Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

recording period 1980-1989

(222 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Klaus Schulze | En=trance (2LP)

    Klaus Schulze | En=trance (2LP)

    Trudno powiedzieć, co przede wszystkim sprawia, iż muzyka wypełniająca tę płytę kojarzy się z tajemniczymi, zamkniętymi pokojami, nasiąkniętymi aromatycznymi kolorami. Podejrzewam, iż odpowiedzialne za taki efekt jest ustawienie proporcji wszystkich głosów: chyba po raz pierwszy na albumie Klausa Schulze wszelkie muzyczne wątki dobiegają do uszu słuchacza "z tego samego poziomu". Mimo barokowej rozmaitości tematów i dużej inwencji melodycznej przez dłuższy czas brak tu tajemnicy, czającej się na ukrytym planie; nie ma tu "skradających się" motywów, rozwijających się powoli nowych tematów. Schulze zrezygnował z budowania napięcia, proponując w zamian obfita porcję rozwiązań harmonicznych i melodycznych zmieniających się znienacka, kalejdoskopowo. Ruchliwe ostinata brzmią z jednej strony bardzo atrakcyjnie, z drugiej zaś jednak brak im głębi typowej dla nagrań z albumów Moondawn bądź Mirage. Rozkwitające na podobieństwo fraktali ścieżki rytmiczne obudowują improwizowane tematy główne ciasnymi pierścieniami i wywołują specyficzne wrażenie "zamykania" tej muzyki w ścianach z nietypowego tworzywa. Pokoje są obszerne i znakomicie działa w nich klimatyzacja, ale wciąż jednak nie udaje się słuchaczowi znaleźć wyjścia z labiryntu kolejnych pomieszczeń.
    Dopiero pod koniec trzeciego utworu muzyka prowadzi słuchacza z podziemi na peron wyimaginowanego dworca przyszłości, z którego wraz z pierwszymi minutami kompozycji czwartej wydostanie się na deszczową autostradę kreskowaną rozmytymi światłami reflektorów. Tu leży klucz do tajemnicy tej płyty: w pierwszej części penetrujemy ukryte archiwa, w drugiej - udaje się nam znaleźć drogę na zewnątrz. Nie wiem, czy dokładnie taka idea przyświecała twórcy płyty, ale tak czy inaczej, efekt jest niesamowity… Muszę tu bowiem podkreślić, iż mimo zrównania głosów w większości partii i pozbawienia znajdujących się tu nagrań aury mistycyzmu, absolutnie nie jest to płyta nieudana bądź wtórna. To już po prostu nieco inny Klaus Schulze - artysta otworzył drzwi prowadzące w nowe rejony. Poprzednie płyty, z bardziej zwartymi i zamkniętymi kompozycjami, niejednokrotnie podszytymi zdecydowanym rytmem, były zapowiedzią pewnego przełomu: na En=Trance przełom ten dokonuje się już na dobre, choć żaden z zamieszczonych tu utworów nie trwa krócej niż 15 minut a niektóre elementy jednoznacznie kojarzą się z rozwiązaniami typowymi dla dawniejszej twórczości berlińskiego artysty.
    Najbardziej elektryzujące fragmenty tej płyty to główny temat En=Trance, kunsztowna fuga zamykająca Alpha Numerique oraz opisywany dwa akapity wyżej fragment obejmujący zakończenie trzeciego utworu i początek czwartego. Dodatkowy utwór nie pochodzi z sesji nagraniowej, w wyniku której narodził się album En=Trance, ale niewątpliwie sprawi ogromną radość miłośnikom muzyki Klausa Schulze. Nagrania dokonano w 1975 roku i jest to po prostu zapis "zabawy" urządzeniem o nazwie Elvish Sequencer; jednak ta swoista próba dźwięku połączona z mini-improwizacją stanowi nie mniejszy klejnot w uchu prawdziwego miłośnika tajemniczej, nieco mrocznej elektroniki sekwencyjnej, aniżeli skończone wielopłaszczyznowe pejzaże autorstwa Klausa Schulze! Brzmienia i zarysy melodii wyczarowywane w tym ośmiominutowym drobnym arcydziele to do pewnego stopnia wprowadzenie w nastrój później (Timewind) opublikowanej kompozycji Bayreuth Return, ale tylko do pewnego stopnia. Szkoda naprawdę, że na dodatkową, wcześniej niepublikowaną atrakcję starczyło na tej płycie tak niewiele miejsca; mimo prostoty użytych środków "elfowy sekwencer" niesie ze sobą coś niesamowitego, rozjarzającego się w niepokojącym mroku odblaskami zarysowującymi się w kształty spowijające nokturnowe obrazy Grimshawa, na których wielokrotnie nie zabrakło miejsca dla tajemniczych, posępno-zagadkowych elfów o sardonicznych uśmiechach. Tej pół-kompozycji można by doprawdy słuchać znacznie dłużej niż osiem minut...
    Specjalnego wymiaru nabiera ta impresja właśnie jako bonus do "podziemnej", nocnej płyty En=Trance: słuchacz klucząc przez niekończące się korytarze, labirynty piętrowych parkingów i tajemniczych pokojów o szczelnie zamkniętych okiennicach znajduje w finale swej 70-minutowej podróży ukryty skarb, połyskujący niesamowitym brzmieniem ery fantastycznych albumów Timewind i Moondawn

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    29,00 EUR
  • Klaus Schulze | Audentity (2LP)

    Klaus Schulze | Audentity (2LP)

    Bestseller
    Album otwiera blisko 25-minutowa kompozycja Cellistica - jak sam tytuł wskazuje, jedną z pierwszoplanowych postaci w tym dramacie będzie wiolonczela Wolfganga Tiepolda, łkająca tęsknymi dźwiękami, zgrzytająca chropawymi dysonansami, rozrzucająca połyskujące promienie swoich melancholijnych wspomnień o matowej, mollowej tonacji. Pływające, roztapiające się motywy sekwencerowe mieszają się z potężnymi kaskadami tonów elektronicznych i perkusyjnych. W odróżnieniu do muzyki wypełniającej wcześniejsze płyty panuje na tym albumie już od początku specyficznie suchy, sterylny nastrój, wzmagający tylko atmosferę niepokoju i naprężenia...
    Kolejnym utworem jest Spielglocken (kompozycje ustawiono na reedycji albumu w innej kolejności, aby przygotować miejsce dla godzinnego utworu dodatkowego) - miłośnicy muzyki Klausa Schulze, którzy wcześniej niż Audentity poznali album Dziękuję Poland od razu rozpoznają charakterystyczne sekwencje vocoderowo-syntezatorowe, tętniące miękkim pulsem w dalszym planie, przykrywane improwizowanymi dźwiękami głównymi. W porównaniu z koncertową impresją Katowice (Iris) studyjny pierwowzór jest jednak delikatniejszy, znacznie mniej natarczywy rytmicznie, brzmi subtelniej i eteryczniej głównie za sprawą kroplistych, przydymionych dźwięków wibrafonowych.
    Pierwszą płytę wieńczy prawie półgodzinny poemat Sebastian im Traum, kolejny po drugim utworze z pierwszej płyty albumu X (1978) hołd dla poety Georga Trakla. Jest to jeden z najbardziej posępnych utworów w całej dyskografii Klausa Schulze. Powracający motyw wibrafonowy, przetworzony później na płycie Angst (1984) jako Freeze, to w zasadzie jedyny wpadający w ucho motyw składający się na treść tej niezwykłej impresji; poza tym smutnym, zziębniętym wątkiem o bezlistnej rytmice, plan dźwiękowy wypełniają elektroakustyczne opowieści Schulzego i Blossa oraz oniryczne, abstrakcyjne wiolonczelowe monologi Tiepolda. Ta kompozycja przy każdym przesłuchaniu pozwoli słuchaczowi odkryć nowe rejony i dostrzec miejsca, o których muzyka sugestywnie opowiada, w zupełnie nowym świetle. Na drugą płytę trafiły trzy krótsze utwory: Tango - Saty, Amourage i Opheylissem. Pierwszy z nich to drobne scherzo, zbudowane na zgiełkliwym riffie imitującym brzmienie trąbki - wkrótce dołącza się szept vocodera oraz bombardująca perkusja Michaela Shrieve'a, a następnie cały utwór rozkołysze się szklistym, posuwistym rytmem basowego syntezatora. Amourage to piękna sonata na fortepian, syntezatorową fletnię oraz frapujące elektroakustyczne szumy. Zmarznięte motywy wykwitające w tęsknej tonacji oblodzonej lisią czapą mogą równie dobrze towarzyszyć obrazom Edvarda Muncha, co panoramie warszawskiej Płyty Czerniakowskiej o czerwonawym, zdrętwiałym świcie... Opheylissem to swoistego rodzaju kontynuacja Tango - Saty, tym, razem bez trąbiastego riffu, za to z jeszcze bardziej zagęszczoną ścieżką perkusyjną i intrygującymi dysonansowymi akordami wbijającymi się w klinicznie czysty, uporządkowany rytm tej miniatury.
    Na deser słuchacze otrzymują mrożący krew w żyłach utwór Gem w kilku epizodach: pierwsze 11 minut to swobodna, arytmiczna impresja, w której rozżarzone kawały elektronicznych brzmień spadają w gęstniejące elektroakustyczne palenisko - miłośnicy muzyki Ernsta Horna oraz płyty Excerpts 1 Wolframa Spyry z pewnością będą zachwyceni tym pasażem. Z tego złowieszczego, fascynującego wstępu rodzi się utwór główny, zbudowany na szybkim rytmie sekwencerowo-perkusyjnym, na którym w typowo schulzeański sposób rozwijają się improwizowane połacie niezwykłej muzyki. Nastrój tej dynamicznej części kojarzy się z utworami wypełniającymi płytę Drive Inn, szczególnie z nerwowym, podszytym poskórnym napięciem epizodem pt. Highway.
    Na zakończenie jeszcze jedno zdanie - gdyby ktoś kiedyś pokusił się wreszcie o dokonanie adaptacji filmowej powieści Jerzego Krzysztonia "Obłęd", nie można by było chyba wyobrazić sobie w tym filmie idealniejszej muzyki niż ta, która składa się na album Audentity!

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    29,00 EUR
  • You | Time Code (LP)

    You | Time Code (LP)

    Availability: Only on request | product: 1LP


    19,56 EUR
  • You | Laserscape (LP)

    You | Laserscape (LP)

    Availability: Only on request | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Sven Grunberg | Hingus (LP)

    Sven Grunberg | Hingus (LP)

    Niezawodna Bureau B wznawia kolejny, zupełnie zapomniany klejnot z kręgu niemieckiej, elektronicznej awangardy. Sven Grürnberg znany jest jako autor muzyki filmowej oraz do przedstawień teatralnych. W 1974 roku założył grupę Mess, będącą jedną z mniej znanych formacji grającej rock progresywny. Solowy album Hingus nagrywany na przełomie lat 1978/1980, wydaje się dziś pozycją klasyczną niemieckiej awangardy. Na jego niezwykłym kształcie zadecydował niesamowity eklektyzm tej muzyki i zarazem ucieczka od ogranych schematów. Grünberg w niezwykły sposób zespala tu ze sobą art rockowe inklinacje, sekwencyjną elektronikę oraz etniczne brzmienia rodem z dalekiej Azji. Zafascynowany niezwykłymi instrumentami z Tybetu: gongami jak też dzwonami rurowymi, cymbałami, organami kościelnymi, osadza ich brzmienie w tonalności charakterystycznej dla ludowej muzyki Azji. Tym samym muzyka zwarta na płycie Hingus okazała się być jednym z ważniejszych manifestów psychodelii, to wysoce halucynogenny klejnot, który w swym elektroniczno-folkowym dryfie wywracał rzeczywistość. Daleki od mielizn New Age, świetnie wpisywał się w nowoczesny wszechświat brzmień, który europejską elektronikę łączył fascynującym bagażem brzmieniowym Azji.

    R. M.

    Availability: Only on request | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Rolf Trostel | Two Faces (LP)

    Rolf Trostel | Two Faces (LP)

    Album Two Faces ukazał się pierwotnie w 1982 r, w czasach gdy dogorywała moda "New romantic", a elektroniczni wykonawcy łapali drugi oddech. Firma Bureau B, przypomina zatem ów zapomniany fragment niemieckiej muzyki elektronicznej. Trostel podczas pracy nad Two Faces był na etapie testowania nowych elektronicznych instrumentów: PPG Wave Computer 360A, automatu perkusyjnego Rolanda, model CR-78, syntezatora Minimoog. Owe maszyny pozwoliły mu na dalsze rozwijanie własnych pomysłów. Powstała muzyka bardziej powikłana i wyrafinowana w stosunku do debiutanckiego Inselmusik. Sekwencyjne pętle, brzmią dosyć nośnie jednak wzbogacone o świetne melodie mają nieco lżejszy wydźwięk. W sumie dosyć melodyjne to granie, Trostel udanie balansuje na wpół między ówczesnym electro popem a sekwencyjną elektroniką. Na Two Faces oba te nurty, znajdują wspólną przestrzeń dla siebie. Szkoda iż ten materiał nieco przepadł, po latach warto po niego sięgnąć jako kontrę wobec banalnych popłuczyn tamtej epoki.

    R.M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Rolf Trostel | Inselmusik (LP)

    Rolf Trostel | Inselmusik (LP)

    Rolf Trostel, mimo iż nie należy do pierwszej ligi berlińskiej elektroniki, jak najbardziej wart jest przypomnienia. Album Inselmusik ukazał się oryginalnie w 1981 roku, gdy rządził popularny wówczas electro pop i new romantic. Ów debiut Rolfa Trostela okazał się być dosyć mocno konserwatywny jeżeli chodzi o berlińską estetykę. Cztery długie kompozycje nie odbiegają specjalnie od kanonów gatunku, jednocześnie brzmią dosyć minimalistycznie. Trostel testował wówczas możliwości syntezatora PPG, co przełożyło się na dosyć oszczędnie brzmiącą całość. Poza elektronicznymi teksturami artysta wzbogacił całość brzmieniem fletu i garściami dźwiękowych efektów, które uzupełniały statyczną przestrzeń. Jego muzyka stanowi pewien pomost między krautrockową awangardą a czystą elektroniką. Na ten fakt wpłynął udział gitarzysty Güntera Schickata, związanego właśnie z krautrockową sceną. Ten album to ważny fragment historii niemieckiej elektroniki.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Rolf Trostel | Der Prophet (LP)

    Rolf Trostel | Der Prophet (LP)

    Rolf Torstel został przypomniany światu przez niezawodną wytwórnię Bureau B, która wznowiła jego albumy. Co prawda nie jest to artysta tego kalibru co chociażby Klaus Schulze, nie niej warto się nim zainteresować. Mimo iż muzyka Trostela wyrasta z "berlińskich korzeni", na wydanej oryginalnie w 1981 roku płycie Der Prophet, mamy całkiem nową ścieżkę jego poszukiwań. Aby lepiej przyswoić sobie ten materiał, trzeba mieć na uwadze szczególny czas w którym powstał. Przełom lat 70/ 80 przyniósł prawdziwą eksplozję syntetycznego popu. Nowa fala, new romantic, post punk i cold wave nakreśliły ówczesny muzyczny krajobraz. Trostel z zapałem eksploruje electro popowe połacie, jego muzyka jest melodyjna, nośna, nie raz podszyta tanecznym sznytem. Mimo tego nie rezygnuje on do końca z berlińskich wpływów. Gdzieś w tle majaczą się owe melancholijne, przestrzenne, elektroniczne pejzaże. Znakomity pomost jaki łączy wysmakowaną muzykę elektroniczną z wybitnie komercyjnym, lekkim brzmieniem.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Cluster | Curiosum (LP)

    Cluster | Curiosum (LP)

    Grupa Cluster zawsze stała w opozycji wobec masowego odbiorcy i bezrefleksyjnego pożeracza popkulturowej papki. Przypomniany światu przez niezawodną tłocznię Bureau B, album Curiosum miał swoją premierę w 1981 roku, nakładem Sky Records. Hans Joachim Rodelius i Dieter Moebius, będąc jednymi z najbardziej rozpoznawalnych twarzy niemieckiej awangardy, postanowili nieco utemperować swoją atonalną muzykę. Jak na nich album Curiosum jawi się wręcz płytą medytacyjną, chociaż do tego hasła najlepiej podchodzić poprzez pryzmat ich dokonań. Muzyka stoi zdecydowanie na przekór tanecznej estetyce tego okresu. Nagrana w dosyć prymitywnych, surowych warunkach w Austrii, daleko odstaje od wypolerowanych studyjnych superprodukcji. Jest jakby echem industrialnych ekscesów, jednakże ich niepokorny duch, tu został mocno przytłumiony, a wręcz i wyciszony. Co nie znaczy że to muzyka łatwa i przyjemna. Powykrzywiane, pełne zadrapań i surowych chlastów elektroniczne rzeźby, brzmią abstrakcyjnie acz nie opresyjnie. Ubrane w nieco bardziej przystępne łachy, są niczym groteskowa zgrywa. To cały czas awangardowa jazda, jednak bez anty muzycznych przegięć. Jednak surowizna tego materiału cały czas robi niemałe wrażenie.

    R.M.

    Availability: Only on request | product: 1LP


    19,56 EUR
  • Cluster | Apropos (LP)

    Cluster | Apropos (LP)

    Grupa Cluster jest ostoją niemieckiej awangardy. Hans Joachim Rodelius i Dieter Moebius, nieustannie poszerzali swój dźwiękowy język. Album Apropos oryginalnie ukazał się w 1991 roku i był pierwszym wydawnictwem Cluster, zrealizowanym wówczas po długiej, ośmioletniej przerwie. Rzecz jasna oryginalny nakład od dawien dawna jest wyczerpany. Zatem niezawodna Bureau B, postarała się by ponownie ujrzał światło dzienne. Strukturalnie i stylistycznie blisko jest do tego, co Cluster wykreowali na płycie Grosses Wasser. Postrzępione bity, mieszają się ze snującymi się wokół elektronicznymi medytacjami i rozbitymi w nieregularne formy hałasami i świstami, które mogły być zapowiedzią estetyki glitch , która zdominowała świat elektroniki w drugiej połowie lat 90. Poza kilkoma krótszymi nagraniami, głównym punktem tego albumu jest ponad 20-sto minutowa suita Apropos Cluster. To był świetny powrót i zarazem kolejna wizjonerska płyta, jaką udało im się wówczas nagrać. Brawa za jej przypomnienie.

    R.M.

    Availability: Only on request | product: 1LP


    19,56 EUR