Write us
   


Categories


Graphics
Graphics
Graphics

Newsletter

Store statistics

2196 albums in the store
1721 available in stock
33648 samples of tracks
24653 completed orders
4652 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Chile, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...


Contact:

phone +48 601 21 00 22

recording period 1980-1989

(222 albums)
sort by albums on one page
recording period
  • Kitaro | Silk Road v.2 (LP)

    Kitaro | Silk Road v.2 (LP)

    New
    Kitaro w 1989 roku osiadł z drugą żoną i jej synem na farmie wielkości 730,000 m2; w Ward na północno zachodnim przedmieściu rozłożonego w górach, Boulder w stanie Kolorado. Tam stworzył swoje drugie studio nagraniowe Moichi House stworzone na 230 m kw. gdzie swobodnie mieści się 70 osobowa orkiestra. Dobór miejsca nie był przypadkowy - góry Kolorado przypominają Kitaro święte góry Japonii a zarazem w okolicy osiedlona jest liczna społeczność azjatycka. Tamże znalazło schronienie m.in. ponad 5 000 uchodźców z Tybetu. Z jednym z nich, słynnym mnichem i muzykiem Nawang Khechog nagrał swą najmroczniejszą płytę World Of Kitaro i był producentem jego płyty Karuna. Kitaro znany też jest tego że dochód z płyt przeznacza na cele charytatywne np. czarująca płyta trawestująca znane kolędy, Peace On Earth stworzona została aby wesprzeć pieniędzmi z jej sprzedaży fundację non-profit Earth Communications Office. Nie zapomina jednak o swoim kraju rodzinnym ani ten o nim - Kitaro był tam na przykład głównym wykonawcą podczas zakończenia olimpady zimowej w Nagano w 1998 roku. Pięć lat zdjęć 50 milionów dolarów kosztów, miliony kilometry taśmy - tak powstał wspaniały film dokumentalny Silk Road i dzięki niemu mamy możliwość rozkoszowania się świetną ścieżką dźwiękową... Mamy tu typową dla wczesnego Kitaro kombinację dźwiękowego przepychu, majestatycznych struktur i miłych prawie naiwnych melodii. Lekkie syntezatorowe dźwięki pełne elegancji i blasku o ciepłym i pełnym wewnętrznego spokoju charakterze. Radzę włożyć słuchawki zamknąć oczy i udać się w mistyczną podróż uniesionym tą przepiękną muzyką. Cudowne syntezatorowe pejzaże mieszane z naturalnymi odgłosami i niepowtarzalnymi efektami dźwiękowymi. Spokojne i wysublimowane prowokujące do wyobrażania sobie odległych lądów, czasów, kosmosu. Muzyka którą można wykorzystać do medytacji, relaksacji czy Jogi. Ta płyta bardziej podoba mi się od pierwszej części ze względu na według mnie dużo ciekawsze kompozycje. Płytę otwiera oddechem kosmosu przepiękny Peace. To kwintesencja stylu Kitaro - trudno być obojętnym słuchając tych poruszających dźwięków - słychać tu wszystkie charakterystyczne wyznaczniki stylu Kitaro. Dryfowanie w przestrzeni kontynuuje kolejny wspaniały utwór oparty głownie na brzmieniu santur - Takla Makan Desert. Dla mnie to muzyczna transkrypcja tego co się kryje pod słowem "wiosna" - myślę, że nikt lepiej nie potrafiłby na język muzyki przełożyć zapachu trawy, ciepła słońca, radości z otaczającej nas przyrody. Eternal Spring - rytm przyspiesza ale wciąż jesteśmy w kręgu relaksacji. Silver Moon to delikatne powtórzenie motywu przewodniego Silk Road zanurzone w subtelnej oprawie (do 1.42) następnie przechodzi w niesamowicie klimatyczną melodię wygrywaną specyficzną, zarezerwowaną tylko dla Kitaro barwą dźwięku. Według mnie najpiękniejszy fragment płyty oprócz ostatniego utworu. W Magical Sand Dance dźwięk z poprzedniego utworu przechodzi w inną melodię i wsparty jest w dość ciekawy sposób, przez perkusję i tradycyjną gitarę. Kolejny przewspaniały wstęp oparty na paru dźwiękach plus mellotron i kolejna zwiewna melodia - Year 40080. Time Travel - ulotna kompozycja oparta na chanting bellsach w tle mellotrowych chórów. Na kończące tę doskonałą płytę 3 ostatnie utwory brakuje mi już słów... To przypomina mi już małą porcelanową figurkę baletnicy obracającą się w pozytywce ...Reincarnation - wspaniały dialog dzwoneczków w kanałach, Dawning - czy można inaczej opisać świt? Tienshan - zwieńczenie godne artyzmu Kitaro - silnie wyeksponowane basowe dźwięki i prawie pompatyczna melodia dają niezatarte estetyczne wrażenia. Genialne.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Last items | product: 1LP


    19,19 EUR
  • Krzysztof Duda | Voices

    Krzysztof Duda | Voices

    Good price
    Krzysztof Duda, podobnie jak Przemysław Rudź z wolna wpisuje się w krajobraz rodzimej sceny elektronicznej. Wydany w 1995 roku album Voices to pozycja na tyleż niezwykła i ciekawa, że w swojej strukturze urąga wręcz elektronicznym standardom. Duda pomija z premedytacją sekwencyjne pętle, bowiem jego wędrówka idzie w zupełnie innym kierunku. Voices swego czasu był reklamowany jako muzyka relaksacyjna, co też nie jest do końca prawdą. Mamy tu za to śmiałe nawiązania do czarnych brzmień. Siłą Voices są zarówno rytmy jak i brzmienia, które gładko osadzają się w tradycjach funkowych, jazzowych ze szczyptą latino. Już ten fakt tak śmiałych nawiązań i inspiracji, które nijak mają się do klasycznych sekwencyjnych pętli, stawia Dudę w zupełnie innej pozycji. Elektronika dla niego to nie tyleż zamknięty i hermetyczny świat, co raczej narzędzia które pozwalają odbyć mu nieskrępowaną podróż po gorącym, czarnym lądzie. Nawet jeżeli na chwilę zwalnia, to zaraz na nowo mamy eksplozję tanecznej, czarnej gorączki. Aż wstyd że taki album przeszedł zupełnie niezauważony. Pora zatem nadrobić zaległości.

    R.M.

    Availability: Last items | product: 1CDr


    4,20 EUR
  • Pillion | Enigmas

    Pillion | Enigmas

    Pillion to jedna z białych plam z kręgu muzyki elektronicznej. Album Enigmas miał swoją premierę w 1980 roku na płycie winylowej. Od tamtego czasu nie wznawiany, był swoistym białym krukiem. Dopiero w 2019 roku niezawodna Groove Unlimited, postanowiła wreszcie wydać ów materiał na płycie CD. Ów projekt narodził się w 1979 roku kiedy to Walter Christian Rothe i Guy Drieghe wpadli na siebie w małej organizacji non profit o nazwie ELK-Muziek, działającej w Antwerpii. Zajmowała się badaniami na syntezatorami modularnymi, zatem Rothe i Drieghe postanowili wykorzystać jej doświadczenia i nagrać wspólny album. Enigmas to raptem dwie kompozycje. Tytułowa odnosi się stylistycznie do tego, co prezentował Klaus Schulze na albumie Timewind. Sekwencyjna elektronika utrzymana w charakterystycznym, berlińskim stylu. Drugi utwór Pompeii to obraz zagłady miasta- perły, dumy starożytnego Rzymu, strawionego przez wulkan Wezuwiusz. Ponownie zanurzamy się w sekwencyjne otchłanie, jednakże Pillion starają się wyrazić ów moment katastrofy, uderzając w bardziej ambientalne tony. Bardzo dobry album, który koniecznie musi znaleźć się w zbiorach elektronicznych kolekcjonerów.

    R.M.

    Availability: Only on request | product: 1CD


    15,61 EUR
  • Tangerine Dream | The Blue Years Studio Albums

    Tangerine Dream | The Blue Years Studio Albums

    Availability: Goods in stock | product: 4CD


    29,53 EUR
  • Tangerine Dream | Live Miles (2LP)

    Tangerine Dream | Live Miles (2LP)

    Jest to płyta trochę niedoceniana, trudno powiedzieć czy słusznie. Warto jednak zwrócić na nią uwagę choćby ze względu na to, że jest to ostatni krążek Tangerine Dream z udziałem Chrisa Franke, który odszedł z zespołu w 1987 (w 1985 grupę opuścił J. Schmoelling). Po jego odejściu "mandarynkowy sen" stał się zupełnie inną formacją (moim zdaniem raczej przeciętną).
    Płyta została wydana w 1988. Zawiera obszerne fragmenty koncertów: Albuquerque Concert (stan Nowy Meksyk) z 1986 i Berlin Concert z 1987 (zorganizowanym z okazji 750-lecia istnienia miasta). Dwie rozbudowane, na wzór starszych kompozycji, prawie 30 minutowe części, niewiele odbiegają brzmieniowo od siebie. Pokaźna "gmatwanina" barw, bogate instrumentarium i typowe dla Tangerine Dream struktury sekwencerowe, nadają muzyce charakterystyczną dźwięczność. Zawierają klimat, który w przyszłości gdzieś został nieumyślnie (lub umyślnie) porzucony. Krążek może zaskoczyć swoją dynamiką. Powiedziałbym nawet, że jest świeży. Na pewno jest to w niemałym stopniu zasługą Chrisa Franke, a kolejna płyta zespołu, już bez tego muzyka, (Optical Race) jest swoistym dowodem na to.
    Trudno powiedzieć jak lider Tangerine Dream zareagował na decyzję swojego kolegi. Jednak przerwanie 19-letniej współpracy nie mogło dobrze wpłynąć na kondycję zespołu. Nie pomogło "najęcie" obiecującego Paula Haslingera (odszedł z resztą z grupy niewiele później). Tym samym Live Miles staje się płytą, która definitywnie kończy chyba najbardziej owocny okres w historii Tangerine Dream

    El-Skwarka

    Availability: Goods in stock | product: 2LP


    38,44 EUR
  • Brian Eno | Ambient 4 - On Land (2LP)

    Brian Eno | Ambient 4 - On Land (2LP)

    Po przejrzystych, holograficznych strukturach Music for Airports i baśniowych tonicznych mydlanych bańkach The Plateaux of Mirror otrzymujemy zestaw mrocznych, podziemnych, organicznych chrzęstów i poszumów, ewoluujących w tchnące jedynym w swoim rodzaju pięknem oniryczne impresje. Trzeba uważnego wsłuchania się, by doszukać się smakowitych kąsków ukrytych pod pokładami frapującej elektronicznej sadzy w każdym z prezentowanych tu utworów - ale jeśli ktoś woli traktować ten album jako niezobowiązującą muzykę tła, również powinien być usatysfakcjonowany jej jakością. Praktycznie każdy z zamieszczonych tu utworów jest istną perełką, ale szczególnie należy zarekomendować otwierający całość Lizard Point, w którym pojawiają się okazjonalne, ospałe nuty basowe wygrywane przez Billa Laswella, Unfamiliar Wind, który otwiera furtkę do takich później wykreowanych magicznych światów jak Selected Ambient Works II Aphex Twin, a przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zamykające album Dunwich Beach, Autumn: jest to niewątpliwie jeden z najbardziej czarodziejskich utworów w całym dorobku Briana Eno. Mamy tutaj subtelne, gitarowo-elektroniczne tło w pastelowych odcieniach, zarysowujące pustą plażę i spokojnie falujące, może lekko posmutniałe morze; nad wszystkim unoszą się ostatnie powiewy ciepłej jesieni, zobrazowane tutaj przeciągłymi, głuchymi chmurami wykreowanymi przy pomocy brzmień, po które sięgnął także Klaus Schulze tworząc impresje Moogetique oraz Phantom Heart Brother Part 1. Przedłużenie cyklu Ambient na bardzo wysokim poziomie.

    I. W.

    Availability: Only on request | product: 2LP


    29,99 EUR
  • Brian Eno | Ambient 4 - On Land (LP)

    Brian Eno | Ambient 4 - On Land (LP)

    Po przejrzystych, holograficznych strukturach Music for Airports i baśniowych tonicznych mydlanych bańkach The Plateaux of Mirror otrzymujemy zestaw mrocznych, podziemnych, organicznych chrzęstów i poszumów, ewoluujących w tchnące jedynym w swoim rodzaju pięknem oniryczne impresje. Trzeba uważnego wsłuchania się, by doszukać się smakowitych kąsków ukrytych pod pokładami frapującej elektronicznej sadzy w każdym z prezentowanych tu utworów - ale jeśli ktoś woli traktować ten album jako niezobowiązującą muzykę tła, również powinien być usatysfakcjonowany jej jakością. Praktycznie każdy z zamieszczonych tu utworów jest istną perełką, ale szczególnie należy zarekomendować otwierający całość Lizard Point, w którym pojawiają się okazjonalne, ospałe nuty basowe wygrywane przez Billa Laswella, Unfamiliar Wind, który otwiera furtkę do takich później wykreowanych magicznych światów jak Selected Ambient Works II Aphex Twin, a przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zamykające album Dunwich Beach, Autumn: jest to niewątpliwie jeden z najbardziej czarodziejskich utworów w całym dorobku Briana Eno. Mamy tutaj subtelne, gitarowo-elektroniczne tło w pastelowych odcieniach, zarysowujące pustą plażę i spokojnie falujące, może lekko posmutniałe morze; nad wszystkim unoszą się ostatnie powiewy ciepłej jesieni, zobrazowane tutaj przeciągłymi, głuchymi chmurami wykreowanymi przy pomocy brzmień, po które sięgnął także Klaus Schulze tworząc impresje Moogetique oraz Phantom Heart Brother Part 1. Przedłużenie cyklu Ambient na bardzo wysokim poziomie.

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    25,53 EUR
  • Tangerine Dream | Miracle Mile (LP)

    Tangerine Dream | Miracle Mile (LP)

    Lata 80 w historii Tangerine Dream były szczególnie naznaczone produkcjami soundtracków do filmów. Wiele z tych albumów to nie tylko żelazne pozycje w dyskografii grupy, ale też znakomite ścieżki dźwiękowe. Takie płyty jak Firestarter, Shy People, Heartbreakers czy Near Dark to jedne z najciekawszych w jej karierze. Płyta Miracle Mile niejako kończy ten "złoty okres" w historii grupy. Jednocześnie wybija się na plus w porównaniu ze średnio udanymi albumami studyjnymi takimi jak Optical Race czy Lily On The Beach. Film Miracle Mile zrealizowany dla niezależnej wytwórni Hemdale, to dzieło Steve'a De Jarnatta. Obraz poruszał temat wówczas wciąż gorący i niepokojący, a mianowicie wyścig zbrojeń i widmo nuklearnej zagłady. Konfrontacja na linii USA-ZSRR, a więc Reagan-Gorbaczow wydawała się nieunikniona. W filmie jeden z bohaterów, Anthony Edwards przechwytuje informacje o możliwości wybuchu wojny atomowej. Ówczesny program obrony antyrakietowej "Gwiezdych Wojen", tylko prowokował tego typu działania. I tu wkracza Tangerine Dream ze swoją muzyką. Edgar Froese i Paul Haslinger nawiązując do sekwencyjnej przeszłości, stworzyli płytę niepokojącą i przede wszystkim w "swoim stylu". Nawiązali luźno do tematów znanych z wcześniejszych płyt Heartbreakers, czy Near Dark. Grupa potrafi uderzyć mocniejszym, sekwencyjnym graniem jak i być bardziej melancholijna. Jakby rzeczywiście ów cień wojny atomowej, przysnuwał radość życia i złowrogo wyłaniał się z morza wojskowych i telewizyjnych meldunków. Znakomity album i kolejna "filmowa" perełka w dorobku grupy.

    R. M.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    23,54 EUR
  • Jean Michel Jarre | Revolutions (LP)

    Jean Michel Jarre | Revolutions (LP)

    Album poświęcony jest "wszystkim dzieciom rewolucji" - francuskiej, amerykańskiej, przemysłowej, komputerowej, islamskiej. Rewolucja przemysłowa - muzycznym motywem przewodnim jest dźwięk metalicznego odgłosu kojarzący się z robotnikiem walącym w rurę przecinakiem. Drugi utwór zaś słychać sapanie olbrzymiego miecha, na tym tle nerwowe, drażniące dźwięki symbolizujące jak dla mnie dużą fabrykę i podziw dla mocy sprawczej człowieka, który poprzez przemysł potrafi kształtować swoje własne życie, wszystkie te symfoniczno-pompatyczne wstawki świadczą że Jarre oddaje hołd nowoczesności.
    Po tym można rzec dramatycznym otwarciu w stylu który można by nazwać symfonią industrialną mamy wejście Jarre'a w świat popowych melodii. Wiem że zarzuca się JMJ że miał już tyle zarobionych pieniędzy, że powinien nagrać bardziej eksperymetalną płytę ale zostawmy ten temat - Jarre zaczął uczyć się zorientowanych na pop melodii. London Kid to coś co nazwać by można light guitar pop-lekkie i przyjemne gitarowe granie z elektronicznym tłem.
    Kolejny utwór Revolutions to chyba mój zdecydowany faworyt - ciekawe rozwinięcie i niespotykane dotąd połączenie z muzyką arabską - vocoderowa monodeklamacja (Jean-Michel Jarre oraz Michel Geiss - komputerowy głos zaprojektowano w kalifornijskim Street Electronics) wymieniania różnych rzeczy na zasadzie możliwość brak możliwości, plus egzotyczne dźwięki tworzy coś na kształt etno elektroniki.
    Kolejny Tokyo Kid to jakby uzupełnienie do London Kid - nazewnictwo nie przypadkowe - Londyn kojarzy się z XVIII wieczną rewolucją przemyslową na ziemiach angielskich czyli wprowadzeniem pierwszych maszyn, zaś Tokio to konotacja związana z dzisiejszymi czasami, gdzie myśląc o nowoczesności bezwiednie kojarzymy to z Japonią. Utwór ten to taki elektro etno jazz, jak dla mnie najsłabiej brzmiący na płycie.
    Computer Weekend - dla jednych zbyt cukierkowy dla mnie przykład wykreowania ascetycznymi metodami przeboju. Utwór September śpiewany przez Mireille Pombo i chór żeński z Mali to hołd złożonym Dulcie September, aktywistki ANC jednej z ofiar reżimu południowoafrykańskiego zamordowanej w marcu 1988 roku. Tu słychać wyraźne inspiracje z czarnego lądu. Patetyczno-podniosły Emigrant to klamra spinająca tę tematyczną płytę.
    Loopy z Rolanda D-50 podporządkowano klimatom etnicznym, Jarre odmienił swoją muzykę już na Rendez Vous ale tutaj nastąpił już całkowity kolaż różnych gatunków muzycznych . Być może dlatego płyta ta przez ortodoksyjnych fanów el jest źle odbierana. Przeze mnie nie.

    Dariusz Długołęcki

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    22,88 EUR
  • Jean Michel Jarre | Magnetis Fields (LP)

    Jean Michel Jarre | Magnetis Fields (LP)

    Bestseller
    Po prawie bliźniaczo podobnych brzmieniem Equinoxe i Oxygene Jarre wydał płytę zupełnie odmienną. Brak tu wizji kosmicznych światów swoistego kreowania innej nadrzeczywistej materii dźwięku - tutaj mamy do czynienia z melodyjnym minimalizmem. Podkłady jakie pojawiają się w poszczególnych utworach powodują zupełnie inny odbiór tej muzyki, która jakby zrzuciła zwiewną zasłonę odrealnienia. Tytuł do płyty Jarre zaczerpnął z nadrealistycznego poematu Andre Bretona i Philippe'a Soupalta. Pierwsza połowa albumu koncentruje się na 17 minutowej suicie, jednej z najbardziej zaskakujących kompozycji Jarre'a. Skonstruowano ją jako sekwencję dwóch głównych motywów, z rozmarzonym interludium wprowadzającym trochę kosmicznego ducha. Pierwszy motyw oparto na dynamicznej serii syntezatorowych chórów dochodzących do crescendo, drugi o zabarwieniu orkiestrowym można by nazwać progresywnym popem elektronicznym z ciekawymi syntezatorowymi improwizacjami o bardziej ambitnym zabarwieniu. Jest ona jakby podzielona na 3 części - pierwszą bardziej dynamiczną kończą zabawy przetworzonym głosem (naturalne dźwięki miksowano Fairlightem), druga surrealistyczna składająca się z mnogich efektów, sampli (pierwszy raz użyte w historii jako muzyczny element) i dochodzącej do nich melodii na syntezatorze przechodząca w część 3 - najsłabszą na płycie - najlepiej obrazuje owo odarcie z mrocznej tajemnicy poprzednich 2 płyt na rzecz zrytmizowanego popu elektronicznego.
    Część druga to chwytliwy techno - pop oparty na twistowym rytmie. Szkoda że Jarre odszedł od działających na wyobraźnię przestrzennych wizji.
    Część 3 zaś to głównie przegląd elektronicznych efektów - odgłosów maszynerii, pikania radaru itd. Wszystkie te dźwięki emulowane przez syntezatory brzmią niezwykle intrygująco w zestawieniu z syntezatorem. Króciutki acz bardzo nastrojowy o ciekawej stylistyce jedyny przypominający dawne dokonania Jarre'a.
    Część 4 - melodyjne linie i relaksacyjny podkład dają nam możliwość obcowania z najlepszym jak dla mnie utworem na tej płycie - spokojna, pogodna atmosfera pozwala na błogie zanurzenie się w otaczających nas dźwiękach.
    Część 5 można odebrać jako rumbę - wiadomo że Jarre dalej flirtował z latynoamerykańskimi rytmami, że wspomnę nieszczęsne Calypso i wielokrotnie przemycał tą muzykę do swych utworów. Ten utwór wieńczący płytę to wyraźne zasygnalizowanie że stylistyka z Equinoxe i Oxygene to już przeszłość.
    Na pewno wielu fanów rozczarowało się sądząc że Jarre będzie kontynuował wariacje na temat swoich dwóch poprzednich płyt. Inni jak ja, uważają że dobrze uczynił że zaczął poszukiwać czegoś nowego. Na koniec ciekawostka - po francusku płyta nosi tytuł Les Chants Magnétiques czyli "Magnetyczne piosenki" - wydano ją także jako Magnetic Fields a nie Songs - Jarre uznał że słowo Fields brzmi lepiej jako nazwa płyty.

    Dariusz Długołęcki


    Płytę otwiera ruchliwe, rozmigotane ostinato, w które wkrada się regularnie dźwięk o pół tonu niższy niż główny ton składowy, przez co uzyskuje się wrażenie rozmazywania się melodii, spotęgowane licznymi pogłosami. Na tym tle rozbrzmiewają charakterystyczne jarre'owskie dwudźwięki, prowadzące swą nostalgiczną opowieść. Ten dynamiczny, iskrzący się fragment może stanowić idealną ścieżkę dźwiękową do filmu, który w przyspieszonym tempie pokazuje budzenie się i wzrost roślin albo podziały komórkowe… Pływający, miękki bas zaznacza co jakiś czas swoje akcenty, a temat przewodni roztapia się co kilka chwil w bezkresnym oceanie szumów i kosmicznych świergotów.
    Muzyka z biegiem czasu staje się coraz pogodniejsza, ostinato oscyluje wokół durowego akordu, a prowadząca melodia wschodzi niczym słońce przebijające się przez deszczowe chmury prędko odsłaniające czyste niebo. Potem zaś idziemy na spacer w towarzystwie zagadującego nas półsłówkami robota. Zwiedzamy Warszawę? Paryż? Fikcyjną metropolię pełną samochodów o opływowych kształtach, pełną budynków wyginających się za sprawą śmiałej architektonicznej wyobraźni jak w krzywym zwierciadle?... Gdy skończy się ten pozbawiony regularnego rytmu i wyrazistej melodii fragment, jak świetlista smuga rozbłyśnie znienacka kolejny wątek, prowadzony natychmiast wpadającymi w ucho dwudźwiękami na tle galopującego rytmu syntezatorowo-perkusyjnego. Ta melodia toczyć się już będzie pospiesznie aż do końca pierwszej części suity, stopniowo wyciszając się, pozostawiając na słyszalnym planie tylko zamyślone, smętne, tęskne syntezatorowe znaki interpunkcyjne. Po ostatnim wielokropku rzeczywiście zostanie już tylko cisza…
    Część druga to najbardziej znany fragment tej płyty i zarazem niekwestionowany przebój, gwóźdź programu późniejszych koncertów. Bardzo chwytliwy motyw brzmi klarownie w "zwrotkach" i miesza się z lekko dysonansowymi akordami w "refrenach" utworu, a brawurowy podkład przywołuje na myśl pomysłowe podkłady perkusyjne wykorzystane przez grupę Kraftwerk jako budulec kolejowych muzycznych podróży w utworach Trans Europa Express, Abzug i Metall auf Metall. Część trzecia brzmi najbardziej tajemniczo i mgliście. Może słuchacz próbuje przyjrzeć się płochliwemu egzotycznemu ptakowi, który skrył się w zgniłozielonym sitowiu?... Brzmienie muzyki zapowiada pogłębioną na późniejszych płytach fascynację wątkami orientalnymi.
    Czwarta część to typowa dla Jarre'a melodia, brzmiąca jednocześnie i pogodnie, i z lekka nostalgicznie. Leitmotiv tego utworu stopniowo będzie niknąć wśród poświstów i dźwięków idealnie oddających igranie odblasków na tafli wody, aż pozostanie tylko miarowe, chłodne ostinato.
    Część ostatnia to wzmagająca "surrealistyczny" nastrój całości żartobliwa rumba, celowo "utandetniona" i brzmiąca mniej plastycznie niż pozostałe kompozycje. Słuchacz zasiada przy jednym z klubowych stolików i za chwilę doczeka się premiery dzieła Les chants magnetiques - cała suita rozpocznie się od początku; ten seans w seansie może nigdy się nie kończyć… Przecież znienacka milknące dźwięki rumby to też tylko igraszka ze słuchaczem…

    I. W.

    Availability: Goods in stock | product: 1LP


    19,93 EUR