis przypomniał podczas nagrywania The City (Dawn, Morning Papers, Procession). Jednak płyta ta nie jest w stanie dorównać autorskiej wersji soundtracku Blade Runner.
    Michał Zioło

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,93 EUR
  • Klaus Schulze | Le Moulin de Daudet

    Klaus Schulze | Le Moulin de Daudet

    Koncertowe wydawnictwa Royal Festival Hall i The Dome Event ukazały nieco inne oblicze Klausa Schulze: jako kompozytor i konstruktor muzycznych wątków artysta powrócił w dużym stopniu do stylistyki rozwiniętej w latach siedemdziesiątych, jako aranżer poszedł jednak jeszcze dalej przed siebie ścieżką wyznaczoną przez płyty En=Trance i Beyond Recall: sekwencyjne pasaże brzmią bardzo sterylnie i sucho, a często powracającym elementem są różnorakie sample. Płyta studyjna Le Moulin de Daudet zawierająca muzykę filmową jest kolejnym elementem w tej układance, od początku jednak zwraca uwagę jej charakterystyczna ascetyczność w porównaniu z albumami koncertowymi, o których piszę. Właśnie za sprawą tej specyficznej skromności w zagospodarowywaniu planu dźwiękowego udaje się Klausowi Schulze uzyskać fantastyczną głębię i wielką siłę malarsko-sugestywnego wyrazu. Wątki snute przez brzmienia pojedynczych instrumentów ścielą się długimi, pociągłymi kreskami w lapidarny sposób oddającymi ducha każdego z zamieszczonych tu (króciutkich) epizodów; w ich cieniu z wielkim wyczuciem przestrzeni i nastroju Schulze czasami dorzuca dodatkowe pogłosy, czasami poboczną ścieżkę snutą przez instrument o innej barwie, czasami frapujące sample głosowe i perkusyjne… Niewątpliwie słychać tu wielką inwencję melodyczną. Wiele utworów brzmi jak skończone (choć nader miniaturowe) kompozycje, nie brakuje jednak im iskry, jaką daje skłonność do improwizowania. Dźwięków jest dokładnie tyle, ile wymaga atmosfera danej impresji, ani mniej, ani więcej. Mimo zwartości i wręcz lapidarności niektórych utworów nie ma mowy o banalności brzmieniowo-melodycznej. Gdy czasami przypomniany zostaje motyw z schulzeańskiej przeszłości, odżywa on w nader fascynujących barwach i odsyła do innych niż niegdyś wizualizacyjnych skojarzeń: interesującym przykładem jest miniatura Folk Dance, zbudowana na figurze przewijającej się przez kompozycję Cellistica (Audentity, 1983), wykorzystanej zresztą też w A Classical Move (Dreams, 1986) i we fragmentach nagrań koncertowych...
    Ta muzyka znakomicie koresponduje z nastrojem tajemniczych holenderskich pejzaży, pozostawiając obserwatorowi mnóstwo miejsca na interpretację i dopowiedzenie pointy, a jednocześnie satysfakcjonując go niepowtarzalnym nastrojem, czymś trudno uchwytnym i zdefiniowalnym a jednocześnie podstawowym dla dobrego utworu. Być może lepiej byłoby zamieszczone tu impresje porównać z grafikami, lekko i miękko skreślonymi sugestywnymi rysunkami, podczas gdy momentami trochę przeładowane brzmieniowo albumy Royal Festival Hall lub The Dome Event odpowiadałyby monumentalnemu połączeniu malarstwa i rzeźby...
    Na zakończenie ciekawostka: akordy przesypujące się przez utwory nr 16 i 18 niesamowicie silnie kojarzą się z akordami otwierającymi utwór We'll never die (1986) Mylene Farmer (w wersji zamieszczonej na Dance Remixes, 1993), co jest tym bardziej interesujące, że nie są to regularne akordy prostego typu dur-moll, tylko skomplikowane, a przy tym bardzo wyraziste, nieczęsto spotykane kombinacje tonów. Nie wiem, czy to przypadkowa wyprawa na podobny teren, czy też może zamierzone nawiązanie (możliwe zresztą, że to Laurent Boutonnat raz po raz ulega pokusie przejmowania kilku odcieni z palety schulzeańskiej), ale jako miłośnika muzyki L. Boutonnata i M. Farmer niezwykle mnie ucieszyło sięgnięcie przez Klausa Schulze po tak akurat brzmiące wiązki dźwięków...


    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,15 EUR
  • Biosphere | Compilation 1991-2004

    Biosphere | Compilation 1991-2004

    Biosphere to najbardziej znany twórca muzyki ambient z Norwegii. Poza wydawaniem regularnych albumów, Geir Jenssen tworzył też i pojedyncze nagranie, które rozproszone były na przeróżnych kompilacjach. Zwarzywszy na fakt iż wiele tych tytułów jest dawno wyprzedanych, bądź osiąga zawrotne ceny na różnego rodzaju aukcjach, dostajemy ich komplet w telegraficznym skrócie. Dwa dyski i blisko 100 minut muzyki. To nadal zimny i wyizolowany świat widziany wprost zza koła podbiegunowego. Od lodowatych transów w rodzaju: Hypnophone czy When I Leave po zimne ambienty, takie jak wspólny ponad 10-minutowy epos nagrany razem z Jony Esterby Heights Of The Dephts. Muzyka Biosphere ani przez sekundę nie wytraca swojego niesamowitego, podbiegunowego klimatu. Doskonale wplecione fragmenty ludzkich głosów, jedynie budują ów lodowaty świat, który wydaje się nie tyleż groźny co raczej fascynujący i niesamowity. To muzyka niezwykle ilustracyjna, która sama w sobie prowokuje obrazy jakie w głowach wyświetla wyobraźnia. Cudowny film dla uszu, utkany z zimnych, ambientowych krajobrazów, strzępów rozmów, plądrofonicznych zakłóceń i tajemniczych transmisji. Wprost na styku jawy i snu.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 2CD


    12,78 EUR
  • Klaus Schulze | Crime of Suspense

    Klaus Schulze | Crime of Suspense

    Po wznowionej jako pojedynczy album pozycji Vanity Of Sounds doczekaliśmy się reedycji następnego zbioru nagrań z obszernego boxu Contemporary Works. Proponowana tutaj muzyka ma sporo wspólnego z impresjami wypełniającymi album Are You Sequenced?, ale jednak jest bardziej stonowana, wyciszona, może ponadto melancholijna? Takie wrażenie wywołują obie długie kompozycje, w których artyście towarzyszy Julia Messenger o ciekawej barwie głosu: Good Old 4 On The Floor i Overchill. Nawiasem mówiąc, ten drugi utwór może przy pierwszych przesłuchaniach sprawiać wrażenie czegoś w rodzaju "wolnego remiksu" tej pierwszej kompozycji, co przydaje płycie spójności i wyrazistszego kolorytu. Umieszczony między wspomnianymi utworami J.E.M. to z kolei bardzo oryginalna impresja w stylu ethno, z niezwykle jaskrawo zabarwioną, karkołomną partią fletową oraz kipiącym sekwencerem i prawdziwie breakbeatowym rytmem odsuniętym w tło. Jeśli Klaus Schulze nagrywa "impresję w stylu ethno", nie należy oczywiście spodziewać się tandetnych przewidywalnych rozwiązań, tylko zupełnie nowej jakości; słowem "ethno" posłużyłem się jedynie dla przybliżenia charakteru kompozycji, ponieważ nie znalazłem bardziej obrazowego w istniejącej terminologii… Podsumowując, jest to jeden z tych albumów Klasu Schulze, który prawdopodobnie nie wpadnie w ucho natychmiast, ale za to z pewnością zyska bardzo dużo przy każdym kolejnym uważnym przesłuchaniu. Dodatkową atrakcją są dwa dodane utwory, Ruins i Castles, pochodzące z dziesiątej płyty boxu Contemporary Works (zbierającej alternatywne miksy utworów z tego wydawnictwa, skrócone wersje oraz nieopublikowane nagrania z sesji z dwoma utworami nagranymi przez Klasua Schulze z Solar Moon System na czele). Te dwie dodatkowe impresje zaczerpnięte zostały ze specjalnej promocyjnej wersji dziesiątego krążka Contemporary Works, na której kolejne utwory nie zostały połączone w całość, tylko umieszczone oddzielnie, dzięki czemu słyszymy w pełnej wersji introdukcję oraz końcówkę każdego z nich (na oryginalnej 10. płycie każda końcówka zazębiała się z początkiem następnego utworu). Ruins oraz Castles, podobnie jak główny materiał z płyty The Crime Of Suspense, też nie wpadają w ucho natychmiast, ale mają niepowtarzalny nastrój korespondujący z atmosferą malowideł holenderskich, który można odkryć przy kolejnych powrotach do całej płyty i coraz uważniejszych przesłuchaniach.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1CD


    14,15 EUR
  • Jean Michel Jarre | Original Album Classics

    Jean Michel Jarre | Original Album Classics

    Availability: Only on request | product: 5CD


    24,36 EUR
  • Klaus Schulze (Wahnfried) | Trance Appeal (2LP)

    Klaus Schulze (Wahnfried) | Trance Appeal (2LP)

    To z pewnością jedna z najbardziej "podskórnych" wypowiedzi Richarda Wahnfrieda - rytmy kiełkują tutaj powoli, niespiesznie, nie wypuszczając naraz zbyt wielu odnóg; pierwszoplanowe dźwięki ostrożnie i podejrzliwie skanując otoczenie, i tak wyłapując przez oddalone peryskopy coraz to inne, głośne, znienacka wyrastające w polu widzenia sample. Doprawdy trudno lepiej mi opisać rzeczywistość szkicowaną szczególnie w drugiej impresji na albumie, Bizarre, ale podobny nastrój dominuje z grubsza na całej płycie. Utworu Rubbish raczej nie powstydziłby się Aphex Twin: tło znów jest podejrzliwe, minimalistyczne, zachowawcze, tymczasem na pierwszym planie dochodzi do ekspresywnego bombardowania muzycznej przestrzeni beatami i rozregulowanymi stukotami. Pojawia się tutaj ponadto jedna z najbardziej przejmujących melodii albumu, przyniesiona przez podmuchy egzotycznego aerofonu. Angel Heart jest pierwszym utworem, w którym do głosu dochodzi tak esencjonalne dla KS mżące sekwencjonowanie, tutaj otrzymuje ono jednak zaskakujący, nowoczesny posmak laptopowego IDM przy skręconych do minimum głośności beatach. So What? stanowi kolejną wyprawę w rejony ulubione przez Aphex Twina, a jednocześnie nie zabrakło tutaj miejsca na atmosferę wyczarowaną przez Klausa Schulze na albumie En=Trance. Kolejne utwory w imponujący sposób balansują na granicy eksperymentalnych kompozycji i prowokujących tonicznych szkiców, nie przestając przy tym tchnąć atmosferą dość jednak typową dla Schulzego. A Chilly Fiesta to z kolei porcja głębokich basów i smutnie zamyślonych improwizacji utrzymanych w humorze przepełniającym Le Moulin de Daudet. Psychedelic Clubbing, jeden z najlepszych utworów w zestawie, ma wiele wspólnego z motorycznymi partiami A Saucerful of Ambience (TDSOTM II, wraz z P. Namlookiem). Le Sleep des Animaux to schulzeański przyczynek do skradającego się click-ambientu... a bonusowy utwór Marooned to trzynastominutowy melanż "zdekodowanych" na harmoniczny język muzycznych skarg typowych dla Esoteric Goody oraz posępnych wyiskrzeń nieco w stylu pierwszego Oxygene Jean-Michel Jarre'a. Prawdopodobnie jedna z najmniej przystępnych, za to najbardziej fascynujących pozycji opublikowanych pod pseudonimem Richarda Wahnfrieda.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    29,00 EUR
  • Klaus Schulze | Drums'n'balls (2LP)

    Klaus Schulze | Drums'n'balls (2LP)

    Na grzbiecie digipacku brakuje numerka informującego o tym, które miejsce w chronologicznie zestawionej dyskografii Klasua Schulze płyta Drums'n'Balls zajmuje - początkowo seria reedycji wydawanych nakładem Revisited Records nie uwzględniała płyt sygnowanych: Wahnfried, dopiero z czasem postanowiono i te nagrania dołączyć do kolekcji eleganckich wznowień. Muzyka tutaj przedstawiona nie odbiega od stylistyki Klausa Schulze tak dalece, jak np. treść innej płyty Wahnfrieda, Trancelation; aranżacyjnie i nastrojowo nie tak daleko stąd do Le Moulin de Daudet albo Beyond Recall. Uwagę natychmiast przykuwają intrygujące sample perkusyjne oraz lekkie, woskowe sekwencje. Największą niespodziankę mogą stanowić tutaj dwie "etniczne" impresje: House of India i po raz pierwszy wydany dopiero w ramach tej reedycji Chicken Biryani, w których Klaus Schulze wykorzystuje linię wokalną zbudowaną na systemie ćwierćtonowym! Pozostałe kompozycje z pewnością z miejsca zadowolą miłośników muzyki tworzonej przez Schulze od początku lat dziewięćdziesiątych, zorientowanej na zwiewniejsze, ulotniejsze sekwencje i mnóstwo rozmaitych sampli. Utwór otwierający płytę okaże się miłym zaskoczeniem dla tych, którzy docenili wchodzącą w zestaw Contemporary Works płytę Trance 4 Motion, jako że jest to po prostu pierwotna, instrumentalna wersja prezentowanej w 2000 r. właśnie tam kompozycji Global Miditation. Ze względu na zagadkową, przydymioną i zamyśloną atmosferę przy jednoczesnej obecności żywych struktur rytmicznych, wyrazistych klawiszowo-perkusyjnych ostinat i klarownych powierzchni melodycznych aż prosi się, żeby powiedzieć: płyta Drums'n'Balls” powinna zostać nominowana do kategorii "Wzorzec ambitnej muzyki klubowej".

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    29,00 EUR
  • Harald Grosskopf | Synthesist (LP)

    Harald Grosskopf | Synthesist (LP)

    Syhnthetist ma już 30 lat od daty premiery, ale materiał Grosskopfa wciąż intryguje kolejne pokolenia słuchaczy. W latach '70 bębnił min. na albumach uznanej formacji kraurockowej Ashra, dał też się poznać jako perkusista w innej super grupie Cosmic Jokers, po latach spędzonych za perkusją Gosskopf postanowił sprawdzić się jako solista. Synthetist kapitalnie obrazuje elektroniczną gorączkę jaka zdominowała lata '80. Wydany oryginalnie w 1980r. adaptuje brzmienia sekwencyjne w wysublimowanym chłodem electro. Nie brak tu i iście wizjonerskich kompozycji które przepowiadały erę techno, takich jak: Earth 1984. W sumie ten elektroniczny szlif tylko przysłużył się temu albumowi. Grosskopf jawnie zamanifestował iż po latach grania w krautrockowej awangardzie, jako solista chce podążać inną ścieżką. Nawet okładkowe zdjęcie, gdzie artysta ucharakteryzowany jest na cyborga, zdradza jego credo. Płyta świetnie zniosła próbę czasu, a przez to, iż Grosskopf gra tu na żywych bębnach, nie razi rytmiczną monotonią. Dla fanów el-muzyki i tych zakochanych w latach '80, to lektura obowiązkowa!

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Cluster | USA Live (LP)

    Cluster | USA Live (LP)

    Cluster w USA, trasa jaką w 1996 roku odbyli Dieter Moebius i Hans Joachim Rodelius przekuła się też i na niezwykłą muzykę. Odwiedzając takie miasta jak min: Nowy Jork, Portland, Phoenix czy Minneapolis, Cluster przetwarzają w formie dźwiękowej, amerykańskie przestrzenie te wielkomiejskie jak i geograficzne. W ślad za tym idzie pewne złagodzenie muzycznej formy. Obydwaj Niemcy mocno temperują swoje chropawe dotychczas brzmienie, dostrajając je bardziej do subtelnych ambientalnych emisji. Gdzieś zniknęła owa chaotyczna przestrzeń, pojawiły się bardziej logiczne plany gospodarowania dźwiękami. Mimo iż niemal cały czas pozostajemy w sferze dosyć abstrakcyjnych konstrukcji, nie drażnią one aparatu słuchowego. Często te ambientalne klisze łapią niemal mistyczny, tribalowy puls jakby Cluster chcieli przetransformować te pierwotne energie i zamknąć je w trybach współczesnej maszynowości i jej chłodnego posmaku. Nader fascynujący dokument niemieckich wizjonerów, ukazujący ich w zupełnie innej sytuacji brzmieniowej.

    R.M.

    Availability: Only on request | product: 1LP


    19,56 EUR